Obóz zagłady w Bełżcu

niemiecki nazistowski obóz zagłady

Niemiecki Obóz Zagłady w Bełżcu (niem.: Sonderkommando Belzec der Waffen-SS, Belzec) – niemiecki obóz zagłady funkcjonujący od marca do grudnia 1942 roku. Obóz położony był na południe od wsi Bełżec, nieopodal linii kolejowej Lublin-Lwów.

Symboliczny ohel na terenie obozu w Bełżcu

Relacje naocznych świadkówEdytuj

  • Umieraliśmy co dzień po trochu, wraz z całymi transportami ludzi, którzy przez krótką chwilę przeżywali jeszcze mękę złudzenia. Apatyczni i zrezygnowani, nie czuliśmy nawet głodu ani zimna. Każdy czekał na swoją kolej, wiedział, że musi zginąć i musi nieludzko się męczyć. Tylko kiedy słyszałem, jak dzieci wołały: Mamusiu! Ja przecież byłem grzeczny! Ciemno! Ciemno! – szarpało się w nas serce na strzępy. A później znowu przestawaliśmy czuć.
    • Autor: Rudolf Reder, ocalały więzień.
    • Źródło: Rudolf Reder, Bełżec, Kraków 1999 (cyt. za: Robert Kuwałek, Obóz zagłady w Bełżcu, Państwowe Muzeum na Majdanku, Lublin 2010, s. 150)
  • W Lublinie czekał na nas Gruppenführer SS Otto Globocnik, powiedział: „To jest jedna z największych tajemnic tutaj, a może nawet największa.” Każdy kto o tym mówi zostaje natychmiast zastrzelony. Dwoje zbyt rozmownych ludzi rozstrzelano wczoraj. Później przedstawił nam sytuację na dzień 17 sierpnia 1942 roku na temat istniejących obozów:
  • Belzec, na trasie Lublin-Lwów w Radzieckiej strefie demarkacyjnej. Maksymalna wydajność na dzień: 15000 osób (WIDZIAŁEM TO!)
  • Sobibor, nie jestem zaznajomiony z obecną sytuacją, nie wizytowałem tego obozu. Maksymalna wydajność: 20000 osób na dzień
  • Treblinka, 120 km na północny wschód od Warszawy. Maksymalna wydajność na dzień: 15000 osób (WIDZIAŁEM TO!)

InneEdytuj

  • Bardzo pragnę, aby to miejsce upamiętniło męczeństwo ofiar i dar miłości tych, którzy nie pozostali obojętni na ich los.
    • Autor: Jan Paweł II
    • Opis: do uczestników uroczystości otwarcia miejsca pamięci na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady SS-Sonderkommando Belzec w Bełżcu.
    • Źródło: Pamiętajmy o ofiarach, dziennikwschodni.pl, 3 czerwca 2004
  • Choć nie jest to polskie dziedzictwo. To jest dziedzictwo pozostawione nam, na naszej ziemi, przez opętanych zbrodniczą ideologią Niemców. Skoro tak się stało, że te miejsca są u nas, jesteśmy zobowiązani do przypominania, co się tu zdarzyło i dbania o tę pamięć. Jesteśmy, można powiedzieć, przez Niemców napiętnowani takimi miejscami, my jako Polska, jako Polacy, ale nie uchylamy się od odpowiedzialności za upamiętnienie tych miejsc, za ich trwałe wołanie i to właśnie robimy.
  • Jesteśmy w miejscu, w którym w ciągu 10 miesięcy zgładzono co najmniej 434 tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci. Byli to głównie mieszkańcy południowo-wschodniej Polski, przedwojennych województw lubelskiego, lwowskiego, stanisławowskiego, tarnopolskiego i krakowskiego. Jesteśmy w miejscu, które po Treblince jest największym cmentarzyskiem polskich obywateli z okresu II wojny światowej, a zarazem trzecim co do wielkości cmentarzyskiem Holokaustu w całej Europie.
  • Nikt z Żydów, którzy wówczas jeszcze w większości łudzili się nadzieją, że wojnę uda się przeżyć mimo wszystko, nie przypuszczał, że zapadły już decyzje o totalnej zagładzie. Miejscem, gdzie miała się rozpocząć ta makabryczna operacja, był obóz zagłady w Bełżcu, którego budowę rozpoczęto 1 listopada 1941 r. Tam właśnie mieli być deportowani Żydzi z dystryktów lubelskiego, krakowskiego i galicyjskiego.
  • Stoimy w miejscu jednej z największych zbrodni w dziejach ludzkości, biorąc pod uwagę liczbę osób pomordowanych w tak niewielkiej przestrzeni i odstępie czasu.
  • Z całej grupy, która uciekła tej pamiętnej nocy z getta w Stanisławowie, przeżyliśmy tylko moja mamusia i ja. Nie wiedzieliśmy, że nasi najbliżsi mordowani byli w Bełżcu w tym samym czasie, kiedy nasz pociąg jadący do Warszawy mijał to miejsce (…). Po latach to miejsce nadal wieje grozą, ale przyjeżdżam tu by oddać hołd pomordowanym. Dziękuję, że pamiętacie o ofiarach tego strasznego miejsca, jakim był obóz zagłady w Bełżcu.
  • (…) zapamiętał z Bełżca żółty, cuchnący dym. Na 10 km było czuć i kobiety utykały okna latem, tak jakby ciągnął mróz. A to z wiatrem szedł smród z rusztów. Dzień za dniem myły okna, bo osiadał na nich tłuszcz i przezroczyste robiło się szare, jakby w południe przychodził zmierzch. Spalone włosy frunęły aż do Rawy Ruskiej.
    Niemcy tu eksperymentowali, by potem stworzyć perfekcyjnie działające Auschwitz. Bełżec jest ojcem wszystkich obozów śmierci.
    • Autor: Andrzej Stasiuk
    • Źródło: rozmowa Doroty Wodeckiej, Bo przecież Jezus był Polakiem, „Gazeta Wyborcza”, 3–4 sierpnia 2013.