Otwórz menu główne

Kabaret Moralnego Niepokoju

Polski kabaret

Wypowiedzi członków kabaretuEdytuj

  • Mamy taki skecz z księdzem, w którym nie ma nic strasznego, chociaż u niektórych już sam fakt pokazania się na scenie księdza wywołuje oburzenie. Już sama sutanna postawiona na scenie niektórych razi. Graliśmy kiedyś w Londynie, gdzie przed nami siedział polski rząd emigracyjny z prezydentem Kaczorowskim i panią Andersową na czele. Organizator imprezy przekonał nas, abyśmy zagrali taki skecz o partyzantach na podstawie opowiadania Tyrmanda. Nie było to nic wielkiego, ale później emigracja była oburzona i zadawała nam pytania, czy my podważamy wysiłek ludzi walczących na wojnie.
  • Wychodzimy z założenia, że skoro robimy kabaret to powinno być śmiesznie, ale nie za wszelką cenę. Nie bawimy widowni obrażając ją, choć ze zdziwieniem stwierdzamy, że istnieje specyficzny rodzaj odbiorców, którzy nie mają nic przeciwko temu. Humor ma wiele postaci i rozśmieszać można na różne sposoby. My robimy to tak, jak umiemy, w sposób, można rzec, tradycyjny, za wzory mając kabarety literackie, których głównym tworzywem jest słowo
  • Znamy się od lat. Razem studiowaliśmy polonistykę i stworzyliśmy samorząd. W tym czasie między innymi publikowaliśmy na łamach literackiej gazety „Podniebienie” nasze wiersze o miłości, śmierci, a także utwory fraszkopodobne. Swoim scenicznymi występami staraliśmy się także uatrakcyjniać Dni Polonistyki. I tak powstała grupa. Nazwa jest przypadkowa jak wszystko w kabarecie.

Cytaty z programów kabaretowychEdytuj

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.

Dżin z butelkiEdytuj

  • Bogdan: Irena! Irena, gdzie ty w ogóle idziesz?
    Irena: Tak się przejdę między blokami se trochę.
    Bogdan: Eee, za słaby był ten wiatr w nocy, żeby coś komu zwiało z balkonu. Lepiej byś mi wzięła butelkę do skupu oddała.
    Irena: A ona zwrotna jest?
    Bogdan: Zwrotna jest. Absolutnie zwrotna. Zwłaszcza jak się pije i nie zagryza.
  • Irena: Ja wybrałam darmowe futro.
    Dżin: Tak, bardzo dobry wybór. Również nie ma, w zamian mogę pani zaoferować niszczarkę do papieru. Za 50 złotych. Pamiątkowa.
    Irena: Znaczy co „pamiątkowa”?
    Dżin: Niszczarka. Sam Kiszczak na niej niszczył dokumenty.
  • Irena: Jak się nosi futro, to ciepło, a jak maszynę, to co?
    Dżin: No, proszę pani, ona jest w miarę ciężka, jak pani ją ponosi, to się pani na pewno rozgrzeje.
    Irena: Panie, gdzie ja ją będę nosić?
    Dżin: Nie wiem, choćby do naprawy.
    Irena: To myśli pan, że ona się popsuje?
    Dżin: Już jest popsuta.
  • Irena: Panie Dżinie, ja bym chciała, żeby mój mąż był ładniejszy.
    Dżin: Przepraszam bardzo, ale ja nie wiem, jak to zrobić.
    Bogdan: A ja wiem, jak zrobić, żebyś był brzydszy.
    Dżin: Jak?
    Bogdan: Chcesz w lampę, Aladynie?
    Dżin: Nie… Za to bym podziękował.
    Bogdan: A w dynię?
    Dżin: Też nie…
    Bogdan: To spieprzaj, bo jak ci wyzionę zaraz w turban, to ci się odechce…
  • Dżin: Proszę państwa, macie trzy życzenia. Tu jest katalog. Wszystko, co jest w tym katalogu jest za darmo. Proszę.
    Irena: Dziękuję.
    Dżin: Dwadzieścia złotych.
    Irena: Ale… za co?
    Dżin: Za katalog.
    Irena: Dlaczego?
    Dżin: Bo katalog nie jest za darmo, bo go nie ma w tym katalogu. Chyba to jasne.
  • Bogdan: To jak z tego katalogu, to ja chcę ten samochód.
    Dżin: Samochód za darmo, tak?
    Bogdan: Tak.
    Dżin: Dobrze, proszę bardzo. Nie ma. Wyszły samochody darmowe, proszę pana, w zamian mogę panu zaoferować nóż do filetowania ośmiornic. Prawie jak za darmo.
    Bogdan: A to nie za darmo, tylko prawie, tak?
    Dżin: Proszę pana, za darmo to w ryj można dostać. Nawet tym katalogiem w tej chwili. Reflektuje pan?
  • Dżin: Witajcie, prości ludzie.
    Irena: Osama bin Laden…
    Dżin: Kobieto, puknij się w łeb. Żaden Laden. Jestem dżinem, wschodnim duchem tej butelki. A wy?
    Irena: Ja jestem Irena, a on jest chuchem tej butelki.
    Dżin: Czuję.
    Bogdan: A przepraszam, a pan w ogóle wyleciał stąd?
    Dżin: Tak.
    Bogdan: Ostatni raz kupiłem coś u Ruskich.
  • Dżin: Za zamówione towary płacą państwo 400 złotych plus stówa na ofiary trąby powietrznej w Starachowicach.
    Bogdan: To w Starachowicach była jakaś trąba?
    Dżin: Tak, wywiało forsę z kasy miasta.
    Irena: To w radio słyszałam. I z tą trąbą starostę też wessało do więzienia.
    Dżin: Tu jest kwit, proszę bardzo, na towary, a ja zawijam turban, zawijam kiecę i lecę. Czołgiem.

