Robert Górski

polski artysta kabaretowy

Robert Górski (ur. 1971) – polski artysta kabaretowy.

Robert Górski

Jak zostałem premierem (2012)Edytuj

  • Chyba tak, chociaż jak mam dłuższą przerwę, to snuję się po domu jak zwierzę i wyglądam przez okno, bo las wzywa.
    • Opis: odpowiedź na pytanie, czy potrafiłby żyć bez estrady.
  • Jako artystę kabaretowego napędza mnie na scenie poczucie potęgi i pewności siebie, której brakuje mi prywatnie. Widok kilkusetosobowej, a czasem kilkutysięcznej publiczności, która kładzie się ze śmiechu, jak łan zboża, a ty jesteś tego sprawcą, jest niezwykły.
  • Jesteśmy w Londynie co dwa lata. Zawsze jedziemy tam w euforii, a po dwóch dniach wszystko nas wkurza. Knajpy są otwarte do jedenastej wieczorem, a my kończymy grać tuż przed dziesiątą. Człowieka po występie nosi, siedzenie w hotelu to maksymalny dół. Idziemy do knajpy, zamawiamy piwo – dzwonek, ostatnie zamówienie. To wzięliśmy jeszcze po cztery piwa. A tu drugi dzwonek – wszyscy out. Więc piliśmy je potem jak gęsi, żeby się nie zmarnowało, ale frajda średnia. No to pojawia się pomysł, że wypijemy jakiś alkohol na murku, ale nie ma ani sklepu z alkoholem, ani murku. Chrzanię taki Zachód.
  • Już w szkole średniej wiedziałem, że nie będzie ze mnie żaden technik, tylko humanista. Kiedy zaczęły się praktyki w wytwórni sprzętu komunikacyjnego na Grochowskiej, gdzie robili części do helikopterów, nabrałem pewności, że nigdy nie pójdę pracować do fabryki. Sam smród chłodziwa doprowadzał mnie do konwulsji. To była doskonała motywacja do nauki.
  • Może to nie jest jeszcze porażka, tylko zwykły brak sukcesu.
    • Opis: o nakręceniu filmu.
  • Może trudno w to uwierzyć, ale jako dziecko byłem chorobliwie wstydliwy, tak jak mój brat. Kiedy pojechaliśmy na pierwszą wżyciu kolonię i opiekunowie dzielili na grupy według wieku, to na pytanie, czy jestem z rocznika 1971, odpowiedziałem, że nie, a potem tak samo odpowiadałem na kolejne pytania, bo chciałem, żeby mnie zostawili w spokoju. W końcu musiałem się przyznać, bo nie dało się udowodnić, że się w ogóle nie urodziłem.
  • W uzasadnieniu podania o zmianę kierunku studiów napisałem, że geologia jest dla mnie zbyt przyziemna.

