Otwórz menu główne
Samolot rządowy TU-154M

Smoleńskpolski dramat z 2016 roku z elementami thrillera w reżyserii Antoniego Krauzego, przedstawiający katastrofę samolotu prezydenckiego Tu-154 w dniu 10 kwietnia 2010 oraz związane z nią wydarzenia. Autorami scenariusza są Marcin Wolski, Tomasz Łysiak, Maciej Pawlicki i Antoni Krauze.

  • Jak nie Ameryka to kto nam zostaje? Niemcy? Anglia? Francja? Potrzebujemy silnego sprzymierzeńca.
    • Postać: amerykański naukowiec
    • Opis: w rozmowie z Niną i jej ojcem w USA.
  • Nie na Wawel! Wawel królom!
    • Postacie: demonstrująca młodzież
    • Opis: sprzeciwiając się pochowaniu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.
  • Nie wszystkie informacje, jakie docierały do nas wczoraj potwierdzają się. Kilkanaście godzin temu jeszcze mówiono, że ten samolot czterokrotnie próbował podchodzić do lądowania. Teraz wiemy, że tylko dwukrotnie. Ale na pełny raport o przyczynach katastrofy będziemy musieli jeszcze poczekać zapewne kilka dni bo fragmenty samolotu rozrzucone są na ogromnej przestrzeni.
    • Postać: dziennikarz TV
    • Opis: zaprzeczenie nieprawdziwej informacji o 4-krotnym podchodzeniu do lądowania i przekazanie kolejnej fałszywej informacji o 2-krotnym podejściu do lądowania Tu-154.
  • O jakiej awanturze? Przecież to wyście to tak opisali. To było na lotnisku, nie w powietrzu. Pilot, który odmówił lotu do Tbilisi dostał potem nawet order. Mój mąż spotkał się w tej sprawie z prezydentem i obaj ustalili, że na pokładzie samolotu rządzi niepodzielnie kapitan.
    • Postać: żona generała Andrzeja Błasika
    • Opis: do Niny o locie do Gruzji.
  • Perfekcyjne kłamstwo składa się z dwu rzeczy: pierwsza to kłamstwo główne. Musi być podane natychmiast po zdarzeniu, od razu. (…) Drugie powinno być klasyczną teorią spiskową, właściwie jej karykaturą, taki sen wariata. Na przykład: porwanie samolotu przez oddział z Afryki, wywiezienie pasażerów na Antarktydę, a tam – wystrzelanie. Ten sen wariata bardzo skutecznie uwiarygadnia kłamstwo główne.
    • Postać: ojciec Niny
  • Polacy naiwnie wierzą w szlachetną Amerykę.
    • Postać: ojciec Niny
  • Prawda ta ostateczna broń przeciw przemocy – zwycięża!
    • Postać: Prezydent Lech Kaczyński
    • Opis: fragment z przygotowywanego przemówienia do wygłoszenia w Katyniu.
  • Precz z krzyżami. Na stos z moherami!
    • Opis: jeden z transparentów wywieszanych przez przeciwników Lecha Kaczyńskiego.
  • Prezydent nie żyje? Jak to możliwe? Prezydent?
    • Postać: amerykański dziennikarz
    • Opis: oglądając wiadomości ze Smoleńska i Katynia w TVM-Sat w obecności m.in. Niny.
  • Proszę mi wierzyć. Kiedy dowódca załogi mówi: „Odchodzimy!” to nikt nie myśli o niczym innym tylko o tym, że „Odchodzimy” już, natychmiast, to działa jak automat. No chyba, że ktoś chce zejść poniżej wysokości decyzji ale wtedy nikt nie mówi „Odchodzimy!”.
    • Postać: Doświadczony pilot
    • Opis: do Niny.
  • Rosjanie wciąż nie oddali waszych czarnych skrzynek i wraku samolotu...
