Otwórz menu główne

Indianie

grupa etniczna zamieszkujące obydwie Ameryki
Brazylijscy Indianie

Indianie – najliczniejsza i najbardziej zróżnicowana z trzech grup ludności tubylczej zamieszkujących oba kontynenty amerykańskie, obejmująca setki ludów, plemion i grup o bardzo różnym charakterze i stopniu rozwoju.

  • Anglicy nie potrafili zniewolić Indian, nie byli też w stanie z nimi żyć, postanowili zatem ich eksterminować. (…) Czy wszystkie te oszustwa i rozlew krwi – począwszy od Kolumba, poprzez Cortésa i Pizarra, po Purytanów – były konieczne w ramach postępu ludzkości na drodze od dzikości do cywilizacji? Czy Morision (popularny amerykański historyk, autor prac o Kolumbie) postąpił słusznie, przykrywając historię ludobójstwa ważniejszą historią ludzkiego postępu? Zapewne można przedstawić jakiś przekonujący argument na poparcie tej tezy – podobnie postąpił Stalin, mordując chłopów w imię industrializacji Związku Radzieckiego, podobnie postąpił Churchill, uzasadniając bombardowania Drezna i Hamburga, podobnie postąpił Truman, usprawiedliwiając Hiroszimę. Jak jednak można dokonać oceny korzyści i strat, jeśli informacje o stratach się przemilcza albo jedynie wzmiankuje na marginesie? (…) Populacja Indian, mocno rozproszona na ogromnych obszarach obu Ameryk, w czasie wyprawy Kolumba liczyła około siedemdziesięciu pięciu milionów ludzi, z czego prawdopodobnie dwadzieścia pięć milionów ludzi na kontynencie północnym.
    • Autor: Howard Zinn, Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś, tłum. Andrzej Wojtasik, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, s. 41, 47–48.
    • Zobacz też: ludobójstwo, postęp
  • Być Indianinem we współczesnej Ameryce to w bardzo realnym sensie – być nierealnym i ahistorycznym.
  • Czyż nie jest wartym utrwalenia coś z naszego indiańskiego ducha demokracji, w którym Ziemia – nasza matka – była wolna dla wszystkich i nikt nie dążył do poniżenia lub zniewolenia swojego sąsiada?
  • Długa jest lista okrucieństw, jakich dopuściła się ludzkość wobec samej siebie; niejeden naród cierpiał z powodu wygnania. Jednak na żaden inny lud nie miało ono równie druzgocącego wpływu, jak na Indian żyjących we wschodniej części kontynentu. Indianie byli uwrażliwieni na wszelkie aspekty swego naturalnego otoczenia. Zamieszkiwali otwartą przestrzeń. Znali każde okoliczne bagno, każdą polanę, każde wzgórze, każdą skałę, każde źródło i każdy potok tak dobrze, jak może je znać jedynie myśliwy. Nigdy do końca nie pojęli zasady ustanawiającej prywatną własność gruntów – było to dla nich czymś równie niepojętym jak prywatna własność powietrza – lecz kochali swoją ziemię bardziej, niż był ją w stanie pokochać jakikolwiek właściciel. Czuli się jej częścią, jak skały i drzewa, zwierzęta i ptaki. Ich ojczyzna była świętą ziemią, godną czci jako miejsce spoczynku kości ich przodków i stanowiącą naturalne sanktuarium ich religii. Indianie wierzyli, że jej wodospady i grzbiety górskie, jej chmury i mgły, jej doliny i łąki zamieszkują liczne duchy, z którymi pozostawali w codziennym kontakcie. To właśnie z tej obmywanej deszczami krainy lasów, strumieni, jezior – do której przynależeli dzięki tradycji swoich przodków i własnym aspiracjom duchowym – Indianie zostali wygnani na suche i bezdrzewne równiny położone daleko na zachodzie, w bezludne rejony znane pod nazwą Wielkiego Amerykańskiego Pustkowia (Great American Desert).
  • Gdybyśmy przyjęli ducha Indian, to zasoby Ziemi nigdy nie uległyby wyczerpaniu i zapanowałby trwały pokój.
    • Autor: John Collier, amerykański uczony
    • Źródło: Howard Zinn, Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś, tłum. Andrzej Wojtasik, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, s. 52.
    • Zobacz też: Ziemia, pokój
  • Historycznie, wszyscy Indianie byli marginalizowani, politycznie zwalczani, kulturowo alienowani, społecznie znienawidzeni i deprecjonowani. Z tego powodu organizujemy się, aby nikt nie był marginalizowany i eksploatowany. Równość i poszanowanie praw człowieka to dla nas sprawa priorytetowa.
