Otwórz menu główne

Stanisława Leszczyńska

położna polska, Służebnica Boża Kościoła katolickiego
Stanisława Leszczyńska

Stanisława Leszczyńska (1896–1974) – polska Służebnica Boża, położna w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau.

  • Do maja 1943 roku wszystkie dzieci urodzone w obozie oświęcimskim były w okrutny sposób mordowane: topiono je w beczułce. Czynności tych dokonywały: Schwester Klara i Schwester Pfani.
  • Jeżeli w mej ojczyźnie – mimo smutnego z czasów wojny doświadczenia – miałyby dojrzewać tendencje skierowane przeciw życiu, to wierzę w głos wszystkich położnych, wszystkich uczciwych matek i ojców, wszystkich uczciwych obywateli, w obronie życia i praw dziecka.
  • Kobiety rodziły na piecu. Przeprowadziłam tam przeszło 3 tysiące porodów. Pomimo przerażającej masy brudu, robactwa, szczurów, pomimo chorób zakaźnych, braku wody oraz innych, nie dających się opisać okropności, działo się tam coś niezwykłego.
  • Niezmiernie liczne robactwo wszelkiego rodzaju wyzyskiwało swą biologiczną przewagę nad gasnącą żywotnością człowieka. Ofiarami stałej ofensywy robactwa i szczurów stawały się nie tylko chore kobiety, ale i nowo narodzone dzieci.
  • O pracy lekarzy w Oświęcimiu nie wspominam, gdyż to, co obserwowałam, przekracza moje możliwości wypowiedzenia się na temat wielkości lekarskiego powołania i bohatersko spełnionego obowiązku. Wielkość lekarzy, ich poświęcenie zastygły w źrenicach tych, którzy, udręczeni niewolą i cierpieniem, nigdy już nie przemówią. Lekarz walczył o życie stracone i za stracone życie poświęcał życie własne. Miał do dyspozycji przydział kilku aspiryn i wielkie serce. Tam lekarz pracował nie dla sławy, pochlebstwa czy zaspokojenia ambicji zawodowej. Pozostawał tylko lekarski obowiązek ratowania życia w każdym przypadku i w każdej sytuacji pomnożony przez współczucie dla człowieka.
    • Źródło: Raport położnej z Oświęcimia, „Przegląd Lekarski – Oświęcim”, 1965, nr 1, s. 104–106.
  • Spodziewająca się rozwiązania kobieta zmuszona była odmówić sobie przez czas dłuższy przydzielonej racji chleba, za który mogłaby, jak to powszechnie określano, zorganizować sobie prześcieradło. Prześcieradło darła na strzępy, przygotowując pieluszki i koszulki dla dziecka. Na oddziale brakowało wody, toteż pranie pieluszek nastręczało wiele trudności, zwłaszcza wobec surowego zakazu opuszczania bloku, jak i niemożności swobodnego poruszania się w nim. Wyprane pieluszki suszyły na własnych piersiach. Zasadą było, że dzieci nie otrzymywały żadnych przydziałów żywnościowych, nawet kropli mleka. Wysuszone głodem piersi matek drażniły tylko wargi noworodków.
  • Spośród bardzo wielu przeżytych tam tragedii szczególnie żywo zapamiętałam historię pewnej kobiety z Wilna, skazanej na Oświęcim za udzielenie pomocy partyzantom. Bezpośrednio po urodzeniu przez nią dziecka wywołano jej numer (numerem bowiem przywoływano więźnia). Poszłam ją wytłumaczyć lecz to nic nie pomogło, spotęgowało tylko gniew. Zorientowałam się, że wzywają ją do krematorium. Owinęła dziecko w brudny papier i przycisnęła do piersi... Usta jej poruszały się bezgłośnie, widocznie chciała zaśpiewać maleństwu piosenkę, jak to nieraz czyniły tam matki, nucąc swym maleństwom przeróżne kołysanki, którymi pragnęły im wynagradzać za dręczące je zimno i głód, za ich niedolę. Nie miała sił... nie mogła wydobyć głosu... tylko duże obfite łzy wylewały się spod powiek, spływały po jej niezwykle bladych policzkach, padając na główkę małego skazańca. Co było bardziej tragiczne, czy ta jednoczesna śmierć dwóch najbliższych sobie istot, czy też przeżywanie śmierci niemowlęcia, które ginęło na oczach matki, połączona ze świadomością pozostawienia na łasce losu jej żywego dziecka – na to trudno odpowiedzieć.
  • W obozie koncentracyjnym wszystkie dzieci – wbrew wszystkim przewidywaniom – rodziły się żywe, śliczne, tłuściutkie. Natura przeciwstawiając się nienawiści, walczyła o swoje prawa uparcie, nieznanymi rezerwami żywotności. Natura jest nauczycielką położnej. Razem z nią walczy o życie i razem z nią propaguje najpiękniejszą rzecz na świecie – uśmiech dziecka.
  • Wśród tych koszmarnych wspomnień snuje się w mej świadomości jedna myśl, jeden motyw przewodni. Wszystkie dzieci urodziły się żywe. Ich celem było żyć!

