Ryszard Legutko

filozof polski, działacz polityczny

Ryszard Antoni Legutko (ur. 1949) – polski polityk, filozof, publicysta i pisarz.

  • Było i nadal jest coś paradoksalnego w fakcie, że czasy technologicznej eksplozji oraz wzrostu siły produkcyjnej i ogólnej zamożności, na skalę bezprecedensową w dotychczasowej historii ludzkości, okazały się także epoką, w której doszło do spektakularnego triumfu przeciętności, nie tylko jako rzeczywistego zjawiska, lecz także jako godnego wyboru modelu życia.
    • Źródło: Triumf człowieka pospolitego, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2012, s. 56.
Ryszard Legutko (2020)
  • (…) chadecja od dawna jest chrześcijańska tylko z nazwy. Zachodni chadecy zaakceptowali klasyczny model polityki oraz socjalistyczno-liberalny obraz społeczeństwa. Zupełnie nie widzę dzisiaj wpływu tradycji czy myśli chrześcijańskiej na ich działania. To się ściśle wiąże z problemem sekularyzacji, która jest bardzo głęboka w zachodniej Europie. Jedną z jej przyczyn była reformacja, która w praktyce doprowadziła do dominacji państwa nad religią i Kościołami. Wbrew temu, co się sądzi, w Europie – w przeciwieństwie do Ameryki – zasada rozdziału państwa od Kościoła została wprowadzona tylko nominalnie. Faktycznie miało to postać kontroli państwa nad kościołami, a pośrednio nad religią. Dlatego religia nie miała już siły oddziaływać na państwo, bo organizacje religijne i kościoły przestały mieć konieczną do takiego oddziaływania autonomię i siłę. Oczywiście, sekularyzacja to także problem państw, w których reformacji nie było…
    • Źródło: wywiad Jestem zwykłym polskim katolikiem, w: „Fronda” 44/45 2008, s. 398.
  • Co do tego, że socjalizm jest (…) zintegrowaną ideologiczno-polityczno-intelektualno-społeczno-językową jednością, nie ma właściwie dzisiaj wątpliwości. Wchodząc w ten system, trzeba było mu się podporządkować i stać się egzemplarzem obywatela społeczeństwa socjalistycznego, podobnym w swoich poglądach do tysięcy innych. W przypadku liberalnej demokracji panuje jednak nadal przekonanie, że jest to system niezmiernie zróżnicowany, składający się z niezliczonej liczby wspólnot, nisz, środowisk czy grup, niebędący żadną zhomogenizowaną całością. Ale przekonanie to coraz bardziej odstaje od rzeczywistości, natomiast coraz większej wiarygodności nabiera teza odwrotna. Liberalna demokracja jest potężnym mechanizmem unifikującym, zacierającym różnice między ludźmi, narzucającym jednolitość poglądów, zachowań i języka.
    • Źródło: Triumf człowieka pospolitego, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2012, s. 10–11.
  • Człowiek współczesny staje się coraz głupszy, gdyż ideologia oderwała go od europejskiej kultury, której nie znają i nie rozumieją. Gdy rozmawiam z politykami europejskimi, ludźmi rzekomo wykształconymi, to widzę, że świat sprzed 1968 roku dla nich nie istnieje. Oni żyją wyłącznie w dzisiejszym idiomie i współczesnych schematach. Człowiek taki, jak opisywały go klasyczna filozofia, wielka literatura czy chrześcijaństwo, dla nich też nie istnieje. Dlatego są tak aroganccy, bo przymierzają wszystko do tego prymitywnego tworu, jaki stworzyła ich prymitywna ideologia. Dlatego też uważają, że można we wszystko ingerować, wszystko dekonstruować i konstruować – rodzinę, ludzką wrażliwość, tożsamość narodową, historię, itd. Nie mają szacunku dla człowieka, dla dorobku ludzkiej myśli i dla doświadczenia. W tym też przypominają komunistów, którzy gardzili kulturą i tworzyli nowe środkami politycznymi.
  • Czy więc było coś takiego, co mógłbym wskazać jako oryginalny wkład opozycji [antykomunistycznej], i to zamierzony, a nie przypadkowy? Tak. Tym oryginalnym wkładem, będącym dobrym produktem ubocznym budowania społeczeństwa alternatywnego [w PRL], był stosunek do Europy i do kultury europejskiej, a przy okazji do Polski i kultury polskiej. Opozycja polska, a także ci Polacy, którzy jej sprzyjali, podchodzili z niezwykłą powagą do spraw kultury i historii. Wyszli ze słusznego stanowiska, że komunizm to nie tylko despotyzm polityczny i gospodarczy, ale także system odcinający nas od duchowych podstaw narodu polskiego i Europy, a więc że walcząc z nim, musimy nie tylko bronić pokrzywdzonych i podważać legitymację ustroju, ale także odbudowywać nasz związek z kulturą polską i kulturą europejską, w tym z chrześcijaństwem.
