Andrzej Rudolf Czaykowski

Andrzej Rudolf Czaykowski (pseud. Garda; 1912–1953) – żołnierz Armii Krajowej, cichociemny, dowódca baonu w powstaniu warszawskim, major Wojska Polskiego.

  • Akt osk[arże]nia zrozumiałem, do zarzucanych mi aktem osk[arże]nia czynów przyznaję się, lecz nie przyznaję się do łączności z wywiadem angielskim. Nie przyznaję się, że działałem z chęci zysków pracowałem dla rządu polskiego w Londynie.
Andrzej Rudolf Czaykowski
  • Czuję głębokie więzy łączące mnie z Armią Krajową, do której wstąpiłem, zostałem zaprzysiężony (ZWZ Wilno) w lutym 1940 r. […] Dwa lata siedziałem w więzieniu, gdy moi koledzy bili się w Kraju, we Francji, pod Narwikiem, Tobrukiem i nad Anglią – były to dla mnie jedne z najcięższych chwil w życiu.
  • Czyń, co Ci nakazuje Honor Twój, a spełnisz obowiązek dnia powszedniego – a to największym, choć cichym jest bohaterstwem.
  • Dowódcy, obawiając się dużych strat, postanowili bronić się w domu nr 46 przy ulicy Chełmskiej. Na dom ten nacierała piechota w sile jednej kompanii wspartej przez 4 czołgi, ostrzeliwujące budynek od Chełmskiej i Górskiej. Ściany pozostałe obrzucił nieprzyjaciel „pancerfaustami”. W przerwach ostrzeliwania szturmowała piechota, obrzucając obrońców granatami. Mimo że ściany zewnętrzne zostały zburzone, obrońcy wytrzymali 10 szturmów.
  • Matko moja najukochańsza – Jestem zdrów i dobrej myśli, wierzę, że Cię jeszcze zobaczę – Martwię się, jak sobie sama dajesz radę i jaki jest Twój stan zdrowia. Dziękuję wszystkim, którzy Ci pomagają – może będę im mógł się jeszcze odwdzięczyć – Koniecznie daj mi znać choć paroma słowami listu, co się z Tobą dzieje – a jeśli Ci sił starcza, to staraj się o widzenie ze mną. – Jestem po wyroku i możesz to uzyskać. Całuję Cię najmocniej – prosząc o przebaczenie, żem Cię na tyle przykrości u schyłku życia naraził – i Bogu polecam Andrzej.
  • Po czterogodzinnej bitwie, stoczonej – jak to stwierdziłem z papierów znalezionych przy zabitych Niemcach – z 44 Zmotoryzowanym Dywizjonem Rozpoznawczym, Niemcy wycofują się na wieś Piski, zostawiając cały tabor bojowy dywizjonu: trzy ogromne sześciokołowe „mercedesy”, jeden z amunicją, drugi z materiałami pędnymi, trzeci z kuchnią. W szwadronach radość ogromna, każdy chce popić niemieckiej kawy, spróbować niemieckiego suchara.
  • Po wylądowaniu kierownikowi placówki zdaliśmy pasy z pieniędzmi i pocztę, po czym zostaliśmy przez wymienionego odprowadzeni do jakiejś wsi, gdzie przenocowaliśmy. Na drugi dzień rano pojedynczo zostaliśmy wyprowadzeni ze wsi. Mnie odprowadzała nieznana mi kobieta. Odprowadziła mnie ona w okolice Żyrardowa i tam zanocowaliśmy. Dnia następnego z Żyrardowa wyjechałem do Warszawy, w Warszawie udałem się na punkt kontaktowy do Marii Natanson zam. przy ul. Marszałkowskiej nr 94.
  • Przed wieczorem ostatni raz widzę Cię, Pułkowniku, kiedy z lekarzem pułkowym spisujemy protokół. Odpinam Ci krzyż Virtuti [Militari], który będzie dla nas najdroższą relikwią, odłamuję pół znaku tożsamości, zdejmuję z palca obrączkę dla żony, wyjmuję z pasa głównego kulę wroga, która po przebiciu ramienia i aorty tam utkwiła. Wieko prostej nieheblowanej trumny zamyka się […]. Na skraju lasu pod samotną polną gruszą, na której widnieje wzdłuż całego pnia wycięty napis „Jan Litewski”, pozostała mogiła kryjąca w sobie nieprzeciętnego żołnierza.

