Otwórz menu główne

Viktor Orbán

węgierski polityk
Viktor Orbán

Viktor Orbán (ur. 1963) – węgierski polityk, przewodniczący Fideszu, premier Węgier w latach 1998–2002 i od 2010.

  • Powiedzmy to z pełnym spokojem: chrześcijańska demokracja nie jest liberalna. Liberalna demokracja jest liberalna, chrześcijańska demokracja z definicji liberalna nie jest. Można powiedzieć, że jest ona nieliberalna. Możemy to pokazać konkretnie na przykładzie trzech ważnych spraw. Demokracja liberalna popiera ideologię multikulturalizmu, demokracja chrześcijańska zaś daje pierwszeństwo kulturze chrześcijańskiej, a to jest pogląd nieliberalny. Demokracja liberalna jest stronniczką imigracji, demokracja chrześcijańska zaś jest temu przeciwna, to również myśl na wskroś nieliberalna. Wreszcie demokracja liberalna jest stronniczką różnych wariacji modelu rodziny, podczas gdy demokracja chrześcijańska stoi na fundamencie chrześcijańskiego modelu rodziny, co też jest poglądem nieliberalnym.
  • Dziś musimy znaleźć odpowiedź na pytanie – jak mamy z tej wolności korzystać? Nie zgadzam się z tymi, którzy uważają, że naród nie potrzebuje Kościoła, rodziny i szacunku dla tradycji.
  • Jedyna możliwość, by mieć dobre stosunki z Rosjanami, to prowadzenie jasnej, realistycznej polityki. Jeśli chcecie budować stosunki z nimi, opierając się na zasadach, to taka polityka do niczego nie doprowadzi.
  • Kiedy w lewicowej prasie węgierskiej czytam krytykę pod adresem Polski, że ma aspiracje, by na nowo stać się regionalną potęgą Europy Środkowej, to wtedy głośno mówię do siebie: No wreszcie!
  • Nasze osobiste przekonanie o braku demokracji potwierdza fakt, że na Zachodzie powszechne jest ograniczanie wolności słowa oraz cenzura. Wiadomości niewygodne dla liberalnej elity są kontrolowane wspólnie przez państwowych przywódców i technologicznych potentatów. Jeśli ktoś temu nie wierzy, niech przyjrzy się stronom internetowym, niech wejdzie w sieć mediów społecznościowych i zobaczy, jakimi przebiegłymi i przewrotnymi środkami eliminowane są negatywne wiadomości i materiały źródłowe dotyczące imigrantów, i jak europejskich obywateli pozbawia się możliwości konfrontacji z rzeczywistością. Liberalna koncepcja wolności opinii rozwinęła się już do tego stopnia, że różnorodność poglądów uważa się za ważną tylko do momentu, w którym ze zdziwieniem stwierdza się, że istnieją odmienne poglądy. Liberalna wolność prasy przypomina nam starą, sowiecką anegdotę: jak by nie składać części z sowieckiej fabryki rowerów, to na koniec i tak zawsze wychodzi z tego broń maszynowa. Jakkolwiek by nie składać liberalnej wolności prasy, na koniec i tak zawsze wychodzi z tego cenzura.
  • Wraz z ostatecznym końcem socjalizmu na Węgrzech znikną też politycy okradający obywateli, traktujący ich jak idiotów, patrzący na nich z góry i z pogardą. Istotą komunizmu jest kłamstwo, a jego ślady są na Węgrzech wciąż obecne.

