Pogrzeb Lecha i Marii Kaczyńskich

uroczystości pogrzebowe pary prezydenckiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej

Pogrzeb Lecha i Marii Kaczyńskich (17–18 kwietnia 2010).

  • Cały dzień spędziliśmy na rozważaniach i dyskusjach, i ostatecznie zapadła decyzja, by prezydent, który zginął w wyjątkowych warunkach, po bohatersku – bo leciał do Katynia, by oddać w imieniu całego społeczeństwa hołd męczennikom – spoczął w miejscu najbardziej godnym, na Wawelu. Żeby spoczął tam razem z tymi, którzy zasłużyli się dla dobra naszej ojczyzny, od królów po bohaterów i wodzów. W ten sposób rodzina i społeczeństwo chcą go zapisać wśród wybitnych bohaterów naszego narodu. Wierzę, że całe społeczeństwo przyjmie tą decyzję ze zrozumieniem. Zostawmy partie, ugrupowania polityczne czy wyznaniowe. Jednoczmy się.
Archikatedra na Wawelu
Trumny Lecha i Marii Kaczyńskich przed złożeniem w sarkofagu w krypcie katedry wawelskiej
  • Dyskusję o miejscu pochówku głowy państwa prowokuje dziś to samo środowisko, które sześć lat temu w najostrzejszych słowach oburzało się zadawaniem pytań, czy Czesław Miłosz powinien spocząć na krakowskiej Skałce.
  • Eh, krótki to był czas. Zarówno praca żałoby, jak i towarzysząca jej praca sensu zostały szybko zakłócone, by nie rzec nieodwołalnie przerwane, przez znajomą naziemną rzeczywistość. Trudno powiedzieć, co zostanie z lirycznych uniesień polsko-rosyjskich, ale wiadomo już na pewno, że bezpowrotnie zniknął efekt „wzniosłej obłudy” i eschatologiczno-etyczno-egzystencjalnego pojednania między przeciwnikami i zwolennikami prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Zdumiewająca decyzja o pochowaniu Prezydenta na Wawelu sprawiła, że wspaniałomyślne odruchy przeciwników błyskawicznie utknęły im w gardle, a nierzadko zamieniły się w gniew. Ci, którzy zadecydowali o pompatycznym miejscu pochówku, podbili bębenek żałoby tak bardzo, że go przekłuli. Niezależnie od tego, ile osób przyjdzie na pogrzeb prezydenckiej pary, niezależnie od tego, ile jeszcze dobrych słów poświęci się w mediach tej prezydenturze, z balonu narodowej wzniosłości uciekło już powietrze. Wszystko powraca do normy. To znaczy znów do absurdu  –  tyle, że tym razem w swojskiej wersji farsy.
  • Kto jest wyczulony na odcinanie polityczno-wyborczych kuponów od tragedii, ten słusznie czuje się wzburzony wawelskim pomysłem zrodzonym w kręgu rodziny tragicznie zmarłego prezydenta. Bo trudno oprzeć się wrażeniu, iż zwolennicy tej idei mają plan czysto polityczny: wykorzystania nastrojów współczucia i smutku do poszerzenia bazy wyborczej tego, kto z ramienia obozu PiS wystartuje do rywalizacji o prezydenturę. Być może – czego nie można wykluczyć – Jarosława Kaczyńskiego.
  • Lech Kaczyński był prezydentem narodu, więc i naród powinien mieć szanse zabrania głosu w tej sprawie. I powinien być to głos decydujący. Podejmowanie decyzji na kolanie jest przedwczesne. Może dobrym rozwiązaniem byłoby pochować go tymczasowo w godnym miejscu, a trwały pochówek zostawić na późniejszy czas. W katedrze leżą królowie, królowe, ale nie ma prezydenta. Prezydenci są chowani w stolicy, a stolica została przeniesiona do Warszawy i to jest naturalne miejsce spoczynku prezydenta.