    • Źródło: Dziedzictwo opozycji, w: O Polsce, Polakach i suwerenności, Wydawnictwo M, Kraków 2014, s. 37.
  • Demokracja uzyskała tak wysoki status, że niepomiernie rozszerzyła swoje znaczenie, obejmując wszystkie wartościowe elementy życia zbiorowego. Utrwalił się pogląd, że do istoty demokracji zaliczamy także rządy prawa, społeczeństwo obywatelskie, wolność jednostkową, ład moralny oraz wiele innych dobrych rzeczy. Za przejaw mądrości uchodzi przeto stwierdzenie, że jedynym lekarstwem na braki demokracji jest więcej demokracji.
  • Demokratyzacja dokonała (…) zmiany zasadniczej, wykraczającej poza nieuchronne kompromisy. Sprawiła, że liberalizm przestał być koncepcją indywidualistyczną, a stał się po części grupową, a po części państwową. Zamiast jednostek próbujących twórczo wzbogacać społeczeństwo, kreować wzorce oraz wyznaczać wyższe standardy, pojawiły się jednostki zgłaszające kolejne roszczenia nazywane uprawnieniami, lecz były to jednostki działające w ramach zorganizowanych grup, wnoszących swoje żądania do instytucji państwowych, które w następstwie presji musiały zmieniać ustawodawstwo i praktyki polityczne. Grupy te zaczęły z czasem wpływać także na orzecznictwo sądów, domagając się prawnego usankcjonowania ich stanowiska i zdobytych przywilejów. Uogólniając powyższe zmiany, można powiedzieć, że demokracja liberalna to system, w którym państwo jest zakładnikiem grup traktujących je jako instrument zmian korzystnych z punktu widzenia ich interesu.
    • Źródło: Triumf człowieka pospolitego, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2012, s. 107.
  • Dlaczego reakcja UE i Zachodu jest tak nieadekwatna? Można by pomyśleć, że to właśnie Zachód powinien bronić chrześcijan ponieważ chrześcijaństwo jest zasadniczą częścią naszej cywilizacji. Bez chrześcijaństwa nie istnielibyśmy. Jeżeli my ich nie obronimy, nikt tego nie zrobi. Więc dlaczego tego nie robimy? (…) Jeden z powodów tkwi w głębokich antychrześcijańskich uprzedzeniach. W Europie chrześcijanie stają się obiektem nasilającej się dyskryminacji.
  • Do Grecji skłoniła mnie przede wszystkim doniosłość problemów i jasność myśli. Zwłaszcza zachwyciła mnie jasność myślenia. Maurice Bowra, jeden z wybitnych klasycystów, napisał kiedyś – chyba dość serio – że Grecy myśleli jasno, bo widzieli jasno dzięki greckiej pogodzie, tak jak Niemcy myśleli mętnie, bo widzieli świat mętnie za sprawą pogody niemieckiej. Oto cytat: „Tak jak pochmurne niebo północnej Europy zrodziło w efekcie ogromną amorficzną niemiecką metafizykę, tak greckie światło wpłynęło na powstanie klarownych koncepcji greckiej filozofii. Jeśli Grecy byli pierwszymi w świecie prawdziwymi filozofami w tym sensie, że stworzyli spójny i czytelny język pojęć abstrakcyjnych, to również z tego powodu, że ich umysły tak jak ich oczy w sposób naturalny poszukiwały tego, co jasne i wyraźnie określone”. A skoro tak, to musimy przyznać, że w naszych czasach jest jeszcze gorzej niż w niemieckim klimacie, bo z powodu natrętnie i wszechobecnie migających obrazków nasz zmysł wzroku, a w konsekwencji język oraz nasze myśli musiały ulec dezorientacji.
