Otwórz menu główne

Anna Dymna (ur. 1951) – polska aktorka. Jej pierwszym mężem był Wiesław Dymny.

A Ą B C Ć D E Ę F G H I J K L Ł M N Ń O Ó P Q R S Ś T U V W X Y Z Ź Ż

Anna Dymna

AEdytuj

BEdytuj

  • Byłam na polach, tam jest Przystanek Jezus, więc szli księża i ludzie coś śpiewali, tu był Krishna, coś tańczyli, coś tam rozdawali. (…) Strasznie śmieszne rozmowy przeprowadzałam, tak jakbym z moim dzieckiem rozmawiała. Jeden taki: „Jezu, ja chyba panią znam”. „Co ty, człowieku, ja już dawno nie żyję”, „Naprawdę?!”. Ale to było sympatyczne.

CEdytuj

  • Czas tyle mi zabrał, co dał.

DEdytuj

GEdytuj

  • Gdy się recytuje wiersze, zdarza się, że forma zabija treść. Poeci swoje wiersze czytają prosto, konkretnie i poezja czytana w ten sposób brzmi najlepiej. Wisława Szymborska powiedziała mi, że trzeba czytać tak, jakby się głośno myślało. Wtedy słowo nie traci swojej mocy i sensu. Ale są aktorzy, szczególnie aktorki, które same są czystą poezją. Czytają wiersze niezwykle pięknie, delikatnie.

JEdytuj

  • Ja sobie odpoczywam w teatrze. Ten zawód jest co prawda bardzo emocjonalny, ale scena to mój oswojony świat, panuję nad nim. Ale jeśli jestem bardzo zmęczona, czytam wiersze. I naprawdę mi to pomaga. Wchodzę w inny świat, zaczynam się nad czymś zastanawiać. I przestają mnie drażnić małe rzeczy, przestaję się z ich powodu wściekać. Szkoda mi na to czasu.
  • Jednak wszystkie moje stare i nowe role coś łączy. Jakaś szlachetność postaci. (…) Właściwie zawsze kreuję role prawych, czystych ludzi, których staram się wybronić, wyłuskać prawdę spod pozorów.
    • Źródło: Różne smaki życia – rozmowa Józefa Barana, „Gazeta Krakowska” nr 214, 16 września 1994

KEdytuj

  • Każdy człowiek jest dobry. Nawet jak coś zrobi bardzo złego, to na pewno dlatego, że był nieszczęśliwy.
    • Źródło: „Readers Digest” nr 8/2009, s.159.
    • Zobacz też: dobroć
  • Konrad Swinarski (…) nauczył mnie, że chcąc uprawiać zawód aktora, należy przede wszystkim kochać teatr. Miłość, pasja i wiara w to, że to, co się robi jest ważne i wspaniałe, czyli absolutne oddanie – są niezbędne do tworzenia spektaklu. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

LEdytuj

NEdytuj

  • Nie lubię i wywołuje we mnie sprzeciw wszelka łopatologia, nudne oczywistości, bezsensowne wulgaryzmy. Poza tym, odpycha mnie głupie epatowanie brutalnością i mania „straszenia widza”. Często słyszę ze sceny, że oto tak naprawdę nie ma miłości, a życie i człowiek jest zdegenerowany, ohydny i nic nie wart. Widzowie oczekują od teatru nie tylko negatywnego obrazu współczesności. Zagoniony człowiek, zmęczony rzeczywistością, skołowany codziennymi problemami szuka przecież w teatrze także jakiejś nadziei, chwili spokoju, poezji, odpowiedzi na trudne pytania… a ja często wychodzę z teatru przestraszona, zmęczona i jeszcze bardziej skołowana. I myślę sobie wtedy, że teatr na własne życzenie odsuwa się od ludzi poprzez owo „straszenie”.
  • Nie można pomagać komuś po coś. Pomaga się z potrzeby serca i tak naprawdę zawsze robi się to dla siebie. Jeden dojrzewa do tej myśli wcześniej, drugi później, trzeci pewnie zbyt późno. Oczywiście wolałabym pracować z osobami niepełnosprawnymi bez rozgłosu. Tyle że na tę działalność trzeba zdobywać pieniądze i mnie, jako osobie publicznej, przychodzi to łatwiej (…) Pomoc innym jest oczywiście moją formą spłacania długu. Również wobec kolegów z teatru, którzy, kiedy znalazłam się w dramatycznej sytuacji, bardzo mi pomogli. Bez nich na pewno bym sobie w życiu nie poradziła.
    • Źródło: „Rzeczpospolita”, 19 grudnia 2003
  • Niezależnie od czasów potrzebujemy przyjaciela, kogoś, kto nam na pewne sprawy zwróci uwagę, a inne wytłumaczy. Poeci potrafią tak pięknie zadawać pytania, tak umiejętnie oswajają różne problemy. Człowiek nie czuje się samotny, a poza tym jak się słucha poezji, to trzeba się na chwilę zatrzymać. Choćby przez ten moment inaczej się oddycha. Myśli się o sprawach istotnych: o życiu, o osobach bliskich, ale też tych mniej znanych, które są tuż obok, a może tylko minęły się z nami. W poezji jest to wszystko. Jest też to, co nas boli, czego się boimy. Odnajdując to, człowiek nie czuje się samotny ze swoimi lękami i bólem, który gdzieś tam w sobie nosi.