FalalalalaEdytuj

  • A rano nie jest cool,
    potworny głowy ból,
    lecz już pod koniec dnia…
    znów falalala…
  • Sobotnia letnia noc,
    cichutko radio gra,
    gdy nagle leci coś,
    co słyszę pierwszy raz,
    naciskam rec i play,
    kaseta poszła w ruch
    podkręcam głośność i
    let’s everybody move!
  • Z kasetą pędzę przez ulice niczym wiatr
    i już przede mną jest Cubana Bongo Club,
    i jako Dj Bloom zapuszczam muzę, by
    oszalał zaraz tłum.
    The music is the king!

Historia literatury według Kabaretu Moralnego NiepokojuEdytuj

   Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Historia literatury według Kabaretu Moralnego Niepokoju.
  • Anzelm? Co za plebejskie polskie imię! Aaaanzeeelm… Jak nazwa jakiejś choroby skórnej. Zrobił mi się anzelm pod pachą.
    • Źródło: Nad Niemnem
    • Zobacz też: imię
  • Pan ma nadwyżkę honoru i niedobór rozumu. Czy pan ma jakieś polskie korzenie?
  • Twoja stara klaszcze u Jankiela!

Impreza u BogdanaEdytuj

  • A ty, Badyl, o której wyszłeś…? Mhm, to jeszcze podłoga w windzie była.
  • Co?! Pod samochód wpadłeś?! Aaa, to całe szczęście, że pod zaparkowany.
  • Gdzie ty chcesz iść?! Do teatru?! No, Badyl, no, pier… Oszalałeś? Zobaczymy… W teatrze nic nie ma… Ale tam nigdy nic nie było… Ty, ale jaja, ktoś sobie w teatrze wesele urządza… Ludzie mają kasiorę, co?
  • Nie mam się w co ubrać. Dres mi się rozpruł pod pachą.
  • (…) nie no, Bogdan to chyba był zadowolony z imprezy… po twarzy trudno było poznać, bo ją trzymał w sedesie… mówił, że jak się przyłoży ucho do muszli, to słychać, jak szumi morze… i wiesz co, on chyba rzeczywiście usłyszał to morze, bo miał objawy choroby morskiej… Nie wiem, czy mu całe życie przeleciało przed oczami, ale obiad to mu tylko śmignął…
  • Pójdziemy do Bogdana na poprawiny… Tam już nie ma czego poprawiać? A regał? No to co, do Bogdana, tak…? Spokojnie, wpuści nas. Wpuści nas jak nic. Przecież to niemożliwe, żeby od wczoraj wstawił nowe drzwi.

