Londyn

stolica Wielkiej Brytanii

Londyn – stolica Wielkiej Brytanii.

  • Bo Berlin, Paryż, Londyn to całkiem fajna trasa
    W Paryżu się nagrzałem, w Londynie zjadłem kwasa
    Bo Berlin, Paryż, Londyn to całkiem fajna trasa
    W Paryżu się nagrzałem, w Londynie zjadłem kwasa
    Co będziesz tutaj siedział, olejmy złą wibrację
    Przyjaciel mnie zapytał, czy miałeś już wakacje
    We wrześniu kwitnie Paryż, a Londyn pachnie potem
    Przejedźmy się dla zbytu przez całą Europę
Pałac Westminster nad Tamizą
Alice Maud Fanner – Hyde Park
  • Gdzieś w okolicach Baker Street, tam gdzie Londyn zamienił się w jakieś arabskie miasto. W oświetlonych neonami oknach hotelików stały leniwe, chaotyczne grupki ludzi o ciemnych oczach. Mężczyźni przesuwali w rękach paciorki różańców, gestykulowali, podczas gdy dzieci bawiły się nowymi elektrycznymi kolejkami, a kobiety w chustach prowadziły rozmowy…
  • Między Londynem a Paryżem jest taka różnica, że Paryż jest dla cudzoziemców, a Londyn dla Anglików. Anglia zbudowała Londyn na swój własny użytek, a Francja zbudowała Paryż dla całego świata.
  • – Nie ma takiego miasta – Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak…
    – Ale Londyn – miasto w Anglii.
    – To co mi pan nic nie mówi?!
    – No mówię pani właśnie.
    – To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna…
    • Opis: urzędniczka na poczcie i Ryszard Ochódzki.
    • Źródło: film Miś
  • Po wrzaskliwym, rozgestykulowanym, trąbiącym, krzyczącym, hałaśliwym Paryżu Londyn wydawał się miastem, na które nałożono tłumik, którego dźwięki dziwnie zmoderowano. Na przestrzeni od Trafalgar Square aż do South Kensington ani razu usłyszał trąbki samochodowej, ani razu zgrzytu gwałtownie naciskanych hamulców. (…) Paweł lubił Londyn. Za jego spokój, za solidność, za ekskluzywność i zamkniętość w sobie małych mieszkalnych domków, z których każdy stanowił w tym olbrzymim mieście odrębną całość. Z powodu upału drzwi były pootwierane, lecz płócienne pasiaste portiery zasłaniające wejścia, stanowiły takie same przeszkody nie do przebycia, jak i ciężkie, rzeźbione w drzewie, staroświeckie drzwi, za którymi Anglik czuł się bardziej u siebie niż cały naród angielski na Wyspach Brytyjskich. Zewnętrzne warunki, które łączyły te domy w jedno miasto, zdawały się nieistotne, zdawały się łączyć je tylko powierzchownie, dzięki czemu Londyn przypominał potwornych rozmiarów plaster miodu, w którym każda pszczoła ma swoją własną, wyłączną komórkę, niekomunikującą się z innymi.
  • – Skoro pan tak mówi, panie władzo… – Uniosła wysoko rękę z gołębiem. Anielski uśmiech rozjaśnił jej twarz, gdy patrzyła na wzbijającego się w górę ptaka – coraz wyżej i wyżej… Zrobił krąg nad jej głową, a potem pomknął na zachód, w kierunku Londynu. „Gołąb pocztowy rozwija średnią szybkość sześćdziesięciu czterech kilometrów na godzinę, mówił Gunther, więc ten doleci tam za sześć godzin. Trzysta siedemdziesiąt kilometrów…”
    • Autor: Sidney Sheldon, Gdy nadejdzie jutro
    • Zobacz też: gołąb
  • Sprzedałbym nawet Londyn, gdybym tylko znalazł kupca.
    • Autor: Ryszard I Lwie Serce poszukując funduszy na sfinansowanie wyprawy krzyżowej w 1190.
    • Źródło: Grzegorz Jasiński, Ryszard Lwie Serce, w: Dynastie Europy: Andegaweni, wyd. Planeta DeAgostini/Agora, Inowrocław 2010.
  • Trzydzieści pięć lat to dobry wiek. Londyn pełen jest kobiet, które od dawna mają trzydzieści pięć lat.
  • Widział miasto, które przez stulecia pracowicie gromadziło swoje elementy, ściana po ścianie, dom po domu, ulica po ulicy. Tak jak w Warszawie, stare magazyny potrafiły sąsiadować tutaj z nowoczesnymi siedzibami banków. Szklane wieże zjadały przestrzeń nad sobą i po bokach, rozsiadały się przy starych traktach komunikacyjnych i rzucały cień na wieże kościołów. Ale w odróżnieniu od Warszawy Londyn zachował ciągłość fizyczną. Każda dziura w przestrzeni miała swoje uzasadnienie, choćby fantastyczne – (…) w miejscu, gdzie trzysta lat temu były masowe groby ofiar dżumy, plague pit, nigdy nie powstał żaden budynek. Parków i placów nikt nie próbuje zabudowywać, potrzebne są jak powietrze, wręcz są powietrzem.
    • Opis: impresje przybysza z Polski
    • Autor: Tomasz Konatkowski, Nie ma takiego miasta, Warszawa 2010, s. 225.
  • W stronie Londynu, zwanej „zachodnim krańcem” [West End], mieszka towarzystwo bardziej arystokratyczne i mniej zajęte pracą. Są tu ulice bardzo długie i bardzo szerokie, przy których stają domy wielkie jak pałace. Nigdzie na tych ulicach oczu cudzoziemca nie razi widok walących się domków biedoty. Wszędzie widać bogactwo i elegancję – i tylko w odległych uliczkach i ciemnych, wilgotnych zaułkach gnieździ się nędza w łachmanach, wśród łez. Tylko tu i ówdzie przy wejściu do ciemnej uliczki stoi w milczeniu obdarta kobieta z niemowlęciem przy wychudzonej piersi i błagalnie patrzy na bogatego kupca, który brzęcząc pieniędzmi, zaaferowany, przebiega obok, albo na próżniaczego lorda, co niczym syty bożek jedzie na wysokim rumaku i niekiedy rzuca obojętnie dumne spojrzenie na kręcący się u jego nóg tłum ludzi, jakby to były drobne mrówki albo podlejszego gatunku stworzenia, których radość i smutki nie mają nic wspólnego z jego uczuciami.