O Viktorze OrbánieEdytuj

  • Dziś Orbán tylko potwierdza to, co wiedzieliśmy od 2010 r., gdy po raz drugi przejął władzę: że nie jest ani demokratą, ani żadnym sprzymierzeńcem Zachodu, włączając w to USA.
  • Kaczyński nie ma jednak nic wspólnego z Orbanem i nie chodzi tu tylko o wiek, język, styl polityczny, polityczną skuteczność czy nawet zdolność do używania narzędzi współczesnego etatyzmu, którą Orban posiada, a Kaczyński nie. Chodzi o coś więcej. Europarlamentarzyści Orbana w Europejskiej Partii Ludowej budują Unię Europejską, europarlamentarzyści z PiS (i PJN) wraz z brytyjskimi torysami Unię Europejską niszczą, osłabiają, blokują.
  • Mamy więc sytuację, gdy dusi demokrację na Węgrzech jedwabną chustą. Nie likwiduje bowiem żadnych instytucji, tylko niezależnym ogranicza pole działania i wprowadza do nich swoich ludzi.
  • Nacjonalizm epoki postkomunizmu może mieć twarz nostalgicznego komunisty Miloszevicia, postsowieckiego dyktatora Putina, postsowieckiego antykomunisty Orbána i Jarosława Kaczyńskiego – może mieć różne twarze. Zawsze jednak wspólnym mianownikiem jest niechęć do reguł liberalnego państwa prawa, do filozofii dialogu, do ducha pluralizmu i tolerancji.
    • Autor: Adam Michnik, Rezygnacja z człowieczeństwa, „Gazeta Wyborcza”, 20–21 lutego 2010
  • Nie wiem dokładnie, jak rozumieć słowa Orbána o państwie nieliberalnym. Pewne jest tylko jedno: nie będzie w nim wolności. Państwo nieliberalne to świetna wymówka dla kogoś, kto nie chce być demokratą. Przedstawianie przez premiera Węgier organizacji pozarządowych jako wrogiej agentury to jednak scenariusz putinowski.
  • On bardzo umiejętnie od lat realizuje swoje cele, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Od razu chciałbym też zaznaczyć, że nie ma co idealizować polityki węgierskiej w sprawach energetycznych. Viktor Orbán wyraźnie postawił na Wschód, na współpracę z Rosją. Nasz rząd ma pełną świadomość, że istnieje obszar wspólnoty interesów z Węgrami, ale istnieje też obszar rozbieżności.
  • Orbán na oczach całej Europy wprowadził ustawę, które pozwala przyczepić się do każdego tekstu w każdej gazecie, do każdej audycji w każdym radiu i telewizji. Wszystko jedno – publicznej czy prywatnej. Na przykład z powodu „niezrównoważenia”, bo tak nieprecyzyjne są zapisy tej ustawy. Szefową zacnego gremium od kontrolowania mediów została Annamária Szalai, współpracowniczka Orbána. Mianowana na dziewięć lat. Co dla niej będzie oznaczało „niezrównoważenie”?
  • Premier Orbán w ramach swej walki z „imperium Sorosa” zamachnął się na Uniwersytet Środkowoeuropejski (CEU), ufundowany przed laty już w wolnych Węgrzech przez amerykańsko-węgierskiego finansistę. Orbán szykuje się do przyszłorocznych wyborów i do tego służy mu spór z renomowaną uczelnią, nad którą nie ma kontroli politycznej. Tak w państwie Orbána być nie może. Tak nie może też być w państwie posła Kaczyńskiego, które nie kryje się z tym, że chciałoby mieć kontrolę polityczną nad edukacją na wszystkich jej szczeblach. Sprawie CEU powinniśmy więc przyglądać się w Polsce ze szczególną uwagą. (...) Gdzie władza dąży do likwidacji niezależności uczelni, trzeba bić na alarm, bo nie ma demokracji bez niezależności uczelni i wolności debaty akademickiej.
  • Premier Viktor Orban popełnił błąd, zrobił coś niewybaczalnego. Ostentacyjnie złamał europejską solidarność w sprawie bezpieczeństwa na Ukrainie. Myślę, że Victor Orban bardzo dużo stracił w oczach polityków europejskich. Zwłaszcza, że w tle mamy małe interesy gazowe, a w konsekwencji uzależnienie węgierskiej gospodarki od nieobliczalnego partnera, jakim jest Rosja.
  • Trudno uznać postawę Orbána za konsekwentną. Ma przecież obsesję na punkcie suwerenności Węgier i dlatego nieustannie atakuje UE, która tę suwerenność rzekomo chce zniszczyć. Nie sądzę, aby był zakochany w Putinie. Ale nie bardzo rozumiem, dlaczego zgadza się na to, że Rosjanie przejmą de facto kontrolę nad elektrownią atomową w Paks, która w przyszłości będzie dostarczała 50 proc. energii na Węgrzech. Czy to nie oznacza ograniczenia suwerenności państwa? I czy Moskwa jest naprawdę lepsza od Brukseli?
  • Viktor Orbán jest realistycznie myślącym politykiem. Jarosław Kaczyński podoba się mediom, ale nie jest politykiem, bo polityka polega na właściwych wyborach. On dokonuje wyborów niewłaściwych. Viktor Orbán kieruje samochodem, jakim jest węgierska polityka, Kaczyński nie ma nawet prawa jazdy.
  • W istocie „suwerenność” jest tylko pustą skorupą, jeśli nie powiemy, kto i do czego wykorzystuje wywalczone pod jej sztandarem pole manewru. Suwerenność orbánowska oznacza tylko tyle, że Orbán może robić, co mu się żywnie podoba, uzurpując sobie prawo do definiowania interesu narodowego. Dla Orbána postulat narodowej niepodległości jest tożsamy z postulatem zapewnienia organizacji przestępczej bezkarności w obliczu krytyków, organów kontrolnych UE oraz zachodnich podatników oczekujących, że fundusze europejskie będą wydawane zgodnie z ich przeznaczeniem.
  • Zbliżenie z Putinem jest dla Orbána swego rodzaju polisą ubezpieczeniową. On chce prowadzić politykę, która gwałci zasady przyjęte w UE. I wie, że dziś Bruksela będzie się musiała dobrze zastanowić, zanim zacznie mu grozić. Bo wtedy będzie mógł oświadczyć: „W takim razie pójdę do Putina. Z nim na pewno się dogadam.
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.