Adam Szostkiewicz (ur. 1952) – polski dziennikarz, tłumacz i publicysta.

A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O Ó P Q R S Ś T U V W X Y Z Ź Ż

Adam Szostkiewicz (2010)
  • Cztery miliony nowych dokumentów? Nikt tego nie przeczyta poza maniakami i agentami. Nawet z 9 tysiącami byłby duży kłopot. Szkoda czasu. Ktoś to i tak przesieje i podrasuje, żeby media i tacy lub inni politycy mieli żer i amunicję w swoich bataliach z tymi czy innymi politykami. (…) Jaki był pożytek z wcześniejszych dostaw Juliana Assange? Co się zmieniło w polityce USA i Zachodu, Rosji i Chin, Arabów i Izraela, szejków z automatami?
  • Jak mogło dojść do takiej wpadki? Kto za nią odpowiada, jakie poniesie konsekwencje? Przecież uwaga papieża, że widać należy się w Watykanie nauczyć lepiej korzystać z Internetu jest groteskowa. Watykan ma do dyspozycji wielkie instytucje śledzące prawomyślność katolików całego świata. Ma specjalną komisję od spraw lefebrystów. Ma wreszcie urzędy do stałych kontaktów z innymi Kościołami i religiami. Dlaczego wszystkie te ciała zawiodły i nie przestrzegły papieża przed skutkami zdjęcia ekskomuniki z biskupa jawnego antysemity? Bo przecież trudno uwierzyć, by były tak niekompetentne lub tak antysemickie, iż nie widziały w poglądach bp. Williamsona problemu.
  • Kto jest wyczulony na odcinanie polityczno-wyborczych kuponów od tragedii, ten słusznie czuje się wzburzony wawelskim pomysłem zrodzonym w kręgu rodziny tragicznie zmarłego prezydenta. Bo trudno oprzeć się wrażeniu, iż zwolennicy tej idei mają plan czysto polityczny: wykorzystania nastrojów współczucia i smutku do poszerzenia bazy wyborczej tego, kto z ramienia obozu PiS wystartuje do rywalizacji o prezydenturę. Być może – czego nie można wykluczyć – Jarosława Kaczyńskiego.
  • Lepper pod jednym względem był godny uwagi: pokazał, że po 1989 r. jest potencjał rozwoju dla polityki antysystemowej. Ale jego wzlot i upadek pokazały też, że polska demokracja jest w stanie się obronić przed żywiołem antysystemowym. Obronić przez absorpcję, trochę tak jak muzyczny establishment broni się przed wszelkimi buntownikami, dając im sławę i kasę. Lepper może i był politycznym samorodkiem zdolnym do autokorekty, ale był też człowiekiem łasym na zaszczyty. Tę jakże częstą słabość polityków wykorzystał Jarosław Kaczyński. Rzucił przynętę i Lepper połknął truciznę.
  • Największym osiągnięciem dalajlamy jest on sam. Jego obecność w mediach i polityce, mimo protestów i retorsji komunistycznych władz Chin. To, że stał się rozpoznawalnym wszędzie na świecie symbolem tybetańskiej kultury, pokojowego buddyzmu i słusznych tybetańskich dążeń. W naszych czasach tylko kilku ludzi zdobyło taki status symboli szlachetnych spraw: Gandhi, Martin Luther King, Mandela, Wałęsa, papież Wojtyła.
  • Nie mam cienia sympatii do opcji pani Steinbach. Uważam ją za szkodliwą z punktu widzenia tego dobra, jakim jest obecna współpraca polsko-niemiecka. Ale nie mam też cienia sympatii do polskich radykałów antyniemieckich. Z tego samego powodu.
  • Nie wierzyłem własnym oczom. Poważni panowie, uczeni z tytułami dyskutują o trzęsieniu ziemi w Japonii, jak nasi politycy o OFE. Jaki temperament polemiczny ma fizyk prof. Turski, w TVN24 powinni byli wiedzieć. To niepoprawny politycznie besserwisser, z trudem znoszący inne zdanie i walący prosto w oczy. Od razu przypomniał mi się inny tego typu fighter, proradiomaryjny prof. Wolniewicz. Turski najpierw zaatakował media za sianie paniki i szerzenie głupot w dążeniu za krwawymi sensacjami. Potem uznał drugiego zaproszonego do studia za tubę propagandową jakiegoś lobby antynuklearnego. Doszło niemal do rękoczynów.
  • Operację zabicia szefa Al Kaidy ochrzczono kryptonimem „Geronimo”. Ponoć kryptonimy wojskowi biorą z sufitu, ale pomyśleć chwilkę nie zawadzi. Bo Geronimo to było przezwisko wodza Apaczów, który w drugiej połowie XIX w. walczył zbrojnie z ekspansją białych w głąb Ameryki. I już są protesty obecnych liderów indiańskich składane na ręce prezydenta Obamy. (…) Po tym, jak się kto obchodzi z martwymi, poznajemy, z kim mamy do czynienia.
  • Patriotyzm to piękna rzecz, ale trudna. Polskość to temat jeszcze trudniejszy. Może dlatego mówi się o niej rzadziej. Chętniej robi się z nią to, co z patriotyzmem: widowisko do masowej konsumpcji.
