Stefan Korboński

polski polityk ruchu ludowego, działacz Polskiego Państwa Podziemnego

Stefan Korboński (ps. „Nowak”, „Zieliński”, „Stefan Zieliński”, 1901–1989) – polski polityk ruchu ludowego, prawnik, publicysta, działacz Polskiego Państwa Podziemnego, Delegat Rządu na Kraj od 27 marca do 28 czerwca 1945, poseł na Sejm Ustawodawczy z listy PSL.

Stefan Korboński

Polacy, Żydzi i Holocaust (Warszawa 2011)Edytuj

  • Epilogiem do dziejów żydowskiej elity, odgrywającej główną rolę w rządach komunistycznych w powojennej Polsce, stał się jej exodus z lat 1967–1968. (…). Przyczyna tego exodusu znajdowała się daleko poza granicami Polski. Było nią przytłaczające zwycięstwo armii izraelskiej w wojnie zwanej sześciodniową z Egiptem i innymi krajami arabskimi. W Polsce zwycięstwo to zostało przyjęte z radością; mówiono: „Nasi Żydzi rozgromili sowieckich Arabów!”. O takiej reakcji donieśli najwyższym szczeblom Kremla nie Żydzi sowieccy – którzy milczeli – a polscy, co wystarczyło, by zostali wydaleni z kraju. Za to Żydzi sowieccy zostali zatrzymani w Rosji jako zakładnicy Zachodu. Właśnie w taki sposób interpretowano te wydarzenia w Polsce.
    • Źródło: s. 83–84.
  • Generalny gubernator Hans Frank 15 października 1941 r. wydał rozporządzenie przewidujące karę śmierci dla Polaków, którzy udzielają schronienia Żydom, bądź pomagają im w jakikolwiek inny sposób – np. zapewniając transport, dając bądź sprzedając żywność, nie donosząc władzom o ukrywających się Żydach, wręczając im kromkę chleba lub szklankę wody i tym podobne.
    • Źródło: s. 66.
  • Oprócz zajmowania kierowniczych stanowisk w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, które odgrywało rolę podobną do gestapo w hitlerowskich Niemczech, Żydzi pełnili też ważne funkcje w innych instytucjach rządowych reżimu komunistycznego.
    • Źródło: s. 79.
  • Prawdziwym powodem, dla którego właśnie Polskę wybrano na miejsce zagłady Żydów, było to, że spośród wszystkich europejskich Żydów przeznaczonych do eksterminacji żyło tu 3,5 mln osób pochodzenia żydowskiego.
    • Źródło: s. 70.
  • Większość (…) żydowskich przywódców przybyła do Polski z Rosji, dokąd uciekli oni w czasie wojny. Sprawowali rządy totalitarne w Polsce od roku 1945 do około 1955 r. – ostatecznie tracąc pozycję po Październiku ’56.
    • Źródło: s. 83.
  • Wina za zbrodnię ludobójstwa na zawsze spoczywać będzie na całym narodzie niemieckim, który – od pierwszych przedwojennych wystąpień antyżydowskich w Niemczech oraz przez cały ten czas, gdy Hitler wygrywał wojnę – wspierał swojego führera i w pełni identyfikował się z nim i partią nazistowską.
    • Źródło: s. 71.

InneEdytuj

  • 19 kwietnia 1943 roku wybuchło powstanie w getcie. Cała Warszawa mimo strasznego terroru, jaki nad nią wisi, i mimo że każdego dnia giną setki Polaków, zelektryzowana, wstrząśnięta, bezsilna i – dumna. Po całym mieście krąży wiadomość: nad murami walczącego getta powiewa sztandar polski i żydowski.
    • Opis: o powstaniu w gettcie
    • Źródło: Stefan Korboński, W Imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 225
  • Cała akcja Krzeptowskiego – między innymi próby formowania legionu góralskiego – spaliła na panewce, a wśród górali była przedmiotem kpin i dowcipów.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 118.
  • Co do Roweckiego, to widać, że na terenie politycznym czuje się niepewnie. Zawsze w przyszłości będzie robił na mnie wrażenie człowieka, któremu „robienie polityki” nie leży w naturze.
    • Opis: o Stefanie Roweckim podczas pierwszego posiedzenia Politycznego Komitetu Porozumiewawczego w czasie II wojny światowej.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 27.
