Otwórz menu główne

Obóz zagłady w Bełżcu

niemiecki nazistowski obóz zagłady
Symboliczny ohel na terenie obozu w Bełżcu

Niemiecki Obóz Zagłady w Bełżcu (niem.: Sonderkommando Belzec der Waffen-SS, Belzec) – niemiecki obóz zagłady funkcjonujący od marca do grudnia 1942 roku. Obóz położony był na południe od wsi Bełżec, nieopodal linii kolejowej Lublin-Lwów.

Relacje naocznych świadkówEdytuj

  • Następnego dnia pojechaliśmy do Bełżca. Jest tam mała stacyjka na uboczu z dwiema rampami u podnóża wzgórza, na północ od drogi i linii kolejowej Lublin-Lwów. Na południe od stacji niedaleko głównej drogi, znajduje się kilka budynków opatrzonych wspólnym szyldem "Biura Waffen-SS-Belzec". Globocnik przedstawił mnie Hauptsturmführerowi SS Obermeyerowi, który pokazał mi instalacje. Tego dnia jeszcze nie było zgonów, ale w całej okolicy, nawet na głównej drodze, smród był okropny. Za małą stacją stał barak sporej wielkości, z szyldem nad drzwiami "Przebieralnia". Było w nim okienko podpisane "Kosztowności" oraz obszerne pomieszczenie z około setką krzeseł na których strzyżono ludziom włosy. Za tym pomieszczeniem było przejście, długie na 150 m, prowadzące do innego budynku. Przejście to otoczono drutem kolczastym z obu stron. Tablica informowała, że przejście to prowadzi do łaźni i do pomieszczeń z inhalacją. Przed nami stał budynek łaźni. Po lewej i prawej stronie łaźni znajdowały się kwiaty zasadzone w dużych betonowych donicach. Do budynku wchodziło się po kilku stopniach. Znajdowały się w nim trzy pomieszczenia po lewej i trzy pomieszczenia po prawej stronie. Pomieszczenia wyglądały niczym garaże o wymiarach 4 m na 5 m i wysokości 1,90 m. Z tyłu poza widokiem, były drewniane drzwi. Na dachu była namalowana węglem Gwiazda Dawida. Na przodzie budynku był napis Instytut Hackenholta. To było wszystko co widziałem tego dnia. Następnego dnia, kilka minut przed siódmą, powiedziano mi, że w ciągu 10 minut powinien przyjechać pierwszy pociąg. Kilka minut później przyjechał pociąg ze Lwowa. W pociągu było 45 wagonów bydlęcych z załadowanymi 6700 osobami, z których 1450 zmarło w trakcie podróży. Przez małe okienka zakratowane drutem kolczastym widziałem żółte, przestraszone dzieci, mężczyzn i kobiety.
  • Pociąg się zatrzymał. 200 Ukraińców przydzielonych do pracy na rampie, zaczęło otwierać drzwi wagonów na oścież. Następnie zaczęli wyganiać ludzi z wagonów uderzeniami batów. Później usłyszałem instrukcje wydawane przez megafony. Większość ściągnęła całą odzież przed barakiem, jedynie kilka osób rozebrało się wewnątrz. Pozbywali się wszystkiego, łącznie z protezami kończyn i okularami. Buty musiały być związane w pary za pomocą krótkiego sznurka przydzielanego przez małego czteroletniego żydowskiego chłopca. Wszystkie kosztowności i pieniądze oddawano przy okienku podpisanym "Kosztowności" bez wydawania jakichkolwiek dokumentów lub pokwitowań. Kobiety i dziewczyny później musiały iść obciąć włosy. Włosy ścinano jednym lub dwoma ruchami nożyczek. Ścięte włosy pakowano do dużego worka po ziemniakach, "aby zrobić coś specjalnego dla łodzi podwodnych – uszczelniać je i takie tam", Unterscharführer SS tak mi to wyjaśnił. Później rozpoczął się przemarsz: drut kolczasty z prawej i z lewej oraz dwa tuziny uzbrojonych w karabiny Ukraińców idących na tyłach. Szli, prowadzeni przez dziewczynę o ponadprzeciętnej urodzie. Stałem obok kapitana policji Wirtha przed komorami gazowymi. Mężczyźni, kobiety, dzieci, noworodki, ludzie z amputowanymi kończynami, całkiem nadzy, szli w naszą stronę. W rogu stał esesman, który monotonnym głosem przemawiał do tych biednych ludzi: "Nic się wam nie stanie. Musicie tylko głęboko oddychać, to wzmocni wasze płuca. Ta inhalacja jest konieczna z powodu różnych infekcji. Dezynfekcja jest dobra!" Kiedy ktoś pytał jaki czeka ich los, on wyjaśniał, że mężczyźni będą musieli oczywiście pracować, budując ulice i domy. Kobiety nie będą musiały pracować. Jeśli będą chciały, mogą pomagać w domu lub kuchni. Mała iskierka nadziei raz jeszcze pojawiała się przed tymi biednymi ludźmi. To wystarczało aby ci ludzie bez oporów przeszli do komór gazowych. Ale większość z nich rozumiała co się dzieje, przeczuwali przeznaczenie. Później wchodzili po kilku stopniach i zauważali prawdę. Opiekuńcze matki z noworodkami przy piersi, nagie; dzieci w różnym wieku, nagie. Wahali się, ale wchodzili do komór gazowych. Poruszali się naprzód w ciszy napierani przez ludzi z tyłu, którzy byli bici batem przez esesmanów. Żydówka w wieku około 40 lat z płonącymi oczyma, poprzysięgła zemstę za krew jej dzieci na rękach oprawców. Kapitan policji Wirth osobiście uderzył ją pięciokrotnie swoim batem, po tym zajściu w ciszy zniknęła w komorze gazowej..."
  • Umieraliśmy co dzień po trochu, wraz z całymi transportami ludzi, którzy przez krótką chwilę przeżywali jeszcze mękę złudzenia. Apatyczni i zrezygnowani, nie czuliśmy nawet głodu ani zimna. Każdy czekał na swoją kolej, wiedział, że musi zginąć i musi nieludzko się męczyć. Tylko kiedy słyszałem, jak dzieci wołały: Mamusiu! Ja przecież byłem grzeczny! Ciemno! Ciemno! – szarpało się w nas serce na strzępy. A później znowu przestawaliśmy czuć.
    • Autor: Rudolf Reder, ocalały więzień.
    • Źródło: Rudolf Reder, Bełżec, Kraków 1999 (cyt. za: Robert Kuwałek, Obóz zagłady w Bełżcu, Państwowe Muzeum na Majdanku, Lublin 2010, s. 150)
  • W Lublinie czekał na nas Gruppenführer SS Otto Globocnik, powiedział: "To jest jedna z największych tajemnic tutaj, a może nawet największa." Każdy kto o tym mówi zostaje natychmiast zastrzelony. Dwoje zbyt rozmownych ludzi rozstrzelano wczoraj. Później przedstawił nam sytuację na dzień 17 sierpnia 1942 roku na temat istniejących obozów:
  • Belzec, na trasie Lublin-Lwów w Radzieckiej strefie demarkacyjnej. Maksymalna wydajność na dzień: 15000 osób (WIDZIAŁEM TO!)
  • Sobibor, nie jestem zaznajomiony z obecną sytuacją, nie wizytowałem tego obozu. Maksymalna wydajność: 20000 osób na dzień
  • Treblinka, 120 km na północny wschód od Warszawy. Maksymalna wydajność na dzień: 15000 osób (WIDZIAŁEM TO!)
  • Majdanek, niedaleko Lublina, obóz widziałem w trakcie budowy

