Gilles Rozier

francuski pisarz, poeta i tłumacz

Gilles Rozier (ur. 1963) – francuski pisarz i poeta, tworzący w języku francuskim i w jidysz, a także tłumacz z jidysz i hebrajskiego; były dyrektor Biblioteki Medem w Paryżu.

Gilles Rozier

Z kraju bez miłościEdytuj

(tłum. Krystyna Arustowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013, ISBN 978-83-08-05066-8)

  • A więc jidysz… (…) Znasz kawał o Żydzie, który gada, gada… Gada godzinami, aż wreszcie stwierdza: „W końcu chyba jednak nie”. To właśnie lubię w tym języku: on nie wierzy sam w siebie.
  • (…) dwa drewniane pudełka, zazdrośnie strzeżone przez Sonię, zawsze nienagannie ubraną starszą panią, zawierały karty czytelników. Te po prawej stronie – żyjących. Głębsze, po lewej – zmarłych. Bibliotekarka wyjaśniła mi:
    – Nazywamy je cmentarzem. Ale nie wszyscy zmarli. Wkładamy do niego również karty osób, które już nie korzystają z biblioteki.
    Sonia uśmiechnęła się porozumiewawczo i jakby z poczuciem winy, po czym dodała, tłumiąc śmieszek przypominający mysi pisk.
    – Nie powinni wiedzieć, że odstawiliśmy ich na cmentarz.
  • Efraim odmawia nad grobem kadisz, ponieważ nie ma żadnego z synów Josefa. Przedtem rzuca na trumnę trzy garstki ziemi, wypowiadając sakramentalne słowa: „Bóg dał, Bóg wziął, niech imię Pana będzie błogosławione”. A mówiąc to, myśli, że ostatnimi czasy Bóg dużo zabierał, a mało dawał.
  • Jak mam teraz oddać złożoność królestwa, które już nie istnieje? Bo, widzi Pan, urodziłam się w królestwie żydowskim, w mieście, w którym przez całe życie mógł Pan mówić tylko w języku ukształtowanym tysiąc lat wcześniej nad brzegami Renu, a nad Wisłą ludzie mówiący tym językiem czuli się jak u siebie w domu, przynajmniej tak myśleli. W prawdziwym królestwie z jego możnowładcami i wasalami, jego granicami i jego terytorium, krótko mówiąc: w języku jidysz.
    • Źródło: s. 9.
  • Jestem właścicielką tego domu, wydałam dyspozycje, aby opłaty za wodę, gaz, elektryczność, koszty eksploatacyjne były potrącane z mojego konta bankowego. Po śmierci mam się z czego utrzymywać przez całe lata: informatyka pozwala umrzeć cichcem, maszyny nas nie potrzebują, aby zarządzać naszymi egzystencjami. Możemy zniknąć, a one nadal pracują zgodnie z programem, jaki do nich wprowadzono.
  • – Jestem z tobą w ciąży.
    Nie Pessa to mówi, lecz Zinaida, młoda Żydówka, którą poeta spotkał pewnego wieczoru w tawernie.
    – Ach! I co z tego? Wiesz, że aborcja jest legalna.
    – Poród też.
    • Źródło: s. 288.
    • Zobacz też: aborcja
  • Miał wrażenie, że znajduje się w dużym pokoju, którego drzwi i okna szczelnie zamknięto. Z początku człowiek myśli, że pomieszczenie jest dość obszerne, a potem stopniowo uświadamia sobie, że nie ma w nim wymiany powietrza. Coraz trudniej mu oddychać, prawie się dusi.
  • Nie miałam dzieci, nie chciałam rodzić w tym przerażającym świecie; wystarczyło mi jedynie siły, by znieść własną egzystencję, aby przedłużyć życie mojego ojca i odnaleźć jego ślady. Pan mógłby być moim wnukiem. Jestem babką, nie będąc matką. Słyszał Pan kiedyś o czymś takim? Czy to się zdarza? Wszystko się zdarza. Żyjemy w świecie, w którym nie ma rzeczy niemożliwych.
  • Ocaliłam życie. Mój ojciec nie miał takiego refleksu: został zatłuczony na śmierć przez Ukraińca, który chciał zaliczyć jakiegoś Żyda, sądząc, że mści się za cierpienia, jakich doznał od czerwonych na okupowanych terenach. Niech mi kto powie, dlaczego ojciec życiem zapłacił za zbrodnie Stalina; czy my także nie ucierpieliśmy od sierpa, mimo że woleliśmy go od swastyki?
  • Pełnił on funkcję melameda [sic], nauczał chłopców od trzeciego roku życia podstaw wiedzy: czytania Tory i zapamiętywania jej wersetów podczas długich godzin roztrząsania tekstu biblijnego, połączonego z tłumaczeniem go na jidysz, w którym odbijał się on jak w zwierciadle. (…)
    W dzisiejszych czasach zabrania się dzieciom nauki czytania, dopóki nie ukończą sześciu lat, pod pretekstem, że w tym wieku powinny się jeszcze bawić, tak jakby lektura nie była najpiękniejszą rozrywką, jaka istnieje.
  • To nie przemoc i agresja były najgorsze, tylko ta straszliwa nienawiść, która wzbierała w sąsiedzie niczym soki w drzewie na wiosnę. Zabójca twojej matki – ten, który wymachiwał pałką, aby wybić szyby w twoich oknach i zrabować twoje świeczniki, był człowiekiem, który kilka dni wcześniej kupił u ciebie parę śledzi. Ten, który ci sprzedawał drewno, roztrzaskiwał czaszkę twego brata. Mało tego, kiedy wszystko się uspokajało, kiedy pochowano zmarłych albo nie udało się ich pogrzebać, trzeba było żyć wśród sąsiadów: morderców, donosicieli, pośród tych, którzy odwracali wzrok. Trzeba było znów chodzić na targ i sprzedawać śledzie temu, kto parę dni wcześniej zadawał ciosy.
  • Wyobrażał Pan sobie, młody człowieku, że te ściśle przestrzegające przepisów religijnych kobiety nie miały żadnych pragnień erotycznych, o których bez przerwy trąbią nasze kolorowe magazyny? Myślał Pan pewnie, że wszyscy ci mężczyźni, noszący takie same kapelusze, takie same czarne ubrania, a kobiety takie same peruki, wcale nie odczuwali pociągu seksualnego, ale tak nie jest. To były istoty z krwi i kości, odznaczające się takimi samymi cechami ludzkimi jak my. Bo do czego służyłyby zakazy, jeśli nie do ustrzeżenia się przed najgorszym? Kto Panu powiedział, że odnoszą skutek?
  • (…) zacząłem sobie uświadamiać, że lubię cmentarze – te miasta, których mieszkańcy już nam nie przeszkadzają.
    • Źródło: s. 393.