  • „Bazyli” poważny i skupiony, gdy argumentuje, wpada w zapał, mówi z dużą siłą, często z sarkazmem. Ma wielkie doświadczenie polityczne i konspiracyjne z czasów walki z caratem i ma za sobą osiem lat twierdzy w Schlisselburgu! Widać ze sposobu, w jaki się wszyscy do niego odnoszą, że jest on centralną osobą w naszym gronie.
    • Opis: o Kazimierzu Pużaku podczas pierwszego posiedzenia Politycznego Komitetu Porozumiewawczego w czasie II wojny światowej.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 27.
  • Co uderza mnie we wszystkich przemówieniach – to dążenie do zgody i pojednania oraz tendencja do stworzenia na czas wojny jedności narodowej. Doszedł tu widać do głosu zdrowy instynkt narodu w chwili śmiertelnego niebezpieczeństwa.
    • Opis: o pierwszym posiedzeniu Politycznego Komitetu Porozumiewawczego w czasie II wojny światowej.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 27.
  • Dnia 30 lipca, godz. 13. W Warszawie słychać huk armat. Niemcy cywilni wyjechali. Jest wojsko i Gestapo. Po paru dniach popłochu, u Niemców spokój. Wojska rosyjskie podobno o dwadzieścia kilometrów.
    • Opis: depesza Korbońskiego do Londynu, 30 lipca 1944.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, wyd. Fundacja im. Stefana Korbońskiego, Waszyngton – Warszawa 2004, ISBN 8392149203, s. 24.
  • Dnia 31 lipca. Dziś w Warszawie ta sama sytuacja, co wczoraj. Przedmieścia nie są ostrzeliwane przez artylerię, wbrew temu, co podało BBC. W instytucjach, opuszczonych przez Niemców, zaczynają dyskretnie urzędować władze podziemne. „Nowy Kurier Warszawski” i „Warschauer Zeitung” nie wyszły.
    • Opis: depesza Korbońskiego do Londynu, 31 lipca 1944.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 24–25.
    • Zobacz też: BBC, Warszawa
  • Dotychczas nie wymyślono nic takiego, co mogłoby zapobiec wybuchowi wulkanu. A takim wulkanem była Warszawa w lipcu 1944 r.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, wyd. Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2009, s. 344.
    • Zobacz też: powstanie warszawskie
  • Gdy akcja likwidacji Żydów w Polsce była w pełnym toku, zasypywaliśmy rząd w Londynie depeszami na ten temat, a także donosiliśmy o przywożeniu do Polski Żydów z krajów bałkańskich, z Węgier, z Holandii itd. Prosiliśmy, aby ostrzegać przez radio Żydów z tych krajów, by za wszelką cenę unikali wywiezienia do Polski, bo tam im grozi śmierć. Tym razem BBC, a później radiostacja „Świt” powtarzały nasze ostrzeżenia. Jednak gdy pociągi z tych krajów nadchodziły w dalszym ciągu i tu i ówdzie udało się polskim kolejarzom szepnąć ostrzeżenie, nie wierzono im i wyśmiewano informacje, szczególnie w tych pociągach osobowych, w których Żydzi jechali z walizami, ubraniem i pościelą. Byli oni przekonani, że jadą na roboty i że pracując, uda im się wojnę przetrzymać.
    • Opis: o Holocauście dokonanym przez Niemców w czasie II wojny światowej.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 219.
  • Jeśli Powstanie Warszawskie nazywa się często najbardziej bohaterskim epizodem minionej wojny, to zachowanie Sowietów w czasie Powstania powinno być nazwane największą zbrodnią minionej wojny, gorszą nawet od Katynia, bo za nią zapłaciło dwieście tysięcy ludzi swoim życiem.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 60.
  • KG AK musiała wziąć pod rozwagę także czynnik szósty, a mianowicie rozlepienie przez Niemców plakatów wzywających wszystkich mężczyzn w Warszawie, z wyjątkiem dzieci i starców, do stawienia się do robót fortyfikacyjnych. Niemcy chcieli w ten sposób zlikwidować w Warszawie całą AK.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, op. cit., s. 343.