    • Postać: amerykański dziennikarz
    • Opis: w rozmowie z Niną w USA.
  • Rozmowy toczyły się na lotnisku na Krymie. A wy jak to pokazaliście? I o czym będziemy rozmawiać?
    • Postać: urzędnik prezydencki
    • Opis: do Niny o locie do Gruzji pięciu prezydentów z przesiadkami.
    • Zobacz też: Krym
  • Są ośrodki, które mocno pracują, aby nas – Polaków i Rosjan – podzielić jak nigdy dotąd.
    • Postać: ekspert TVM-Sat
    • Opis: wypowiadając się w telewizji na temat pojednania polsko-rosyjskiego.
  • Są żałośni… i groźni. Potrafisz to pokazać?
    • Postać: redaktor
    • Opis: do Niny, która przygotowała materiał o ludziach zapalających znicze ofiarom katastrofy smoleńskiej.
  • Skąd ty wiesz człowieku? Kto ci takie rzeczy wmontował do mózgu?
    • Postać: Długosz
    • Opis: do protestujących pod Wawelem oskarżających prezydenta.
  • Słuchajcie! Ruskie „załatwiły” „Kaczora”!
    • Postać: sprzedawca na targu
    • Opis: po tragedii w Smoleńsku. Słyszy to kupująca Nina
  • Sprowadzasz go do 50 metrów.
    • Postać: dowódca w rosyjskiej wieży lotów lotniska Smoleńsk
    • Opis: do podwładnego żołnierza na wieży lotów.
  • Tak jak kłamstwo katyńskie było fundamentem PRL-u, tak prawda o Katyniu jest fundamentem wolnej Rzeczypospolitej.
    • Postać: Prezydent Lech Kaczyński
    • Opis: fragment z przygotowywanego przemówienia do wygłoszenia w Katyniu.
    • Zobacz też: PRL
  • Ten lot był dla męża wyjątkowy. Miał przyjąć Komunię świętą w intencji naszego krewnego policjanta zamordowanego w Twerze. Nie jest więc możliwe by spożywał alkohol. Mój mąż ten wyjazd przeżywał podniośle i dlatego meldował prezydentowi osobiście o gotowości wylotu. Był człowiekiem honoru. A polski rząd powinien bronić godności oficerów. Protestuję przeciw bierności rządu.
    • Postać: żona generała Andrzeja Błasika
    • Opis: na konferencji prasowej.
  • To nie jest sprawa wiary. Wierzą ci, którzy znali odpowiedź zaraz po katastrofie. Ja chcę wiedzieć co na to współczesna nauka. Nie – wierzyć, tylko wiedzieć. Sprawdzić wszystko.
    • Postać: ojciec Niny
    • Opis: do Niny.
  • Tu się nic nie zgadza. Ja nawet nie wiem kogo pochowałam. Nie dostałam protokołu sekcji.
    • Postać: Rodzina ofiary
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.
  • Ty też jesteś zadżumiona chorobą smoleńską? Dziennikarzy obowiązuje pewien etos, kurwa.
    • Postać: redaktor
    • Opis: do Niny, kiedy przyniosła mu ona niewygodne materiały.
  • W World Trade Center skrzydła samolotów przebiły masywne stalowe konstrukcje jak gorący nóż masło. Polacy naprawdę wierzą, że brzoza zniszczyła taki wielki samolot?
  • Widziałem jak przyjechał prezydent. Generał złożył uroczysty meldunek. Obok niego stał dowódca Tupolewa. Ja zwróciłem stewardessie ten płaszcz. Nikt tam się nie kłócił. Po co tak zmyślać?
    • Postać: kierowca generała lotnictwa
    • Opis: do Niny zarzucając jej kłamstwo.
  • Zabijano ich wcześniej skrępowanych, strzałem w tył głowy, tak by krwi było mało.
    • Postać: Prezydent Lech Kaczyński
    • Opis: o ofiarach mordu w Katyniu. Fragment z przygotowywanego przemówienia do wygłoszenia w Katyniu.
