Nic śmiesznego

polski film (reż. Marek Koterski; 1995)

Nic śmiesznegopolska tragikomedia erotyczna z 1995 roku w reżyserii Marka Koterskiego i z jego scenariuszem.

Cezary Pazura,
odtwórca roli Adama Miauczyńskiego
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne!

Wypowiedzi postaciEdytuj

  • Wszyscy wielcy humaniści, kurwa jego mać. A skąd ja im wezmę spalonego psa?

Adam MiauczyńskiEdytuj

  • Boję się szczytowania z obawy prykania. I tak oto prykanie wtrąca mnie w samotność.
  • Boże… Jak sobie pomyślę, że najlepsze lata mojego życia upłynęły mi w tym podskakującym, grzechoczącym, karłowatym pierdzielu.
  • Całe życie marzyłem, marzę o miłości na całe życie. Pragnę spotkać kobietę, z którą chciałbym się zestarzeć.
  • Co ja tu, kurwa, robię?! Czterdziestka na karku, ukończone dwa fakultety ukończone, a ja ganiam, zapierdalam, ze z tą z jakąś świecą dymną po planie jakiegoś chujowego filmu, jak pies, jak kundel…
  • Codzienne wychodzę z domu, żeby spotkać swoją Małgorzatę.
  • Czterdzieści lat z moich czterdziestu lat zmarnował mi komunizm. (…) Dzieła zniszczenia dokończyła demokracja.
  • Dobra! To chuj ci w dupę, stary! Ja tu na deszczu, wilki jakieś! Przyrzekaliśmy sobie ten film od lat, ale jak nie, to nie!!!
  • Gdzie jest właściciel tego psa? Może to wilk z tego lasu. Wygląda jak wilk.
  • I jak ja stanę przed Bogiem? Czy bogami może? Co będę prezentował, gdy przestanę być? Jaki będę miał bilans? Jakie winien i ma? Humanista bez łaciny i greki, inteligent bez choćby angielskiego, rosyjski słabo i w razie czego Danke schön, z ledwie liźniętą rodzimą klasyką, która mnie zresztą żenuje i nudzi, z nieprzeczytaną Biblią, ledwie zaczętym Proustem, Joyce’em, bez obejrzanych teatrów i filmów, bez prawie wszystkiego zresztą, czego nie było w telewizji, z niezbudowanym domem, niezasadzonym drzewem…
  • Każdy mój dzień składa się z jakichś takich gówien. No każdy.
  • Nie spotkało mnie w życiu nic śmiesznego.
    • Opis: o tytule filmu.
  • No co, żarty się skończyły.
    • Opis: ostatnie słowa w filmie.
  • No i co, ty w mordę pierdolony bambusie, co ty? W chuja lecisz ze mną, czy się z własnym kutasem na łby zamieniłeś? To ja się właśnie, kurwa, pytam: „Co?!”, że się z tym tak brandzlujesz! Więc i załatw to dzisiaj, nie jutro. I nie jeb się z tym tyle, bo się pochlastać można. No, cześć. I trzymaj się ramy, to się nie posramy. Do it, bo inaczej urwę ci ryja.
  • Stop, kamera! Co jest, kurwa, z tym chujem, kutasem się dzieje, przecież on się zachowuje jak dziurawa dętka!
  • W mojej śmierci oczywiście też nie widzę nic śmiesznego.
  • Zacząłem nawet pisać ostatnio taką piosenkę: „Na wygnaniu w mieście Łodzi, gdzie nawet bieganie psom szkodzi”.
  • Znowu drugi. Całe życie ciągle drugi. Nawet jak gdzieś pierwszy byłem, czułem się jak drugi, kurwa. W życiu wiecznym także drugi?
    • Opis: pierwsze słowa na początku filmu.

DialogiEdytuj

Pani stomatolog: Muszę to panu tak zostawić niestety. No widzi pan, że nie daje rady. Za twardego ma pan zęba. Ale on już nie powinien boleć.
Adam Miauczyński: Co pani wyrabia?!
Pani dentystka: Takie jakieś pan miał długie, wystające to, podpiłowałam.
Adam Miauczyński: Ale... Co pani na głowę upadła? Przecież to zdrowe zęby chyba, nie?
Dentystka: No tak.
Adam Miauczyński: No to żeby, piłować jak jakiemuś zającu!
Pani stomatolog: Zającowi.
Pan Adam: Zającowi?!
Pani dentystka: Ech. Zęby ma pan wilcze, a zgryz taki jakiś zajęczy. Kiedyś to by się panu ta paszczęka zakleszczyła na amen.
Pan Adam Miauczyński: Jak się pani do zająca. Do pacjenta. Co sobie pani wyobraża?!
Pani stomatolog: No dobrze już. Idź pan.
  • Opis: Wizyta u dentysty.

Siwy mężczyzna: Mam pomysł, jak wyleczyć go z tej sraczki. Moim zdaniem to jest u niego nerwowe.
Pan Adam Miauczyński: Może być.
Pan pirotechnik: To nie fizjologia. To nerwy.

(...)

Pirotechnik: To podważymy... I oprzemy na dwóch sprężynkach. (on i Adam umieszczą dwie sprężyny na obwodzie w wychodku) O tak. Z góry wbijemy gwózdek i od dołu damy gwózdek. Do gwózdków 2 przewody od baterii i petardy z detonatorem. I to wszystko zatopimy w gównie. Jak facet siądzie, gwózdki się zetkną, obwód się zamknie i wszystko pierdyknie. (na zewnątrz sowy huczą) Rzecz tylko w tym, żebyś szybciej zjadł zupę i przyszedł do klopa podłączyć przewody, zanim kierownik przyleci tu ze sraczką.
Pan Adam: Ale ja? Dlaczego ja?
Starszy pan: A ja?

