Otwórz menu główne
Marcin Matczak

Marcin Matczak – polski prawnik, radca prawny, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego.

  • Był taki zjazd katedr prawa konstytucyjnego, na którym temat kryzysu konstytucyjnego był tematem tabu. Spotkali się strażacy, kiedy miasto płonie, a nikt nie mówi o pożarze.
  • Dla mnie to chyba najpoważniejszy zamach na demokrację i on może doprowadzić do tego, że właściwie za chwilę nie będzie sensu organizować wyborów, bo (…) wszystko będzie sterowane politycznie.
  • Każdy polski przestępca czy podejrzany, któremu uda się wydostać poza granice Polski do innego kraju UE może powołać się na to, że w Polsce nie ma już niezależnych sądów i pomachać z uśmiechem Ministerstwu Sprawiedliwości, które wysłało za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Dlaczego? Bo dokonane w ciągu ostatnich trzech lat zniszczenie polskiego państwa prawa mu na to pozwala! Bo do tej pory sąd w innym kraju UE wysyłał takiego człowieka automatycznie do Polski, a teraz musi się zastanawiać, czy nasze sądy są w stanie zapewnić sprawiedliwy proces! Skutkiem tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości jest więc poważne utrudnienie w ściganiu przestępców.
  • Kiedy ja o tym mówię kolegom z zagranicy, naprawdę łapią się za głowę. Mówią: coście wymyślili. Czy naprawdę chcecie wzruszyć orzecznictwo sądowe z ostatnich 20 lat? Proszę sobie wyobrazić, co się stanie z sądami, kiedy nagle cała grupa ludzi ruszy do sądów ze skargami (…). Kompletnie je zablokują i te sądy już zupełnie nie będą mogły pracować.
  • Myślę, że jednak to jest czas hańby nie tylko panów Piotrowicza czy Muszyńskiego. Jestem generalnie dość krytyczny wobec zachowania prawników, także tych, którzy nie popierają tego, co się dzieje, ale milczą. Myślę, że prawdą jest to, co powiedział kiedyś Dante: że najbardziej gorące miejsce w piekle jest zarezerwowane dla tych, którzy w czasie kryzysu moralnego zachowują neutralność.
  • Nasz kryzys jest uważany przez komentatorów brytyjskich za kryzys dialogu, zaufania i zdolności współczesnych społeczeństw do rozwiązywania konfliktów i zaakceptowania, że kluczowym narzędziem integrowania społeczeństw są konstytucje. Jak mówił prof. Barber, konstytucjonalizm oznacza, że szanuję kompromis osiągnięty poprzez zawarcie pewnych wartości w konstytucji, nawet jeśli nie do końca zgadzam się osobiście ze wszystkimi tymi wartościami.
  • Nie. Nie. Nie. Nie jest sprawnym lekarzem ktoś, kto potrafi długo ukryć, że nie leczy pacjenta, tylko go zabija. Lekarz, który jest w stanie truć rtęcią i udawać, że leczy. Przepraszam, to nie jest dobry lekarz. Prawnik, sędzia, adwokat: wszyscy przysięgamy wierność konstytucji i porządkowi prawnemu. Przysięgamy, że będziemy tego strzec. Stanisław Piotrowicz niszczy ten porządek.
  • Niepewność powoduje wzmocnienie elementu masochizmu społecznego w osobowości autorytarnej – chęci “rozpłynięcia się” w czymś większym niż ja sam. W idei narodu, patriotyzmu, w jakimś wielkim planie, który narzuca charyzmatyczny lider. Taki plan lidera porządkuje życie tych z nas, którzy nie czują się na siłach zorganizować sobie życie samemu. Pozwala pozornie odzyskać kontrolę nad swoim losem, bo świat staje się jasny: wiadomo, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem.
  • Ostatnie zmiany w prawie karnym pozwalają uzyskiwać władzy dowody przeciwko tobie w sposób nielegalny, o ile tylko nie będzie się ciebie zabijać lub torturować – wszystkie inne chwyty są dozwolone. Te same zmiany zwalniają prokuratora z odpowiedzialności dyscyplinarnej za „rażącą obrazę prawa” jeśli działał wyłącznie w interesie społecznym. Inne prawo brutalnie ingeruje w dziedziczenie ziemi rolnej, jeszcze inne, właśnie zaproponowane prawo nie pozwala zorganizować protestu, takiego na przykład, jak czarny marsz kobiet, jeśli w tym samym czasie ma się odbyć zgromadzenie państwowe lub kościelne. Czy to są dobre rozwiązania? Czy widać w nich wystarczającą troskę parlamentarzystów o obywatela? Niestety nie. Co powołuje zatem, że nasi przedstawiciele uchwalają takie prawo? Odpowiedzią jest ludzka skłonność do uświęcania środków celami. Skoro rządzący chcą czegoś dobrego dla Polski (cel), to mają prawo użyć prawa (środek), które – w ich mniemaniu – ten cel pozwoli zrealizować. Oślepieni pięknem celu nie chcą pamiętać, że dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło. Mamy zbyt wiele doświadczeń historycznych, by zaufać pięknemu celowi i zlekceważyć dobór środków. Właśnie z tego powodu demokrację zwykłą zastąpiliśmy demokracją konstytucyjną. Demokracja zwykła polega na rządach większości, która może mieć pokusę realizowania własnych celów przy naruszeniu praw mniejszości, czyli tych obywateli, których reprezentanci przegrali wybory. Demokracja konstytucyjna także pozwala realizować cele większości, ale tylko przy poszanowaniu praw aktualnej mniejszości.
