Anti-Counterfeiting Trade Agreement

Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi (ang. Anti-Counterfeiting Trade Agreement, ACTA) – projektowane porozumienie wielostronne, mające narzucić międzynarodowe standardy w walce z naruszeniami własności intelektualnej.

A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O Ó P Q R S Ś T U V W X Y Z Ź Ż

  • ACTA mogą być pretekstem do złagodzenia przepisów obowiązujących w Polsce. Na przykład w Polsce okres przechowywania billingów jest najdłuższy w Europie i wynosi 2 lata. Kiedy w Niemczech wydłużano ten okres z trzech do sześciu miesięcy, to była tam burzliwa dyskusja na temat wolności obywatelskich.
  • ACTA stwarza faktycznie uprzywilejowaną sytuację wielkich przedsiębiorstw w stosunku do innych uczestników obrotu gospodarczego. Podkreślam – ACTA nie zachowuje równowagi między interesami tych wielkich firm, a interesami wszystkich pozostałych, którzy są zainteresowani dostępem do dóbr intelektualnych. Uważam za zdecydowanie błędną tezę głoszącą, że im silniejsza i bardziej restrykcyjna jest ochrona wartości intelektualnych, tym lepiej.
  • Broniąc praw autorskich, ACTA posługuje się bombą atomową, skutków wybuchu której nie sposób przewidzieć. Zawiera szereg niejasno opisanych procedur, które mogą doprowadzić do masowego łamania prywatności internautów – także tych, którzy z kradzieżą praw autorskich nie mają nic wspólnego. W starciu prawa własności z jednej i prawa do prywatności, wolności przepływu myśli i idei z drugiej strony – tę drugą stronę zlekceważono.
  • Chcemy dokładnie przeanalizować zastrzeżenia profesorów i, jeśli mamy się do nich ustosunkować, chcemy zrobić to możliwie szczegółowo. (…) Sugestywne tytuły publikacji na ten temat dają do zrozumienia, że zagrożone są podstawowe prawa i wolności. W naszej opinii chodzi o coś innego. W istocie, mamy tylko do czynienia z różnymi, uzasadnionymi interpretacjami prawa, o których można rzeczowo podyskutować. Dopiero w takim kontekście dyskusja staje się bardziej merytoryczna, a na tym właśnie nam zależy
  • Dlaczego Polska i Unia Europejska ma przystępować do porozumienia, które – jak twierdzi Ministerstwo Gospodarki i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa narodowego – nie ma mieć wpływu na polskie i europejskie prawodawstwo? Jaki jest sens takiego traktatu, skoro – jak twierdzą – w polskim porządku prawnym już istnieją mechanizmy, o które rzekomo zabiegamy w przystępując do tego traktatu? Jak się to ma do tego, że ACTA ma jednak wywierać wpływ w sferze prawa karnego, a więc dotykać prawodawstwa krajów podpisujących (i potem ratyfikujących) porozumienie?
  • Dowiedzieliśmy się, że teraz nie można już, oczywiście, cofnąć decyzji o podpisie polskiego przedstawiciela pod dokumentem ACTA, że ten podpis zostanie złożony i że to otworzy drogę do procedury ratyfikacji tej umowy. Zapytałem przedstawicieli obu ministerstw o to, czy mają jakąś koncepcje rozwoju wypadków, gdyby się okazało, że Parlament Europejski albo polski Sejm nie wyrażą zgody na ratyfikację tej umowy międzynarodowej. Usłyszałem, że „byłby to wstyd”. Zastanawiam się, co jest większym wstydem i czy przez przypadek nie sposób pracy nad tego typu umową międzynarodową, w ramach której domagająca się informacji publicznej „opinia publiczna” nie mogła takich informacji uzyskać.
  • Dzisiaj rano dowiedziałem się, że głosowałem za ACTA. Serio. I nie mam zamiaru się tego wypierać. Czy wiedziałem, za czym głosuję? Nie. Czy zawsze wiem, za czym głosuję? Rzadko. Czy inni posłowie i europosłowie wiedzą więcej? Nie.