  • Na ulicach panował niezwykły ruch i ożywienie. Tramwaje, oblepione młodymi chłopcami, którzy bez ceremonii pakują się także na przedni pomost „Nur für Deutsche” (Tylko dla Niemców), na co Niemcy nie reagują. Po chodnikach, szybkim krokiem, z widocznym pośpiechem idą po dwie, trzy kobiety na raz, obładowane ciężkimi paczkami i torbami. Mówię do siebie po cichu: „Roznoszą broń na punkty zborne…”. Ulicą mkną rowery jeden za drugim. Chłopcy w butach z cholewami i w wiatrówkach pedałują co sił w nogach. Jednemu z plecaka wygląda coś, jakby kij okręcony gazetą i obwiązany sznurkiem. A to bezczelny smarkacz! Przecież każdy chyba widzi, że to lufa! Z rzadka, tu i ówdzie, mundurowy Niemiec i patrole krążą, nic nie widząc i nic nie rozumiejąc, co się wokół nich dzieje. Minąłem po drodze wielu mężczyzn, idących w różnych kierunkach. Mieli na twarzach wyraz powagi i skupienia. Wpatruję im się w oczy, odpowiadają spojrzeniem, pełnym cichego porozumienia.
    • Opis: przed wybuchem powstania warszawskiego, 1 sierpnia 1944.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 26.
  • Nikomu wówczas nawet do głowy nie przyszło, że Rosjanie mogą umyślnie wstrzymać swój atak na stolicę w chwili wybuchu powstania.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, op. cit., s. 344
  • Oczy nam się całkiem otworzyły dopiero wówczas, gdy napłynęły informacje od rządu o bezskutecznych interwencjach aliantów u Stalina o pomoc dla Warszawy. Do tego doszła odmowa Sowietów zezwolenia na lądowanie tym samolotom alianckim, które rozpoczęły nocne zrzuty nad Warszawą. Zamiast lądować na lotniskach sowieckich, odległych od Warszawy o kilkanaście minut lotu, musiały wracać z powrotem na oddalone o tysiące kilometrów lotniska alianckie, co ogromnie zwiększało ich straty.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 58.
    • Zobacz też: Praga (Warszawa), Józef Stalin
  • Okulicki, zaproszony przez sowieckiego pułkownika gwardii Pimienowa, razem z Delegatem Jankowskim, przewodniczącym Rady Jedności Narodowej Pużakiem i kilkunastoma przywódcami podziemnymi na spotkanie z delegacją sowiecką, by rozwiązać niebezpieczną sytuację stworzona przez istnienie podziemia na terenach zajętych przez armię sowiecką, wietrzył w tym podstęp, z czym się całkowicie godziłem, mimo iż wiedziałem, że Jankowski przyjął już propozycję Pimienowa i domagał się od Okulickiego, by mu towarzyszył. Doradzałem, aby obydwaj odmówili swojej obecności i wyręczyli się tylko pełnomocnikami mówiącymi dobrze po rosyjsku. Okulicki uznał to za najlepsze wyjście i skończył rozmowę ze mną mocnym uściskiem dłoni. – Stoi między nami, Zieliński (Korboński), że ja nie idę.
    • Źródło: Stefan Korboński, Bohaterowie państwa podziemnego – jak ich znałem, wyd. Agencja Omnipress, Warszawa 1990, ISBN 8385028072, s. 116–117.
  • Okulicki zginął na Łubiance w ponurych okolicznościach. Rozmawiał pukaniem w ścianę ze swym polskim sąsiadem. Którejś nocy z jego celi rozległ się nieludzki ryk. Ściana się więcej nie odezwała. Okulicki został najwidoczniej zgodnie z enkawudowską praktyką uduszony. Objechał dookoła cały świat, gdyż w roku 1942 wyszedł z Łubianki, a w roku 1945 do niej wrócił, by tam zostać na zawsze.
  • Oto próbki depesz, których tragicznej wymowy nie chcę popsuć żadnym komentarzem:
  • „21 kwietnia 1943. W getcie opór trwa. Całą noc słychać strzały, wybuchy, miejscami pożary”;
  • „28 kwietnia 1943. W getcie walka trwa. Niemcy palą dom za domem”;
  • „7 maja 1943. »Rzeczpospolita« z 6 bm. zawiera oświadczenia Pełnomocnika na Kraj, które piętnuje zbrodnie niemieckie w getcie. Wyraża szacunek i współczucie dla Żydów, którzy walczą i wzywa Polaków do pomagania tym, co uciekli”;
    • Opis: o powstaniu w gettcie w Warszawie, depesze do Londynu do radiostacji „Świt”.