Mecz z AndorąEdytuj

(Skecz z udziałem kabaretu Ani Mru-Mru)

  • Ja mam dwa metry wzrostu! I mam lęk wysokości! Jak stoję, to się boję, że upadnę!
    • Postać: bramkarz
  • Patrzę, leci Rafał i kopł do mnie piłkę.
    • Postać: piłkarz
  • Pierwszy raz widziałem samobója strzelonego z 30 metrów!
    • Postać: trener
  • Bramkarz: Znowu jesteśmy w grupie śmierci! A tak się modliłem, żebyśmy nie wylosowali tej Andory!
    Piłkarz: Ja się modliłem, żebyśmy nie wylosowali nikogo…
    • Źródło: Dla mnie bomba – Kabaretowa Liga Dwójki, Finał – Kabaret Łowcy. B vs. Ani Mru Mru, TVP2, 2003

Na reporterskim szlaku (Ławka)Edytuj

  • Najpierw krzyż, teraz ławka, a potem za nasze radio się wezmą.
  • Ta ławka stoi tam, gdzie kiedyś stało ZOMO!
  • Ta ławka to manichejska kłoda ateizmu, rzucona rękami neoliberałów pod nogi polskiego katolicyzmu!

Stolica ChorwacjiEdytuj

  • – Nie wie wujek? Sam będę musiał, no. Kurczę… Wiem! Jasne, przypomniało mi się! No pewnie, że tak. Wie wujek jak? Zagrzeb! Zagrzeb!
    – Jaki zaprzęg?
    – Zagrzeb!
    – We wiadrze?!
    – W Zagrzebiu! Zagrzeb!
    – No! Słyszę przecież.
  • – Rozwiązuję krzyżówkę. Krzy-żów-ka.
    – Malbork.
    – Malbork? Aaa, tak, dobrze, ale, wujek, nie Krzyżacji stolica, tylko Chorwacji. Jak się nazywa stolica Chorwacji, bo ja nie wiem.
    – Aha, stolica?
    – Stolica, no, stolica, stolica.
    – Bułgarii?
    – Chorwacji.
    – Sofia. Bułgarii to Sofia.
    – Bardzo dobrze. Polski Warszawa. Węgier Budapeszt. A jak się nazywa stolica Chorwacji?
  • – Wujku, mam do wujka pytanie. Są do wygrania wrotki. Czy wujek przypadkiem nie wie…
    – Kogo?!
    – Czy wujek przypadkiem nie wie, jak się nazywa stolica Chorwacji?
    – Kto idzie?!
  • – Wujku, przypomnij sobie, byłeś kiedyś w Chorwacji, pogrzeb w pamięci.
    – Czyj pogrzeb?
    – W pamięci pogrzeb! W pamięci pogrzeb. Byłeś tam kiedyś. Chorwacja.
    – A, no, to Zagrzeb.
    – Ale nie zagrzebuj, odgrzeb.
    – Zagrzeb!
    – Odgrzeb!