  • Duża część europosłów ma poglądy centralistyczne i to jest dla nich dobra okazja, żeby się wtrącać w nasze sprawy. A że Unia już dawno przesunęła się na lewo, to każdy rząd konserwatywny jest z konieczności podejrzany. Na to nakłada się kompleks Orbána. Ta artyleria wymierzona w Polskę jest po to, żeby nas na samym początku przydusić, żeby nie powtórzył się casus Orbána, zwłaszcza że jesteśmy krajem większym niż Węgry. I takie sygnały dostawałem: wy idziecie drogą Orbána, nie możemy do tego dopuścić. Z drugiej jednak strony bardzo wielu europosłów z tych grup, które oficjalnie są krytyczne, zarówno chadecy, jak i socjaliści, a nawet liberałowie i zieloni, podchodziło do nas prywatnie, mówiąc: trzymajcie się, popieramy was. A po debacie gratulowali nam świetnego wystąpienia pani premier i mówili, że to w ogóle skandal, że do debaty doszło.
  • Europa uznaje, że problemem nie jest dziś eksterminacja chrześcijan, lecz islamofobia. Uważa się, że z jednej strony mamy terrorystów, z drugiej zaś niebezpieczny potencjał islamofobii, który w każdej chwili może wybuchnąć. Tematu prześladowania chrześcijan nie ma, co wynika – będę się przy tym upierał – z głębokich uprzedzeń antychrześcijańskich, zakorzenionych w obecnych elitach zachodnioeuropejskich.
  • (…) gdy oddziaływanie klasycznej kultury słabło, słabło także nasze rozumienie tego, co dla starożytnych było oczywiste, na przykład, że można było uważać się za podległego konieczności, a jednocześnie czuć się odpowiedzialnym za własne czyny. Wyrobiliśmy w sobie podejście legalistyczne i zachowujemy się trochę jak oskarżony, który udowadnia, że skoro uczynił coś w afekcie lub miał do tego prawo, to jego odpowiedzialność musi być mniejsza. Uczyniliśmy człowieka bezsilnym, wprowadzając go w cały system rozmaitych konieczności – biologicznych, historycznych, ekonomicznych, ideologicznych – a jednocześnie nieodpowiedzialnym, bo daliśmy mu ogromną ilość praw, które zwalniają go z wielu kluczowych powinności i zobowiązań.
  • III RP, która wyrosła z historycznego kompromisu z komunistami, nie może – pod groźbą ideologicznego samounicestwienia – pozwolić sobie na używanie języka zdrady. Pomaga jej w tym zresztą język liberalnej demokracji, w którym to słowo także nie istnieje. Ten język uczy nas, że mamy rozmaite prawa, z których korzystamy. I tak Tadeusz Kościuszko skorzystał ze swoich praw, a Ksawery Branicki we swoich. Biskup Józef Kossakowski także skorzystał ze swoich praw w Warszawie, podobnie jak hetman Szymon Kossakowski w Wilnie, co może się nam podobać albo nie, ale publiczne powieszenie obu w ich miastach należy zdecydowanie potępić. (...) W języku liberalnej demokracji oskarżenie kogoś o zdradę, choćby najbardziej uzasadnione, znacznie bardziej obciąża oskarżyciela niż oskarżonego.
    • Źródło: Nie ma zdrady, nie ma zdrajców, w: O Polsce, Polakach i suwerenności, Wydawnictwo M, Kraków 2014, s. 94.
  • Jak Warszawa, Polska odznaczyła się bohaterstwem i za bohaterstwo brutalnie ją skrzywdzono. Jak Warszawa, Polska została przez komunistów spaskudzona i z tej brzydoty trudno się jej wyzwolić (…) Polska dzisiejsza ciągle, podobnie jak Warszawa, sprawia wrażenie kraju sztucznego, żyjącego na niby, bez wyraźnej tożsamości, bez wyraźnego wizerunku, bez identyfikowalnej dla obcych i swoich specyfiki, bez cech rozpoznawalnych wśród innych narodów, bez świadomości, czym jest, jaką ma wartość i jaką rolę do spełnienia.
    • Źródło: Esej o duszy polskiej, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2008, s. 21–22.
  • Jakiś czas temu premier Mateusz Morawiecki w Parlamencie [Europejskim] wyjaśniał, jak to jest z tym Trybunałem Konstytucyjnym, wyższością porządku konstytucyjnego nad prawem Unii, dawał przykłady orzeczeń w innych krajach. To wszystko było jasne i klarowne. Później przez mównicę przewinęło się 40 osób; każda miała kartkę uprzednio napisaną przez siebie czy przez asystenta i się zaczęło. Równie dobrze pan premier mógłby zacytować Stepy akermańskie. Odniosłoby to taki sam skutek.
