Sławomir Sierakowski

polski socjolog i publicysta

Sławomir Sierakowski (ur. 1979) – polski publicysta, socjolog, ekonomista, wydawca, krytyk literacki i teatralny, redaktor naczelny „Krytyki Politycznej”.

A B C Ć D E F G H I J K L Ł M N O Ó P Q R S Ś T U V W X Y Z Ź Ż

Sławomir Sierakowski (2009)
  • Adam Szostkiewicz powiedział, że w dzisiejszej Polsce „kompromisem” w sprawach światopoglądowych nazywane jest takie stanowisko, które nie spotyka się z głośną krytyką biskupów. Aż się prosi żeby dodać, że za „racjonalne” w polityce gospodarczej uważane jest to, co nie spotyka się z głośną krytyką profesora Balcerowicza. Żeby mogła powstać w Polsce socjaldemokracja, najpierw trzeba doprowadzić do tego, żeby oba te zdania straciły swój efekt komiczny.
  • Brak w kraju biura turystycznego, które oferowałoby wycieczki śladami Piłsudskiego czy Wałęsy, a po Katyniu i Smoleńsku – do wyboru do koloru. Nie ma jak porządna porażka! Zwycięstwo to żadna gwarancja rzeczywistej popularności na przyszłość.
    • Źródło: Nie ma jak porażka, „Gazeta Wyborcza”, 5 czerwca 2013
  • Dozą realizmu byłoby zrozumienie okrutnej prawdy, że dla wielu Polaków głosowanie na populistów było, niestety, racjonalnym wyborem w tym sensie, że prymitywna odpowiedź tych partii była jedyną kierowaną do nich. Lepsze wyjaśnienie „układem” niż irytujące namawianie do kursów autoprezentacji albo uelastycznienia rynku pracy. Z tym trzeba było coś zrobić, a nie opowiadać tylko o ogólnie słusznej modernizacji.
    • Źródło: rozmowa Michała Olszewskiego, Budujemy Królestwo Boże. Na ziemi, „Tygodnik Powszechny”, 22 maja 2012
  • Dziś, gdy od szkoły, przez uniwersytet, rynek pracy, aż po emeryturę uczeni i zmuszeni jesteśmy konkurować ze sobą na każdym polu, najbardziej liczy się umiejętność dostosowania, zmienność tożsamości. Wytwarza to w nas „tożsamość elastyczną”. Ktoś z taką tożsamością będzie miał łatwiej niż osoba, która „traktuje siebie zbyt serio” i nie potrafi się dostosować. W ten sposób wstyd może prowadzić do rozdwojenia osobowości: mamy elastyczną tożsamość dla innych i własną w domu. Ale skoro tu jestem taki, a tu taki, to w zasadzie nie mam pojęcia, kim w ogóle jestem. Wielu, przede wszystkim młodych ludzi, ucieka z tego powodu w konserwatyzm albo popiera ideologie nacjonalistyczne.
  • Gdyby papież stracił wiarę, to straciłby też dobrą robotę. Z tych samych powodów nie opłaca się przestać wierzyć w Amerykę biznesmenom, posiadaczom akcji, obligacji, rządom, a nawet szefom agencji reitingowych. Zarabiają swoje miliony dopóki Ameryka jest wiarygodna. W naszym zsekularyzowanym świecie to właśnie Ameryka zastąpiła Boga, gdy kapitalizm ostatecznie zastąpił chrześcijaństwo. (…) Przestać wierzyć Ameryce, to znaczy prawie tyle, co przestać wierzyć w to, co jest napisane na banknocie. Jeśli przestanę wierzyć w twoje banknoty, przestanę też wierzyć w swoje.
  • Jesień ludów przyniosła liberalizację wolności politycznych, ale nie zrealizowała swoich celów, czyli przywrócenia godności i podmiotowości obywatelom. Doprowadziła wszędzie do ogromnych nierówności społecznych, alienacji klasy politycznej zamkniętej w błędnym kole tworzących się nawzajem i zwalczających neoliberałów i populistów. Nie udało się wcielić w życie idei solidarności, samorządności pracowniczej, spójności społecznej, godności pracy i dobrobytu osiągalnego nie tylko dla elit, ale dla szerokich mas społecznych. W Polsce objęto nim przynajmniej klasę średnią, natomiast najbiedniejsi wciąż żywić się muszą seansami nienawiści.