Szukam pracyEdytuj

  • Byłem wczoraj na urodzinach u Badyla, i tak żeśmy świętowali jego zdrowie, że mi się moje własne bardzo pogorszyło.
  • – Ooo, jest wolne stanowisko general menager.
    – Brakuje generałów? Weź się na mnie przypatrz i powiedz, jak ja bym wyglądał w mundurze.
    – Jak przebrany menel.
  • – Między bankietem a libacją alkoholową jest zasadnicza różnica. Bankiet to coś więcej niż wóda do oporu i gorąca herbata na popitę.
    – Ty, to ja nigdy na bankiecie nie byłem

Tygodnik Moralnego Niepokoju (TMN)Edytuj

  • Bywają takie przypadki, że garbaty garbatego kładzie na łopatki.
    • Postać: Gwidon
    • Źródło: odcinek 5
  • – Co tam grzebiesz?
    – Tak sobie kalesony poprawiam.
    – To jednak w tym kraju coś się poprawia!
    • Postacie: Gwidon i Romek
    • Źródło: odcinek 6
  • Mydło to może być element wywrotowy… Zwłaszcza jak leży na podłodze!
    • Postać: dyrektor
    • Źródło: odcinek 5
  • Nikt panu nie da tyle, ile ja mogę panu obiecać.
    • Postać: polityk
    • Źródło: odcinek 5
  • Reklama, czyli szczęście i radość, za które musimy płacić…
    • Postać: prezenterka tv

Wizyta w szpitaluEdytuj

  • Cholerne CBA… Jezus… To już chyba wolałem to całe WSI. Ale mnie przegonili, skurczysyny. W ostatniej chwili butelki pochowałem. Ale już pacjenta nie zdążyłem.
    • Postać: dr Rajmund
  • Ela: Ja nie wiedziałam, że tutaj pracujesz.
    Rajmund: Jak nie wiedziałaś? To nie domyśliłaś się, że ten „doktor Wielowiejski” to ten sam Wielowiej z ogólniaka?
    Ela: No tak, tak, ale tutaj wszyscy na ciebie mówią „doktor Koperta”.
    Rajmund: Mój kumpel ma ksywę „doktor Śmierć”, to jest dopiero obciach.
  • Rajmund: Lubisz muzykę?
    Zbyszek: No.
    Rajmund: To idź tam do gabinetu numer 5 i się sprzedaj na organy.
  • Ela: Mam dziecko.
    Rajmund: No tak, ale jakie…
    Zbyszek: Jakie?
    Rajmund: Srakie. Jak to mówią, źle skrojony, za to mocno zszyty, nie? Ładną masz torebkę. Co, czerwone już niemodne?
  • Ela: Rajmund, ja przyszłam o męża spytać.
    Rajmund: Mhm, jak się nazywa ten osioł?
    Ela: Baran.
    Rajmund: Byłem blisko…
    Ela: Marek Baran. Bardzo porządny człowiek. Pokochaliśmy się, potem szybki ślub, zaraz potem Zbyszek się urodził.
    Rajmund: Jaki Zbyszek?
    Zbyszek: Boniek.
    Rajmund: A, ty. Urodziłeś się, czyli to prawda, że głupich nie sieją.
  • Rajmund: To nie jest moje dziecko!
    Ela: No Rajmund, a czyje?
    Rajmund: A ja wiem, czyje? Nie wiem, czyje! Łaziłaś na te zebrania Samoobrony, ja wiem, czyje?!
    Ela: Rajmund, wtedy jeszcze nie było Samoobrony.
    Rajmund: Ale Łyżwiński już był.