    • Źródło: Stefan Korboński, W Imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 225-226
  • Prowadziłem jak gdyby podwójne życie. Z jednej strony obracałem się w górze konspiracyjnej jako szef Kierownictwa Walki Cywilnej, z drugiej strony codziennie dawałem nura w doły konspiracji, bezpośrednio kierując łącznością radiową i stykając się z właścicielami mieszkań, telegrafistami i obserwatorkami. Muszę stwierdzić, iż KWC dawało mi większą satysfakcję, ale z całą pewnością więcej wrażeń dostarczała robota radiowa. Co za dziwna mieszanina ludzi, rzeczy i sytuacji! Począwszy od andrusa z Powiśla, pomocnika Ziutka, a skończywszy na obserwatorce z arystokracji. Cała ta gromada utworzyła po pewnym czasie jedną radiową rodzinę. Przyjaźnili się ze sobą, kłócili, a w końcu często razem ginęli.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, okładka.
  • Przy trumnie sylwetka żony w głębokiej żałobie, a obok ci, których Niedziałkowski najwięcej za życia nienawidził! Agenci policji tajnej, jawnej, mundurowej i cywilnej, polskiej bezpieki i rosyjskiej NKWD, wojsko z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – jedni z bronią w ręku, drudzy ukrytą, a wśród nich Bierut, „dygnitarze państwowi”, zabezpieczeni w ten sposób przed rzekomo wielbiącym ich tłumem robotników i chłopów, którzy masowo przybyli na pogrzeb. Stoją nad grobem Niedziałkowskiego przyjaciele i współpracownicy Niemców w chwili, gdy ci mordowali Niedziałkowskiego, z przybraną na twarze obłudną maską żałoby, a wśród nich świeci łysą czaszką cyniczna twarz „wieprza z Chicago”, Cyrankiewicza. Niedziałkowski otrzymuje po śmierci z rąk Bieruta najwyższe odznaczenie – Krzyż Grunwaldu. Order, wrzucony w dół na trumnę, trzasnął jak policzek.
    • Opis: o ekshumacji ciała Mieczysława Niedziałkowskiego z grobu w Palmirach i pogrzebie w czasach komunistycznych „na koszt państwa” z udziałem komunistycznych oficjeli.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 23–24.
  • Przyniosła mi wkrótce opinię profesora Politechniki, według której moc aparatu budowanego przez Ziutka absolutnie nie wystarcza do komunikowania się z Anglią. Zaskoczony tym i pozbawiony własnego zdania, przeżywałem dość ciężkie chwile. Cała rzecz weszła mi już w krew i nie mogłem pogodzić się z myślą, że nic z tego nie wyjdzie. W rezultacie zdecydowałem się powtórzyć wszystko Ziutkowi, który z niezachwianą pewnością siebie zaczął z opinii po prostu kpić: – To pan nie wie, że profesorowie politechniki to znane frajery, które nie mają pojęcia o krótkofalarstwie? Jeden z nich z kilkukilowatowej stacji nie uzyskał połączenia z Londynem, bo przy nadawaniu zapomniał otworzyć lufcik! Monolog trwał dość długo i nigdy w życiu nie słyszałem takiej ilości pomysłowych epitetów wypowiedzianych w soczystym języku Powiśla.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 58.
    • Zobacz też: profesor
  • Rozpoczęła się parogodzinna rozmowa. Ja wypytywałem o akcje, o wrażenia i opinie, oni o politykę, rząd w Londynie, losy Powstania i przyszłość. (…) Szukałem odpowiedzi na jedno pytanie, z którym przyszedłem, i ją otrzymałem. W tym wszystkim, co mówili na temat swej niewdzięcznej roli wykonawców wyroków, nigdy nie zabrzmiała nuta cynizmu, przechwałki czy brawury, a dominowało poczucie wypełnienia bardzo ciężkiego i przykrego obowiązku. A właśnie chodziło o to, by tak czuli, a nie inaczej. Opuszczałem towarzystwo zadowolony ze spotkania, (…) w ogóle ze wszystkiego.
    • Opis: o rozmowie z oddziałami egzekutywy wykonującej wyroki sądów Polskiego Państwa Podziemnego.