  • Jest wysoce prawdopodobne, że Rada zacznie się od gratulacji dla kanclerz Merkel z powodu wygranych wyborów. W rzeczy samej, pani Merkel zasługuje na gratulacje. Po pierwsze dlatego, że wygrała wybory po raz czwarty – co jest nadzwyczajne. Po drugie dlatego, że wygrała je po podjęciu swojej najgorszej decyzji: o otwarciu europejskich granic, nie kłopocząc się konsultowaniem tego z kimkolwiek. To tyle, jeżeli chodzi o solidarność.
  • Jeżeli wycięlibyśmy kilka zdań z tego, co powiedział pan Bullman i wymienili je z fragmentem wypowiedzi pana Webera, nikt nie zauważyłby różnicy. Powiem więcej – jestem w stanie wyobrazić sobie pana Bullmana na stanowisku przewodniczącego EPP, a pana Webera na stanowisku przewodniczącego socjalistów i tutaj również nikt nie zauważyłby najmniejszej różnicy. Co więcej, wyobrażam sobie pana Verhofstadta na obu tych stanowiskach. I to również niczego by nie zmieniło. Może z wyjątkiem większej liczby inwektyw.
  • Kiedy w latach osiemdziesiątych Jan Paweł II przejął ideę solidarności i uczynił ją jednym z ważnych elementów swojego nauczania, najpewniej zainspirował się polskim doświadczeniem. Ojciec Święty uogólnił to doświadczenie i nadał mu głębszy oraz uniwersalny sens. Nowością było to, iż papież nie wiązał tego pojęcia z koncepcją ustrojową czy wizją społecznego porządku, ale raczej z koncepcją człowieka, z jednej strony społeczną, z drugiej personalistyczną. Przeciwstawił się tym samym indywidualizmowi rozumianemu w kategoriach biologicznych, ekonomicznych, czy utylitarystycznych, czyniąc solidarność wymogiem moralnej konstrukcji osoby ludzkiej. Wbrew temu, co głosili zwolennicy indywidualizmu, iż więzi społeczne oraz moralne łączące nas z innymi ludźmi stanowią opcje życiowe, z których możemy lecz nie musimy skorzystać, nauczanie papieskie zmierzało do wykazania, iż owe więzi są niezbędne dla pełnego rozwoju człowieka.
  • Komisja, niestety, ma ten niedobry zwyczaj, że po prostu ignoruje wszystkie odpowiedzi polskiego rządu i cały czas powtarza to samo. Komisja nazywa to dialogiem albo zaproszeniem do rozmowy. Panie przewodniczący, to nie jest dialog. To nie jest zaproszenie do rozmowy. Jest takie pojęcie, które temu odpowiada. To jest ultimatum. Mówicie państwo: to ma być zrobione, a jak nie – to będziecie ukarani. To mniej więcej jest dialog, prawda, w stylu Komisji. To jest to, co Szekspir nazwał „the insolence of office”, prawda? To jest taka bezczelność urzędów czy bezczelność władzy. Wszystko możecie zrobić. Uważacie, że wszystko możecie powiedzieć i wszystko nakazać.
  • Kto – podobnie jak ja – uważa, że wyjście Brytyjczyków z Unii jest wielką porażką i wielką stratą dla Unii, mógłby oczekiwać, że przewodniczący powie nam, że niektóre przyczyny brexitu wyeliminowano. Tymczasem nic na ten temat nie powiedziano, a nawet można było odnieść wrażenie, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii jest sukcesem.
  • Liberalna demokracja stanowi poniekąd większą mistyfikację ideologiczną niż socjalizm. W socjalizmie było wiadomo, że wszystko ma się stać socjalistyczne, a na straży procesu stała partia komunistyczna i jej instytucje brutalnego przymusu oraz propagandy. W liberalnej demokracji takich oficjalnych konstytucyjnych strażników doktryny nie ma, natomiast sytuacja jest pod pewnymi względami trudniejsza. W socjalizmie ludzie zostali zmuszeni do przyjęcia przekonania, że jeśli zniknie wszystko, co niesocjalistyczne, to będzie to korzystniejsze dla nas wszystkich. W liberalnej demokracji to sami ludzie uwierzyli, że likwidacja instytucji niezgodnych z zasadami liberalno-demokratycznymi jest krokiem rozumnym i koniecznym.
    • Źródło: Triumf człowieka pospolitego, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2012, s. 40–41.
