Feliks Konarski

polski poeta, muzyk, aktor

Feliks Konarski (pseud. Ref-Ren; 1907–1991) – polski poeta, pisarz, aktor, pieśniarz, piłkarz.

Feliks Konarski z prawej, Elżbieta Niewiadomska (w środku). Występy Czołówki Rewiowej Ref-Rena dla żołnierzy 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa, (1944-1946).

Poezje, pieśniEdytuj

  • Czerwone maki na Monte Cassino,
    Zamiast rosy piły polską krew...
    Po tych makach szedł żołnierz i ginął,
    Lecz silniejszy od śmierci był gniew!
    Przejdą lata i wieki przeminą,
    Pozostaną ślady dawnych dni!...
    I wszystkie maki na Monte Cassino
    Czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosną krwi!
  • I tylko pamięć została
    Po tej katyńskiej nocy…
    Pamięć nie dała się zgładzić,
    Nie chciała ulec przemocy.
    I woła o sprawiedliwość,
    I prawdę po świecie niesie…
    Prawdę o jeńców tysiącach
    Zgładzonych w katyńskim lesie!
    Aż z prawdy słuszność się zrodzi
    I wzniesie się dłoń sędziowska –
    I kata dosięgnie kara
    Jeśli nie ludzka – to Boska!!!
    • Opis: fragment wiersza pt. Katyń, datowany na 23 kwietnia 1965; przez wiele lat przypisywano Marianowi Hemarowi, autorstwo zidentyfikowano dopiero w 1991.
    • Źródło: Jerzy Roman Krzyżanowski, Katyń w literaturze. Międzynarodowa antologia poezji, dramatu i prozy, wyd. Norbertinum, Lublin 2002, ISBN 8372221243. s. 141–142.
  • Matko, któraś w posiołkach i łagrach Workuty
    Była łachmanem ludzkim z godności wyzutym,
    Niewolnicą, skazaną w skwarnym Kazachstanie
    Nie na śmierć lecz na długie, powolne konanie,
    Gdy cię wszy obłaziły i cynga cię żarła....
    Ty, która miałaś umrzeć – aleś nie umarła,
    Westchnij dzisiaj za Tego, co cię z tej niedoli
    Wywiódł wtedy i Siebie przyżyć ci pozwolił.....!

    Sieroto, strzępie ludzki, mała kreaturko,
    Szkieleciku, pokryty przeźroczystą skórką,
    Skazany na zagładę w syberyjskiej kniei,
    Mrący z głodu i zimna bez cienia nadziei
    Na przeżycie... Zmów pacierz za Tego, co wtedy
    Ciebie, abyś był półmartwy, wyciągnął z tej biedy
    I przywrócił do życia... Dziś Jemu potrzeba
    Twej modlitwy, by drogę ułatwić. Do nieba.

    Żołnierzu, zagubiony w azjatyckiej zimie,
    W odludnych tajgach Komi, w tundrach na Kołymie,
    Zniewolony, szkorbutem, próchnicą przeżarty...
    Pomódl się dziś za Tego, który dłońmi swemi
    Wyprowadził cię wtedy z tej nieludzkiej ziemi
    Poniżenia i brudu, hańby i zgnilizny,
    Byś mógł stanąć na nowo w służbie dla Ojczyzny...!
  • Tej nocy zgładzono wolność
    W katyńskim lesie…
    Zdradzieckim strzałem w czaszkę…
    Pokwitowano Wrzesień…
    Związano do tyłu ręce,
    By w obecności kata,
    Nie mogły się wznieść błagalnie
    Do Boga i do świata.
    Zakneblowano usta!
    By w tej katyńskiej nocy
    Nie mogły wołać o litość
    Ni wezwać znikąd pomocy.
    W podartym jenieckim płaszczu
    Martwą do rowu zepchnięto
    I zasypano ziemią
    Krwią na wskroś przesiąkniętą.
    By zmartwychwstać nie mogła,
    Ni znaku dać o sobie
    I na zawsze została
    W leśnym katyńskim grobie.
  • Zoperowali mapę, nie widząc krwi,
    Lancetem z Lublina…
    A za dwa miesiące i kilka dni
    Rocznica Monte Cassina…!
    • Opis: wiersz Jałta jako protest przeciwko ustaleniom konferencji Wielkiej Trójki w Jałcie.
    • Źródło: Feliks Konarski, culture.pl