O Stanisławie LeszczyńskiejEdytuj

  • Jak się człowiek przebudzi, to zwykle udaje mu się trafić nogą tylko do jednego pantofla. Mamę jak wzywano w nocy, to często właśnie w jednym pantoflu wybiegała. I tak się też modliła do Matki Bożej: załóż, chociaż jeden pantofelek, ale przybądź z pomocą. Mama mówiła, że się nigdy nie zawiodła.
  • Kiedy doktor Josef Mengele krzyknął jej w twarz „Befehl ist Befehl!”, usłyszał ciche, ale równie stanowcze: „Nein”. Miała odwagę bezkompromisowo i z narażeniem własnego życia stanąć w obronie każdego nowonarodzonego w piekle Oświęcimia, bezbronnego życia. „Bo dzieci zabijać nie wolno, nigdy” – dodała po niemiecku. W obozie Auschwitz-Birkenau, gdzie wraz z córką spędziła 668 dni, od świtu do świtu z największym oddaniem i niepojętą cierpliwością pomagała dzieciom przychodzić na świat, a ich uwięzionym, upokorzonym matkom uśmierzała ból, tamowała łzy i krwotoki. W tym skrajnie upodlonym, brudnym, zawszonym, zziębniętym, pełnym chorób i głodu świecie, modląc się i w pełni rozumiejąc ważność ludzkiego istnienia, podnosiła je do rangi świętości – każdy poród otoczony był największą troską i fachową precyzją, każdy noworodek umyty, ochrzczony, z szansą na śmierć nie w „kuble z szajsą”, jak rozkazywali niemieccy oprawcy, lecz u boku matki.
  • Mama wyszła z Oświęcimia nie jako bohaterka. Ona spełniła swój obowiązek. Była doradczynią, przywódczynią, słuchano jej. Ludzie się załamywali, a mama organizowała nabożeństwa. Także Żydówki przychodziły się modlić. Więźniarka Henia na znalezionym kartoniku narysowała Matkę Bożą Niepokalaną. I tak, w tajemnicy rozsiewano iskierki nadziei, otuchy. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała, że świętość polega na wypełnianiu swoich obowiązków. Mama to czyniła. Jej życie dowodzi, że nie ma takich warunków, w których można zmusić kogoś do zabicia dziecka, nawet w obozie śmierci. Gdy mama spotkała się po latach w Warszawie z dziećmi, które przyjęła na świat w obozie, to powiedziała, że to był jeden z najszczęśliwszych dni w jej życiu. Jak mnie proszą, bym mówił o mamie, to traktuję jej postać jako pretekst, by mówić o dramacie dziecka. Mama zawsze była przeciw aborcji. Broniła bezbronnych dzieci.
  • Nawet w piekle Oświęcimia uczyła miłości do nieprzyjaciół. Jej dobroć udzielała się innym. Tworzyła się nić życzliwości. Przestawało się myśleć o ratowaniu tylko własnego życia.
  • Niewidzialny Bóg objawia światu swoją wolę i działa poprzez znaki i ludzi. Takim znakiem jest dla nas nasza parafianka, sługa Boża Stanisława Leszczyńska. Dzisiaj przypada 37. rocznica jej śmierci, dlatego we wspólnej modlitwie zanosimy błagania o rychłe włączenie jej do grona błogosławionych, aby była dla wierzących wzorem i przykładem ofiarnej postawy w obronie życia ludzkiego.
  • Pani Leszczyńska była wzorem. Tam, gdzie ludzie wielcy i dorośli przestawali być ludźmi, chęć przeżycia obozu mroziła ich serca, ona, drobniutka, słaba kobieta była siłaczem dobra.