  • Liberalni demokraci (…) wszystkich, którzy według nich mieli wkład w dzieło wolności, obdarzają określeniem „liberalny”. Pozwala im to przyjmować, że Sokrates był „liberalny” w przeciwieństwie do Platona, sofiści w przeciwieństwie do Sokratesa, Ockham w przeciwieństwie do świętego Tomasza, Erazm w przeciwieństwie do Lutra, Luter w przeciwieństwie do Kalwina i tak dalej. Powstaje wrażenie, że liberalizm – demokratyczny lub jeszcze niedemokratyczny – istniał w kulturze zachodniej od samego początku, że dopiero w nowożytności nabrał rozpędu, a w czasach współczesnych w końcu zatriumfował. Takie szafowanie określeniem „liberalny” jest oczywistym fałszerstwem, stanowiąc niczym nieuprawniony zabieg przyznania liberalizmowi podycji uprzywilejowanej (…).
    • Źródło: Triumf człowieka pospolitego, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2012, s. 80–81.
  • Liczba grzechów, które można dziś popełnić, które się dziś piętnuje jest znacznie większa niż za komuny. Za komuny można było być rewizjonistą, imperialistą, burżujem i oczywiście konsekwencje mogły być bardzo niedobre. Teraz natomiast można być seksistą, homofobem, populistą, mizoginem, binarystą, europocentrystą, rasistą, siewcą mowy nienawiści, transfobem – liczba potencjalnych przewin, myślozbrodni, jak mówił Orwell, jest nieskończona. Żyjemy w czasie, gdzie jest szalenie niebezpiecznie cokolwiek powiedzieć czy cokolwiek pomyśleć, bo zaraz rzucą się na człowieka jako na faszystę, eurosceptyka itd. Sytuacja staje się niezwykle groźna. Kiedy mówi mi się dzisiaj, że żyjemy w świecie wolnym, to mnie ogarnia śmiech. Oczywiście wolności jest na razie więcej niż w PRL-u, ale jednocześnie z niebywałą szybkością rosną jej ograniczenia.
  • Ludzie nauki to nie mieszkańcy wieży z kości słoniowej. Zwłaszcza zaś specjaliści z zakresu nauk ścisłych i technicznych są powołani do podnoszenia jakości życia.
  • Napisałem iż nie wierzę w praktyczne przeprowadzenie dekomunizacji. System upadł na tyle dawno, a nowa rzeczywistość ustabilizowała się na tyle mocno, iż przestałem ową niemożność uważać za oburzającą. Trzeba nauczyć się działać w takiej sytuacji, jaka jest, a nie w takiej, jaka być powinna, Z tego wszakże nie wynika, iż akceptując tę sytuację uznajemy idee, które ją usankcjonowały. Godząc się na obecność byłych komunistów w życiu publicznym, nie musimy godzić się na obecność ich poglądów w naszych umysłach
    • Źródło: Ich baza, ich nadbudowa?, w: „Życie”, 31 sierpnia 1998.
  • Niechlubny proces demoralizacji polskiego społeczeństwa nabrał nowej dynamiki w roku 2005, kiedy to Donald Tusk wypowiedział wojnę Prawu i Sprawiedliwości, a następnie praktycznie połowie Polaków. Do Tuska i jego partii dołączyły miliony rodaków, w tym szerokie rzesze lumpeninteligentów i spora część inteligentów. Tragedia smoleńska mogła tę agresję zatrzymać, ale tak się nie stało. Po Smoleńsku obserwujemy nową, jeszcze bardziej brutalną falę agresji. Partyjniacka zapiekłość Platformy oraz jej zwolenników spowodowała, że znikły podstawowe odruchy moralne, takie jak szacunek dla zmarłych, powaga w obliczu śmierci, niezgoda na jawne kłamstwa, ochrona sfery publicznej przed wulgarnością. Niepojęty popis chamstwa na Krakowskim Przedmieściu, znajdujący poparcie polskich elit i życzliwość mas, okazał się zaraźliwy. Od tego czasu toniemy w grubiaństwie coraz głębiej.
    • Źródło: Trzy lata po Smoleńsku, w: O Polsce, Polakach i suwerenności, Wydawnictwo M, Kraków 2014, s. 54–55.
  • Nie ma rodziny poza rodziną „tradycyjną”. Wszystkie inne związki nie kwalifikują się jako rodzina. Spośród wielu istotnych korzyści, jakie daje nam rodzina, pozwolę sobie zwrócić uwagę na jedną. Rodzina pozwala spojrzeć na siebie z perspektywy dłuższej niż własne życie. Utożsamiamy się z tymi, którzy żyli wcześniej – z rodzicami, dziadkami – i z tymi, którzy przyjdą po nas, a o których chcemy zadbać. Pracujemy dla swoich dzieci i wnuków, wszystkich tych, którzy przyjdą później. Tworzy nam to zupełnie inny obraz swojego życia, a właściwie natury ludzkiej.