    • Źródło: Zły sen o prawie, „Tygodnik Powszechny” nr 50, 11 grudnia 2016, s. 26.
  • Prawdziwa natura tych zmian to przejęcie kontroli nad sądami. Ta reforma wykorzystuje nastroje społeczne do tego, by dokonać brutalnej inwazji na sądownictwo, która dla nas wszystkich skończy się bardzo źle, bo skończy się dominacją polityczną, która spowoduje preferencję dla politycznych poglądów w rozstrzyganiu spraw. Nasze sprawy będą rozstrzygane w oparciu o bliżej nieokreśloną wolę polityczną, bliżej nieokreślone dobro narodu, bliżej nieokreślony interes narodowy, a nie prawo.
  • Problem w tym, że Trybunału już prawie nie ma. Mimo protestów na ulicach, mimo próśb prezydenta USA, mimo rekomendacji Unii Europejskiej, Trybunał Konstytucyjny jest od roku paraliżowany, obrażany, a teraz rozmontowywany. Ostatnie ustawy „naprawcze” powtarzają niemal wszystkie regulacje, które już tyle razy były uznawane za niekonstytucyjne. Po 19 grudnia z Trybunału odejdzie prezes Rzepliński, a nowa osoba, wskazana arbitralnie przez prezydenta, dopuści do orzekania trzech sędziów wybranych nielegalnie w zeszłym roku. W ten sposób Trybunał zostanie zdobyty i całkowicie podporządkowany woli obecnej większości parlamentarnej.
    • Źródło: Zły sen o prawie, „Tygodnik Powszechny” nr 50, 11 grudnia 2016, s. 26.
    • Zobacz też: Andrzej Rzepliński
  • To jest nie do pomyślenia w nowoczesnym państwie demokratycznym, w którym istnieje – zaproponowany przecież dawno, jeszcze przez Monteskiusza – podział władzy i jej wzajemna równowaga, by o publikacji wyroku władzy sądowniczej decydowała władza wykonawcza. Odmowa publikacji wyroku TK jest tożsama z tym, że rząd rości sobie prawo do oceny tego orzeczenia. To jest zupełnie niebywałe.
  • Trójpodział i równowaga władzy – co zostało przecież zapisane w artykule 10 konstytucji – zakłada, że władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza są od siebie niezależne. Wyjątkowe sytuacje, które pozwalają, żeby Trybunał Konstytucyjny, czyli władza sądownicza, uchylił ustawę, to znaczy efekt pracy władzy legislacyjnej, muszą być wprost stwierdzone w konstytucji – i u nas oczywiście są. Nie ma nigdzie zapisu, z którego by wynikało, że władza wykonawcza, czyli premier rządu lub ktoś z jego współpracowników, może mieć możliwość oceny, czy wyrok sądu konstytucyjnego jest legalny. Powtarzam, nie ma takiego precedensu, by jedna władza w państwie decydowała bez podstawy konstytucyjnej o sile drugiej władzy i nie wyobrażam sobie, by mógł on w ogóle mieć miejsce. Gdyby taki porządek zaistniał, cofamy się o jakieś dwieście, trzysta lat, do tego momentu, gdy podstawą ustroju wielu krajów w Europie było jednowładztwo monarchy, którego nikt i nic nie mogło kontrolować. Ale te czasy przecież dawno minęły.
  • W praktyce orzeczniczej Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych jedną z metod oceny prawidłowości ustanowienia aktu normatywnego jest tzw. motive test. Test ten polega na analizie historii legislacyjnej - wypowiedzi kongresmanów i innych osób zaangażowanych w proces tworzenia aktu prawnego - oraz analizie tekstu uzasadnienia danego aktu w celu identyfikacji intencji, które przyświecały prawodawcom. W sytuacji, gdy tak zidentyfikowany cel (intencja) zostanie uznany za niezgodny z porządkiem prawnym lub wykazane zostanie, że akt prawny w rzeczywistości miał osiągnąć cel inny od oficjalnie deklarowanego, Sąd Najwyższy może orzec o niekonstytucyjności takiego aktu.

O Marcinie MatczakuEdytuj

  • Marcin Matczak podnosi, że współczesny ustawodawca nie posiada wyłączności na stanowienie nowych reguł prawnych. Ponieważ osoby sprawujące władzę zmieniają się cyklicznie w związku z kolejnymi wyborami, prawodawca nie zachowuje ciągłości w praktyce ustawodawczej. Tymczasem, wskutek stabilności urzędu sędziego, władza sądownicza może roztoczyć kontrolę nad całością prawa i zadbać o ciągłość ustawodawczą.
    • Źródło: Paweł Kuczma, O aktywizmie sędziowskim, „Zeszyty Naukowe Uczelni Jana Wyżykowskiego. Studia z Nauk Społecznych”, 9, 2016, s. 195.