InneEdytuj

  • Bardzo pragnę, aby to miejsce upamiętniło męczeństwo ofiar i dar miłości tych, którzy nie pozostali obojętni na ich los.
    • Autor: Jan Paweł II
    • Opis: do uczestników uroczystości otwarcia Miejsca Pamięci na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady SS-Sonderkommando Belzec w Bełżcu.
    • Źródło: Pamiętajmy o ofiarach, dziennikwschodni.pl, 3 czerwca 2004
  • Choć nie jest to polskie dziedzictwo. To jest dziedzictwo pozostawione nam, na naszej ziemi, przez opętanych zbrodniczą ideologią Niemców. Skoro tak się stało, że te miejsca są u nas, jesteśmy zobowiązani do przypominania, co się tu zdarzyło i dbania o tę pamięć. Jesteśmy, można powiedzieć, przez Niemców napiętnowani takimi miejscami, my jako Polska, jako Polacy, ale nie uchylamy się od odpowiedzialności za upamiętnienie tych miejsc, za ich trwałe wołanie i to właśnie robimy.
  • Jesteśmy w miejscu, w którym w ciągu 10 miesięcy zgładzono co najmniej 434 tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci. Byli to głównie mieszkańcy południowo-wschodniej Polski, przedwojennych województw lubelskiego, lwowskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego i krakowskiego. Jesteśmy w miejscu, które po Treblince jest największym cmentarzyskiem polskich obywateli z okresu II wojny światowej, a zarazem trzecim co do wielkości cmentarzyskiem Holokaustu w całej Europie.
  • Nikt z Żydów, którzy wówczas jeszcze w większości łudzili się nadzieją, że wojnę uda się przeżyć mimo wszystko, nie przypuszczał, że zapadły już decyzje o totalnej zagładzie. Miejscem, gdzie miała się rozpocząć ta makabryczna operacja, był obóz zagłady w Bełżcu, którego budowę rozpoczęto 1 listopada 1941 r. Tam właśnie mieli być deportowani Żydzi z dystryktów lubelskiego, krakowskiego i galicyjskiego.
  • Stoimy w miejscu jednej z największych zbrodni w dziejach ludzkości, biorąc pod uwagę liczbę osób pomordowanych w tak niewielkiej przestrzeni i odstępie czasu.
  • Z całej grupy, która uciekła tej pamiętnej nocy z getta w Stanisławowie, przeżyliśmy tylko moja mamusia i ja. Nie wiedzieliśmy, że nasi najbliżsi mordowani byli w Bełżcu w tym samym czasie, kiedy nasz pociąg jadący do Warszawy mijał to miejsce (...). Po latach to miejsce nadal wieje grozą, ale przyjeżdżam tu by oddać hołd pomordowanym. Dziękuję, że pamiętacie o ofiarach tego strasznego miejsca, jakim był obóz zagłady w Bełżcu.
  • (...) zapamiętał z Bełżca żółty, cuchnący dym. Na 10 km było czuć i kobiety utykały okna latem, tak jakby ciągnął mróz. A to z wiatrem szedł smród z rusztów. Dzień za dniem myły okna, bo osiadał na nich tłuszcz i przezroczyste robiło się szare, jakby w południe przychodził zmierzch. Spalone włosy frunęły aż do Rawy Ruskiej.
    Niemcy tu eksperymentowali, by potem stworzyć perfekcyjnie działające Auschwitz. Bełżec jest ojcem wszystkich obozów śmierci.
    • Autor: Andrzej Stasiuk
    • Źródło: rozmowa Doroty Wodeckiej, Bo przecież Jezus był Polakiem, „Gazeta Wyborcza”, 3–4 sierpnia 2013.