  • Nie ma symetrii, bo to nie Prawo i Sprawiedliwość schamiło życie publiczne w ciągu ostatnich lat, lecz Platforma Obywatelska. A uczyniła to nie tylko dlatego, że poziom ogłady jest tam niższy od przeciętnej krajowej, lecz przede wszystkim dlatego, że jej na to pozwolono, a nawet zachęcano.
  • Nie zapominajmy, że Europa Zachodnia była przez kilka dziesięcioleci nastawiona dość przychylnie do Związku Sowieckiego, z którym chciała się ułożyć, potwierdzając ład jałtański, a także z dużą wyrozumiałością podchodziła do systemu komunistycznego. Te sympatie prokomunistyczne są dzisiaj ciągle obecne. Pamiętam, że kiedy w rocznicę obalenia Muru Berlińskiego zabrałem głos w Parlamencie Europejskim i rozpocząłem swoje wystąpienie od stwierdzenia, że komunizm był jednym z najbardziej zbrodniczych systemów w historii ludzkości – być może bardziej zbrodniczym niż niemiecki narodowy socjalizm – na sali rozległy się gwizdy, buczenie i tupanie. Niektórzy europosłowie nawet sprawdzali, czy wypowiadając te słowa, nie przekroczyłem przypadkiem jakiegoś parlamentarnego przepisu i czy nie można by mnie za nie ukarać.
  • Niemcy mogą być naszym partnerem i sojusznikiem, ale wyłącznie na zasadzie równości. Nie można, jak jeden z byłych szefów MSZ, mówić: „Rządźcie nami, bądźcie siłą przewodnią, a my pójdziemy za wami”. Przepraszam, ale to słowa godne szefa MSZ Niemiec, a nie Polski. W każdych negocjacjach, sojuszach, trzeba dbać o możliwie silną pozycję, a nie od początku deklarować postawę słabą, poddańczą.
  • Niemcy są krajem zbyt dużym i ważnym oraz mającym bardzo wysoką samoocenę, żeby nie ulec pokusie prowadzenia polityki nie tylko samodzielnej, ale także wykraczającej poza ograniczenia wynikające z UE. Nie jest to mocarstwo globalne, ale jednak kraj któremu jest trochę ciasno w UE. Niemcy używają więc Unię do realizacji własnych interesów. Juncker nie jest poważnym partnerem dla Putina, Erdogana, Trumpa czy premier Wielkiej Brytanii. Takim partnerem jest kanclerz Niemiec i Niemcy są tego świadomi, że ich rola wykracza znacznie poza wyjątkową rolę w UE.
  • Ochrona chrześcijan jako elementu sfery publicznej jest konieczna. Właśnie usłyszałem, że jakiś radny miejski w Brukseli domaga się usunięcia krzyży na komunalnym cmentarzu. Dziś śmiejemy się z takich absurdalnych pomysłów, ale już za dziesięć lat będzie to traktowane poważnie. Wezmą się za temat politycy, prawnicy i nie będzie już nam do śmiechu. Sądy orzekną, że krzyże owszem, mogą być, ale tylko na prywatnym katolickim cmentarzu, natomiast na komunalnym to już nie.
  • (...) Parlament Europejski wyrządził w Europie wiele szkód. Parlament wysyła fałszywe przesłanie, że reprezentuje "europejski demos". Nie ma i nie będzie "europejskiego demosu". Parlament zainfekował przestrzeń europejską bezwstydną stronniczością, a infekcja ta stała się tak zaraźliwa, że ​​rozprzestrzeniła się na inne instytucje, takie jak Komisja Europejska. Parlament zrezygnował z podstawowej funkcji reprezentowania ludzi. Zamiast tego stał się maszyną do realizacji tzw. "projektu europejskiego", zrażając w ten sposób miliony wyborców. Parlament stał się politycznym narzędziem lewicy do narzucania swojego monopolu, z jej zaciekłą nietolerancją wobec wszelkich odmiennych poglądów. Nie ważne, jak często będziecie powtarzać słowo "różnorodność", "różnorodność" staje się gatunkiem wymarłym w Unii Europejskiej, szczególnie w tej Izbie. Parlament jest quasi-parlamentem, ponieważ odrzuca podstawową zasadę parlamentaryzmu – odpowiedzialność.