  • PiS-owi nie chodzi przecież o autentyczną debatę konstytucyjną, tylko o zabezpieczenie się przy pomocy nowej konstytucji przed skutkami utraty władzy. Temu samemu służy populistyczne hasło rzucone przez Dudę, by nie tylko elity i politycy brali udział w przygotowaniu nowej konstytucji. Tak odbywało się przyjmowanie konstytucji PRL: miliony ludzi partia komunistyczna zwoływała na wiece poparcia dla projektu napisanego przez ówczesną elitę państwa ludowego i zatwierdzonego przez Stalina. Teraz ma tę rolę odegrać lud pisowski, a zatwierdzi Kaczyński. PiS-owi potrzeba, bo jest siłą antysystemową, chce zlikwidować obecny ustrój, a nie go korygować. Sięgnie więc po każdy sposób, by cel osiągnąć. Będzie obecną konstytucję niszczył metodą antykonstytucyjnych faktów dokonanych albo pójdzie na całość. Trzeciomajowe przemówienie prezydenta sygnalizuje, że PiS idzie na całość.
  • Premier Orbán w ramach swej walki z „imperium Sorosa” zamachnął się na Uniwersytet Środkowoeuropejski (CEU), ufundowany przed laty już w wolnych Węgrzech przez amerykańsko-węgierskiego finansistę. Orbán szykuje się do przyszłorocznych wyborów i do tego służy mu spór z renomowaną uczelnią, nad którą nie ma kontroli politycznej. Tak w państwie Orbána być nie może. Tak nie może też być w państwie posła Kaczyńskiego, które nie kryje się z tym, że chciałoby mieć kontrolę polityczną nad edukacją na wszystkich jej szczeblach. Sprawie CEU powinniśmy więc przyglądać się w Polsce ze szczególną uwagą.(...) Gdzie władza dąży do likwidacji niezależności uczelni, trzeba bić na alarm, bo nie ma demokracji bez niezależności uczelni i wolności debaty akademickiej.
  • Sądzę, że po tym wyskoku partia Kaczyńskiego ma na Śląsku przechlapane. Mieszkałem w Zabrzu długie lata do matury i coś śląskości liznąłem, choć rodzice nie byli Ślązakami. PiS chce rozgrywać napięcie między autochtonami a napływowymi i grać tą samą co zwykle kartą lęków przed Niemcami. Jak zwykle PiS dzieli, straszy i obraża ludzi. Tym razem mieszkańców Śląska. Spora ich część czuje się jednocześnie Ślązakami i Polakami. Jedni w tej kolejności, drudzy w odwrotnej. Część czuje się tylko Ślązakami. Ich dobre prawo. Jakim prawem PiS insynuuje, że tak naprawdę kryje się pod tym zakamuflowana „opcja niemiecka”?
  • Sprawa trochę z tabloidu, a jednak cała opinia światowa bardzo przeżywa to zamknięcie. Jesteśmy bombardowani pierwszymi szczegółami na temat pokojówki. Okazuje się, że być może jest nosicielką wirusa HIV. Robi się z tego telenowela. Niemniej konsekwencje wcale nie są zabawne, bo Strauss-Kahn jest skończony, a Fundusz musi znaleźć nowego szefa. Z jednego incydentu troszkę może nadmiernie aktywnego erotycznie polityka-ekonomisty zrobiła się afera globalna.
  • To już nie jest afera jednego tabloidu, to Murdochgate. Protest przeciwko pewnemu modelowi robienia biznesu, polityki i mediów. Łamanie wszelkich standardów w imię finansowych profitów i „prawa obywateli do informacji” przybrało patologiczne rozmiary. Pojawia się fundamentalne pytanie, czym jest dzisiaj informacja, jak daleko sięga prawo do niej i czy każde zainteresowanie, zwłaszcza wykreowane przez same brukowce, musi być zaspokojone każdym kosztem. Wpływa to także na świat polityki, który zapatrzony w moc prasy brukowej i mediów elektronicznych zaczął tabloidyzować swój przekaz. Znamy to także z polskich realiów.
  • Ulubionym zajęciem pedantów tropiących rzekomą stronniczość, konserwatyzm czy polityczną poprawność pokojowych i literackich Nobli jest zestawianie list nienagrodzonych. No bo jak to możliwe, że Nobla nie dostał na przykład Lew Tołstoj, pisarz i pacyfista co się zowie? Alfred Nobel powinien przewracać się w grobie!
  • W prasie brytyjskiej pojawiły się sugestie, że ONZ chce mianować swego rodzaju ambasadora Ziemian na wypadek bezpośredniego kontaktu z kosmitami. (…) Wygląda więc, że to, co wydaje się niemal primaaprilisowym żartem, wcale żartem nie jest i że ONZ-owska biurokracja widzi się w owej roli koordynatora jakiegoś globalnego programu „Witajcie, kosmici”.
  • Wśród politycznych killerów mających zabijać słowami wyróżnił się poseł Mariusz Kamiński. Lżył premiera, odmawiając mu honoru i przyzwoitości. Jakie miał do tego prawo? Ano takie, że czuł za sobą przyzwolenie swej partii. Jaki miał tytuł? Ano taki, że ma od niedawna mandat poselski i konstytucja gwarantuje mu wolność słowa. Co z tego, że początkujący, odkąd PiS (ale nie tylko, wkład ma tu też np. Janusz Palikot) zaczął operować językiem nienawiści, podłość jest coraz szerzej tolerowana. A przecież był to wybryk niegodny posła i obywatela. Premier to nie jest tylko polityk, to jest szef demokratycznie wybranego rządu RP, de facto najważniejsza osoba w państwie. Lżenie premiera jest lżeniem państwa.
  • Zamachy norweskie przypominają Europie, że zabijać przypadkowych niewinnych ludzi potrafią nie tylko radykalni islamiści, lecz także „obrońcy cywilizacji białego człowieka”. Dorobią sobie usprawiedliwienie dla zbrodni z realnych konfliktów i problemów wynikających z tego, jak wygląda dziś nasz kontynent. (…) Zdrowie społeczne nie polega na izolacji mniejszości, tylko fanatyków.

O Adamie Szostkiewiczu

edytuj