Adam Miauczyński: A co tak szczerzysz zęby? Rozumiem, że grasz podniecenie, ale żeby zgrzytać zębami?
Aktor: Ale nie podniecenie, kurwa! Tylko te druty wbijają mi się w mojego własnego chuja!
Adam Miauczyński: Jakie druty?
Aktor: No te chuje zrobili tego chuja na drucie zbrojeniowym! I on mi przecina… chuja!
Adam Miauczyński: Pokaż to, kurwa…
Aktor: Jak to mi wyskoczy przez rozporek, to to mi… zgilotynuje! Utnie jaja!
Adam Miauczyński: Ja ich, kurwa, pozabijam… No nic, musisz to jakoś wytrzymać, może ci nie utnie. Nie zgilotynuje.
Aktor (z sarkazmem): Dziękuję! Za słowo pociechy!
Adam Miauczyński: Dobra. Kręcimy.
Aktor (zrezygnowany): Chuj…

Reżyser: Jak to „to ten”?! Chcesz powiedzieć, że ten obiekt znajduje się w zasięgu mojego wzroku? Pokaż go, to palcem, bo chciałbym uwierzyć, że śnię.
Adam Miauczyński: No to.
Reżyser: To?! Co to jest?!
Adam Miauczyński: No jak to co? Las.
Reżyser: Możesz mi powiedzieć: po chuj mi las?
Adam Miauczyński: Jak to „po chuj”? W scenopisie pisze, że las, jest napisane…
Reżyser: W scenopisie? Znajdź mi to w scenopisie.
Adam Miauczyński: Proszę: „Kiedy wjechali na wyniosłość drogi, oczom ich ukazał się las”.
Reżyser: Przewróć stronę.
Adam Miauczyński: O kurwa…
Reżyser: Czytaj!
Adam Miauczyński: „Oczom ich ukazał się las… krzyży”.

Adam Miauczyński (w myślach): Nie no, ja już chyba zgłupiałem, żeby patrzeć na talerz. No naprawdę, ja chyba jakiś debil jestem. W telewizji pokazują talerz, a ja tępo patrzę się w ten talerz! (Na głos): Nie ma dźwięku, fonii?
Żona Adama: Nie ma.
Adam Miauczyński: A co się stało?
Żona Adama: Nie wiem, był przed chwilą… było. Była.
Adam Miauczyński (w myślach): Żaden tam kosmiczny talerz. Zwykły talerz, no! Pokazują w telewizji, jak się robi talerz widocznie. Taki jakiś z kwiatkami czy ptaszkami, no paranoja! Aż mówię do żony, znaczy byłej żony, tylko razem telewizję oglądamy. (Na głos): Ty też patrzysz na ten talerz?
Żona Adama: Też.
Adam Miauczyński (w myślach): Przez kwadrans patrzyliśmy we dwójkę na talerz. Bez dźwięku, fonii.

Adam Miauczyński: No wsiada pan czy nie, na co pan czeka, okrętu się pan spodziewałeś?
Mężczyzna w windzie: Na górę jedzie?
Adam Miauczyński: A gdzie ma jechać? W bok?!

Pan kierownik produkcji filmu "Klęska": A skąd będą wiedzieli, kiedy wysadzić? Macie z nim jakiś umówiony znak?
Pan Adam Miauczyński: Tak, oczywiście. Jesteśmy z nimi umówieni na umówiony znak Sygnał.
Kierownik produkcji filmu "Klęska": I... Jaki to będzie znak?
Adam Miauczyński: Kierowniczka planu ma zdjąć z głowy czapkę i unieść ją w górę.
Kierownik produkcji filmu "Klęska": (wciąga nosek) Zdjąć czapkę i unieść, w górę.
Adam Miauczyński: (w myślach) W ogóle mnie nie zauważą, nie patrzy. Wtedy odpalą.
Pan producent: I oni to zauważą tą czapkę? Tak?
Adam Miauczyński: Na pewno oczywiście. To bardzo dobrze widoczny znak będzie. Proszę łaskawie popatrzeć i spojrzeć. (w myślach) Teraz byłaby okazja, by spojrzał wreszcie na mnie i zapamiętał mu szczerą oddaną twarz.

(Adam uniesie czapkę z napisem "Film Klęska" do góry. Kierownik produkcji filmu patrzy na niego)


Syn Adama: Tato, co to jest?
Adam Miauczyński: Eee… gdzie to znalazłeś?
Syn Adama: U mamy, w szufladzie.
Adam Miauczyński: Czego tam szukałeś?
Syn Adama: Pieniędzy.
Adam Miauczyński: Zrobiłeś lekcje zrobiłeś?

Adam Miauczyński (w myślach): Trzynaście lat temu w mieszkaniu pode mną zamieszkał jakiś kretyn, zatrudniony gdzieś, podobno jako aktor, który codziennie od przyjścia z roboty przez resztę dnia i część nocy wierci dziury w ścianach i suficie.
Mężczyzna w windzie (z nieukrywanym entuzjazmem): Dzisiaj przychodzą do mnie koledzy z wiertłami udarowymi. Będziemy razem borować dziury. (Lekko się śmieje).

O filmieEdytuj

  • Niezborny i przegrany, dosyć nawet sympatyczny polski mazgaj i nieudacznik będący bardziej produktem zdarzeń niż ich kreatorem, niemal po obłomowsku bierny, ale pełen pretensji do życia.
    • Autor: Marek Koterski
    • Opis: o głównym bohaterze.
    • Źródło: „Rzeczpospolita”, 1–2 kwietnia 1995

Zobacz teżEdytuj