Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku w Warszawie

pomnik w Warszawie

Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku w Warszawie – monument znajdujący się na placu marsz. Józefa Piłsudskiego w Warszawie, upamiętniający ofiary tragedii w Smoleńsku.

Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku
  • Ani ten pomnik, który już stoi, i który jest poświęcony wszystkim, którzy zginęli tego pamiętnego dnia 10 kwietnia 2010 roku, ani ten, który jest poświęcony jednemu człowiekowi, który był politykiem, prezydentem, ministrem, pełnił wiele różnych funkcji, nie jest przeciwko nikomu. My chcemy jedności Polaków. Ale jedności wokół dobra a nie wokół zła. Chcemy silnej Polski, Polski sprawiedliwiej, takiej, z którą będą się liczyć. Chcemy Polski godnej.
  • Chciałem, żeby ten trap samolotowy, ciemny, który wygląda jednocześnie jak katafalk, jak podstawa do jakiejś innej jeszcze konstrukcji, że prowadzi jeszcze w inne przestrzenie, żeby ten trap stał się taki oczekujący na tych, którzy odlecieli. Przecież ci pasażerowie tego nieszczęsnego samolotu lecieli na mszę żałobną katyńską. To jest katyńska msza za wszystkich właściwie Polaków, którzy tam pojechali w kibitkach, pociągach, albo o własnych nogach gdzieś na kresy, gdzieś na krańce.
  • Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że ten pomnik staje właśnie tutaj, w sercu Warszawy, i że jest właśnie taki. Bardzo dziękuję panu Jerzemu Kalinie, jestem ogromnie wdzięczny. Pamiętam instalację, o której niewiele się mówiło, a którą – by właśnie upamiętnić tragedię smoleńską – kilka lat temu stworzył w Krakowie pod Wawelem. Odsłonił ją wtedy w obecności pani mecenas Marty Kaczyńskiej, jej córek, mnie i kilku jeszcze krakowian, którzy byli wtedy z nami.
  • Dziś stworzył ten nieprawdopodobnie wymowny obelisk, który – wierzę w to – stanie się w krótkim czasie świętym miejscem dla wszystkich Polaków. Czemu? Bo jest symbolem naszej wspólnoty, bo upamiętnia to, co było wspólnotowe, i że właśnie dla tego, co było wspólne, nasze – oni zginęli. I dlatego on jest nasz, wspólny! Wierzę, że będzie nas jednoczył niezależnie od poglądów, niezależnie od barw politycznych, niezależnie od szczegółowych przekonań – bo on jest wszystkich i dla wszystkich. I bardzo pragnę, żeby był tak pojmowany.
  • Mówiąc kolokwialnie, jedną stopą jesteśmy na ziemi, a drugą przekraczamy już ten ostatni wymiar, do którego się udajemy. To nie jest droga donikąd. Ta droga w naszej kulturze jest właściwie dialogiem, rozmową przeszłości z tym, co obecne. To też nasze wybieganie w przyszłość. Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, żeby zdać sobie sprawę, że nie tkwimy w jakimś jednym punkcie. To nieustanna wędrówka dusz.
  • Oglądałem zdjęcia z tego, co się działo na pomniku w Warszawie. Dla mnie to element kuriozalnej i chamskiej nagonki na pomnik smoleński. Młodzi ludzie słysząc od dorosłych, że przecież ten pomnik i tak będzie zburzony, traktują go już w sposób, jakby go nie było. To znamienne, że ci nastolatkowie niszczyli monument, a nikt z przechodzących dorosłych nie zwrócił im uwagi. Widać żyjemy w epoce kamienia rzucanego.
  • Tam jest 96 nazwisk, bez żadnych tytułów, bez funkcji, po prostu 96 osób, Polek i Polaków, choć nie wszyscy byli polskiej narodowości, to wszyscy byli polskimi obywatelami; osób, które wspólnie wybrały się do Katynia właśnie po to, by podtrzymać pamięć. I już to jest wystarczającym powodem, żeby ten pomnik tutaj stanął. Gdyby to była wycieczka z jakiegoś miasteczka czy wsi, i byli to ludzie, którzy nie pełnią żadnych wysokich funkcji, nie są szeroko znani, to i tak ten pomnik tutaj powinien stanąć. Tak, powinien stanąć, bo jest wyrazem pamięci o ludziach, którzy chcieli uczynić coś ważnego, nie tylko w wymiarze osobistym, ale także w wymiarze narodowym, odnoszącym się do naszej historii, naszej pamięci. Tej trudnej pamięci, pamięci o Katyniu, ale pamięci tak ważnej. I powtarzam: nawet gdyby to były osoby zupełnie nieznane, to sam fakt, że chcieli, jest wystarczający.
  • To nie są schody, to jest trap, w którym znajdują się schody. Schody, które gdzieś prowadzą. W tym punkcie mamy do czynienia z całą gamą skojarzeń. Bardzo zależało mi, żeby użyć znaku łączącego ten świat, który jest przed nami, z tym, który jest poza nami. To jest zstępowanie i wstępowanie w wymiar nieskończoności. „Trapizm” opiera się dosłownie na najniższym poziomie – wyrasta wprost z dołów śmierci. W ścianach znajdują się wydrążone rękoma nisze. W tych niszach, które przypominają urny w ziemi, będzie się paliło światło. To jest część podziemna, która odnosi się do tego, co w naszej tradycji związane jest z archeologią śmierci.
  • Usytuowanie pomnika wśród pustki placu pracuje na to, co wydawało mi się w zasadzie najważniejsze. Zależało mi, żeby się znaleźć w takim punkcie oczekiwania na coś, co jeszcze na pewno nam się zdarzy. Pustka jest czymś tak naprawdę nie do zastąpienia. Nie jest jałowa. To pustka, z której – tak jak z zastygłej lawy – rodzi się to, co najistotniejsze, to, co jest w nas. Wszystko to, co przekazał nam Mickiewicz czy Konwicki.

Zobacz też

edytuj