Wujek i… imię dla dzieckaEdytuj

  • – Czekaj, bo to wiesz, jak jest… Tadeusz, wajchę przełóż.
    – Ambroży nie przełoży.
    – Łukasz, czego szukasz.
    – Pewnie tego kija, co se Michał wpychał.
    – Jacek, krowi placek. Pankracy… o, widzisz, Pankracy!
    – Nie, to pies.
    – Tomasz?
    – Lis.
    – Rywin?
    – Lew.
  • – Moja żona jest w ciąży i niedługo będzie rodzić.
    – O, no to gratulacje. Nareszcie zrobiłeś coś, co ma ręce i nogi.
    – I nie tylko! Coś więcej jeszcze ma!
    – A co?
    – Będzie syn!
    – No to gratulacje w ogóle. Będziesz miał od kogo forsę pożyczać na starość.
  • – No to może ten… Edward?
    – Nie, to Edek z fabryki kredek.
    – Janek?
    – Co ma w tyłku dzbanek.
    – Jurek?
    – Ogórek, kiełbasa i sznurek.
    – Michał?
    – Co sobie kija wpychał? No proszę cię!
  • – (…) po prostu każde, każde imię mi się głupio kojarzy.
    – Jak?
    – No jak, jak… Głupio, no. Co nie wymyślę, to głupio.
    – A pierwsze z brzega? Pierwsze z brzega – Henryk?
    – Nie no, to Henryk Sienkiewicz. Jak taki mały dzieciak – Sienkiewicz?
    – No tak, a Stefan?
    – Nie no, to Stefan Żeromski.
    – A Leszek? Leszek.
    – Leszek? No nie wygłupiaj się.
    – A nie! Nie, Leszek to ten jest, to wstyd…

Wyrywanie lachonówEdytuj

  • Maks: Co jest? Co?
    Bożydar: Strach trochę.
    Maks: Dobrze! Jest ryzyko, jest przyjemność! Bądź czujny jak pies podwójny! Czyli co, jest Lessie, jest Bożydar, piękna para. Dawaj dalej.
    Bożydar: Co, jeszcze coś?
    Maks: No „jeszcze coś”, no pewnie, że jeszcze coś, a co myślałeś? To dopiero teraz zaczyna się cała akcja! Pod arsenałem, dawaj! No, dawaj! No, no, no, no, no…! No, rwij lachona! Rwij lachona! Na co czekasz?! Aż się lachon zestarzeje?! No dawaj, dawaj, dawaj! No, no, no, no, no…!
    Bożydar: Czy byłaś może kiedyś w Muzeum Ziemi Podlaskiej? (Maks idzie od Bożydara.) Lessie, wróć! Wróć, Lessie, wróć, wróć!
    Maks: Tak, Lessie była w Muzeum Ziemi Podlaskiej, zna ziemię podlaską, zwiedziła ziemię podlaską, pływała po Biebrzy! Kajakiem wpław, w poprzek, wzdłuż, na skos, nie wiem! Spała z bobrami, grała w karty z jeleniem, jeździła na łosiu, skakała z wiewiórkami po szyszkach! Ona ma to wszystko obcykane!
    Bożydar: Nie chcę takiej dziewczyny, co spała z bobrami!
    Maks: Dobra, nie spała! Nie spała! Leżała obok! Nic między nimi nie było! Ona tu, bobry tu! Zadowolony?!
    Bożydar: Całe szczęście, tego bym nie zaakceptował!
  • Bożydar: Odezwała się we mnie natura!
    Maks: Ooo… no, to fajnie. I co powiedziała?
    Bożydar: Żebyś mi poradził, jak się uwodzi dziewczęta.
    Maks: Aaa… Tak się odezwała, to bomba. To znaczy, wiesz, ja nie wiem, jak się uwodzi dziewczęta. Wiem, jak się wyrywa lachony. Jeśli to to samo, to mogę ci podrzucić parę grepsów.
    Bożydar: To morowo!
    Maks: „Morowo”? „Morowo”?! Człowieku! To słowo wyszło z użycia w połowie XIX wieku! Tak samo jak „chyżo” i „muszkiet”! Nigdy tego nie używaj przy podrywie! Chyba że chcesz, nie wiem, rozjechać Elizę Orzeszkową.
  • Maks: Spójrz na siebie, jak ty wyglądasz? Jak ty się w ogóle ubrałeś, no jak?
    Bożydar: Schludnie! Krawat, pulower.
    Maks: I w tym stroju chcesz zaciągnąć pannę na warsztat? No przepraszam cię, w tym stroju to możesz zaciągnąć, nie wiem, wartę honorową na pogrzebie Bieruta. A spójrz na mnie, można fajnie wyglądać?
  • Maks: Ty jesteś tak głupi sam z siebie, czy ktoś ci za to płaci?
    Bożydar: Gratis jest.
    • Opis: następnego dnia, po tym, jak Bożydar pomylił słowo „debeściak”.
  • Maks: Ty w ogóle miałeś kiedyś jakąś dziewczynę? Jak jest w ogóle w twoim języku dziewczyna, nie wiem… „białogłowa”?
    Bożydar: Albo dziewoja.
    Maks: „Dziewoja”… No, jest w tym słowie erotyczne napięcie. No i co miałeś kiedyś jakąś… dziewoję?
    Bożydar: Owszem, byliśmy na randce. W Muzeum Ziemi Podlaskiej…
    Maks: To był twój pomysł?
    Bożydar: Tak!
    Maks: Respect.

