Otwórz menu główne

Cezary Gmyz (ur. 1967) – polski dziennikarz i publicysta.

Zawód: dziennikarz śledczyEdytuj

(wyd. Fronda, Warszawa 2013, ISBN 978-83-62268-27-6)

  • Aktorkę – zresztą córkę funkcjonariusza MSW – próbowano pozyskać do współpracy. SB interesowała się nią, bo znała kilku niemieckich dyplomatów z ambasady w Warszawie. Chciano ją zwerbować, żeby na nich donosiła.(...) Dykiel się nie złamała, mimo że wywierano na nią olbrzymią presję, była inwigilowana przez całą dobę, nachodzona prze oficerów esbecji, kontrolowano jej korespondencję i tak dalej.
  • Ale dokument demaskuje kłamstwa Władysława Bartoszewskiego, który dziś twierdzi, że o żadnym Tomaszu Turowskim nigdy nie słyszał, a wedle stenogramu z komisji osobiście go rekomendował na placówkę, opowiadając o jego licznych przewagach. Wspominał także o świetnych kontaktach Turowskiego z Kościołem katolickim i prawosławnym, o tym, że ma dobre relacje z Rosją, co w przypadku Kuby akurat nie jest bez znaczenia. I tak dalej. Krótko mówiąc – wtedy Bartoszewski wychwalał Turowskiego pod niebiosa, a po latach w każdym wywiadzie na ten temat utrzymywał, że go nie znał.
  • Ale histeria „Gazety Wyborczej” była o tyle zrozumiała, że bardzo szybko zarówno ja, jak i inni badacze odkryli, że zawartość archiwów IPN jest rzeczywiście niebezpieczna dla idoli środowiska „Wyborczej”. Atmosfera wytworzona wokół Instytutu – że szambo, że fuj – sprawiła, iż za czasów prezesury Leona Kieresa materiały udostępniane były dość niechętnie. Owszem, tam jest szambo, ale szambo pokazujące ogrom upadku polskich elit czasów PRL – nie tylko środowisk politycznych objętych ustawową lustracją, ale także szerzej pojętych: aktorów, pisarzy, tzw. intelektualistów, profesorów wyższych uczelni, działaczy opozycji o niezbyt jak się okazuje, kryształowej przeszłości. Łącznie z takimi ludźmi jak Lesław Maleszka, dawny agent SB, który pracował przecież w „Gazecie Wyborczej” na etacie i miał wpływ na jej linię redakcyjną – między innymi pisał teksty antylustracyjne.
  • Bardzo szanuję to, co zrobił w życiu Macierewicz i to nie tylko w sprawie smoleńskiej. To jeden z najinteligentniejszych polityków, jakich poznałem w życiu. Tylko jego uporowi zawdzięczamy, że śledztwo smoleńskie nie skończyło się konkluzjami zawartymi w raporcie zespołu Anodiny i komisji Jerzego Millera.
  • Co ciekawe przez dwadzieścia lat mijamy się przy rozmaitych okazjach, a tylko raz zamieniłem z nim parę słów.
  • Mam wrażenie, że Michnik nienawidzi Macierewicza za to wszystko, kim Macierewicz jest, a kim nigdy Michnik nie był i nie będzie. Michnik to taki generał Zajączek - dobrze zaczynał, skończył jako przydupas władzy.
  • Natomiast to, że Hajdarowicz powiadomił Grasia, nie mieści się już w żadnych cywilizowanych standardach, a w dodatku jest złamaniem prawa prasowego, które zabrania informowania o zawartości gazety przed jej ukazaniem się. (...) W dodatku Graś następnego dnia rano w programie TVP „Polityka przy kawie” rżnął totalnego głupa udając, że publikacja go zaskoczyła.
  • Nawiasem mówiąc, Lucyna Tuleya była koleżanką z „Betki” (była to wydzielona struktura Służby Bezpieczeństwa odpowiedzialna na obserwację czyli inwigililację i śledzenie) ojca Moniki Olejnik – Tadeusza.
  • No i druga sprawa – ja nie robię Tulei zarzutu z faktu, że miał matkę w SB. Tylko z tego, że skoro wychowywała go osoba pracująca w SB, nie powinien orzekać w sprawach lustracyjnych.
    • Źródło: s. 98
  • Owszem, historia ojca i brata Adama Michnika była tajemnicą poliszynela, ale zrobiono wszystko, by tego tematu nie nagłaśniać. (...) To, że kogoś ojciec miał na nazwisko Szechter i był pochodzenia żydowskiego, tak jak ojciec Michnika, nie powinno nikogo interesować. (...) Ale faktem, który ma jednak znaczenie, jest to, że ojciec Michnika był skazany na zdradę stanu w II Rzeczpospolitej, a jego brat był stalinowskim oprawcą. (...) Bo owszem, pochodzenie etniczne czy wyznaniowe to coś, czego się nie wybiera, ale czy służy się Sowietom – to już tak.
  • Pułkownik Ireneusz Szeląg przyszedł z bardzo precyzyjnym scenariuszem. Używając żargonu, niby dementował, a faktycznie potwierdzał moje informacje. Dziennikarze i opinia publiczna dali się jednak na to nabrać.
    • Opis: o konferencji prasowej Naczelej Prokuratory Wojskowej w sprawie śladów trotylu na wraku TU-154M
    • Źródło: s. 22
  • Rzeczywiście jego teczki: personalna i pracy zostały zniszczone. Zachowały się jednak materiały ewidencyjne potwierdzające, że arcybiskup Życiński został zarejestrowany jako TW „Filozof”. Być może nie uważał swoich kontaktów z SB za tajną współpracę.