  • „Koszty transformacji” brzmią podobnie jak „koszty rewolucji”. To ten sam niebezpieczny styl myślenia. Dzieją się złe rzeczy, ludzie cierpią, no ale jest to nieuniknione. Bo przecież kiedyś nastanie jutrzenka i wszystkim się poprawi. Zbyt łatwo przez te 20 lat zwalnialiśmy się z odpowiedzialności.
    • Źródło: rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego, Tęsknię za facetami w swetrach, „Gazeta Wyborcza”, 20–21 kwietnia 2013
  • Kryzys polityki, czy kryzys lewicy ma swoje społeczne podstawy, wynikające z sekularyzacji, indywidualizacji, rozpadu więzi społecznych. Jeśli upada więź społeczna, to ludzie nie ufają sobie i nie ryzykują własnego interesu na rzecz wspólnego wysiłku zmiany społecznej. Globalizacja rynkowa, za którą nie poszła globalizacja polityczna, zmusza do rywalizowania ze sobą na każdym polu. Państwo, poddawane stale presji rynków finansowych, przestaje służyć społeczeństwu do decydowania o sobie. Politykom zmniejsza się możliwość wyboru różnych polityk, tym bardziej spierają się o kwestie symboliczne, wokół których koncentrują się frustracje społeczne. Sposób uprawiania polityki, jak wszystko, komercjalizuje się. Polityka staje się kolejnym serialem telewizyjnym dla mas.
    • Źródło: rozmowa Michała Olszewskiego, Budujemy Królestwo Boże. Na ziemi, „Tygodnik Powszechny”, 22 maja 2012
    • Zobacz też: polityka
  • Lewica nie może być reaktywna, bo celem lewicy jest upodmiotowienie ludzi. Gdy lewica walczy o minimum materialne dla każdego obywatela, gdy mówi o prawach pracowniczych, o progresji podatkowej, to po to, aby każdy miał możliwość samorealizacji. Lewica wcale nie wybiera między wolnością i równością. Jeśli naprawdę cenimy wolność, to powinniśmy równo dystrybuować ją między ludźmi. Gdy lewica walczy o neutralność światopoglądową państwa, to właśnie po to, żeby każdy miał te same możliwości realizowania swoich życiowych planów, niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Gdy postuluje zrównanie w prawach osób o różnych orientacjach seksualnych, myśli o każdym człowieku jako o podmiocie.
  • Ludzie nie wykorzystują dziś posiadanej wiedzy do zmiany świata na lepsze, tylko uczą się dzięki niej akceptować istniejące niedoskonałości.
    • Źródło: List otwarty do partii, „Gazeta Wyborcza”, 18–19 czerwca 2011
  • Marketing polityczny to handel tożsamością, wartościami, życiem. Wartości poddane wymianie towarowej przestają być wartościami. Współczesne oblicze plutokracji zwykło się nazywać postpolityką. Marketing polityczny sprzyja partiom, które tworzą konglomeraty rozmaitych wartości sprzedawane w kampaniach wyborczych różnym targetom. Zupełnie otwarcie i bez skrupułów partie formułują całkowicie sprzeczne komunikaty, które marketingowcy dobierają pod różnych adresatów. Siłą rzeczy więc najlepszymi akwizytorami są politycy cyniczni.
  • Obywatel, który chciałby zaangażować się politycznie, stoi dziś przed odstraszającym wyborem: nauczyć się cynizmu albo pozostać na marginesie. Co gorsza, wśród dziennikarzy znajdzie się wielu takich, którzy wprawdzie chętnie krytykują cynizm i miałkość polityków, ale nie przeszkadza im to uważać tych, którzy „się nie dopchali” za zwykłych frajerów, albo identyfikować to z brakiem talentu albo po prostu zapotrzebowania społecznego. Jakaż ekscytacja towarzyszy wszystkim sztuczkom „sprawnych graczy”, którym udało się wykiwać przeciwnika, przejąć lokalne struktury, przetransferować znanego posła, zaprosić jakiegoś celebrytę na listy. W ten sposób samemu tworzy się ład, który się drugą ręką na co dzień krytykuje.
  • Odczuwanie wstydu jest zawsze związane z obecnością spojrzenia innego, ryzykiem bycia ocenionym. Nawet jeśli doświadczam wstydu w samotności, to na wspomnienie lub wyobrażenie siebie w oczach innych. Wstyd jest więc reakcją na ryzyko bycia wyłączonym ze wspólnoty. Mogę się bać, że spotka mnie coś złego ze strony władzy, wstydzić się mogę odrzucenia totalnego – to oznacza śmierć symboliczną, czyli społeczną.