OEdytuj

  • On był niezwykły. Szczery do bólu, jak ogień i woda równocześnie. Któregoś dnia, gdy zaczęłam opowiadać mu, jak to kiedyś będę bogata, więc nie będę gotować obiadów i męczyć jak moja mama – szliśmy akurat ulicą Karmelicką – on wysłuchał mnie i potwornie się oburzył. Zaczął krzyczeć: „Co?! Ty będziesz gwiazdą? A w czym ty jesteś lepsza od babci klozetowej, która kocha swój zawód? Masz robić wszystko sama!”. I myśmy rzeczywiście robili wszystko sami. Dymny mówił: „Masz umieć murować ściany, przetykać sracz, szyć, bo tyle człowiek jest wart, co sam zrobi”.
    • Opis: o Wiesławie Dymnym.
    • Źródło: Janusz Schwertner, To wszystko ma sens, „Miesięcznik Kraków” nr 88, luty 2012.

PEdytuj

  • Praca w teatrze jest dla mnie ważniejsza, daje mi bezpieczeństwo. Jeśli się pracuje w dobrym teatrze, można się ciągle uczyć, a w filmie już nie ma na to czasu. Poza tym teatr mi daje spokój, rytmizuje moje szalone życie; dzięki niemu nie zwariowałam.

SEdytuj

TEdytuj

  • Teatr jest takim prawdziwym mężem, który być może czasem nieco mnie zaniedbuje, bo pewnie znalazł sobie jakąś dziewczynę na boku. Ale ja poczekam, on i tak zwykle wraca, choćby dlatego, by spróbować moich pierogów, które są najlepsze na świecie.
  • To nie jest proste. Gdy wracam z rozmów z ludźmi, którzy mają Huntingtona, to widzę, jak oni umierają z pełną świadomością. A ja z nimi rozmawiam. I czasem nawet sama nie wytrzymuję. No bo jak człowiek wie o tym, że powolutku będzie tracił mózg, nie będzie mógł się ruszać i prawdopodobnie wkrótce odejdzie, tymczasem przy mnie jest wesoły i uśmiechnięty, to sama zastanawiam się: „Boże, ale o czym ja będę z tobą rozmawiać?”. A on na to: jakże o czym? O pięknych momentach życia – o tym, że mogę jeszcze ruszać dłonią i trzymać aparat.
    • Opis: pytana, jak radzi sobie z przenikaniem się światów studentów, z którymi pracuje i niepełnosprawnych.
    • Źródło: Janusz Schwertner, To wszystko ma sens, „Miesięcznik Kraków” nr 88, luty 2012.
  • Trzeba się widywać z ludźmi. Inaczej człowiek nagle zobaczy, że siedzi przy komputerze z komórką, a wokół pustynia. Trzeba nauczyć ludzi, żeby słuchali drugiego. Bo nie słuchamy! Taki styl. Ja nienawidzę chodzić na przyjęcia. Stoję, a ktoś podchodzi i mówi: „O! Witam, Aneczko, co słychać?”. Otwieram usta, bo chcę odpowiedzieć, a ten, co pytał, już plecami odwrócony, pyta kogoś innego. Kiedyś było inaczej…

WEdytuj

  • W teatrze kocham poezję, tajemnicę stwarzania niepowtarzalnych światów, możliwość kumulowania znaczeń i energii, która pomoże mi się odnaleźć w życiu, zrozumieć lepiej człowieka, czyli także siebie.

ZEdytuj

  • Z młodości – jak myślę – skorzystałam w sposób mądry i wystarczający.
    • Źródło: Małysza nie przeskoczę – rozmowa z Michałem Duszkiewiczem, „Życie” nr 222, 22–23 września 2001
  • Zachwycamy się pozornym pięknem. Ta obsesja doprowadza tylko do tego, że dziewczyny mają bulimię i nerwicę. „Masz być piękna, szczupła, smukła!” – one są tym zaszczute. Ja teraz znam najpiękniejszych ludzi na świecie, bo prawdziwe piękno jest gdzie indziej. Ten jest piękny, w którym się pali, który ma pasję, miłość. Ile taki sparaliżowany chłopak wie o życiu! Bo inaczej patrzy. Siedzi przykuty do wózka i dopiero widzi, jakie niezwykłe jest życie. A my tego nie wiemy, bo najczęściej zajmujemy się głupotami. Oczywiście czasem po nocach płaczę, boję się, Boże, co ja sobie wzięłam na głowę! Przecież jestem tylko kimś zwyczajnym…

ŻEdytuj

  • Żyłam zafascynowana Wieśkiem [Dymnym]. Robiliśmy wszystko razem. Razem stawialiśmy ściany, zbijaliśmy meble, szyliśmy moje stroje, cieszyliśmy się drobiazgami. Jak w transie – nie spaliśmy całymi nocami, ja czytałam mu na głos książki, on uczył mnie rysować. Kochaliśmy się i nic więcej nie miało znaczenia.
    • Źródło: Aleksandra Szarłat, Pokochać potwora, „Sztandar Młodych” nr 187, 24–26 września 1993

O Annie DymnejEdytuj

  • To ze względu na Wieśka Dymnego. Ona była w trudnym momencie życia i ja w zasadzie starałem się przede wszystkim nią opiekować. Potrzebowała wtedy takiej przyjaznej duszy. To prawda, nie było żadnych prób z mojej strony. Uważałem, że mnie nawet nie wypada.
    • Autor: Edward Linde-Lubaszenko pytany, dlaczego w latach młodości nie próbował poderwać Anny Dymnej.
    • Źródło: Janusz Schwertner, I w mózgu zapala się światło, „Magazyn Krakowski” nr 3, 24 stycznia 2013.

Zobacz teżEdytuj