    • Źródło: Stefan Korboński, W Imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 112–113
  • Słuchał uważnie, gdy składałem raport z tygodniowych czynności KWC. Gdy po omówieniu bieżących spraw podniosłem się do wyjścia, coś sobie przypomniał: - Ale, ale... Mam dla pana pewną wiadomość. Otrzymałem od przedstawicieli żydowskich organizacji podziękowanie za audycje „Świtu” o walkach w getcie. Przekazuję je więc pod właściwym adresem.
    • Opis: o powstaniu w gettcie w Warszawie w 1943, i podziękowaniu żydowskich organizacji, przekazanym przez Delegata Rządu na Kraj Jana Stanisława Jankowskiego za depesze i audycje o powstaniu przesyłane do Londynu do audycji radia „Świt”.
    • Źródło: Stefan Korboński, W Imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 227
  • Staramy się dotrzeć jak najbliżej getta i organizujemy specjalną obsługę informacyjną powstania. Powoli koncentrują się w KWC wiadomości ze wszystkich źródeł, dotyczące walk w getcie i depesze idą jedna za drugą. Jedna z naszych stacji pracuje w kamienicy na Marszałkowskiej, z otwartym widokiem na Pole Mokotowskie. Z dachu widać dymy i ogień nad gettem i słychać huk wystrzałów. Wyglądamy z dymnika, Zosia, żyjący jeszcze wówczas Ziutek i ja, po czym wysyłamy depeszę: „Z miejsca, gdzie pracuje radiostacja, widać ogień i dymy nad gettem i słychać kanonadę artyleryjską. Robi to straszne wrażenie”.
    • Opis: o powstaniu w gettcie
    • Źródło: Stefan Korboński, W Imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 225
  • Tokarzewski, o ujmującym zachowaniu, robi wrażenie więcej polityka niż wojskowego. Przyczynia się do tego swoboda, z jaką obraca się wśród zagadnień politycznych, i inicjatywa, jaką przejawia w tej dziedzinie, którą zresztą staramy się powściągnąć.
  • Ujrzałem jeszcze Niedziałkowskiego, ale sześć lat później, już w trumnie. Wydobyto ze zbiorowej mogiły w Palmirach dobrze zachowane zwłoki, przy nich fotografię żony, papierośnicę, nawet wizytówki. Potem fałsz i obłuda uroczystego pogrzebu „na koszt państwa”. Towarzysze pracy: walki, stojący gdzieś z boku, patrzą rozszerzonymi oczyma na tragiczne widowisko.
    • Opis: o ekshumacji ciała Mieczysława Niedziałkowskiego z grobu w Palmirach i pogrzebie w czasach komunistycznych.
    • Źródło: Stefan Korboński, W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 23.
  • W lipcu 1944 r. gorączka wśród Niemców osiągnęła punkt szczytowy. Urzędy wyewakuowano, volksdeutsche uciekły, patrole przemierzały ulice, podrażnione i zestrachane, strzelając do przechodniów z byle powodu i w ogóle bez powodu. Ofiarą takiej strzelaniny padła moja teściowa jadąca na tylnej platformie tramwaju. Przejeżdżający samochodem patrol SS przeciągnął salwą z pistoletów maszynowych po przepełnionym tramwaju.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, op. cit., s. 343.
  • W lipcu 1944 wziąłem udział w paru rozmowach, na których był obecny delegat Jankowski i wojskowi oraz cywilni przywódcy podziemia. Uczestnicy ich, przy tej czy innej okazji, wypowiadali się na temat aktualnej sytuacji. Wyłaniała się z tego zupełnie jasno koncepcja powstania. Brali oni w rachubę, po pierwsze, konieczność wystąpienia zbrojnego w Warszawie jako jeden z elementów „Burzy”. To, co się stało w Wilnie, Lwowie, Lublinie i Kowlu, należało powtórzyć w Warszawie. Po drugie, nie było do pomyślenia, by czterdziestotysięczna AK w Warszawie mogła wytrzymać bez końca i bez użycia broni widok cofających się, rozbitych Niemców. Po trzecie, duma i godność narodowa wymagały, by stolica była wyzwolona własnymi, polskimi rękoma, i to było poza wszelką dyskusją. Po czwarte, co powiedziałby świat zachodni, gdyby Rosjanie zdobyli Warszawę tylko własnym wysiłkiem? Wtedy Stalin bez trudu przekonałby aliantów, że AK, rząd podziemny i całe w ogóle polskie podziemie – to fikcja, gdyż co to za armia i rząd, które, znajdując się w stolicy, nie wzięły udziału w walce o jej wyzwolenie? Jedyne tłumaczenie tego to chyba że nie istnieją wcale. Po piąte – Niemcy sami od dawna rozpuszczali wiadomości, że na rozkaz Hitlera Warszawa tak czy inaczej będzie zniszczona.