  • Otoczeniem współczesnej polityki są media, sondażownie, agencje PR, agencje reklamy, czyli wszystko to, co jednocześnie przynależy do sfery biznesu. W Polsce traktowanie wyborców jak konsumentów, a polityków jak produktów zostało stosunkowo łatwo zaakceptowane z powodu utożsamienia po 1989 r. wolnego rynku z demokracją, po tym jak komunistyczna dyktatura wykluczała je na równi. Tymczasem logika demokracji i logika wolnego rynku stoją ze sobą w sprzeczności, podobnie jak cenzus majątkowy i zasada równego głosu. Tam, gdzie pieniądz rozstrzyga o sile politycznej, kiedyś mówiliśmy, że istnieje plutokracja, a nie demokracja.
  • Partie polityczne w Polsce są fikcjami medialnymi. Wyłączasz prąd w trzech telewizjach i partie przestają istnieć. Nie prowadzą ŻADNEJ roboty społecznej ani merytorycznej.
    • Źródło: rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego, Tęsknię za facetami w swetrach, „Gazeta Wyborcza”, 20–21 kwietnia 2013
    • Zobacz też: partia polityczna
  • Podział na zawsze słusznych modernizatorów i zawsze zwariowanych populistów w gruncie rzeczy nie daje wyboru. Ileż można bronić Polski przed Kaczyńskim bez próby usunięcia przyczyn jego popularności?
    • Źródło: rozmowa Michała Olszewskiego, Budujemy Królestwo Boże. Na ziemi, „Tygodnik Powszechny”, 22 maja 2012
  • Polityka to też walenie głową w mur, aż się go przebije. Tak wprowadzano na całym świecie najważniejsze reformy. Ileś razy trzeba było przegrać, by w końcu wygrać. Także po to, by je popularyzować w społeczeństwie. Polscy politycy walczą dziś o rozpoznawalność nie projektów reform, idei, ale samych siebie.
  • Postępujące wszędzie urynkowienie sfery publicznej oraz ponowoczesne procesy indywidualizacji i atomizacji doprowadziły do rozpuszczenia więzi międzyludzkich i kryzysu zaufania. Właśnie w to miejsce wprowadził się wstyd. Konformizm strachu zastąpiony został przez konformizm wstydu. Drogę odwrotną należy rozpocząć od indywidualnych aktów przezwyciężenia wstydu i zaufania sobie. To jest zawsze decyzja o niepodporządkowaniu się powszechnemu konformizmowi.
  • Prawda okazała się prozaiczna – w świecie, w którym możliwa jest tylko wiara w racje cząstkowe, wygrywa po prostu silniejszy. Gdy miękki język postmodernizmu ugiął się wobec populistycznej reakcji, jako synteza obydwu pojawił się postpolityczny cynizm, ostateczne zaprzeczenie wszystkich ideałów emancypacji człowieka.
  • Realia polskiej polityki to obecnie pseudospory partii, które dysponując pieniędzmi z budżetu przesadnie wielkimi i przyznawanymi tylko najsilniejszym, a także zawłaszczonymi mediami, uczyniły warunkami uczestnictwa w polityce cynizm, oportunizm, serwilizm wobec wodza, bezideowość lub błazenadę obliczoną na wzrost rozpoznawalności.
  • Rewolucje nie udają się nie dlatego, że są za bardzo radykalne, ale właśnie dlatego, że są za mało radykalne. Ich podstawą, główną motywacją i uzasadnieniem jest reakcja na stary porządek, która tym samym prowadzi do uzależnienia się od niego. Udaje się tyle, ile wynika z aktu czystego tworzenia, zaś wszystko, co jest jedynie reakcją na zastany porządek, okazuje się przeciwskuteczne.
  • Rewolucje się nie udają, bo zakładają całościową i natychmiastową zmianę społeczną, a ponieważ człowiek jest niedoskonały, to nie tylko przemiana taka jest niemożliwa, ale zazwyczaj fatalnie się kończy. Akurat jesień ludów robiona była przez ludzi, którzy doskonale sobie z tego zdawali sprawę, a mimo to porażki nie uniknęli.