PiosenkiEdytuj

  • A ten jeden, co był chudy
    A ten drugi, co był rudy
    I gorzałę bez umiaru lubił chlać
    A ten trzeci ciągle dym wypuszczał z fajki
    Gdy kompanom opowiadał różne bajki
    A ten czwarty był obdarty
    Miał do góry nos zadarty
    Szelma chciałby tylko ciągle w kości grać
    A ten piąty był najmłodszy
    Jego całus był najsłodszy
    A te ślepia jak dwa węgle takie miał.
  • Jóźku, wracaj dó domu,
    ta zastanów się raz.
    Chiba komu, jak komu,
    ali tobi już czas.
    Jóźku, słuchaj si taty,
    miglanc w nocy ma spać.
    Jóźku, wracaj do chaty
    i do łóżka si kładź.
  • Kropla wina w kieliszku wspomnieniami się skrzy
    Przypomina o latach młodości
    Kiedy człowiek był czuły na jaśminy, na bzy
    Kiedy marzył o pierwszej miłości
    W sercu tysiąc miał pragnień w głowie jedną miał myśl
    Był szczęśliwy w majowe wieczory
    Gdy się zwierzał z kłopotów przed księżycem, a dziś
    Starszy Pan, nie wypada, I’m sorry.
  • Kto nad Wisłą się urodził,
    Tego nie zadziwi świat,
    Kto po polskiej ziemi chodził,
    Ten ją kocha rad nie rad.
    A gdy los cię z niej wygoni,
    Choćbyś był o tysiąc mil,
    Tęsknisz do niej, myślisz o niej,
    Do ostatnich chwil.
  • Pan Antoni na harmonii
    Rach-ciach-ciach, rach-ciach-ciach
    Polkę gra dla Apolonii
    Rach-ciach-ciach, rach-ciach-ciach
    I tak słodko wzdycha do niej
    Rach-ciach-ciach, rach-ciach-ciach
    Zakochany pan Antoni
    Rach-ciach-ciach, rach-ciach-ciach.
  • Przez sześćdziesiąt dni, przez sześćdziesiąt nocy złych,
    nie żałując krwi, będziesz bronił zgliszczy tych,
    aż nadejdzie dzień, że zrozumie świat
    za coś walczył, za coś padł...
    Warszawo! Wymawiam Twoje imię święte
    i w oczach błyszczą łzy, i sercem targa ból,
    i widzę mury Twe krwią żywą przesiąknięte,
    a w murach tych karabin, w którym nie ma kul.
    Warszawo! Twe wielkie serce w gruzach leży.
    A jednak bije wciąż i wciąż ze śmierci drwi.
    I każdy Polak wie, i każdy Polak wierzy,
    Że ta, co nie zginęła
    Wyrośnie z twojej krwi.
  • Przez żołądek do serca
    Mówi stare przysłowie
    Prawda ta jest przestrogą dla dam
    Bo w miłości, niestety
    Moi mili panowie
    Każdy z was jest i był taki sam
    Każdy z was chciałby kochać
    Lecz nie lubi być głodny
    Obojętne czy hrabia, czy stróż
    Jeden przepis jest na to
    Od x lat niezawodny
    Przez żołądek do serca i już.
  • Świat... świat... wielki jest świat,
    A droga jest ciężka i długa.
    Idą chłopcy szlakiem krwawym,
    Do dalekiej, do Warszawy,
    Raz... dwa... lewa... prawa...
    Coraz bliżej jest Warszawa!
    A Warszawa tęskni. A Warszawa czeka,
    Kiedy przyjdą chłopcy malowani,
    Chłopcy w Warszawie zakochani!
  • Ta joj! Ta Lwów! Kochany Lwów
    Ta joj, ta przeci tak maleńku sercu trzeba
    Ta joj! Ta Lwów! Cacany Lwów!
    I milion lwowskich gwiazd na tle lwowskiego nieba
    Tu słonko lśni, tam wschodzi nów
    I człowiek czuje się i wesół jest, i zdrów
    Co chcesz, to myśl, co chcesz, to mów
    A całe życie przed oczami widzisz Lwów.
  • Zagraj Antoś tango, goście tańczyć chcą
    Tak jak ty to umiesz, tak ze łzą.
    Gdy ci łza na skrzypki padnie, wtedy grasz o wiele ładniej
    Graj dopóki w modzie tanga są
    Zagraj Antoś tango, przecież umiesz grać
    Nie chcesz chyba o też porze spać
    Na zegarze piąta rano, a ty minę masz zaspaną
    Zagraj Antek, daj o sobie znać.
  • Znowu idę Alejami
    A na przedzie on z kwiatami
    Już podchodzi, nucąc tak:
    Umówiłem się z nią na dziewiątą
    tak mi do niej tęskno już...