  • Istnieje zagrożenie, że po wprowadzeniu nowych praw dostawcy internetu będą mieli na przykład obowiązek śledzenia ruchu generowanego przez ich abonentów. Efektem ubocznym walki z podróbkami mogłoby stać się natomiast zablokowanie produkcji zamienników dla drogich leków. (…) Projekt wyszedł z inicjatywy amerykańskiego przemysłu rozrywkowego, gdzie najmocniej walczy się o ochronę praw autorskich. Obecne prawo autorskie jest na tyle restrykcyjne, że skopiowanie zdjęcia z Facebooka czy umieszczenie obrazka czyjegoś autorstwa na Kwejku jest już jego naruszeniem. ACTA może doprowadzić do tego, że takie działania rzeczywiście zaczną być ścigane i surowo karane.
  • Istotą ACTA  –  i dążeń rządu  –  jest zabetonowanie obecnego systemu tak, że jego zmiana w kierunku innym niż zaplanowany w ACTA będzie w przyszłości niemożliwa. To będzie świetna wymówka, żeby nie rozważać żadnych postulatów reform: nie możemy, bo jesteśmy stroną ACTA. Jedyne, co możemy zmienić, to zwiększyć restrykcje, ściganie, kontrolę, zrezygnować z pośrednictwa sądów. Ale ja nie akceptuję tej logiki. Mamy prawo do swobodnego kształtowania naszego porządku prawnego, w warunkach społecznej, demokratycznej kontroli. Przez naszych wybranych w powszechnych wyborach przedstawicieli, a nie powołanych urzędników negocjujących tajne traktaty.
  • Komisja Krajowa podziela powszechnie formułowane wątpliwości dotyczące właściwej ochrony praw obywatelskich w przypadku podpisania i ratyfikowania porozumienia ACTA. Niedopuszczalny jest brak konsultacji społecznych i publicznej debaty w trakcie prac przygotowawczych nad przyjęciem tak ważnego dokumentu.
  • Kto zarabia i czyje interesy chroni w związku z tym ACTA, ograniczając wolność zwykłych ludzi? Korzyści z ochrony praw autorskich czerpią tylko handlarze traktujący dobra intelektualne jako towar. Autorzy są tu jedynie po to, by sprzedawać (najlepiej za bezcen) handlarzom prawa materialne do tego, co stworzyli. Natomiast krociowe zyski ciągną pośrednicy, producenci, dystrybutorzy – a w dalszej kolejności organizacje, korporacje, grupy kapitałowe i inne molochy, dzierżące w garści globalny rynek. To ich interesy chroni dziś ACTA. Czyim kosztem? Nas wszystkich.
  • Młodzi ludzie to, co się dzieje odczuwają jako sprzeciw pokoleniowy, że coś im się zabiera, ogranicza. Ale padli ofiarą czystej manipulacji. W Polsce funkcjonuje masa biznesów internetowych opartych na piractwie, którym zależy na podsycaniu tego typu protestów.
  • Moim zdaniem nie ma na to [że ACTA zakończyłaby piractwo] szansy żadnej. I tu rzeczywiście niebezpieczeństwo jest bardzo poważne, że to może prowadzić, chociaż to nie jest intencją, do cenzury. To może prowadzić, bo oczywiście wtedy, kiedy rząd próbuje kontrolować przepływ, wolny przepływ informacji i strumień informacji, a tutaj traktując dzieła sztuki, czy też muzykę jako również informację, to oczywiście nie wiadomo na czym to się skończy. I widzimy w różnych krajach autorytarnych, czy totalitarnych, gdzie próbuje się to kontrolować.
  • Można mieć nadzieję, że dla obecnej ekipy sprawa ACTA będzie kolejnym gwoździem do trumny, sęk jednak w tym, że o wiele groźniejsze od jej upadku mogą się okazać skutki porozumienia, które ów gwóźdź wbiją. I nie chodzi bynajmniej tylko o ściąganie muzyki czy filmów, ale dostęp do leków i wolność słowa, a więc demokrację jako taką.
  • Myślenie w kategoriach zakazów, sankcji karnych, ochrona utworu 70 lat po śmierci autora i tym podobne koncepcje są kompletnie nieadekwatne. Jednak zamiast tworzyć nowe rozwiązania, rządy uparcie próbują jeszcze mocniej wbijać gwoździe w skrzypiące deski. Temu właśnie ma służyć ACTA. Casus tego porozumienia pokazuje, że o przychylności władz dla danej koncepcji nie decydują oficjalne narady, ale poszczególni politycy, blisko związani z lobby przemysłu rozrywkowego i multimedialnego. Stają się oni rzecznikami koncernów, a siła ich przebicia świadczy o potędze tych firm.