  • (…) standardy greckie, na które dziś dziennikarze parskają z wyższością, choć ciągle poziom życia w Grecji jest nieporównywalny z polskim. W 1989 r. ludzie wystarczająco dojrzali, żeby zwalczyć komunę, żeby stworzyć największy ruch dysydencki, z którego zrodził się największy zorganizowany ruch społeczny w dziejach świata, zmienili się w zinfantylizowany podmiot transformacji, który potrafi jedynie imitować najbardziej stereotypowo rozumiane instytucje Zachodu. Zachłysnąć się tym mógł ktoś, dla kogo punktem odniesienia była komuna, ale myśmy nie umieli zakochać się w hipermarketach.
    • Opis: spytany, co złego w tym, że przeciętny Polak chce, jak najszybciej dobić do standardów niemieckich, francuskich i…
    • Źródło: rozmowa Michała Olszewskiego, Budujemy Królestwo Boże. Na ziemi, „Tygodnik Powszechny”, 22 maja 2012.
    • Zobacz też: Grecja, Solidarność
  • Te narzekania na niesamowicie wysokie koszty pracy w Polsce to jest mit. Koszty pracy są u nas poniżej średniej unijnej. Polski pracodawca z każdych 100 zł przeznaczonych na zatrudnienie pracownika zarabiającego średnią krajową potrąca na składki i podatki 34,3 zł (raport OECD z 2011 r.) Jesteśmy grubo poniżej europejskiej średniej, gdzie z każdych 100 euro państwo zabiera 41 euro. Niemcy z każdych 100 euro oddają państwu ok. 50.
    • Źródło: rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego, Tęsknię za facetami w swetrach, „Gazeta Wyborcza”, 20–21 kwietnia 2013
    • Zobacz też: praca
  • Ten człowiek [Czesław Kaźmierczak, szef związku pracodawców] uważa, że lekceważąc postulaty pracownicze, kontynuuje ideały Solidarności. Wszystko postawiliśmy w Polsce na głowie! Czy on ma jakieś obowiązki wobec społeczeństwa, w którym zarobił swoje pieniądze? Czy jesteśmy jeszcze wspólnotą – poza obchodami kolejnych rocznic powstania warszawskiego? (…)
    Ameryka przez lata była zastępczą ojczyzną polskich neoliberałów. Ale dość wybiórczo ją kochali. (…) Promowaliśmy w Polsce swobodę gospodarczą, ale dlaczego nie zauważyliśmy, że zobowiązania społeczne bogatych są w Ameryce równie istotne? Ogromna infrastruktura publiczna, dziesiątki uniwersytetów i instytucje kultury są ufundowane przez biznes. W ostatnich latach dużo czasu spędzam w Stanach i widzę, jak wielkie państwo opiekuńcze zbudowali tu sami biznesmeni. (…) tam tryliardy przekazywane na dobro publiczne nie są synonimem marnotrawstwa, tylko sukcesu i odpowiedzialności.
    • Źródło: rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego, Tęsknię za facetami w swetrach, „Gazeta Wyborcza”, 20–21 kwietnia 2013
    • Zobacz też: przedsiębiorca
  • To, co potrafi łączyć ludzi, to spotkanie, wspólne doświadczenie, a więc raczej wspólna aktywność niż abstrakcyjna teoria. Własny partykularyzm przekracza się we wspólnym działaniu, wspólnym doświadczeniu, wspólnej pamięci. W naszej tradycji mamy tu sporo kulturowych zasobów, choćby w pismach i praktyce działania takich postaci jak Jacek Kuroń czy Václav Havel.
  • To piwo jest trochę jak skandale PiS-u. Zamiast szkodzić, pomagają, bo sygnalizują ludziom, że partia jest przeciwko elitom. Dla części społeczeństwa to piwo Mentzena jest właśnie prztyczkiem w nos elit. Zamiast kompromitować, pomaga zbudować więź z wyborcą, który nie identyfikuje się z autorytetami.
    • Opis: o popularności Konfederacji.
