Dekomunizacja

Dekomunizacja – postulat zgłaszany przez antykomunistyczne ugrupowania polityczne w różnych krajach postkomunistycznych (Polska, Czechy, Węgry); jednym z elementów dekomunizacji miałoby być systemowe zerwanie z komunistyczną przeszłością poprzez rozliczenie polityczne, historyczne i prawne dawnych przywódców.

  • Byliśmy, Wysoka Izbo, zawsze za rządem szerokiej koalicji, ale jeśli koledzy z Kongresu Liberalno-Demokratycznego, z Unii Demokratycznej uważali, że ta koalicja ma w naszym mniemaniu powstrzymać proces przebudowy albo, użyję tutaj tak nie lubianego przez was słowa, dekomunizacji Polski, to było to nieporozumienie, wielkie nieporozumienie. W żadnym razie tak tej koalicji nie rozumieliśmy. Nie rozumieliśmy jej tak dlatego, że proces dekomunizacji jest wielką, i można powiedzieć ciągle zwiększającą się, potrzebą tak tego kraju, jak i innych krajów postkomunistycznych.
  • Dekomunizacja w Polsce może się dziś dokonać wyłącznie na gruncie gospodarczym – poprzez danie ludziom szansy wybicia się na własność, zamożność.Dekomunizacja w Sejmie nie miała szans, gdyż AWS nie zatroszczyła się o większość. Był to spektakl.
  • Dziś gruba kreska, brak lustracji, brak dekomunizacji i historyczny relatywizm wychodzą nam bokiem. Kto ma się w III RP najlepiej? Ciężko pracujący, utalentowani ludzie czy cwaniacy z układów – partyjnych i służbowo-tajnych – którzy opanowali gospodarkę? Kto ma się lepiej – walczący o wolną Polskę czy kelnerzy przodującej idei? (…) Nie twierdzę, że lustracja i dekomunizacja, także moralna, byłaby odpowiedzią na większość polskich bolączek. Nie na większość. Ale na bardzo wiele tak. Za ten grzech zaniechania będziemy płacili bardzo długo.
  • Najlepszym rozwiązaniem byłaby racjonalna polityka kadrowa, dekomunizacja i lustracja. Ci ludzie nie mają kwalifikacji merytorycznych w bankowości, a w większości nie znają się nawet na sprawach ogólnogospodarczych, a już zupełnie nie znają się na regułach wolnego rynku. Dlatego odwoływanie się do zasad tak zwanej fachowości, klasycznej formuły obrony starego układu, jest tutaj zupełnie bezpodstawne.
  • Uznanie „komunistów” (cudzysłów – D.P.) za wrogów wewnętrznych nasuwa kilka pytań. Po pierwsze – kto to są (byli?) komuniści? Członkowie partii Setki tysięcy z nich nie wierzyło w żaden komunizm i nie działało na jego rzecz. Przed 1989 r. komunistów w Polsce było tylu, że zachodni korespondenci prosili, żeby im jakiegoś pokazać. Kogo zaliczyć do wrogów i dekomunizować? Profesorów, którzy otrzymali tytuły od Rady Państwa? Dyrektorów szkół? Nauczycieli historii? Celników? Żołnierzy? Oficerów? Tajnych współpracowników – autentycznych i zapisanych bez bez ich udziału? Pilotów samolotu i wycieczek do Orbisu? Posłów na Sejm? Kto, kogo i jak miałby karać? Jak zmusić innych do rachunku sumienia? Tak jak Chińczycy podczas rewolucji kulturalnej? Tak jak na zebraniach ZMP? Jak jakobini podczas rewolucji francuskiej? I jak uwzględnić fakt, że wielu „komunistów” także na uniwersytetach, najpierw „budowało socjalizm”, potem sprzyjało „socjalistycznej odnowie”, by wreszcie znaleźć się w Solidarności. Nie bardzo wiadomo, jak sprawiedliwie i zgodnie z prawem można było spełnić pragnienie dekomunizacji.
    • Autor: Daniel Passent, Smutek profesora, „Polityka” nr 17 (3006), 22–27 kwietnia 2015, s. 102.