  • Najmniejszym złem będzie niepodpisanie przez Polskę tego traktatu. Teoretycznie premier ciągle może to zrobić. Powinnyśmy wystąpić do Trybunału Sprawiedliwości UE o sprawdzenie, czy ACTA jest zgodne z prawem unijnym. Wypracować własne, krytyczne stanowisko, opierając się na opiniach Głównego Inspektora Danych Osobowych i Rzecznika Praw Obywatelskich. Wreszcie zablokować proces ratyfikacji tego traktatu na poziomie Unii Europejskiej i w Polsce. Tak, żeby stał się on tylko złym snem. Ale do tego potrzeba woli politycznej partii rządzącej.
  • Należy się bać przyjęcia prawa, w którym jest tak wiele niejasności. I przy pełnej nieprzejrzystości jego powstawania. To powoduje podejrzenia, że jednak chciano coś ukryć. Dziwię się lekkomyślności polskich europarlamentarzystów, którzy dopiero teraz się obudzili w tej sprawie.
  • Niestety, sprawa ACTA została przedstawiona społeczeństwu kłamliwie. Ktoś zadał sobie trud, żeby stworzyć wizerunek nieistniejącego faktycznie zagrożenia swobód obywatelskich (chyba, że złodziejstwo uznamy za jedną z tych swobód), zawartego ponoć w postanowieniach ACTA, a również zasugerować rzekomą „tajność” decyzji przystąpienia do tego porozumienia międzynarodowego. Tymczasem konsultacje społeczne MKiDN objęły wszystkich zainteresowanych, organizacje autorów, producentów, nadawców, PIKE, PIIT (a wiec telekomów z Google Polska na czele). Pisma rozesłano 10 maja 2010 r. wg rozdzielnika. Poza tym tekst ACTA wisiał na stronie MKiDN ponad rok.
  • Pod pozorem zwalczania podrabiania własności intelektualnej chcą ograniczać wolność obywateli na całym świecie. ACTA zostało stworzone przez ludzi, którzy nie zostali przez nikogo wybrani i nie reprezentują oni żadnego narodu ani struktury międzynarodowej. Niedługo ACTA będzie głosowane w Parlamencie Europejskim. Młodzież Wszechpolska zawsze staje po stronie interesów Polski i Polaków. Uważamy, że takie przepisy wcale nie wyeliminują piractwa, a staną się przyczyną zwiększenia inwigilacji Polaków oraz wprowadzenia całego szeregu innych przepisów i regulacji ograniczających nasze naturalne prawa i wolność. (…) Wszyscy musimy się temu głośno i stanowczo przeciwstawiać.
  • Skandaliczny dokument. Przygotowany w niedopuszczalnych trybie! Anachroniczny w metodologii. Za pozorem ochrony własności intelektualnej kryje się tak naprawdę przywrócenie politycznej kontroli nad Internetem. Dziś nikt, kto jest kompetentny, nie twierdzi, że ochrona własności intelektualnej sprzyja rozwojowi. Odwrotnie – to brak zbyt sztywnych regulacji w tym sensie daje gwarancje rozwoju.
  • Sprawa ACTA to kolejny dowód na to, że w Polsce nie tylko politycy są do wymiany. Ustawiczne (i nieraz słuszne) prasowe narzekania na jakość polskiej „klasy politycznej” skrywają problem wyjątkowej mizerii, oderwania od rzeczywistości i mentalnego skorumpowania polskiej, nazwijmy to, „klasy dziennikarskiej”.
  • Śledząc debatę, można odnieść wrażenie, że w ACTA chodzi tylko o uregulowanie zasad egzekucji przestrzegania praw autorskich w internecie. A przecież nałożenie kagańca na internet to tylko fragment tej umowy. Przecież jej wejście w życie może stworzyć poważne zagrożenie dla naszej gospodarki, a także gospodarek innych krajów na dorobku. Przecież procedury wprowadzone tą umową radykalnie ograniczą możliwości tworzenia własnych innowacji technicznych i spowodują wzrost kosztów rozwoju gospodarczego. ACTA może skazać nasz kraj na pozostawanie zapleczem surowcowym i dostawcą taniej siły roboczej dla potentatów. Czyżby nikt w rządzie nie zdawał sobie z tego sprawy? A może faktycznie panuje tam przekonanie, że bez względu na wszystko musimy przyjąć tę umowę? Może dlatego nie rozmawiamy o elementach umowy, które ewidentnie zagrażają naszym narodowym interesom?
