Krakowskie baśnie i legendy

Krakowskie baśnie i legendy: O Kraku, knieziu Łakocie i skarbach Jakuszka – zbiór opowiadań autorstwa Zdzisława Nowaka, po raz pierwszy wydane w 1993 roku.

Widok na Wawel z końca XVI wieku
Drzwi do Katedry wawelskiej
Smok wawelski
na XVI-wiecznej ilustracji

Uwaga: W dalszej części znajdują się cytaty ze szczegółami fabuły lub z zakończenia utworu.

Jak zacna pani majstrowa poradziła sobie z wawelskim smokiem

edytuj
  • – A po co mu piękna księżniczka? – zaprotestowała gwałtownie szewcowa. – Ja mu zupełnie wystarczę. Czyż nie tak, mężu mój ukochany?
  • Do złego sąsiada przywyknąć trudno. O tym wiedzą chyba wszyscy. Jednakże po tysiąckroć gorzej, gdy dokuczliwym sąsiadem zostanie nie człowiek, ale potwór okrutny.
  • – Książę miłościwy, czy wiesz już, którą z naszych dzieweczek oddamy potworowi na początek? – pierwszy, zgodnie z przywilejem wieku, odezwał się Gdulo Krwawy Ząb. I nie czekając na odpowiedź, stuletni staruch zaproponował: – Może wójtową Darkę? Myślę, że od zwierzchności iść winien dobry przykład dla innych.
  • – Nie ma już smoka! Zginął! – zawołał w tym samym momencie książę Krak. – Dziś na śniadanie zeżarł barana nadziewanego piekącą gorczycą i smołą, a także siarką żarzącą się w brzuchu. Ażeby ugasić żar i okrutne pragnienie, potwór musiał stoczyć się do wody, gdzie pił ją, pił, aż wypił pół rzeki. I pękł od niej jak kozi pęcherz dmuchany nadmiernie. Wiwat!
  • – Niechaj będzie, jako powiadacie – zgodził się książę z wyraźną ulgą. – Jednakże przysługa bez wdzięcznej nagrody pozostać nie może.
  • Nikt, ale to zupełnie nikt, nawet najwięksi podwawelscy mędrkowie nie mieli pojęcia, kiedy straszliwy smok pojawił się po raz pierwszy w jaskini nad Wisłą. Wiedzieli jeno, że pewnego dnia po szalejącej burzy wylazł z pieczary na Wawelskim Wzgórzu i zaryczał głosem, od którego najdzielniejszym z wojów księcia Kraka nogi ugięły się w kolanach, jakby nie z twardej kości były, lecz z podgniłego tataraku, na plecach zaś wystąpiła gęsia skórka.
  • Pewnie chcielibyście wiedzieć, dlaczego dawne baśnie o podwawelskim smoku uważamy za niezbyt sprawiedliwe? Ano dlatego, że z upływem czasu zapomniał o głównych bohaterach owych niezwyczajnych wydarzeń.
  • Zwierz z pazurami ostrzejszymi od rycerskich mieczy i z ogonem łamiącym najtęższe dęby w borze. Pojedynczy ryk niosący się ze smoczej jaskini oznajmiał odtąd mieszkańcom zamku oraz grodu, że potwór właśnie otworzył ślepia i gramoli się z legowiska, by nowe udręki nieść okolicy.

Niezwykłe dzieje kniezia Łakoty, Dziewony i zmyślonego Glana

edytuj
  • Dopiero, kiedy wojowie stracili pięknolice z oczu, rozwiązały się męskie języki.
  • Niestety, tak to już bywa na tym nie najlepiej urządzonym świecie, że szczęście człowiecze nie zawsze zależy od czyichś dobrych życzeń.
  • Tymczasem Walko Jastrzębczyc, najstarszy z całej trójki, a zatem i najbardziej uodporniony na porywy serca, chichocząc zanucił:
    Tu wyżyna, tam dolina,
    A w środku jagrest.
    Miałem ci ja piękne dziewczę,
    To mi ją pies zagryzł!

O tym, jak piękna Golankówna przywróciła życie Czarnej Nodze

edytuj
  • Jak świat światem dziewczyny zawsze były i zawsze będą ciekawe innego życia i innych ludzi.
  • Niestety, tak to już bywa na tym przedziwnie przez bogów urządzonym świecie, że prawdziwa bieda zwykle sama nie chadza, parami wędrować lubi albo nawet caluchną gromadą.