  • Zrzut zakończyłem. Odchodzę na wschód.
    • Postać: pilot rosyjskiego samolotu Ił, lecącego dwukrotnie nad lotniskiem Smoleńsk, krótko przed lądowaniem polskiego samolotu Tu-154.

DialogiEdytuj

Amerykański dziennikarz: Kiedy premier się wypowie?
Nina: Nie wypowie się. Jest na nartach w Dolomitach.

Nina: A pani mąż dużo pił?
Żona generała Andrzeja Błasika: Naprawdę wierzy pani w te brednie?

Doświadczony pilot: „Odchodzimy!” jest święte.
Nina: Ale nie „Odeszli”.
Doświadczony pilot: Nie „Odeszli”. I to właśnie nie daje mi spokoju.

Nina: A pan wie jak to było?
Długosz: Nie wiem. I kto wie? I wszystko jest niejasne. Ginie prezydent i tylu ludzi. I gdzie? I w jakich okolicznościach? I nie ma sprawy? Wszystko jasne? Już?

Rodzina ofiary 1: Dlaczego nie pozwolili otwierać trumien? Nie mogę sobie darować.
Rodzina ofiary 2: Przecież pani minister zdrowia powiedziała, że wszystko robili razem.

O SmoleńskuEdytuj

  • Ale pokazane w nim mechanizmy życia publicznego i tak wyglądają znajomo. Życie tu zresztą dopisało pendant. Oto po premierze filmu TVN wyemitowała na jego temat wypowiedź pilota Artura Wosztyla, jednego ze świadków katastrofy. Tyle że ów mężczyzna to nie był Wosztyl. TVN w swoim komunikacie zapewniał, że to pomyłka, ale po obejrzeniu Smoleńska trudno w tym przypadku oprzeć się skojarzeniom z działalnością TVM-Sat.
  • Dodatkowo – ponownie abstrahując od samej treści filmu – nawet tam gdzie pojawiają się pomysły – które mogłyby zostać doskonale wykorzystane do stworzenia pewnej wizji świata i wydarzeń – brakuje pazura, konsekwencji czy propagandowego wyrachowania. Wychodząc z kina towarzyszyło mi przekonanie, że gdyby część wątków już obecnych w filmie potraktować inaczej można byłoby stworzyć doskonałe dzieło propagandowe. W filmie poznajemy matkę bohaterki, która szybko staje się jedną z kobiet z Krakowskiego Przedmieścia, tych modlących się i przychodzących tam z potrzeby czuwania. Jak pięknie można byłoby tą postać napisać – pokazać jej przywiązanie i patriotyzm, zestawić z tym jak owe kobiety traktowano. Ale nie film nawet tu nie idzie – ot jest matka co wchodzi i wychodzi w zupełnie przypadkowych momentach.
  • Film – co chyba będzie najistotniejsze dla wielu widzów – zachowuje wierność faktom. Autentyczne są dialogi pilotów i obraz rosyjskich dezinformacji. Wbrew temu, co wysmoliła jakaś ignorantka w „Gazecie Wyborczej”, słowa pilotów Iła-76, którzy zrzucili nad lotniskiem tajemniczy ładunek, nie są „fikcyjne” (odsyłam do stenogramów). Prawdziwa w ogólnym zarysie jest historia wrzutki dotyczącej rzekomej kłótni kapitana Protasiuka z gen. Błasikiem – nawiasem mówiąc, do końca życia okrywająca hańbą niektórych dziennikarzy z „Gazety Wyborczej” i TVN. Zgodny z prawdą – niestety – jest tragiczny wątek dotyczący ofiar „seryjnego samobójcy”: gen. Petelickiego i chorążego Remigiusza Musia (technika pokładowego Jaka-40), a także prób pozbawienia życia lub zastraszenia por. Artura Wosztyla.