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne!
  • Skoro już jesteśmy przy gównie (i przy internecie), to powiem, że te wszystkie acty, sopy, pipy czy jak to się jeszcze nazywa, skazują ludzi na tkwienie w czymś gównianym. Na telewizyjne rozwolnienie, na pochłanianie śmierdzącej mainstreamowej papki. Internet był dotąd jedynym miejscem, w którym można było za darmo obejrzeć coś lepszego, jakiś ciekawszy film czy serial. Telewizja mainstreamowa nic takiego nie oferuje. Nowe akty prawne stawiają ludzi przed wyborem: płać, instaluj sobie płatną telewizję – albo zacznij się odżywiać się duchową biegunką.
  • Tajne negocjacje w sprawie porozumienia rozpoczęto w 2007 r. Tylko dzięki przeciekom opinia publiczna dowiedziała, że taki akt jest przygotowywany i o czym rozmawiają twórcy ACTA. Po oficjalnym ujawnieniu tekstu porozumienia w serwisie Wikileaks rozpoczęto starania o jak najszybsze podpisanie ACTA, przy możliwie małej liczbie etapów i konsultacji. (…) Kapitał, rękami skorumpowanych polityków, stosuje w tym wypadku „taktykę spalonej ziemi” – prawa uchwalane pod hasłami walki z piractwem niszczą „przy okazji” niezależność Internetu, ograniczają prawo do wolnej wypowiedzi i prywatności, powodują rozrost aparatu przymusu i kontroli, który, możemy być pewni, będzie w przyszłości stosowany nie tylko w stosunku do „piratów”.
  • Te dość jasne przesłanki do wczorajszego stanowiska po spotkaniu premiera z ministrami Bonim i Zdrojewskim wyjaśniają ich decyzję absolutnie nie rozgrzeszając ich z wszystkich grzechów popełnionych w trakcie postępowania z ACTA. Wczorajszy dzień był zresztą doskonałą ilustracją: od rana Michał Boni bijący się w piersi za brak konsultacji społecznych i w tym samym czasie Bogdan Zdrojewski z charakterystycznym zadowoleniem z siebie przekonujący, że to za jego sprawą właśnie nie tylko Polska, ale i cała Unia zakonsultowały się na śmierć, tyle że nie pojawiły się żadne głosy krytyki pod adresem dokumentu. Nie trzeba Pawła Grasia, żeby pokazać poziom kompetencji komunikacyjnych i arogancję naszej władzy.
  • To właśnie protesty ACTA podważyły legitymację trwającego modelu rozwoju obnażając wszystkie iluzje, na jakich był oparty. Oceny takiej dokonali ci, którzy mieli być największym beneficjentem procesu transformacji – pokolenie Dzieci Sieci. Wychodząc na ulice pokazali kim są. Cyfrowy Tubylca – nasz odpowiednik Dobrego Dzikiego odsłonił swą realną twarz.
  • [Twórcy] są podzieleni; część zdecydowanie wspiera przemysł rozrywkowy i agencje zajmujące się egzekwowaniem praw autorskich w walce z piractwem. Mają skrzywioną perspektywę   –  patrzą z czubka tej piramidy i często nie rozumieją tego, co się dzieje, ponieważ zwykle nie zajmują się sami dystrybucją swoich utworów. Ale są też tacy, którzy zrozumieli szanse, jakie stwarza internet, i wybierają nowe metody udostępniania swojej sztuki, wyłączające pośredników. Tak było w przypadku Prince’a czy Radiohead, którzy udostępniali nagrania bezpłatnie na stronach internetowych lub dodawali płyty do popularnych gazet. To jednak wcale nie oznacza, że rezygnują z zysku; świadomi twórcy potrafią dzięki nowym mediom zarobić więcej.