InneEdytuj

  • Aż przyszły dni, kiedy "Czerwone maki" stały się piosenką zakazaną. […] Charakterystyczne dla tych dni były dwa zdarzenia, o których opowiedzieli mi, względnie niedawno, dwaj naoczni świadkowie. […] Pewien młody człowiek wrócił po większej bibce do domu późnym wieczorem. Ponieważ "ubaw był nie z tej ziemi", więc młody człowiek ochoczo podśpiewywał sobie na głos różne melodie. W pewnej chwili zaczął nucić "Czerwone maki". Coraz głośniej, coraz szczerzej. Nie zważając na otwarte okno. Ulicą przechodził milicjant. Usłyszał. Młody człowiek tej nocy już nie spał w domu. Drugie zdarzenie miało charakter bardziej groteskowy. Na Mariensztacie obchodzono jakąś wojskową rocznicę. Urządzano jakąś akademię ku czci... Był zespół aktorski i był muzyk. Akordeonista, Żyd. Jednym z numerów programu była wiązanka piosenek żołnierskich. Akordeonista grał ze słuchu. Bez nut. W pewnym momencie zaczął grać "Czerwone maki". Natychmiast zjawił się jeden z organizatorów akademii, który podbiegł do muzyka i z oburzeniem zawołał: – Czy pan zwariował?... Co pan gra?... Tu?... Na żołnierskiej akademii?... Akordeonista ze spokojem odpowiedział: – A pod Cassinem kto się bił? Chińczyki??? I grał dalej.
  • Ludzie dzielą się na takich, co czują więcej lub mniej. Myślę, że należę do tych pierwszych – z natury jestem romantykiem.
  • Napisałem w swoim życiu ponad dwa tysiące piosenek. Były wśród nich wesołe i sentymentalne, z sensem i bez sensu, dobre i złe, wartościowe i nijakie. Niektóre z dnia na dzień stawały się piosenkami popularnymi – inne przemijały bez echa... Jedna tylko potrafiła w tak szybkim czasie przełamać wszystkie istniejące na świecie bariery i granice, i połączyć rozrzuconych po najdalszych zakątkach ziemi Polaków: piosenka "Czerwone maki na Monte Cassino".
  • Położyłem się na łóżku i zamknąłem oczy, zapadłem w półsen. I właśnie wówczas, nagle zaczęły mi się układać pierwsze linijki tekstu »Czy widzisz te gruzy na szczycie / Tam wróg twój się ukrył jak szczur / Musicie, musicie, musicie / Za kark wziąć i strącić go z chmur«. […] Zanotowałem dwie zwrotki i zaraz potem, w środku nocy obudziłem Fredka (Alfreda Schütza). Byłem jak w gorączce. Pokazałem mu tekst i kazałem pisać muzykę. On patrzył się na mnie jak na wariata, ale usiadł przy pianinie i… zaczęła układać się melodia – powstawała bardzo szybko i jakby bardzo naturalnie. Wkrótce potem obudziłem resztę zespołu i jeszcze w nocy zrobiliśmy pierwszą próbę… Można by zatem powiedzieć, że »Czerwone maki« zakwitły w nocy.
  • Śpiewając po raz pierwszy "Czerwone maki" u stóp klasztornej góry, płakaliśmy wszyscy. Żołnierze płakali z nami. Czerwone maki, które zakwitły tej nocy, stały się jeszcze jednym symbolem bohaterstwa i ofiary – i hołdem ludzi żywych dla tych, którzy przez miłość wolności polegli dla wolności ludzi.
  • Zawsze bardzo starałem się, aby w moich piosenkach było nie tylko dużo ciepła i melodyjności, ale także sensu i prostoty, która najszybciej trafia do słuchacza.

O Feliksie KonarskimEdytuj

  • Konarski to talent całkiem samorodny. Nie studiował nigdy muzyki, grał na instrumentach ze słuchu. Pociąg do sceny miał od dzieciństwa. Już w gimnazjum polskim w Kijowie był prezesem kółka dramatycznego, choć wielu starszych dryblasów w służbie Melpomeny przerastało go wiekiem. Zbiegłszy pieszo w 1921 roku z Kijowa, gdzie pozostali rodzice, Konarski dotarł do Warszawy i tu dopiero zdał maturę i zapisał się na uniwersytet. Ale nauka mniej go pociągała od muzyki i sceny. Zaczął komponować piosenki, sam sobie wtórując na banjo. Pierwszy podał mu rękę Konrad Tom, unieszczęśliwiając zresztą Konarskiego na całe życie wyborem pseudonimu.