Komu czarci oddadzą to, co raz zabrali?

edytuj
  • Jeszcze i teraz ludziska marzący o wielkich bogactwach usiłują grzebać na dzisiejszym Zrabiu, w tym co pozostało z dawnego myślenickiego grodu. Naturalnie nadal bez powodzenia. No, bo czy czarci oddadzą komukolwiek coś, co teraz sobie zdołali przywłaszczyć?
  • O roku 1259 gadać można rozmaicie. Wszystko zależy jednak od tego, kto mówki i gdzie mówi. Jedno wszakże jest pewne: w księstwie krakowsko-sandomierskim rok ów rozpoczął się źle, bardzo źle, kończył zaś stokroć gorzej, niźli zaczął.

Grota króla Łokietka

edytuj
  • Kiedy dotarli na skraj boru, książę Władysław wskazał ręką za siebie i powiedział do Gostka:
    – Za dobre uczynki godzi się płacić taką samą monetą. Dlatego to miejsce za prawdziwie ojcowską opiekę każę nazwać Ojcowem, zaś wieś, którą cię nagrodzę, nazwiesz Pająkami.

Piętka króla Kazimierza

edytuj
  • Nieznajomy wędrowiec, który maszerował drogą od strony Krakowa, do bogaczy nie należał. Łatwo to było poznać po dziurawej koszuli, poszarpanym kaftanie, połatanych portkach i po chodakach z surowej wołowej skóry.
  • Osłupiały tłuścioch rozpoznał w królu nieznajomego biedaka, którego przed tygodniem mógł poczęstować kromką chleba z masłem i kiełbasą, ale nie poczęstował. Dopiero teraz przypomniał sobie, co słyszał na rynku w Krakowie: król Kazimierz w ubogim przebraniu nieraz wędruje po kraju, aby poznać życie zwykłych ludzi. Szkoda, że w tamto gadanie nigdy nie wierzył. Z wielkiego strachu zaniemówił na amen.
  • – Oto moja podzięka za tamtą piętkę chleba, dzielny kmieciu. Piętka za piętkę.
    – Ależ to nie piętka, najmiłościwszy panie – zaprotestował Bartek i pochylił się królowi do kolan. – To przecie cały bochen. (...) Wystarczy nam z Maryjką i z dzieciskami na caluchny tydzień. Albo i na dwa.
    – A może nawet i na dłużej. Na rok, dwa, pięć, a kto wie, czy nie na dziesięć lub dwadzieścia – roześmiał się król Kazimierz.
    Dopiero po tygodniu Bartek Sierota i jego Maryjka zrozumieli, co król miał na myśli (...) W bochnie prądnickiego chleba natrafili bowiem na nadzienie: wypisz wymaluj taką samiuśką piętkę (...). Tyle, że ta królewska była nie z czerstwego chleba, ale z najszczerszego złota.

Kiedy zmartwychwstanie sprawiedliwość w Osieku?

edytuj
  • Jedynym echem wydarzeń sprzed stuleci są dawne powiedzenia, które zachowały się wśród przysłów. Pierwsze: „Osiecka sprawiedliwość” (co powiadamy wówczas, gdy trzeba się odwoływać raz, drugi i trzeci, by wreszcie otrzymać sprawiedliwy wyrok.) Drugie: „Sprawiedliwość w Osieku znajdzie się, ale dopiero wtenczas, jak jej wprzódy solidnie podzwonić”.
  • Niedaleczko od Krakowa, oj,
    Stała góra tam zamkowa, oj,
    Na niej kościół murowany, oj,
    Nie miał okien, drzwi ni ściany, oj,
    Wielkie tam się cuda działy, oj,
    Drzwi się same otwierały, oj,
    Same dzwony tam dzwonił, oj,
    Bo dziad ciągnął z całej siły, oj,
    Stał się cud pewnego razu, oj,
    Przemówił dziad do obrazu, oj,
    A obraz doń ani słowa, oj,
    Taka była ich rozmowa, oj, oj, oj!
  • Sprawiedliwość działa na podobieństwo październikowego słońca: kiedy jest, grzeje nawet przy wczesnych mrozach, a kiedy jej nie ma, ziębi człeka nawet pośród najgorętszego popołudnia.