  • Ujawnienie dokumentów niewiele zmieniło. Negocjacje trwają nadal i istnieje uzasadniona obawa, że ACTA w imię ochrony praw autorskich wprowadzi rozwiązania prawne szkodzące prywatności i prawom podstawowym obywateli, zmuszając biedniejsze kraje do przyjęcia niekorzystnych rozwiązań w zakresie ochrony własności intelektualnej. (…) Wokół ACTA działo się bardzo wiele. Ostatnie wydarzenia doprowadziły do wytworzenia się atmosfery braku przejrzystości i jawności w prowadzonych na poziomie międzynarodowym rozmowach o kształcie tego dokumentu. Podobnie rzecz miała się w przypadku krajowych negocjacji (o których nikt nie wiedział).
  • Umowa ACTA była sporządzona pod dyktando wielkich globalnych korporacji, w tym firm komputerowych, które w 2005 roku przegrały w Parlamencie Europejskim (w USA patentuje się programy komputerowe), a teraz szukają okrężnych dróg, by walczyć o swój interes i, ograniczając dostęp do Internetu, wprowadzić praktyczny monopol na programy komputerowe. Z umowy ACTA trzeba wydzielić oczywistą sprawę podróbek i zająć się szczegółowo prawami autorskimi w Internecie i ich ochroną, przy uwzględnieniu zarazem potrzeby dostępu do wolnego oprogramowania – open source.
  • W ciągu ostatnich kliku dni, niektóre części społeczeństwa zintensyfikowały kampanię przeciwko temu porozumieniu. Jak widzieliśmy wcześniej, pomimo wysiłków Komisji Europejskiej w celu dostarczenia wszystkich potrzebnych faktów, akcje przez nich podjęte bazowały na dezinformacji, lub nawet gorzej, były umyślną mylną interpretacją. Jest to tym bardziej uderzające, że ACTA nie wymaga zmieniania prawa unijnego w tym obszarze.
  • W proponowanych regulacjach najgorsze jest to, że one są bardzo niejasne i – jak wskazują prawnicy – można je różnie interpretować. Na podstawie ACTA trzeba będzie wydać przepisy wykonawcze. W czarnym scenariuszu może to doprowadzić do totalnej inwigilacji, zamykania niezależnych portali czy gazet już na etapie podejrzenia o łamanie praw autorskich, bez postanowienia sądu.
  • W swojej istocie ACTA nie miały dotyczyć regulacji wewnętrznych i do dzisiaj – podkreślam, do dzisiaj – żyję w tym przekonaniu. ACTA mają bronić świata kultury Zachodu przed aktami piractwa często ze wsparciem państw, które nie podpisują ACTA. Mówiąc krótko: ja żyję w świadomości, że ACTA to nie jest przejaw agresji amerykańskich koncernów na polski rynek, tylko próba budowy pewnych granic, jeśli to w ogóle możliwe, na rzecz szerszej wspólnoty wobec zjawiska piractwa, szczególnie wobec tego w innych krajach.
  • Wystąpienia ostatnich dni to głos sprzeciwu, którego celem jest uzmysłowienie politykom, że są tylko wykonawcami woli suwerena, jakim jest społeczeństwo obywatelskie. Arogancja, jaką wykazał się rząd Donalda Tuska, ignorując społeczne odczucia dotyczące ACTA  –  kolejny po zamieszaniu wokół służby zdrowia przykład urzędniczej samowoli ministrów rządzącej koalicji  –  przelała czarę goryczy: obywatele poczuli, że nie mają realnej politycznej reprezentacji.
  • Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że po ratyfikacji ACTA pojawi się silna presja dla wprowadzenia w poszczególnych państwach sygnatariuszach modelu ochrony lansowanego przez twórców ACTA. W tym kontekście również pozostawienie wielu rozwiązań szczegółowych, które będą miały kluczowe znaczenie dla stopnia ingerencji w prawa jednostki, wyłącznie praktyce stosowania procedur budzi mój najwyższy niepokój z punktu widzenia polskiego systemu ochrony praw człowieka.
  • Zamiast skupiać się na utrzymaniu wszelkimi środkami starych modeli biznesowych korporacyjnych gigantów powinniśmy zastanowić się jak naprawdę działać w interesie twórców (którymi powoli stajemy się wszyscy). Jest to wbrew pozorom do pogodzenia z zachodzącymi zmianami i istnieje już całkiem spora grupa twórców, którzy doskonale radzą sobie w świecie, w którym każdy utwór znajduje się na wyciągnięcie ręki.

Zobacz też

edytuj