  • Wiele osób ze świata politycznego, no i wszyscy działacze ludowi pamiętają tego rosłego, pięknego górala, byłego posła na Sejm, który, gdy włożył na siebie strój góralski, to po prostu rwał wszystkie oczy. Znałem go dość dobrze i widywałem nieraz w czasie pobytu w Zakopanem. Krzeptowski – jak wiadomo – z poduszczenia gubernatora Franka wraz z renegatem Szatkowskim poszedł na organizowanie „narodu góralskiego” i podziemie od dawna miało na niego oko, szczególnie ludowcy. Byłby on niechybnie zginął zaraz na początku swej występnej działalności, gdyby nie to, że z Zakopanego i z Krakowa szły wiadomości, że Niemcy wyraźnie zapowiedzieli, iż w razie zabicia Krzeptowskiego zmasakrują w odwet całą ludność góralską, która w swej masie nie dała się pociągnąć „księciu góralskiemu” – jak Niemcy zwali Krzeptowskiego – i nie przyjęła kennkart Goralenvolku.
    • Opis: o Wacławie Krzeptowskim.
    • Źródło: Stefan Korboński, W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 117.
  • Wreszcie 18 września, podczas pięknej, słonecznej pogody, doszedł do umęczonego miasta jakiś inny, głęboki i potężny głos motorów. Nie było widać jeszcze nic, ale już się rozpoczął potworny ogień niemieckiej broni przeciwlotniczej. Nad płonącą Warszawę, nad głowy płaczących ze wzruszenia ludzi, którzy wyciągali ręce ku niebu, nadpływają wysoko – niestety za wysoko – ogromne, błyszczące srebrzyście ptaki i setki różnokolorowych spadochronów spływają w dół… w większości poza linie powstańcze! Ściskamy sobie ręce z Janem, który ma łzy w oczach. Schwyciłem za kod i za chwilę Jan depeszował: „W tej chwili samoloty amerykańskie dokonywują nad Warszawą zrzutu”. Przeszedł na odbiór i z radosnym uśmiechem notował: „O.K., O.K., dziękujemy!”. Znad klucza podniosły się ku mnie zadowolone oczy: „Postawiliśmy dzisiaj nasz nowy rekord szybkości. Jeszcze zrzut się nie skończył, a już Londyn pokwitował wiadomość o nim!”.
    • Opis: o zrzucie pomocy alianckiej dla walczącej Warszawy z samolotów „latających fortec” USA, 18 września 1944.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 51–52.
  • Wybrałem się z Zosią w piękne, lipcowe popołudnie na spacer na most Poniatowskiego. Tam oczom naszym przedstawił się niebiański widok. Obraz, o jakim marzyliśmy od lat. Po jezdni ciągnął nieprzerwany sznur żołnierzy niemieckich, ale takich, jakich nigdy nie widzieliśmy. Obdarci, brudni, często bez broni i butów, pieszo, na rowerach i wozach, w nieładzie i rozsypce i często bez dowódców. A wśród nich ranni z obwiązanymi głowami i rękami na temblakach. O widoku niezapomniany! A tu w dodatku słońce lipcowe, jak gdyby chcąc tę nędzę lepiej wystawić na widok, wydobywało z mundurów każdą dziurą, każdą plamę z bandaża, każdą rdzę na karabinie. Trzymając się za ręce i z trudem hamując radość, sygnalizowaliśmy sobie uściskiem dłoni ciekawsze widoki. Takich jak my przechodniów było na moście więcej. Wędrowała tam cała Warszawa. Ludzie, udając, że rozkoszują się pięknym, lipcowym popołudniem i Wisłą połyskującą w potokach światła, w gruncie rzeczy paśli oczy widokiem pobitych Niemców. Wymienialiśmy z nimi ukradkiem rozradowane spojrzenia, a tłumy zdemoralizowanych Niemców płynęły bez końca, ścigane głuchym głosem armat dolatujących od Radzymina i Otwocka. Nie ulegało wątpliwości, że front zbliżał się do Warszawy. Już od dawna obserwowaliśmy wśród Niemców oznaki rozkładu i strachu.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, op. cit., s. 342–343.