  • Porody odbywały się na przewodzie kominowym. Leżał na nim tylko czarny, cienki koc, aż drgający od wszy.(...) Ona cudów dokonywała, żeby w tym nieopisanym brudzie i smrodzie, gdzie roiło się od szczurów i robactwa, stworzyć nam ludzkie warunki. Pracowała przy nas dzień po dniu, noc po nocy. Czasem zdrzemnęła się na chwilę, ale zaraz zrywała się i biegła do którejś z jęczących. Co znaczyło móc liczyć na kogoś tam, w tym piekle, co znaczyło doznać czyjejś troski, opieki, serdecznej dobroci – wiedzą tylko ci, którzy tam byli. Ona ratowała nas i naszą wiarę. W Boga. W ludzi. I to było może ważniejsze niż chleb.
  • Przy niej człowiek był spokojny, nie czuł lęku. W czasie okupacji myślałem, że przy mamie bym się nie bał. To samo mówiły oświęcimianki, jej pacjentki. Mówiły też, że była aniołem. W niej była ogromna siła moralna. Była delikatna i mocna zarazem. Nigdy nie widziałem jej bezradnej. A co ona mogła mieć w Oświęcimiu: znalezione nożyczki, brud, szczury, czerwonkę, tyfus? Mama oddawała swój chleb i lekarstwa chorym. Prostymi słowami potrafiła dotrzeć do człowieka.
  • Stanisława otrzymała numer 41335 i od razu, zamiast rozpaczać, wzięła się do pracy, jaką znała i kochała. Aż do wyzwolenia obozu pełniła funkcję położnej, co Niemcy, brzydząc się niearyjskimi dziećmi, znajdowali jako bardzo przydatne. Porody umęczonych, wygłodzonych, przerażonych matek odbierane były w warunkach nieludzkich, w brudzie, na zimnie, wśród robactwa. Większość noworodków skazana była na natychmiastową śmierć. Dzieci odchodziły, wiele matek „poszło za nimi”... Stanisława Leszczyńska słynęła z tego, że kobiety, których porody nadzorowała, przedziwnym zrządzeniem nie miały nigdy żadnych zakażeń, pęknięć ani powikłań. Dzieci najsłabsze, skazane na śmierć przez choroby i głód (wynędzniałe kobiety nie miały pokarmu), umierały zawinięte w szmaty lub stare papiery w objęciach swych matek, w godności należnej człowiekowi, nie zaś, jak chciał tego Mengele i inne oświęcimskie bestie, w żeliwnym wiadrze na odpady.
  • W czasie II wojny światowej Leszczyńscy pomagali Żydom, organizując żywność i fałszywe dokumenty, co było powodem aresztowania przez gestapo Stanisławy oraz jej dzieci. Mężowi i najstarszemu synowi Bronisławowi udało się zbiec. Mąż Stanisławy choć uciekł gestapowcom, zginął w Powstaniu Warszawskim.
  • Z 18 na 19 stycznia 1945 r. przyszedł na blok porodowy SS-man i kazał wszystkim przygotować się do ewakuacji. Pani Leszczyńska ochrzciła szybko jeszcze kilkoro dzieci. Kobiety dobywały resztek sił, żeby tylko ustać na nogach. Było wśród nich wiele matek z maleńkimi dziećmi. Stały i czekały godzinami na mrozie, bez ubrania, w samych koszulach, z narzuconymi na plecy cienkimi, czarnymi kocami. Pocieszały się, że ewakuacja, to może jednak szansa ratunku. To była straszna noc. Najciężej chore i rodzące matki wiedziały, że muszą zostać. Bez nadziei przetrwania. Pani Leszczyńska, jej córka i doktor Konieczna zostały z nami. Bez wahania odrzuciły szansę ocalenia i pozostały z garstką bezbronnych do końca.