    • Źródło: onet.pl, 17 sierpnia 2023
  • To znaczące jak szybko skończyła się ledwie rozpoczęta dyskusja o sposobie finansowania partii z budżetu państwa i reklamie politycznej. PO jako partia najzasobniejsza i mająca najłatwiejszy dostęp do pieniędzy (choćby dzięki setkom partyjnych urzędników i dygnitarzy odprowadzających obowiązkowy procent na konto partyjne) próbowała zawiesić finansowanie, wiedząc, że per saldo i tak skorzysta na tym. (…) System pozostał zamknięty na konkurencję z zewnątrz, a przecież przez to właśnie się demoralizuje, bo prowadzi do sztucznej reprodukcji klasy politycznej dzięki ogromnej ekonomicznej przewadze nad potencjalną konkurencją. To czyni fikcją polską demokrację. Jeśli wszyscy, którzy odpowiednio wcześniej się załapali na budżetowe dotacje mają zapewniony byt w polityce, nie muszą śrubować poziomu, wystarczy, że przeciwników będą ściągać w dół.
  • W atakach na „Krytykę” po 11 listopada 2011 r. zobaczyliśmy prawicę, przed którą ostrzegał nas Adam Michnik. Ludzi, którzy wobec bezradności wobec adwersarza są w stanie świadomie kłamać na potęgę, mobilizować tłum, wypisywać najbardziej wydumane kalumnie. Piszący o kastetach świetnie wiedzieli, że w naszej siedzibie nie znaleziono żadnych kastetów (policja znalazła jeden, ale nie w Nowym Wspaniałym Świecie), że „Krytyka” nigdy nie współpracowała z żadnymi zamaskowanymi bojówkarzami z Niemiec, że to w ogóle nie nasza bajka. A pisali to ci sami ludzie, którzy przez lata publikowali nasze teksty w „Rzepie”, znali nas doskonale, często bywali zapraszani na nasze dyskusje.
    • Źródło: rozmowa Michała Olszewskiego, Budujemy Królestwo Boże. Na ziemi, „Tygodnik Powszechny”, 22 maja 2012
  • W czasach Brzozowskiego w automatyczny postęp, niezależność mechanizmów ekonomicznych wierzyli marksiści. W naszych, od „końca historii” Fukuyamy, wierzą kapitaliści i zatrudniana przez nich armia ideologów w mediach, na uniwersytetach, w instytutach badawczych i wszędzie tam, gdzie najprymitywniejsze instynkty chciwości, egoizmu i zawiści przekłada się na pochwałę przedsiębiorczości, zaradności, innowacyjności itd. Gdzie wtłacza się do głów przekonanie o ścisłej naukowości ekonomii, jej nieuchronnych prawach, uzasadniających taki, a nie inny bieg rzeczywistości.
  • W Stanach jesteś gość nie jak się dorobisz, ale jak się dorobisz i połową podzielisz. A u nas gość to jest pan Kaźmierczak, bo się wypiął dupą do ludzi. (…) „Dobro publiczne” wciąż brzmi u nas naiwnie, a na Zachodzie – bardzo konkretnie. Mamy dziś przyzwolenie społeczne na to, żeby dobro publiczne lekceważyć.
    • Źródło: rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego, Tęsknię za facetami w swetrach, „Gazeta Wyborcza”, 20–21 kwietnia 2013
  • W tym roku wznowiono książkę Rodowody niepokornych, w której Bohdan Cywiński przypomniał, że inteligenta, który potrafi występować w obronie zniewolonego społeczeństwa, definiuje nie tylko wykształcenie albo wolny zawód, ale też krytyczne myślenie, gotowość do poświęcenia, zgoda na ryzyko obustronnego niezrozumienia (zarówno ze strony elit jaki i mas), a także „aktywny stosunek do ideologii”, czyli opuszczenie pozycji neutralnych. W dzisiejszej fazie zobojętnienia starzy mistrzowie muszą przypominać, na czym polega inteligenckie zaangażowanie (…). W starej szkole nie myliło się pasywności z liberalizmem i wszystkożerności z kulturą. (…) że nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla dzisiejszej politycznej anemii nieprzeżyta eschatologiczna psychoza XX wieku.
    • Źródło: List otwarty do partii, „Gazeta Wyborcza”, 18–19 czerwca 2011.
    • Zobacz też: Bohdan Cywiński
  • Warto – za Borysem Kagarlickim – wskazać na istotne rozróżnienie między kontrrewolucją a restauracją. Pierwsza jest zwycięstwem sił starego porządku nad siłami rewolucji, zaś druga pewnym kompromisem między nimi, stąd jedynie częściowa wymiana elit. Właśnie ze zjawiskiem restauracji w mniejszym lub większym stopniu mieliśmy do czynienia i w Polsce, i w Rosji, a także po pomarańczowej rewolucji na Ukrainie.

O Sławomirze Sierakowskim

edytuj