  • Zakończenie wojny Warszawa przyjęła obojętnie. U nas to niczego nie zmienia.
  • Z kraju donoszą: Niemcy rozpoczęli mordowanie ghetta warszawskiego. Rozlepiono zarządzenie o wysiedleniu na wschód 6000 osób. Wolno wziąć 15 kg bagażu na osobę i kosztowności. Wywieziono dotąd 2 pociągi, oczywiście na stracenie. Rozpacz, samobójstwa. Policja polska usunięta, wprowadzenie Łotyszów, szaulisów i Ukraińców. Strzelanina na ulicach i po domach. Zabito także profesora Uniwersytetu Poznańskiego (Franciszka) Raszeję na konsylium lekarskim wraz z lekarzem i pacjentem Żydem.
  • Z kraju donoszą: Z ghetta warszawskiego wywożą na rzeź 7000 dziennie. Popełnił samobójstwo prezes gminy żydowskiej Adam Czerniaków.
  • Za kilka godzin słyszymy, jak „Świt” nadaje audycję opartą na tej depeszy, skonstruowaną w ten sposób, że spiker mówi o swych wrażeniach, gdy patrzy z okna radiostacji na płonące getto i widzi dymy oraz słyszy wystrzały. Gdy kontrolujemy tę audycję, jesteśmy sami wzruszeni dramatyczną opowieścią spikera, który – poznajemy po głosie – jest także głęboko przejęty tym, co mówi. Patrzymy na siebie w milczeniu, ze smutną satysfakcją. Przerywa je Zosia: -Chyba jest im lżej umierać, gdy wiedzą, że o tym wie cały świat.
  • Zaczęło się od tego, że wysłałem do Londynu kilka depesz, jedna po drugiej, zawiadamiających o rozpoczętej 22 lipca 1942 roku likwidacji getta. Ładowano do wagonów towarowych na ulicy Stawki po 7000 osób i wywożono na wschód, do Majdanka, gdzie wszystkich gazowano. Zdziwiło mnie ogromnie, że wbrew dotychczasowej praktyce, BBC nie zrobiło z tych depesz żadnego użytku i o tych wiadomościach nie wspomniało ani słowem. Wysłałem więc oddzielną depeszę, w której domagałem się wyjaśnienia powodów tego milczenia. Zdziwienie moje wzrosło, gdy również i na tę depeszę nie udzielono mi żadnej odpowiedzi. Nie dawałem za wygraną i wskoczywszy na stację, dałem polecenie telegrafistom, by przy każdym połączeniu z Londynem żądali odpowiedzi na wszystkie wspomniane depesze. Ta zabawa trwała kilka dni i widocznie na skutek codziennych alarmów stacji londyńskiej Rząd nareszcie odpowiedział. Depesza niewiele tłumaczyła. Brzmiała ona dosłownie: „Nie wszystkie wasze depesze nadają się do publikowania”.
    • Opis: o Holocauście dokonanym przez Niemców w czasie II wojny światowej.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 218.
  • Zachodziłem w głowę, co to miało znaczyć. Tutaj wywożą i mordują po 7000 osób dziennie, a Londyn uważa, że to nie nadaje się do opublikowania! Na głowę poupadali czy co? Dopiero po miesiącu BBC podało wiadomość opartą na naszych informacjach, a wiele miesięcy później wyjaśnił mi całą rzecz emisariusz Rządu, który został zrzucony do kraju na spadochronie: – Depeszom pana nie uwierzono. Nie uwierzył Rząd, nie uwierzyli Anglicy. Mówiono, że trochę przesadziliście w propagandzie antyniemieckiej. Dopiero gdy Anglicy otrzymali potwierdzenie tego ze swoich źródeł, zapanowała konsternacja i BBC podało wasze wiadomości.
    • Opis: o Holocauście dokonanym przez Niemców w czasie II wojny światowej.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1991, s. 218.