Inne wypowiedziEdytuj

  • Dokonania Czerwonych Khmerów bledną przy tym co z Wisłą wyprawia ten kambodżański biznesmen.
    • Opis: o próbie zakupu Wisły Kraków, przez Vanna Ly, biznesmena z Kambodży.
    • Źródło: sportowefakty.wp.pl, 31 grudnia 2018 r.
  • Nawiasem mówiąc, ja nie mam problemu z mówieniem o przeszłości swojej rodziny. Tak jak Tusk, też miałem dziadka w Wehrmachcie. Był polskim Ślązakiem i został wcielony do Wehrmachtu, a konkretnie do Afrika Korps, skąd zresztą nawiał do gen. Andersa. Zmarł wiele lat przed moimi urodzinami, ale nie widzę powodu, by ukrywać przeszłość swojej rodziny.
  • Nie mogłem w to uwierzyć. Wszak sędzia Tuleya w uzasadnieniu wyroku na dr. G. mówił: „Wzbudza to we mnie straszne skojarzenia, nawet nie z latami 80., ale z przesłuchaniami stosowanymi w latach 40. i na początku lat 50. W czasach największego stalinizmu”. Innymi słowy Tuleya uznał, że SB, w której jego matka służyła również w latach 80., była instytucją lepszą niż służba niepodległego państwa polskiego, jaką jest Centralne Biuro Antykorupcyjne.
  • Polacy przez ponad miesiąc byli okłamywani w kwestii tego, co prokuratorzy i biegli odkryli na przełomie września i października. Kłamstwo było tym bardziej perfidne, że nosiło znamiona prawdy. Prokuratorzy skryci za podwójną gardą prawniczego języka tak skonstruowali przekaz, by nie można było im zarzucić wprost minięcia się z prawdą, ale by odbiorcy tej prawdy nie poznali. „Cząstki wysokoenergetyczne”, „podobne do materiałów wybuchowych”, „zjonizowane cząsteczki mające strukturę bądź masę zbliżoną do cząsteczek wchodzących w skład materiałów wybuchowych” – cały ten prawniczo-naukowy slang miał przykryć trzy litery: TNT – trójnitrotoluen, a mówiąc po polsku – trotyl. Nie da się ukryć, że po raz kolejny potwierdziło się stare powiedzenie – pół prawdy to całe kłamstwo
  • Posłuchałem tego staruszka, co wyszedł z przemówienia premiera, ale niestety poza tym, że się zapluł, to w żadnej wypowiedzi nie odniósł się do choćby jednego cytatu z wystąpienia Mateusza Morawieckiego, po prostu przyszedł poskrzeczeć.
    • Opis: o profesorze Politechniki Wrocławskiej Ryszardzie Krasnodębskim.
    • Źródło: gazeta.pl, 15 marca 2018
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.

O Cezarym GmyzieEdytuj

  • Dla mnie „dziennikarstwo” Gmyza to nie tekst o trotylu na tupolewie. To haniebne lustracyjne – a przede wszystkim nieprawdziwe – teksty m.in. o abp. Życińskim czy prof. Geremku. W tym jest specjalistą – w grzebaniu ze złą wolą w esbeckich papierach. Teraz, jak widać, powrócił do swej lustracyjnej pasji.
  • Od dnia, w którym Cezary Gmyz z „Rzeczpospolitej” odkrył trotyl i nitroglicerynę na wraku tupolewa, nic już nie będzie takie jak dawniej... Siły fachowej ekspertyzy Gmyza w dziedzinie materiałów wybuchowych nie osłabiły mętne zaprzeczenia nieuków z prokuratury wojskowej (...) A rodzina Pospieszalskich i tak szykuje się na najgorsze. „Tato, czy to oznacza wojnę?” – to pytanie zadała swojemu ojcu 15-letnia Basia Pospieszalska, a on – jako że pytanie było miażdżące i doniosłe – odpowiada córce w „Gazecie Polskiej Codziennie” (...) Dialog ojca z córką chwyta za serce i przypomina jedną ze strof ojczystego hymnu: „Już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakany...”. Ciężko być prorokiem we własnym kraju, zwłaszcza prorokiem wojny polsko-ruskiej, red. Gmyza czeka więc trudny czas. „Podtrzymuję to, co napisałem” – przekonuje dziarsko. Nas jednak martwi, że podtrzymywać musi na łamach „GPC”, że nie może podtrzymywać w „Rzepie”, bo tam brzydko coś kręcą – najpierw o pomyłce, potem o „pochopności”.
  • Sam sposób sformułowania przecieku („jony wykryli! wysokoenergetyczne i zagęszczone!”) pokazuje, że źródłem przecieku nie byli biegli prowadzący badania, tylko np. ktoś z prokuratury, kto dostał surowe dane bez opracowania i przeczytał je bez zrozumienia (po czym natychmiast zadzwonił do zaprzyjaźnionego dziennikarza). Widać tutaj dubeltowy chumanistyczny głuchy telefon – najpierw ktoś coś źle zrozumiał, a potem to przekazał Gmyzowi, który oczywiście też nic nie zrozumiał, ale od kiedy to przeszkadza w publicystyce.
  • To, co zrobił Cezary Gmyz w TygodnikuLisickiego.pl, przypomina metody stalinowskie. Bo to przecież stalinowcy oceniali człowieka po tym, kim byli jego rodzice. A dokładnie to zrobił red. Gmyz.