Otwórz menu główne

Maciej Konieczny

polski polityk

Maciej Konieczny (ur. 1980) - polski kulturoznawca, działacz społeczny, polityk, poseł na Sejm IX kadencji, współzałożyciel i członek Zarządu Krajowego Lewicy Razem.

  • Jestem socjalistą. Idę do sejmu, żeby reprezentować pracowników, lokatorów. To dla mnie najważniejsze. Jeżeli uda mi się zostać posłem, to zaraz po wyborach udam się na pielgrzymkę po związkach zawodowych i organizacjach lokatorskich z jednym komunikatem: jestem do waszej dyspozycji.
  • Musimy sobie uświadomić, w jak dramatycznej sytuacji się znajdujemy. Zmian klimatycznych całkiem powstrzymać już się nie da. Świat się zmieni. Musimy jednocześnie przygotować się na te zmiany i zrobić wszystko, aby ograniczyć ocieplanie się klimatu. Nie ma rozwiązań doskonałych. Mieliśmy w tej sprawie w Razem długą debatę. W ciągu ostatnich kilku lat część ekspertów od energetyki z naszej partii, którzy byli sceptyczni wobec atomu, zmieniła zdanie, widząc, że innej drogi po prostu nie ma. W tym momencie w naszej szerokości geograficznej po prostu nie ma alternatywy. Atom to najmniej złe z niedoskonałych rozwiązań, jakimi realnie dysponujemy.
  • Nasze zadanie jest takie, żeby skutecznie przekonać ludzi do solidaryzmu społecznego, do tego, że warto walczyć o wyższe standardy pracy, o wyższe pensje. Chcemy pokazać, że to nie są abstrakcyjne hasła, na których trudno skupić uwagę. Dlatego opowiadam o swoim własnym doświadczeniu śmieciowego zatrudnienia. Tak jak wielu młodym ludziom w Polsce przez wiele lat towarzyszył mi ciągły lęk o to, czy za miesiąc, dwa będę miał pracę, czy będą miał z czego zapłacić czynsz. I nie miało dużego znaczenia, czy pracowałem jako ochroniarz, czy w państwowej instytucji kultury. Śmieciowe zatrudnienie było wszędzie.
  • Oczywiście, że wyjście poza schemat oparty na niskich płacach jest trudne, ale mamy tu, w Polsce, wciąż ogromną rezerwę. Jeśli spojrzymy na udział płac w PKB w polskiej gospodarce, to zauważymy, że jest dużo niższy niż w krajach zachodnich. (…) To po prostu oznacza, że w Polsce dużo większa część wypracowanego bogactwa trafia do kieszeni właścicieli, a nie pracowników. W krajach Zachodu pracownicy dostają większy kawałek tortu.
  • Przy ogromnych ekonomicznych nierównościach, w ramach których garstka najbogatszych zgarnia większość owoców naszej wspólnej pracy, po prostu nie da się przerzucić kosztów transformacji na barki zwykłych ludzi. Trzeba sięgnąć do głębokich kieszeni. Prąd oczywiście będzie droższy. Pytanie, kto i w jakim stopniu będzie za niego płacił. Nie mam wątpliwości, że ogromną większość kosztów muszą ponieść ci, którzy w największym stopniu skorzystali na dewastacji planety, czyli najbogatsi i wielkie korporacje. Bez opodatkowania wielkiego kapitału i dużo sprawiedliwszego podziału dóbr po prostu nie mamy szans uporać się z wyzwaniami klimatycznego kryzysu.
  • To polscy socjaliści walczyli z zaborcą, gdy prawica wdzięczyła się do cara. W 1939 roku Warszawy broniły brygady robotnicze, Gdyni – „czerwoni kosynierzy”. Powstanie warszawskie to był zryw antyfaszystowski i krzyże celtyckie naprawdę nie są na miejscu na obchodach jego rocznicy.
  • Wszystkie te przykłady upudrowanego neoliberalizmu – Macron we Francji czy Justin Trudeau w Kanadzie – okazały się ściemą. To tylko stary, kiepski produkt w nowym opakowaniu. Nie dajmy się na takie numery nabierać. To, że ktoś się ładniej uśmiecha, nie oznacza, że będzie stał po stronie pracowników, a nie wielkiego biznesu, że będzie reprezentował lokatorów, a nie deweloperów, pacjentów, a nie wielkie firmy farmaceutyczne.
  • Zarówno konserwatyzm wyżywający się na mniejszościach, jak i ekonomiczny liberalizm, tak naprawdę reprezentują jedno: kult siły. Bronią jednych jest ksenofobia i szczucie na słabszych, drudzy wykorzystują przewagę wynikającą z wypchanych portfeli. Zarówno Balcerowicz, jak i narodowcy wyznają zasadę: śmierć frajerom. My chcemy równości i szacunku dla wszystkich.
  • Zdajemy sobie sprawę z tego, że kopalnie nie będą działały przez następne sto lat, ale nic nie może się tu odbywać bez udziału pracowników. Zrzucanie winy za smog na górników to może być sposób na zbieranie punktów u wyższej klasy średniej, ale na Śląsku wywołuje to tylko wściekłość.