O Stefanie KorbońskimEdytuj

  • Książka Korbońskiego będzie dla mnie na pewno „książką roku” – tą, której nie mogłem znaleźć, gdy trzeba było na ten temat mówić do radia. Jeżeli Polacy polskim zwyczajem nie zbagatelizują jej – tak jak w swoim czasie „Pamiętników Kilińskiego”, co nam nawet zarzucał Michelet – „Pamiętniki” Korbońskiego mogą stać się jedną z najważniejszych książek polskich – po prostu najświetniejszym i najpiękniejszym portretem Polaków. Uważam, że ten portret nie musi wcale ukrywać się w naszej codziennej polskiej galerii, że można go śmiało posłać na wielkie międzynarodowe wystawy. Knut Hamsun, zapytany w jakiejś ankiecie, jaka książka zrobiła na nim największe wrażenie, wymienił „Pamiętniki Rufina Piotrowskiego”. Między nimi a książką Korbońskiego nie może być porównań, jeśli chodzi o nieugiętość i wagę zdarzeń, natężenie piękna moralnego i zasięg książki. Jest w niej cała Polska – najważniejsze sprawy i wielcy przywódcy, i zarazem ów szary, a jakże niezwykły człowiek, żołnierz podziemia. Humor Korbońskiego, nie opuszczający go w największych niebezpieczeństwach i żałobach, to nie wisielczy humor – tylko jakiś najwyższy, z tragizmem mieszający się Dickens – ale Dickens wyrażający się słownikiem Wiecha. Humor ten jest czymś tak wspaniałym – że przez kontrast z opisanymi wypadkami – wprawia we wzruszenie, jakiego żadne wielkie słowa nie mogą wzbudzić. Ten humor właśnie zmusza nas do wzruszenia. Do wzruszenia z dumy, że jesteśmy Polakami.
  • Nowak został aresztowany przez NKWD w Krakowie w nocy z 29 na 30 czerwca.
    • Autor: Jerzy Braun do premiera Tomasza Arciszewskiego o aresztowaniu Korbońskiego przez NKWD w czerwcu 1945. Depesza z 4 lipca 1945.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 100.
    • Zobacz też: NKWD, Kraków
  • Spotykał się z gen. Monterem w celu wzajemnej wymiany informacji. Dowiadywał się o sytuacji w szeregach walczącej Armii Krajowej, zmianach zachodzących w poszczególnych dzielnicach czy częściach miasta itp. Sam zaś informował dowódcę o cywilnych aspektach walki, o postawie ludności, która była czymś zupełnie wyjątkowym w naszych dziejach. Umiłowanie tego miasta, wzajemna życzliwość, świadomość celu walki, solidarność z wojskiem, oddanie sprawie były tak oczywiste, że o tym się nie mówiło. Mogę też dodać, że przepisy walki cywilnej wydawane dla zapobieżenia na przykład zatajaniu i gromadzeniu żywności czy inne tego rodzaju, były czystą formalnością. O patriotyzmie nigdy się nie mówiło, ani nie rozprawiało. On był treścią codziennej walki i pracy. Taki był dominujący obraz warszawskiego społeczeństwa i tak go sobie zapamiętałam. Dziś, wspominając i rozważając wojskowe i polityczne aspekty wojennych przeżyć, często – dla celów osobistych lub wręcz cudzych – zapomina się, a czasem nawet usiłuje się pomniejszać czy „obrzydzać” ten piękny wizerunek i postawę narodu.
    • Autor: Zofia Korbońska, żona i współpracowniczka Stefana Korbońskiego, kierownika Walki Cywilnej.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 14.
    • Zobacz też: Armia Krajowa
  • Zacząłem czytać wspomnienia Korbońskiego o Warszawie Podziemnej i przeczytałem ich 100 stron – choć po prostu z nóg leciałem, tak byłem zmęczony. Och! Cóż to za wspaniała książka, cóż to za arcypolska, wstrząsająca literatura, w której nie ma cienia literatury, tylko samo proste, bez skazy piękno prostych polskich ludzi i stylu polskiej duszy. Dawno nic podobnego nie czytałem, co by tyle mi dało, do takiej mnie poderwało nadziei i determinacji. Panie Stefanie drogi! Tak jak nie piję, za co mnie pan obśmiewa, piję pana zdrowie i jeszcze jednego za „nasze Polskie ukochane”.
    • Autor: Jan Lechoń, o książce Stefana Korbońskiego W imieniu Rzeczypospolitej, 17 czerwca 1954.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 20.