  • Film Antoniego Krauzego w zamierzeniu miał przypomnieć Polakom o pokładach fałszów towarzyszących tragedii. Niestety, widać już, że długo oczekiwane dzieło, które miało tylu wrogów, a ostatecznie najbardziej zaszkodzili mu przyjaciele, roli tej nie odegra. W zgodnej opinii recenzentów z różnych opcji nie ma w nim siły przekonywania nieprzekonanych. Jednak faktu, że w weekend otwarcia sale świeciły pustkami, nie wiązałbym z samym filmem i jego recenzjami. Najwyraźniej zainteresowanie tragedią sprzed sześciu lat wygasa. A próby uczynienia Smoleńska – z niedopowiedzianą, ale jednoznaczną sugestią zamachu – oficjalnym kultem państwowym, czego symbolem stało się nieszczęsne, z maniackim uporem podtrzymywane dopisywanie „poległych w Smoleńsku” do apeli na wszystkich możliwych uroczystościach, tylko ten proces przyspiesza.
    • Autor: Rafał Ziemkiewicz, Znikający Smoleńsk, „Do Rzeczy” nr 39/190, 25 września-2 października 2016, s. 63.
  • Mam wielką satysfakcję, że ten film został jednak pokazany, mimo tylu trudności. Przez jakiś czas miałem bowiem wrażenie, że nigdy nie ujrzy światła dziennego. Choć od premiery miał dość krótkie życie w kinach, bo był w nich pokazywany jedynie przez 1,5 miesiąca to pozostanie jednak pewnym świadectwem. Myślę, że taka jest jego rola. Może jeszcze przy okazji użycia tematu tragedii smoleńskiej ktoś zdecyduje się go pokazać. Na razie w styczniu mają ukazać się płyty DVD i Blu-ray, więc w pewnym sensie nadal dla ludzi zainteresowanych tematyką będzie on istniał.
  • Można dyskutować, na ile film Smoleńsk spełnia wymogi skończonego dzieła artystycznego. Silny jest przede wszystkim swoją tematyką. W latach 70. kino moralnego niepokoju ujawniało rozmaite patologie, o których wcześniej nie można było mówić. Smoleńsk jest dla mnie mniej przekonujący w diagnozie przyczyn katastrofy, a bardziej w pokazaniu mechanizmów wieloletniego kłamstwa: medialnych wrzutek, podawania nieprawdziwych informacji, niezauważania innych. W gruncie rzeczy to film o funkcjonowaniu mediów w Polsce od 2010 r. Z tego punktu widzenia jest niesłychanie ważny.
    • Autor: Piotr Zaremba, Film o mediach, „Idziemy” nr 38 (572), 18 września 2016, s. 54.
  • Na kimś, kto podejdzie do filmu bez uprzedzeń, nagromadzenie faktów na temat medialnych manipulacji, tajemniczych śmierci i naukowych ustaleń ws. katastrofy powinno zrobić wrażenie. Twórcom „Smoleńska” – producentom, reżyserowi, scenarzystom, aktorom, ekipie – należą się więc brawa: za odwagę, wytrwałość i odporność na ataki, których będą zresztą doświadczać na własnej skórze przez następne tygodnie.
  • Na szczęście tej jesieni w Gdyni objawił się również inny świat. Na pokaz Smoleńska prezentowanego poza konkursem przyszły tłumy, a Antoni Krauze długo zbierał gratulacje od zwykłych ludzi. Jako osobiście zainteresowany nie podejmuję się oceniania tego dzieła w kategoriach artystycznych, w historii polskiego filmu już teraz zapisał się jako dowód rzeczywistej odwagi i siły woli reżysera, dokument epoki, zrealizowany półkonspiracyjnie, wbrew władzy, krytykom i środowisku.
    • Autor: Marcin Wolski, Dwa światy, „Do Rzeczy” nr 40/191, 3–9 października 2016, s. 60.
  • Nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego dopuszczono do premiery dzieło tak chrome, nieudane i nieprofesjonalnie wykonane. Z bólem stwierdzam, że nic tu nie wyszło: ani scenariusz Marcina Wolskiego, Macieja Pawlickiego, Tomasza Łysiaka i Antoniego Krauzego, tonący w chaosie splątanych i nienazwanych z imienia wątków; ani przestraszona nadmiarem niejasności reżyseria Antoniego Krauzego, pozostająca w stanie permanentnego zachłyśnięcia i braku tlenu; ani pośpieszne, niedopracowane aktorstwo, chwilami przypominające scenki znane z telewizyjnego Magazynu Kryminalnego 997, w którym amatorzy odtwarzali przebieg krwawych zbrodni; ani praca kamery; ani niechlujna dokumentacja przebiegu całej historii. Smoleńsk nie jest filmem o tragicznym locie prezydenckiego samolotu na uroczystości w Katyniu. Nie jest też hołdem dla ofiar. Nie jest opowieścią o tych, którzy zmagają się z gwałtownym odejściem najbliższych, ani docu-dramą, opowiadającą nam minuta po minucie, co się wtedy wydarzyło.
  • Ostatecznie „Smoleńsk” powstał, jednak wcale nie było to łatwe, a ekipa co chwilę napotykała na nowe trudności. Pozostaje pytanie, dlaczego? Czemu próbowano utrudnić powstanie filmu poświęconego tak ważnej i aktualnej tematyce, w dodatku kręconego przez uznanego twórcę?
  • Po premierze filmu Smoleńsk w TVKura trwają gorączkowe poszukiwania znanych, niezwiązanych z kaczystami, ludzi ze świata polityki, kultury, sztuki i sportu, którzy chcieliby powiedzieć publicznie choć kilka pochlebnych słów o dziele Antoniego Krauzego. Sprawa nie jest prosta, bo trudno znaleźć takie osoby, a jeszcze trudniej nakłonić je do pochwalenia tego, zrobionego na zamówienie partyjne, produkcyjniaka. Mało kto chce, nawet za duże honorarium, zrobić z siebie wała i stać się pośmiewiskiem. Brak dobrych, przychylnych recenzji, pozytywnych opinii i komentarzy nie jest zjawiskiem pożądanym i oczekiwanym przez twórców filmu. Ale tak przecież czasem w tej branży bywa. Antoni Krauze jest dużym chłopcem, swoje lata ma, więc doskonale wie że gdy robi się obraz pod narzuconą z góry propagandową tezę, to musi wyjść z tego szmira, chała, gniot, cegła, produkt filmopodobny, na trzeźwo nie do obejrzenia. (…) Za komuny mieliśmy socrealizm. W kaczystowskiej Polsce jesteśmy świadkami narodzin pisrealizmu. Smoleńsk jest jego pierwszym filmowym dziełem!
    • Autor: Antoni Szpak, Telewizor pod gruszą, „Angora” nr 39 (1371), 25 września 2016, s. 38.
  • „Smoleńsk” Antoniego Krauze broni się na wielu płaszczyznach. Nawet wyśmiewana od dawna m.in. przez „Gazetę Wyborczą” finałowa mistyczna scena spotkania ofiar katastrofy z poległymi żołnierzami w Katyniu jest pozbawiona kiczu, którego się bardzo obawiałem. Zaskakująco pasuje do surowej, chłodnej dokumentalnej stylistyki Krauzego. Wspaniale wybrzmiewa też przejmująca muzyka Michała Lorenca, nadająca filmowi specyficznego klimatu. Cieszę się, że już wiekowemu Antoniemu Krauzemu udało się nakręcić solidny film.