  • (…) po raz pierwszy od wielu lat mamy szansę wprowadzić pewną równowagę polityczną w instytucjach europejskich. Instytucje te, jak już mówiłem, są od dziesięcioleci rządzone przez tę samą grupę polityczną, która do dziś nie była kwestionowana, niezależnie od tego, kto wygrał wybory europejskie. Doprowadziło to do wielu patologii: ignorowania lub nadwyrężania istniejących reguł, arogancji, politycznej pychy, skamieniałości biurokracji i wielu innych grzechów, które wynikają z posiadania politycznego monopolu. Nic dziwnego, że liczba osób krytycznych wobec UE, a nawet wrogo nastawionych do UE, wzrasta, szczególnie podczas ostatniej kadencji, która przysporzyła więcej wrogów UE niż jakakolwiek inna w przeszłości. Rządząca koalicja nie tylko nie nauczyła się niczego na swoich błędach, ale obiecała kontynuować wdrażanie tego samego programu w przyszłości z większym uporem. Jedyną rzeczą, która może im to uniemożliwić, jest – jak zawsze w polityce – wystarczająco silna opozycja.
  • Postępująca centralizacja to proces ubezwłasnowolniania niektórych państw narodowych. Na przykład krajów wschodniej Europy. Jeżeli zniesie się zasadę jednomyślności w Radzie – która i tak jest dzisiaj mocno ograniczona, a do tego jeszcze stosowana arbitralnie – to wzrośnie siła państw dużych, natomiast zmniejszy się wpływ państw słabszych. Powstanie coś w rodzaju oligarchii unijnej, gdzie takie kraje jak Niemcy czy Francja będą miały zagwarantowaną władzę nieograniczoną. Natomiast takie kraje jak Polska stracą możliwość decydowania o sobie.
  • Powszechnie przyjmowane jest założenie, że jesteśmy narodem historycznym, że naszym przekleństwem jest nadmierna pamięć historii. To fałsz. Tak naprawdę nasza historia zaczęła się w 1945 roku, kiedy nastąpiło wielkie zerwanie ciągłości. Wszystko, co działo się przedtem, to nie tylko inna epoka, to rzeczywistość dla nas bajkowa i faktycznie martwa. Bo w 1945 roku doszło do wielopoziomowej rewolucji. Po pierwsze, nastąpiła gigantyczna zmiana terytorialna, w tym utrata Kresów, czyli naszej ojczyzny symbolicznej. Po drugie, zapanował terror i masowa indoktrynacja. Po trzecie, w efekcie wojny i terroru fizycznie wytrzebiono dużą część narodu i zniszczono jego strukturę. Po czwarte wreszcie, uległa zniszczeniu niebywała ilość tego, co stanowi o ciągłości materialnej – domów, własności, mebli, pamiątek rodzinnych, bibliotek, posesji. Gdyby podobne doświadczenie okaleczenia było udziałem pojedynczego człowieka, pewnie by nie przeżył.
  • Prawda jest taka, że jesteście państwo organicznie niezdolni do zaakceptowania tego faktu, że mogą istnieć rządy i partie, które różnią się od was poglądami i że te poglądy mają dobre racje. Pluralizm w Unii Europejskiej to jest taki pluralizm jak w przypadku Forda modelu T: mogły być wszystkie kolory, pod warunkiem że był to kolor czarny. W Unii Europejskiej wszystkie poglądy są dobre, pod warunkiem, że to są poglądy zgodne z ortodoksją Unii Europejskiej.
  • Proszę państwa! Gdy upadł komunizm, zaczęto budować w Polsce nowy system sprawiedliwości, uznano, że najlepiej będzie, jeśli kontrolę nad tym systemem sprawiedliwości przejmą korporacje prawnicze. I one dostały władzę, jakiej nie miały w żadnym innym kraju europejskim. Po prostu takiej władzy nie miały, jaką dostały w Polsce. To było o tyle dziwne, że niemała część prawników zachowywała się fatalnie w systemie komunistycznym i powinna była zostać odsunięta. Tak się nie stało. Środowisko oczyści się samo, jak powiedział jeden z ówczesnych, skądinąd bardzo szanowanych prawników, ale środowisko się nie oczyściło. Do tej pory w Sądzie Najwyższym mamy sędziów, którzy gnębili opozycję demokratyczną w czasach komunistycznych.