InneEdytuj

  • Bycie ateistą wypada znacznie taniej.
    • Źródło: Wujek i ciotka: Komunia
  • Cholera, kota kupują! Trzydzieste piętro, apartament, centrum Warszawy, a jednak myszy są…
    • Postać: ojciec
    • Źródło: Wieś (Rodzice)
  • Romek: Człowieku, nie licytuje się z dwiema dziewiątkami!
    Gwidon: Blefowałem…
    • Źródło: Czeska loteria
  • Klient: Dzień dobry. Proszę pana, chciałem kupić drzwi.
    Sprzedawca: Drzwi?! Tutaj?!
    Klient: To jest sklep z drzwiami, tak?
    Sprzedawca: Tak, a dlaczego pan pyta?
    Klient: Bo tak szybko się zdziwił czy tutaj to…
    Sprzedawca: Nie, cholera, bo ja jeszcze tydzień temu pracowałem w rzeźni i się cholera nie mogę przestawić. Ale już słucham. O co chodzi?
    Klient: Chciałem kupić drzwi… poproszę drzwi. (Cisza.) Są drzwi?
    Sprzedawca: A jak pan tu wszedł?
    Klient: Przez drzwi.
    Sprzedawca: Czyli…?
    Klient: Są. To bym wziął.
    Sprzedawca: Jakie?
    Klient: Takie, żeby się otwierały, zamykały. Takie sobie wymarzyłem.
    • Źródło: Drzwi
  • Turek: How are you, gentelmens? Welcome in my restaurant. Where are you from?
    (Cisza.)
    – Nike, just do it.
    – Coś ty powiedział?
    – Nie wiem. Na bucie było napisane, to przeczytałem.
    – Aaa, Merry Christmas.
    Turek: Where are you from?
    – Uparty, cholera!
    • Źródło: Kebab w Londynie
  • Rasizmowi mówimy twarde i zdecydowane raczej nie.
  • Słuchaj, jeśli to miałoby być extra, to musi być tak, bracie, całkowicie, bracie, zaskakująco, finezyjne, rzutkie, zdawkowe i najważniejsza sprawa, żeby nie było miałkie. Żeby nie było miałkie i wtedy będzie extra. Ale żeby coś takiego wymyślić, trzeba mieć łeb. Masz coś takiego, Sławek? Przepraszam, stoję pół metra od ciebie, widzę, co się dzieje, no.
    • Postać: Zenek
    • Źródło: Samochód chłodnia
  • – Taki jest film… Bitwa polsko-bolszewicka. I to jest film o Polakach, tak? A kto tam główne role gra? Natasza i Borys!
    – Kurde…
    – Przypadek? Czy to są polskie imiona?
    – A reżyserem jest Hoffman!
  • To przeciwko nam armię toczy Tatar!
    • Postać: woj drugi
    • Źródło: Na planie filmowym

O kabarecieEdytuj

  • Choć chłopcy nie za ładni, co za pech…
    Lecz jaka piękna Pakosa!
    Lecz jaka piękna Pakosa!
    Lecz jaka piękna Pakosa jest!
    • Źródło: kabaret Ani Mru-Mru, Hymn o KMN