  • Ten film był chyba najbardziej niezależny, ponieważ nie byliśmy zależni od nikogo, kto by nam coś próbował narzucać. Ogromnie dziękuję wszystkim instytucjom i osobom, które sfinansowały ten film. Dla mnie to było bardzo ciekawe doświadczenie, choć wiązało się z pewnymi perturbacjami, z kłopotami. Ale z drugiej strony, dzisiaj mogę szczerze powiedzieć: cośmy chcieli, tośmy zrobili.
  • Ten Smoleńsk Krauzego to bardzo dobry, ekscytujący film.
  • Tragedia smoleńska została nazwana przez premiera Tuska, tego samego dnia, największą tragedią Polski, Polaków po II wojnie światowej. Tak ją również odczułem i odczuwam do tej pory. A ponieważ długi czas razem z innymi Polakami byłem oszukiwany, wmawiano mi jakieś rzeczy nieprawdopodobne, wydawało mi się, że mam do czynienia z manipulacją, więc postanowiłem, że zrobię o tym film.
  • Tymczasem choć na pozór Smoleńsk składa się z tych samych elementów (jest tropiciel, rozmowy z informatorami, wszechobecna zmowa milczenia), u Krauzego na ekranie liczą się tylko te sceny, w których możemy pławić się w dosłowności. Wszystko inne zostało zaniedbane, potraktowane po macoszemu, zepchnięte do roli wypełniacza. Zasługujemy na więcej A szkoda. Bo i same wydarzenia z 10 kwietnia i zbudowane w oparciu o nie skonfliktowane mitologie zasługują na dobry film. Niestety, po obejrzeniu Smoleńska nikt nie zmieni zdania, nikt nie wyjdzie z kina z czymkolwiek innym niż niesmak lub tania satysfakcja (albo jedno i drugie). Ten film nie zmieni świata, bo pornografia jest bezpłodna.
  • Wespół z nadgorliwym twórcą koniecznie chcącym w filmie postawić zamachową kropkę nad „i” udało się skutecznie położyć całkiem nieźle pomyślany film na naprawdę ważny temat. Trudno jednak tłumaczyć to ludziom, którzy nie wierzą, że „doklejanie” apelu smoleńskiego do każdej historycznej rocznicy tylko szkodzi pamięci o Smoleńsku. Naprawdę, metoda na wcisk nie działa.
    • Autor: Kataryna, Film wczoraj widziałam…, „Do Rzeczy” nr 38/189, 19–25 września 2016, s. 99.
  • Wydawało mi się, że ten film musi się tak skończyć. Szukałem dla tego filmu tzw. szczęśliwego zakończenia. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że nie może tam nic być łatwego i przyjemnego, ale wydawało mi się po prostu, że tak się musiała ta historia zakończyć. Ci ludzie, którzy lecieli, żeby oddać hołd tym, których zamordowano 70 lat wcześniej, którzy zginęli, spotkali się razem, stąd to zakończenie.
  • Ze Smoleńskiem jest inaczej. To film obrazoburczy, kole w oczy prawdą, której warszawskie salony wolałyby nie pamiętać. I nie chodzi tu bynajmniej o postawioną przez reżysera tezę, że 96 pasażerów tupolewa zginęło w zamachu. (…) Są natomiast fakty, o które nie sposób się spierać. Chodzi o postawę Platformy Obywatelskiej i wspierających ją mediów (w filmie reprezentuje je telewizja o wdzięcznej nazwie TVM-Sat). Orędowały one za polsko-rosyjskim pojednaniem i w ramach tej inicjatywy przystały całkowicie na warunki, które w kwestii smoleńskiego śledztwa narzuciła Moskwa. Dziś ludzie, którzy straszą Polaków Władimirem Putinem, muszą się czuć nieswojo, gdy film Krauzego przypomina im, jak dali się ówczesnemu rosyjskiemu premierowi uwieść, a potem nie potrafili zareagować na zrzucenie przez MAK całej winy za katastrofę na pilotów tupolewa i generała Andrzeja Błasika.