WypowiedziEdytuj

  • (...) byliśmy ostatnio z żoną i dzieckiem w banku, gdzie przyjął nas jakiś oficjel i coś tłumaczył. Wyłączam się od razu, tak samo żona, bo nic nie rozumiemy, a Antek coś tam zrobił czy się przewrócił, więc wybuchnęliśmy śmiechem. Ten pan nie wiedział, jak zareagować, więc powiedział coś w stylu: „No tak, młoda osoba w tym wieku bawi się ruchem”. I to połączenie bankowej nowomowy z prostą sytuacją życiową było kapitalne.
  • Generalnie jesteśmy śmieszni, ale przede wszystkim na scenie. A tak to widzicie jak tu jest: sztywniaki. Nikt właściwie nic nie mówi. Tolerujemy się, ale nie przyjaźnimy ze sobą. Łączy nas ta godzina występu, a później siłą rzeczy musimy razem wrócić do domu. Ale staramy się nie zwracać na siebie uwagi.
  • Generalnie najtrudniej jest rozśmieszyć pierwszy rząd. Zwłaszcza, że na imprezach firmowych siedzą tam prezesi i zarząd. Im dalej, tym lepiej. Poczucie humoru maleje waz ze wzrostem zajmowanego stanowiska.
  • Jak kończyłem studia, to bardzo nie chciałem być nauczycielem, a szans na to, bym został wielkim i szanowanym pisarzem, raczej nie było sporych, więc wziąłem, co zostało. Czyli kabaret. Nikt nas nie znał, robiliśmy swoje, a jak wygraliśmy Pakę, to wszystko nagle ruszyło do przodu. Jak się zorientowałem, że zostałem kabareciarzem, to było już za późno, żeby się wycofać.
  • Jak ktoś do mnie podchodzi i sam chce mi opowiedzieć coś śmiesznego. Jak nietrudno zgadnąć, są to zwykle żarty, które doskonale znam. Nie wiem, skąd wynika ta potrzeba opowiedzenia mi czegoś śmiesznego, może ludzie szukają jakiegoś potwierdzenia, że są zabawni? Sam nie wiem.
  • Każda grupa zawodowa ma swój kod. Ostatnio miałem kontakt ze scenarzystami. Oni wszyscy są tacy sami: unikają publicznych wystąpień, mają podobne fryzury i okulary, noszą skórzane kamizelki i raczej nie przejmują się wyglądem. Dziennikarze też zresztą są niechlujni.
  • Kochanowski pisał: „Widział kto poetę trzeźwego? Nie wymyśli taki nic mądrego”. Pozwoliłbym sobie polemizować. W każdym razie ja kładąc się spać, myślę sobie o skeczu, zapisuję sobie jakieś pomysły i dopiero potem przepisuję do komputera.
  • Mamy po prostu nieustającą erekcję twórczą. Musimy z siebie to wyrzucić. Poza tym nie chce nam się grać cały czas tego samego. Ciągle mamy nowe pomysły, dlaczego więc z tego nie korzystać?
    • Opis: na pytanie, dlaczego mają tak dużo skeczy, w porównaniu do innych kabaretów.
    • Źródło: Wywiad, 2008
  • Najpiękniejszą parą powinien być facet i baba. I już. A może warto nagrodzić jakiegoś aktora, który żyje z jedną i tą samą żoną przez całe życie.
    • Opis: o plebiscycie „Najpiękniejsza para w Polce” wg tygodnika „Gala”, na którym wybrano parę Tomasza Raczka i Marcina Szczygielskiego.
    • Źródło: dziennik.pl
  • Najśmieszniejsze jest to, że zarząd TVP ma się zająć zbadaniem tego, czy ona przekroczyła granice dobrego smaku. Ale jak telewizja zaprasza do programu o największej oglądalności w sobotę Dodę, to na co liczy? Że co ona będzie robić?
  • To nie tolerancja, tylko lans. Dobry skutek uboczny jest taki, że TVP zrezygnowała z tych wszystkich „Gal” i „Viv”, które są wyłącznie aktem zbiorowego onanizmu zachwyconych sobą celebrytów. A ja przecież jestem tolerancyjny. Nie chcę nikogo zakuć w dyby, ale żeby od razu specjalnie to promować?
    • Opis: o plebiscycie „Najpiękniejsza para w Polce” wg tygodnika „Gala”, na którym wybrano parę Tomasza Raczka i Marcina Szczygielskiego.
    • Źródło: dziennik.pl
  • Trzeba powiedzieć, żeby ludzie chodzili na kabarety, bo kabaret istnieje tylko z widzem. Telewizja nie przekazuje tej energii, która istnieje na prawdziwej scenie, w kontakcie artysty z widzem. Każdy, kto był pierwszy raz na kabarecie, mówił mi, że odkrył go na nowo.

O Robercie GórskimEdytuj

  • (...) trudną sytuacją jest wspólna scena z Robertem Górskim. Górskiego nazywamy „Walcem". On jest jak burza. Bardzo lubię Górala, ma niesamowity talent, dużo pisze, jest bardzo kreatywny, ale w serialu jest jak walec, nie patrzy na innych. W Spadkobiercach trzeba współpracować, takie są reguły. Rzucasz coś, ktoś ci odpowiada. Nie ma pośpiechu.
  • Na scenie jest jak rekin, który czując krew, nigdy nie odpuści swej ofiarze, w życiu jest podobnie, ale robi to w taki sposób, że nikt nie ma mu tego za złe.
    • Autor: Marcin Wójcik
    • Źródło:"Jak zostałem premierem”, 2012
  • Nazywamy Roberta kieszonkowym prowokatorem. Najczęściej przywdziewa maskę cynika, co przy jego nadinteligencji wygląda nadzwyczaj przekonująco. Ze swadą godną Che Guevary głosi najbardziej rewolucyjne, obrazoburcze i prowokacyjne opinie. I tak do momentu, kiedy spotka kogoś, kto taki system wartości wyznaje naprawdę. Wtedy w sekundę wycofuje się w okolice tradycyjnych, konserwatywnych poglądów poczciwego mieszczanina, do których w rzeczywistości jest mu najbliżej.
    • Autor: Rafał Zbieć
    • Źródło:"Jak zostałem premierem”, 2012

Zobacz teżEdytuj