Otwórz menu główne

Jakub Majmurek (ur. 1982) – polski krytyk filmowy i publicysta „Krytyki Politycznej”.

  • Europa raz dziś jeszcze stoi przed wyborem między socjalizmem i skrajnie prawicowym barbarzyństwem. Czy ostrożniej: jakąś rzeczywistą socjaldemokratyczną korektą obecnej postaci kapitalizmu, bardziej sprawiedliwie dystrybuującą bogactwo, a prawicowym populizmem z ksenofobią, antyimigranckimi ekscesami i dziesiątki, jeśli nie setkami małych Brievików w każdym parlamencie.
  • Finansjeryzacja gospodarki jest wreszcie jednym z narzędzi transferu bogactwa od osób o niskich i średnich dochodach do najbogatszych. W ostatnich kilku dekadach wzrost znaczenia sektora finansowego w większości gospodarek narodowych wiązał się ze wzrostem rozwarstwienia dochodowego i majątkowego. Na wszystkich opisanych wyżej zjawiskach bankierzy korzystali finansowo, za wieloma rozwiązaniami uwalniającymi spekulację aktywnie i skutecznie lobbowali u polityków.
  • Gdy w najbardziej palących, dotykających każdego kwestiach ekonomicznych i społecznych obie główne partie w zasadzie niczym się nie różnią, cały proces demokratyczny staje pod znakiem zapytania. Ludzie czują się coraz bardziej sfrustrowani, gdy niezależnie, na kogo głosują, i tak wygrywa „rynek” i jego rzekomo „obiektywne i niezmienne prawa”, gdy ich władza demokratycznego suwerena kończy się tam, gdzie zaczyna się fachowa wiedza „ekonomicznych ekspertów”.
  • Jedyny film, jaki znają tu [na festiwalu Nowe Horyzonty] absolutnie wszyscy, to ten urwany.
  • Klęska Renziego potwierdza bezsilność starych socjaldemokracji na kontynencie w obliczu świata po horrorach kryzysu finansowego i migracyjnego. Jednocześnie zanim złożymy socjaldemokrację do grobu warto mieć świadomość, że jak dotąd bardziej populistyczne alternatywy albo napotykają szklany sufit (Podemos w Hiszpanii, pewnie Mélenchon we Francji) albo realizują politykę zbliżoną do tej, jaką wdrażałyby w życie bardziej centrowe partie (Syriza). Radykalnie przesunięta w lewo przez Corbyna Partia Pracy nie zapobiegła katastrofie Brexitu i nic dziś nie wskazuje na to, by była zdolna zdobyć władzę na Wyspach w najbliższej przyszłości – choć chciałbym się tu mylić.
  • Obecna władza nad wyraz często staje w obronie ONR – siły, której zwłaszcza pretendująca do miana cywilizowanej prawica bronić nigdy nie powinna. Osoby związane z rządzącą partią pokazywały się na marszach ONR, posłowie PiS rok w rok bronili współorganizowanego przez ONR warszawskiego Marszu Niepodległości. Gdy podczas uroczystego pogrzebu „Inki” i „Zagończyka” bojówkarze ONR zaatakowali działaczy KOD, Mariusz Błaszczak oskarżył KOD o to, że pojawiając się w tym miejscu „prowokował” narodowców. Wcześniej jego zastępca w resorcie, Jarosław Zieliński, wycofał policyjny poradnik szkoleniowy „Przestępstwa z nienawiści”, wśród symboliki o treści rasistowskiej, wymieniający m.in. symbol ONR Falanga – rękę trzymającą miecz. „Zrozumienie” dla bojówek ONR usiłujących uniemożliwić wystawianie w warszawskim Teatrze Powszechnym „Klątwy”, wyraził też wicepremier ds. kultury, Piotr Gliński.
  • Podobnie, jak w przypadku ustawy o IPN, PiS bez żadnego planu szarżuje z polityką, która musi wywołać fatalną reakcję kluczowych dla Polski partnerów. Nowogrodzka widocznie uznała, że ryzyko jest pod kontrolą, a w razie czego zawsze się będzie można wycofać – urobiony przez TVP elektorat kupi przecież wszystko. Problem z tym, że nawet jeśli PiS się wycofa, cała awantura wokół Sądu Najwyższego wyrządzi Polsce nieodwracalne straty – i to nie tylko na arenie unijnej. A za to wszystko, co dziś dzieje się wokół sądów w Polsce także PiS i prezydent Duda zapłacą – prędzej czy później – polityczny rachunek.
  • Polityka oszczędności nie tworzy dobrobytu. Tworzą go stabilne, dobrze płatne miejsca pracy, rozsądna redystrybucja dochodu narodowego, wysoko finansowane, sprawnie działające usługi publiczne. Jeśli Europa ma się wydobyć z kryzysu, potrzebuje prorozwojowej polityki, której kosztów nie są w stanie ponosić obywatele, dla których choćby praca na stabilnej posadzie z przyzwoitym wynagrodzeniem jest szczytem marzeń.
  • W ciągu dwudziestu lat, jakie w świecie filmu dzielą pierwszego i drugiego Blade Runnera w Stanach doszło do wybuchu jądrowego, który zniszczył niemal wszystkie istniejące elektroniczne zapisy. Kryzys ekologiczny jeszcze bardziej się pogłębił. Na tej pustyni dobrze ma się jedynie władza korporacyjnego kapitału i sprzężonego z nią policyjnego aparatu. Kto może ucieka do ziemskich kolonii położonych w innych układach planetarnych. Patrząc na ten ekranowy świat nie sposób nie poczuć dojmującego przygnębienia. Ekranowa dystopia to przecież nasz świat tylko trochę bardziej. (…) Ale w świecie Blade Runnera od tego koszmaru można przynajmniej uciec w gwiazdy. My dobrze wiemy, że w 2049 roku nigdzie nie polecimy. Podróże międzygwiezdne – jeśli w ogóle okażą się kiedyś możliwe – pozostają kwestią bardzo odległej przyszłości.
  • Wydawało się niemal pewne, że polityczną nagrodę Darwina z rąk Bronisława Komorowskiego odbierze w tym roku David Cameron, po niedzieli to jednak Renzi jest faworytem. Włoski premier zakiwał się z konstytucyjnym referendum jeszcze bardziej niż jego brytyjski kolega z tym w sprawie Brexitu.