  • Manifestanci nie przyjęli założenia, że pewne decyzje zapadają w specyficznych okolicznościach, specyficznym czasie. Ja mam wrażenie, że ta niepisana umowa, że nie atakujemy się, że zawieszamy pewne dyskusje ona już pęka. Ona pęka zresztą po obydwu stronach. Ta manifestacja jest pierwszym tego przejawem.
  • Nie bardzo wiem, kto negocjował tę decyzję. Czy została podjęta w porozumieniu z nuncjuszem papieskim w Polsce – w pewnym stopniu powinna być uzgodniona z Watykanem.
    • Autor: Andrzej Chwalba, profesor historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, „Gazeta Wyborcza”, 14 kwietnia 2010
  • Nie jest to moim zdaniem specjalnie właściwa decyzja, ale skoro już zapadła, to dajmy im spokój, nic złego nam się od tego nie stanie.
  • Nie waham się o tym powiedzieć. Akurat wśród różnych rzeczy które krytycznie oceniałem u pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zawsze bardzo ceniłem jego ogromną wrażliwość historyczną. Prezydent autentycznie znał historię, wypowiadał się na tematy historyczne, znał okres międzywojenny. Żył w oddaniu dla Piłsudskiego, jak się wypowiadał widać było, że czytał, jest kompetentny, to nie było wyuczone, ale płynące z głębi serca. Nie będę uwłaczał pamięci prezydenta, jeśli powiem, że bym się zdziwił, gdybym się dowiedział od prezydenta Kaczyńskiego, że chce leżeć obok Józefa Piłsudskiego. Myślę, że jego szacunek dla historii, dla tej postaci nakazywał mu pewną osobistą skromność. Ja się nie dziwię rodzinie, bo w takim momencie ta decyzja rodziny jest naturalna. Trochę się dziwię prezesowi PiS, nie bratu prezydenta, tylko prezesowi PiS, że jednak taką decyzją wprowadza pewien element podziałów, kontrowersji. (…) Myślę, że to nie jest fortunna decyzja, bo ona nas podzieli. (…) Wykluczywszy pochówki królewskie, to o pochówku na Wawelu decydowała historia. Tam byli chowani wielcy Polacy: Kościuszko, Słowacki, na tej zasadzie pochowaliśmy tam kilkanaście lat temu generała Sikorskiego. Historia jednoznacznie się wypowiadała o bilansie życia danej osoby. Bilans historyczny nieczyniony w atmosferze żałoby, śmierci, emocji, które towarzyszą śmierci decydował o pochówku na Wawelu. Sytuacja jest taka, że teraz każde rozwiązanie jest złe.
  • Niedobre są te chwile w życiu narodu, kiedy emocje wyprzedzają rozum.
    • Autor: Ewa Lipska, „Gazeta Wyborcza”, 15 kwietnia 2010
  • Opłakuję śmierć prezydenta mojego państwa, ale jestem kategorycznie przeciwny idei pochowania Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką na Wawelu. To nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości z pięciu przyczyn.
    Po pierwsze, na Wawelu nie leży żaden z polskich prezydentów, ani Mościcki, ani Narutowicz. To nekropolia królewska. Po drugie, trzeba otwarcie zadać pytanie, czy Lech Kaczyński jest takim samym bohaterem narodowym jak Piłsudski. Nie jestem pewien, czy większość społeczeństwa podziela to zdanie. Po trzecie, gdy w latach 90. symbolicznie chowano Stanisława Augusta, nikomu poza garstką ludzi nie przyszło na myśl, by chować go na Wawelu. Po czwarte, zawsze słyszeliśmy od władz kościelnych, że na Wawelu nie ma już miejsca. (…) Wydaje mi się, że właściwszym miejscem pochówku Lecha Kaczyńskiego byłaby archikatedra św. Jana w Warszawie.