Zasłużona nagroda Krzycha Szafrańca

edytuj
  • – Kilka dusz więcej, kilka mniej na tym lichym świecie... Czy ma to dla kogokolwiek jakieś znaczenie, hę?
  • – Nasz pan miałby łgać? – wykrzyknął. – To wykluczone, zacny mości wójcie. Albowiem uczciwy jest jako anioł z ołtarza kościoła Świętej Elżbiety. Przysięgam!
  • Nie od dzisiaj i nie od wczoraj wiadomo każdemu, kto potrafi myśleć, iż nadmiar bogactwa wypacza charaktery, niszczy w ludziach to, co jest w nich najcenniejsze: szlachetne serca, rozsądek i człowiecze sumienie.
  • – Zemsta jest rozkoszą bogów. Tak przynajmniej powiadali starożytni filozofowie, mędrcy znający i nauki, i życie. Dopiero dziś się przekonałem, że mieli świętą rację.

Jakuszek, strzegący skarbów alchemika Krzysztofa

edytuj
  • Gdzieś tam w głębi, ze dwa albo i trzy piętra pod dostojnym Krakowem, kryją się też ogromne skarby alchemika i czarnoksiężnika Krzysztofa, pilnie stróżowane przez niezbyt groźnego diabła Jakusza. Dobrze je musi strzec kusy, skoro do dziś nikt – oczywiście poza kuchareczką Malwineczką żyjącą za panowania króla Zygmunta Starego i królowej Bony – trafić nijak nie może.
  • – Obejdzie się! Zbytek łaski! Niepotrzebne mi twoje durnowate paciorki! – warknął czart i błyskawicznie naciągnął kubrak na głowę, zupełnie jakby chciał osłonić się przed mokrym kropidłem. Długo nie trwało, bo wnet oprzytomniał.
  • Złe duszyska łatwo nie ustępują.

O Mućku i Bućku, dwóch wołach kleparskich

edytuj
  • Ile liści na kapuście, ile bab jest na odpuście,
    Ile mrówek w stogu siana, ilu śpiochów zaśpi z rana,
    Ile ropy w brudnej ranie, ile cegieł w Barbakanie,
    Ile złości w starym capie, ile pcheł się nie wyłapie,
    Ile wody w chrzczonym mleku, ile grzechów bywa w człeku,
    Ile kolców mają róże, ile wiedźm na Łysej Górze,
    Ile w tłustym leszczu ości, ile w psich marzeniach kości,
    Ile w beczce słonych śledzi, ilu łotrów w piekle siedzi,
    Ile liter na papierze, ile urząd podatków zbierze,
    Ile kropel wpada w morze, tyle szczęścia daj wam, Boże!

Kosztowna pomyłka rajcy Kwasigrocha

edytuj
  • Czarnowłosa zakręciła się żywo na srebrnym obcasie, przytupnęła zgrabną nóżką i zaśpiewała:
    Czesałam się grzebykiem,
    Czesałam się szczotką,
    Smarowałam gębuś miodem,
    Żebym miała słodką.
  • Rumianolica stanęła przed imci Kwasigrochem, ujęła się pod boki i zaśpiewała na krakowską nutę:
    W moim ogródeczku
    Kwitną tulipany.
    Gdzieś mi się zapodział,
    Panie mój kochany?

O tajemniczej księdze mistrza nad mistrzami

edytuj
  • – Co? Przynieśliście tutaj sławną księgę cudów? „Liber magnus” mistrz Twardowskiego? – zadumiał się Marcinek. – Tylem o niej różnych różności słyszał, alem jej jeszcze nigdy nie widział na własne źrenice. Pokażcie, bardzo proszę, niechaj wreszcie obaczę, co kryje w środku.
  • – Jeśli ta księga jest równie hojna jak i bogata, z pewnością wyczaruje mi pieniędzy tyle, że do końca żywota nic nie będę robić. Palcem nie ruszę, będę jeno leżeć na atłasowej pierzynce opychając się czosnkową kiełbasą z pszennym chlebem i z kiszonymi ogórkami.

Zobacz też

edytuj