O Andrzeju Rudolfie CzaykowskimEdytuj

  • Major Czaykowski, cichociemny, który stracił kontakt pod Warszawą, zamieszkał w naszym domu w Krakowie i dwa i pół roku prowadził robotę jako osoba związana z rządem londyńskim. Tu bym mógł wyciągnąć książkę Ministerstwa Bezpieczeństwa, gdzie są skazani za szpiegostwo i my wszyscy jesteśmy tam właśnie wymienieni, z tym że określono to jako wywiad angielski.
  • Przez cały czas w bardzo trudnym, bez zwartych i silnych zabudowań terenie wykazuje jako d[owód]ca baonu pełnię zalet d[owód]cy i oficera na polu walki. Widoczny i obecny zawsze tam, gdzie groziło przełamanie lub najcięższe nasilenie walki, decyduje niejednokrotnie o utrzymaniu czy wytrzymaniu na stanowiskach. […] Odwaga osobista, równowaga i spokój wyrabiają mu do końca pełne zaufanie i przywiązanie podwładnych. Bardzo dobry organizator. Dużej klasy oficer i d[owód]ca, ideowy i bezkompromisowy w sprawach natury dalszej i nieugiętej walki dla Sprawy. Za czas walki odznaczony Krzyżem Virtuti Militari V kl. W czasie tych ciężkich walk rtm. „Garda” odniósł poważną kontuzję i rany. Lecz to nie był koniec jego szczególnych zasług na polu walki. Dn[ia] 26 września z grupą ok[oło] 180 żołnierzy i przewodnikiem zszedł do kanału przy ul. Szustra i w pełnym uzbrojeniu przeprowadził oddział do Śródmieścia, po wielu godzinach marszu. Żołnierze AK byli bardzo utrudzeni, lecz po kilku godzinach wypoczynku „Garda” zameldował, że są gotowi do dalszej walki.
  • Później były ostre działania na terenie Stępińskiej w obronie totalnego ataku, później na ulicy chyba Zakrzewskiej, bliżej Czerniakowskiej. Później było wycofywanie się z adiutantem czyli Edwardem „Zdzichem” Klawe[m]. Zastaliśmy całkowicie rozwalony budynek Stępińska, wyciągaliśmy rotmistrza „Gardę” z tego gruzowiska.
  • Rejon ulicy Chełmskiej i jego obrońca, rotmistrz Garda. Próbował odbijać dom po domu, tracił i zyskiwał, odgryzał się, własną szaleńczą, wręcz straceńczą odwagą pociągając podkomendnych. […] Meldujemy się u Gardy w piwnicy przy Stępińskiej chyba. Rotmistrz jest ranny. Leży na żelaznym łóżku podparty poduchami, ręka w brudnym bandażu, rozchylona na piersi koszula także nie kryje opatrunku. […] Rotmistrz ma chyba wysoką temperaturę, oczy przekrwione, prawie błędne. „Co mi tam wasze meldunki? Odwody, przyprowadźcie odwody, zaraz nas tu roz…” Garda krzyczy, jest chyba i ogłuszony, widać, że nasze słowa nie docierają.
  • Rotmistrz Czajkowski ukrywał się u nas dwa i pół roku i pewnego dnia byliśmy aresztowani. On dostał karę śmierci. Kara śmierci została wykonana, a wszystkie siostry dostały po dziesięć, piętnaście lat więzienia. Ja dostałem dwanaście lat za szpiegostwo. Szpiegostwo o tyle było karnym paragrafem, że amnestia (go) nie obejmowała.
  • Udzielam pochwały rtm. Florkowskiemu Czesławowi, komendantowi transportu ewakuacyjnego II rzutu Armii i ludności cywilnej z Jangi-Jul, oraz por. Czaykowskiemu Andrzejowi, oficerowi załadowczemu tego transportu – obaj z Dy[wizj]onu Rozpoznawczego D[owód]cy Polskich Sił Zbr[ojnych], za organizację transportu, wysoką dyscyplinę oraz pełną poświęcenia opiekę nad ludnością cywilną.
  • W czasie służby w Oddziale Specjalnym Szt[abu] N[aczelnego] W[odza] rtm. Czaykowski wykazał dużą inteligencję, przedsiębiorczość, energię i duże zdolności dowódcze. Sądząc z faktu odznaczenia go w AK w czasie walk w Warszawie z 1944 r. Orderem Virtuti Militari kl. V – wykazał on w boju odwagę osobistą. Uważam rtm. Czaykowskiego za bardzo dobrego kandydata do WSW.
  • Wciąż nie wiemy, gdzie jest gen. Fieldorf, rotmistrz Pilecki, major Ciepliński czy bohater, którym się ostatnio zajmuję, major Andrzej Czaykowski. Świadkowie jeszcze do niedawna żyli, niektórzy żyją nadal - jeśli chodzi o majora Czaykowskiego zastanawiam się, czy Stefan Michnik wie, gdzie on leży. Skoro był przy wykonaniu kary śmierci, mógł też być przy wrzuceniu ciała do dołu śmierci.