    • Autor: Andrzej Romanowski, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktor naczelny Polskiego Słownika Biograficznego, „Gazeta Wyborcza”, 14 kwietnia 2010
  • Piekło nizin powraca szybciej, niż myślałem (…). W tym piekle słowo „Wawel” zastępuje niebo zbawionych, zaś „Powązki” zamieniają się w dolinę odepchniętych. Dobro i chwała zostały potłuczone na kawałki, spokój żałoby potargany. (…) Już za późno na argumenty – bo nie mają szans przy namiętnościach, na rady – bo decyzję podjęto. Ale powiem po prostu, czego mi żal. Żal mi grobu w warszawskiej archikatedrze, gdzie spocząłby warszawianin, dziedzic Żoliborza i powstania warszawskiego, prezydent Warszawy, najwybitniejszy prezydent RP po 1989.
    • Autor: Paweł Milcarek, redaktor naczelny „Christianitas”, „Gazeta Wyborcza”, 15 kwietnia 2010
  • Po pierwsze powinno się spytać o zgodę córkę Józefa Piłsudskiego, która jeszcze żyje, a jej o ile wiem, nikt o zdanie nie pytał.
  • Pochowanie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu to bardzo dobra decyzja. Nie ze względu na dokonania prezydenta, a na jego wielkie marzenie o silnej Polsce i solidarnym społeczeństwie. (…) Spór o miejsce pochówku prezydenta może stać się początkiem kampanii wyborczej.
  • Pochowanie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu to właściwy sposób uhonorowania tragicznie zmarłego prezydenta, głowy państwa. Ta decyzja zapadła w wyniku konsensusu na najwyższym szczeblu. W jej podjęciu uczestniczył metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz i rodzina prezydenta.
    • Autor: Wojciech Roszkowski, profesor ekonomii SGH, historyk, eurodeputowany PiS, „Gazeta Wyborcza”, 14 kwietnia 2010
  • Pochowanie prezydenckiej pary na Wawelu to na wskroś polityczny pomysł. To przenosi całą sferę żałoby w sferę polityczną, od której do tej pory ludzie zdołali się zdystansować. Przykro mi to powiedzieć, ale to nieporozumienie. Lech Kaczyński jest warszawianinem. Warszawa była jego miastem. To tu powinien leżeć – w swoim mieście.
  • Prezydent Lech Kaczyński był dobrym, skromnym człowiekiem, ale nie ma żadnych przyczyn, dla jakich miałby spocząć na Wawelu wśród Królów Polski – obok Marszałka Józefa Piłsudskiego. (…) Decyzja ta wywołuje poważne protesty i może spowodować najgłębsze od odzyskania niepodległości w 1989 roku podziały polskiego społeczeństwa. (…) Apelujemy do Władz Kościoła o wycofanie się z tej wysoce niefortunnej decyzji podjętej pochopnie w chwili żałoby i współczucia.
  • Przyznam szczerze: to zachowanie, które teraz obserwujemy, wpisuje w taką próbę niszczenia osoby, z jaką mieliśmy do czynienia przez pewien czas. I to są chyba właśnie ci ludzie. To są chyba ci niszczyciele, którzy teraz podnoszą głowę, bo wiedzą, że temu człowiekowi, że Lechowi Kaczyńskiemu, który naprawdę był wielkim patriotą, człowiekiem dla Polski ogromnie oddanym, zostanie po prostu zapewniona pamięć wieczna, jeśli znajdzie się na Wawelu. Tacy nie są po prostu prawdziwymi patriotami.
  • Tak, tak – pamiętam, że ta sama mniejszość, która teraz żąda dla Lecha Kaczyńskiego miejsca na Wawelu i oczekuje empatii, nie miała żadnej empatii, gdy chcieliśmy, żeby na Wawelu znalazło się miejsce dla Czesława Miłosza.
  • Te tłumy na ulicach zostały zrozumiane jako poparcie, że ludzie wreszcie docenili. Wydaje mi się, że to jest złe odczytanie intencji tych tłumów, że ludzie dostrzegli coś takiego poruszającego w tej śmierci. Śmierci 96 osób, śmierci prezydenta ze względu na tą całą symbolikę: Katyń, „drugi Katyń”. (…) Jarosław Kaczyński nie ma dobrych doradców. Niechcący została zrobiona taka sytuacja, że wokół tego pogrzebu będą głosy – nie wiem jak to nazwać – niechętne, krytyczne, demonstracje itd. To jest niepotrzebne.