  • Indianin nigdy nie upiększa. Opisuje świat takim, jakim go widzi. Ale nikt inny na całym świecie nie potrafi świata bardziej u d r a m a t y z o w a ć. Indiańskie Opowieści ociekają krwią, której było raptem dwie krople, ciągną się miesiącami, które naprawdę trwały tylko kilka dni, przerażają śmiertelnie, choć to nie był żaden potwór tylko stary wyleniały jaguar, lekko kulawy i ślepy na jedno oko.
    Dlaczego?
    Nie wiem. Po tylu latach spędzonych wśród Indian ciągle nie wiem. I wciąż próbuję zgłębić tę Tajemnicę.
  • Jestem Indianinem i choć dużo nauczyłem się od cywilizacji, to nigdy nie zatraciłem indiańskiego poczucia sprawiedliwości i zdolności odróżniania dobra od zła. Jestem za rozwojem i postępem na drodze społecznej i duchowej, a nie na drodze handlu, nacjonalizmu czy wydajności.
  • Kiedy Indianie polują, wcale nie zależy im na zatruciu zwierzęcia (którego mięso będą przecież potem jeść) – chodzi tylko o to, żeby zwierzę padło z drzewa lub przestało uciekać.
  • Nawet sami Indianie nie są w stanie ustalić, co ich łączy ze stworzeniem, które dla białych antropologów jest tzw. „prawdziwym Indianinem”. Dlatego niektórzy zaczynają uważać, że są jedynie cieniami mitycznego Superindianina.
  • Nic tak nie doprowadza mnie do rozpaczy jak opinia, że tubylczy mieszkańcy tego kontynentu nie mają poczucia humoru i skłonności do zabawy. Nie sądzę, żebym gdziekolwiek, poza ogniskami Indian, słyszał prawdziwie serdeczny śmiech. Humor indiański składa się zarówno z gestów i modulacji głosu, jak i ze słów, i tak naprawdę jest nieprzetłumaczalny.
  • Nie zapomnijmy, że nawet najbardziej współczesnym myślicielom, którzy dostrzegają majestat i wielkość naturalnego prawa, nauka nie może wyjaśnić wszystkiego. Wszyscy i tak musimy stanąć przed największym cudem – źródłem i podstawą życia. To najwyższa tajemnica, która jest esencją wiary i bez której nie może być żadnej religii. W obliczu tej tajemnicy wszyscy winni przyjąć taką postawę jak Indianin, który dostrzega z lękiem Boskość w całym stworzeniu.
  • Niektórym wydaje się, że wciąż jesteśmy nieokrzesanymi dzikusami, żyjącymi z polowań lub przydziałów, ale tak naprawdę my, Siuksowie, już teraz jesteśmy praktycznie w pełni wyposażeni w oręż cywilizowanego życia.
  • Obcowanie z Indianami jest jak gra w „Chińczyka” – nie wolno się irytować. Trzeba zaakceptować. Takimi, jacy są – z ich tajemniczą logiką „dzikich ludzi”. Oni to samo robią wobec nas – akceptują niezrozumiałe. (I uśmiechają się wtedy jak psychiatrzy na widok ciężkich przypadków.)
  • W imię Boga popełniono wiele poważnych grzechów przeciwko rdzennym mieszkańcom Ameryki. Uznali to moi poprzednicy, powiedziała to CELAM, Rada Biskupów Ameryki Łacińskiej, i ja też pragnę powiedzieć. Tak jak święty Jan Paweł II – cytuję jego słowa – proszę, aby Kościół „uklęknął przed obliczem Boga i błagał o przebaczenie za dawne i obecne grzechy swoich dzieci”. I chcę wam powiedzieć, chciałbym to stwierdzić bardzo jasno, tak jak to uczynił Jan Paweł II: pokornie proszę o przebaczenie, nie tylko win samego Kościoła, ale także przepraszam za zbrodnie przeciwko ludności tubylczej podczas tak zwanego podboju Ameryki.
  • W więziach społecznych tubylców musi być coś wyjątkowo pociągającego i znacznie lepszego od wszystkiego, czym my sami się szczycimy, bowiem tysiące Europejczyków stało się Indianami, nie ma zaś choćby jednego przypadku, aby któryś z Indian został z własnego wyboru Europejczykiem.
    • Autor: Hector St. John de Crèvecœur
    • Źródło: Letters from an American Farmer (1782); cyt. za: Howard Zinn, Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś, tłum. Andrzej Wojtasik, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, s. 92.
  • Z Indianami jest tak, że bardziej cenią przyjaźń, męstwo, odwagę, dobrą Opowieść, zabawę i wspólny śpiew niż góry złota. O ile nasz świat byłby lepszy, gdyby więcej jego mieszkańców myślało tak jak Indianie.
  • Żywy Indianin poganin jest zawsze lepszy niż martwy Indianin chrześcijanin.

Zobacz też: