Otwórz menu główne

Artystka wędrownapowieść obyczajowa Moniki Szwai z 2005 roku.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.

Wypowiedzi postaciEdytuj

AdelaEdytuj

  • A Burak nam tłumaczy w przerwach między jednym kęsem bułki a drugim, że to posępna projekcja męskiego szowinizmu na coś tam, nie zapamiętałam na co. I że nie powinnyśmy zapominać – ja i moje drugie wcielenie, Ryszarda Zygmund z Gdańska (brzydsza ode mnie, starsza, gorzej śpiewa i ma w głosie kozie bobki) – że jesteśmy jako Leonora kobietą zależną we wszystkim od mężczyzn, przez co od razu mamy gorzej w życiu i nie możemy same osobie decydować – i właśnie jako wyraz tego naszego uzależnienia i poddaństwa mamy te straszne kiecki z żaglowego płótna.
  • A jak dyrygent wykazuje talent, to solistom rosną skrzydła.
  • Co do Furman, to nie mam pojęcia, czy ona jest z telewizji, czy też nie. Ale nie martw się, jeśli ją widziałaś i nie zapamiętałaś, bo ona jest absolutnie nie do zapamiętania – jak większość telewizyjnych prezenterek, będących plastikowym produktem epoki Barbie. Zapewne odkąd ukończyła lat osiem, nikt nie widział jej bez pełnego makijażu.
  • Coś w tym jest – przez kilka miesięcy na morzu można albo zgłupieć, albo przeciwnie – poszerzyć sobie te horyzonty, przeczytać milion książek i wysłuchać miliona płyt.
  • (…) jak ktoś się wybiera do baletu, to musi mieć warunki, nie może mieć krzywych nóg ani być tłustym kurduplem. Ale do śpiewania – proszę bardzo! Można mieć zero głosu, wystarczy CHARYZMA, kurza jej twarz!
  • (…) jak śpiewam, to nie piję! A jak już się napiłam, to nie śpiewałam, bo jak piję, to nie śpiewam.
  • (…) jeśli się rozsądnie gospodaruje głosem, to nam tego głosu starczy do późnej starości.
  • (…) kobietą wszak należy się opiekować!
  • Na razie będę wjeżdżać wasągiem, a w każdym razie czymś, co scenograf uznał za ideę wasągu. I śpiewać pół arii, bo dyrektor z kolei uznał, że całej naród może nie wytrzymać. Jak Boga kocham.
  • Nie poprawiaj mnie, proszę, zamierzam dziś pisać niegramatycznie, czasem lubię sobie dla rozrywki poseplenić, a seplenić na piśmie się nie da. Będę seplenić umysłowo.
  • (…) nikt ci tyle szczęścia nie da, co pijany ortopeda.
  • No coś ty, jak to sobie wyobrażasz? Że dzwonię do obcego, starszego faceta, którego widziałam raz w życiu i pytam: panie, jak tam pańska prostata?
  • Obejrzałam się w lustrze. Wyglądam jak nieboszczka, na której cześć to requiem zaśpiewam osobiście.
  • Oszczędzając pracę żony, jedz gotowe makarony.
  • Pani Profesor, ja nie mogę do pani dzwonić, bo jak dzwonię, to się automatycznie wyrażam strasznie po prostu, a wiem, że tego pani nie pochwala, więc wolę pisać, bo na piśmie to mi takie wyrazy przez usta nie przechodzą.
  • Piękna nasza Polska cała, kurza jej twarz.
  • Schabowy jest mi niezbędny do uprawiania sztuki. Próbowałam kiedyś przejść na wegetarianizm i od razu dostałam chrypy. Prawdopodobnie w wyniku galopującej anemii.
  • Subtelne amantki nie jedzą szarlotki ani krokiecików, tylko żyją powietrzem oraz miłością.
  • Sytuacja jego mać – zacytowałam drwiąco Młynarskiego, ale przecież Radek nigdy w życiu nie słuchał Młynarskiego, więc nie chwycił, tylko pewnie znowu pomyślał, że jestem wulgarna; widać to było po skrzywieniu tych jego klasycznie wykrojonych warg.
  • (…) uważa, że te wszystkie nuty, wyciągi i partytury, nad którymi pracuję, to jakieś cholerne kłębowisko niezrozumiałych robaczków!
  • (…) zamówiłam więc sobie barszcz z kołdunami i dużą golonkę. Wowa spojrzał na mnie z lekkim przerażeniem, widocznie jego zdaniem soprany tyle nie jedzą.
  • Znowu się zastanawiam, dlaczego ci od oper uważali, że amant ma być zawsze tenorem, a jak świnia, to baryton albo bas. Dla mnie prawdziwy mężczyzna śpiewa barytonem.

WiktoriaEdytuj

  • – A ty nie masz żadnej żony? – wyrwało mi się nietaktownie. Może ma właśnie trzecią albo uciekł od czwartej? Kiedy mi się język wreszcie wyparzy?
  • Byłam w Danii kilka razy i wiem, że to, co pisała pani Chmielewska o urodzie Dunek, to czysta prawda.
  • Cholera na cholerę, zacholerowana. Tak klęła jedna moja stara ciocia-babcia, której brzydsze słowo nie przeszłoby przez usta, a która musiała się czasem wyładować, bowiem w czasie wojny przeszła Ravensbrück i nerwy miała w strzępach.
  • Dobry mąż to skarb żony. Nie, to było jakoś inaczej, już wiem: dobra żona mężowi korona. No cóż, czasy się zmieniają.
  • I taki facet się marnuje bezżennie.
  • Kiedy chłopu przestaje zależeć na kobiecie? Kiedy ma na oku drugą.
  • (…) Maciuś natychmiast po wyjściu Tosi odśpiewał swoją zwykłą arię na jeden silny głos niemowlęcy.
  • (…) moje nowe sąsiadki, dwie siostry-florystki (zabawnie to brzmi – zupełnie jak nazwa jakiegoś egzotycznego zakonu, ale one po prostu są siostrami, te kwiaciarki) układają najpiękniejsze bukiety na świecie.
  • Mam trzy latka, trzy i pół, jaram trawę, bo mam dół. Żeby była lepsza fazka, to zarąbię sobie kwaska.
    Tego wierszyka nauczył mnie Paweł, operator, ten wysoki, łysy. Czasami mam ochotę zastosować go do siebie – wierszyk, nie Pawła.
  • Może wszystkie żony w jakiś czas po ślubie robią się koszmarnymi babami?
  • Najgorsze są głupie myśli. Głupie myśli polegają na tym, że są głupie, nie poddają się żadnej racjonalnej analizie, głupie są i już. A jakie upierdliwe, jak się strasznie czepiają człowieka i nie chcą go opuścić, Boże święty!
  • Nie wiedziałam, że Tosca miała jakieś imię. Tosca to Tosca! Ale dobrze, niech ci będzie Floria.
  • Obie z Kasią spojrzałyśmy na Arnego jak na cielę o dwóch głowach.
  • Obśmiał mnie, bo prawie że bałam się ruszyć małego z beta, wziął go na swoją wielką dłoń i przerzucił na drugą wielką dłoń. Jak kotlet. Omal nie umarłam, Maciek natomiast był zachwycony.
  • (…) od dawna już świat widzę w formacie trzy na cztery, a ostatnio szesnaście na dziewięć.
  • Ona nie zasługuje na żadne prezenty, z wyjątkiem torby z bombą zdalnie odpalaną.
    • Opis: o Ewelinie Proszkowskiej.
  • Przed chwilą przyszła Tosia i powiedziała, że czegoś nie rozumie. Dzwonił jakiś pan – powiedziała. Zawiadomił ją, że na piątek umawia się na czwartek. Będzie na pewno. Czy pani coś z tego rozumie?
    Pewnie, że rozumiem. Pan Napiontek w czwartek przyśle swoich fachowców (…).
  • Przytuliłam Maćka, co, jak zwykle, poskutkowało. To jednak jest cudne, że mama przytuli i troski znikają. Od niedawna w zasadzie jestem mamą i wciąż odkrywam takie różne cuda.
  • Seks to seks. Hormony to potęga.
  • To zdumiewająca rzecz, ta muzyka (…). Tak naprawdę jej nie ma. Bo przecież te wszystkie nuty to nie muzyka. Ona jest przez chwilę, staje się rzeczywistością i przemija. Czysta metafizyka. Przed chwilą świat był piękniejszy.
  • Witek w mundurze znowu stał się jakby nieco bardziej oschły. Widocznie mundur zobowiązuje.
  • Wprawdzie ona wygląda jak wachmistrz Luśnia, ale chyba wie, co robi.
  • Z tego, co wiem o psach, teriery to wariaty.

TymonEdytuj

  • A jak lepiej poznasz Wikę, nie będziesz jej proponował likierów. Przecież to porządny człowiek i na dodatek dziennikarka.
  • Daj mi synka (…) i bierz się do tej renowacji oblicza, bo nie zdążysz.
  • Do opery albo się chce, albo się nie chce (…).

KatarzynaEdytuj

  • A skąd ja mogę wiedzieć, czy jesteś dobrą żoną? Sama zawsze uważałam się za całkiem niezłą, ale mój mąż prawie od początku miał inne zdanie. Nie wiem w ogóle, jakim cudem mieliśmy dzieci. I dlaczego wytrzymałam z nim czterdzieści trzy lata? Poczekam do złotych godów i się z nim rozwiodę.
    • Opis: do Wiktorii.
  • Artystka to osoba wykonana ze stali zbrojonej, ugiąć się nie da, a złamać to już na pewno nie!
  • Niech się pani za bardzo nie przywiązuje do cudzych mężów, choćby to miało być przywiązanie wyłącznie przyjacielskie. Ja tam jestem starej daty i nie wierzę w platoniczną przyjaźń męsko-damską.

FrancEdytuj

  • Dzieci to cholerna komplikacja. Dopóki nie ma dzieci, jesteśmy panami siebie.
  • Szczerość nie jest opłacalna. Nigdy, zapamiętaj sobie.

Inne postacieEdytuj

  • A artystka powinna kwiaty dostawać przy każdej okazji i biez okazji też. Sto lat temu tobie by wielbicjele konie z karety wyprzęgali i cjebje na ramionach nosili przez całe miasto, ale nie te czasy, ljudzi teraz nie doceniają artistów.
    • Postać: Wowa
    • Zobacz też: kwiaty
  • Jego się raczej nie da zepsuć, bo on jest głupcoodporny.
  • Perfekcja musi kosztować (…).
    • Postać: Ewelina Proszkowska
    • Zobacz też: perfekcja
  • (…) średnia wieku dziennikarzy to jest pięćdziesiątka.
    • Postać: Karol Kazubek
  • – Życie bez muzyki to jakaś niedorzeczność – powiedział, a ja byłem zachwycony głębią jego stwierdzenia, ale mi uczciwie objaśnił, że to nie jego złota myśl, tylko Nietzschego.
  • Nasz programowiec to jest dupa z rączką. Z przeproszeniem za niewyszukaną metaforyczność sformułowania. Ale pani naczelnej bardzo pasuje, bo ona lubi mieć decydujące zdanie w sprawach programu. Na którym się nie zna, notabene.
    • Postać: Ala Mierzyńska

DialogiEdytuj

  • – Czy ty może pamiętasz, jakie żarcie zaliczamy do afrodyzjaków? (…)
    – Viagrę – odpowiedział krótko i konkretnie.
  • – Ktoś ci musi uprzytomnić, że robisz w tej chwili życiowy błąd i chyba lepiej, że ja ci to powiem, niż miałby to zrobić ktoś złośliwy.
    – A jest u nas ktoś złośliwszy od ciebie? – zdziwiłam się spektakularnie, ale już było za późno.
  • – Robimy sekcję.
    – Zwłok? – zdziwiłam się nieinteligentnie.
    – Rytmiczną. Sekcję rytmiczną próbujemy. Gitara, bas i perkusja.
  • – Że co? Że nie lubisz Edyty? To po co się z nią żeniłeś?
    – Nie po co, tylko po pijaku. To się zdarza.

Zobacz teżEdytuj