  • To nie była moja inicjatywa. (…) Jarosław Kaczyński dzwonił do mnie kilkukrotnie.
  • Uważam, że decyzja była niewłaściwa, ale jeśli ktoś chce pochować swoich bliskich w muzeum na Wawelu, a kardynał Dziwisz się na to zgadza, to pochowajmy ich tam. To nie budzi mojego oburzenia. Nie jestem wrażliwa na wzniosłą symbolikę polskiego patriotyzmu. Choć rozumiem ludzi (jak na przykład Andrzej Wajda), dla których wymiar historyczny, symbolika Wawelu są czymś głęboko istotnym, że czują się zniesmaczeni taką grą narodowymi symbolami.
    • Autor: Agnieszka Holland
    • Źródło: wywiad Magdaleny Żakowskiej, „Gazeta Wyborcza”, 17–18 kwietnia 2010
  • W „Rzeczpospolitej” jeden autor poświęcił dwie strony na to, aby udowodnić, że nikt nie podsunął pomysłu o pogrzebie na Wawelu. Zabrakło mu już jednak miejsca na odpowiedź, w jaki sposób w takim razie pogrzeb ten się tam jednak odbył.
    • Autor: Michał Ogórek, Od ściany do ściemy, „Gazeta Wyborcza”, 24–25 kwietnia 2010
  • Wawel jest miejscem symbolicznym dla całej Polski. A śmierć Kaczyńskiego dotyczy całego państwa, a nie tylko Warszawy. Była tragicznym wypełnieniem do końca obowiązku wobec ojczyzny i zdarzyła się w przejmująco wymownym miejscu. Uzasadniony jest więc postulat, aby złożyć ciało prezydenta tuż obok szczątków generała Władysława Sikorskiego, ofiary innej tragicznej katastrofy lotniczej.
  • Wawel to nekropolia, która jest zamknięta. Historycznie zamknięta, nie róbmy już pochówków na Wawelu! Dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego bardziej odpowiednia byłaby Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie.
    • Autor: Andrzej Zoll, profesor prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, „Gazeta Wyborcza”, 14 kwietnia 2010
  • Wydaje mi się, że zwyciężył patos i potrzeba chwili. Nie zastanowiono się, jak funkcjonuje grób prezydenta. Być może zdecydowało planowanie wielkich uroczystości z udziałem wybitnych zagranicznych gości. I uznano, że na Wawelu to będzie dobrze wyglądało. Ale nie takie względy powinny decydować. Przecież trudno sobie wyobrazić, żeby rodzina Lecha Kaczyńskiego jeździła na Wawel w dniu Wszystkich Świętych. Dyskusja wokół miejsca spoczynku pary prezydenckiej otworzyła polityczny etap tej traumatycznej sytuacji, w której się znaleźliśmy. Nie unikniemy niechętnych komentarzy, zawoalowanych pretensji i aluzji. To już się zaczyna pojawiać w wypowiedziach polityków PiS. Ale obyśmy możliwie lekko to przechorowali. (…) Jest coś bombastycznego w kreowaniu Lecha Kaczyńskiego na męża opatrznościowego i ojca narodu. Obawiam się tylko, żeby jego brat – któremu bardzo współczuję w tej sytuacji – nie dał się uwieść pokusie tworzenia z Lecha Kaczyńskiego jakiegoś symbolu narodowego współczesnego patriotyzmu. Być może była to jego decyzja o pochowaniu na Wawelu. Bo jakoś nie wyobrażam sobie, żeby córka państwa Kaczyńskich miała takie życzenie.
Wikinews
Wikinews
Zobacz wiadomości w serwisie Wikinews:


Zobacz też

edytuj