  • Proszę państwa, otóż w przypadku Polski Komisja Europejska uzurpuje sobie trzy funkcje: oskarżyciela, sędziego i egzekutora – czyli robi coś, co jest właściwie w sprzeczności z prawną, polityczną tradycją europejską. Takie nagromadzenie w jednym ręku trzech funkcji jest charakterystyczne dla europejskiego despotyzmu oświeconego, przy czym jest on, powiedziałbym, ten państwa despotyzm, coraz mniej europejski, coraz mniej oświecony.
  • Przewodniczący Juncker powiedział, że zaproponował kilka scenariuszy, odbyła się dyskusja czy debata. Muszę zapytać: jaka debata? O debacie można mówić wówczas, gdy nie wiemy jeszcze, jakie zostaną wyciągnięte wnioski. Tutaj natomiast wnioski te zostały już wypowiedziane, a nawet przed ich wypowiedzeniem wiadomo było, jakie mają być. Te wnioski to „jeszcze więcej tego samego”, czyli w żargonie europejskim „więcej Europy”.
  • Reguły są nagminnie łamane przez wielkie instytucje Unii Europejskiej, wliczając w to Komisję Europejską, a stosowanie zasady podwójnych standardów stało się nałogowe. Oznacza to, że są grupy, instytucje czy partie, którym właściwie wszystko wolno i uchodzi im to bezkarnie, oraz pozostali, oczywiście słabsi i mniejsi, którym wolno bardzo mało. Zacznijmy więc może od uporządkowania własnego podwórka.
  • Republika niezbyt dobrze znosi masowość, gdyż zawiera wyraźny element arystokratyzmu i elitaryzmu. Wychowanie republikańskie jest wychowaniem dzielnych obywateli, o mocnej tożsamości i nawykach moralnych, niezależnych w sądach i decyzjach, kierujących się szacunkiem dla zasad i dziedzictwa przeszłości. Społeczeństwo masowe natomiast generuje ludzi, których można reprodukować jak pop-artowskie dzieła sztuki, ludzi bez silnej osobowości, wyposażonych od początku do końca w treści dostarczone przez kulturę masową i obiegowe stereotypy. Człowiek masowy – jak pisał Ortega – odnosi się lekceważąco do zasad i do tradycji, ponieważ nie rozumie ich sensu. Demokracja i technika dają mu poczucie bezpieczeństwa, a to zaś – w jego mniemaniu – zwalnia z obowiązku szerszych lojalności.
  • Są w kraju ludzie, którzy o niczym innym nie marzą, jak tylko o tym, aby Polska była zarządzana z Brukseli, Berlina czy Paryża. Myślę jednak, że to nie jest zdrowe. Ludzie w Paryżu, Berlinie i Brukseli wcale nie chcą, aby rządziła nimi Warszawa.
  • Tak naprawdę chodzi o zadymę. Rozpuszczeni smarkacze czują się kompletnie bezkarni. To jest typowa szczeniacka zadyma. Przy czym za zadymę to człowiek bywa – jak chodzi do szkoły i szkoła jest dobra – karany.
  • Tak, obserwujemy demokratyczne przebudzenie. W tym samym czasie liczba osób uważających, że Unia Europejska zmierza w złym kierunku rośnie. Teraz jest to powyżej 40%, w niektórych państwach powyżej 50%. Codziennie tutaj przychodzę i słyszę samouwielbiające, samolubne komentarze: „Jesteśmy tacy dobrzy”, „Tak dobrze wsłuchujemy się w głos obywateli”. To znaczy, że wszyscy ci ludzie są nienormalni? Czy są omamieni przez jakichś demagogów? Nie! Reakcja tych ludzi to efekt finalny tego, co się tutaj mówi i robi. Ta arogancja po prostu staje się coraz bardziej nie do przyjęcia.
  • Ten typ debaty był tu już przećwiczony wielokrotnie. Nic nowego. To kolejna odsłona ataku na ich demokratycznie wybrane rządy. Rząd Fideszu utrzymuje ogromne poparcie w ciągu ostatniej dekady. Wy mówicie, że nie jest to atak na społeczeństwo węgierskie ale na rząd Węgier. Cóż, ktoś wybrał ten rząd. To nie była Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków. Jeżeli Wam to nie odpowiada, znieście wybory i ustanówcie kogoś z zewnątrz w roli namiestnika na Węgrzech. Myślę, że pan Timmermans byłby bardziej niż chętny objąć tę posadę. Jak już to zrobicie, zróbcie to samo z Polską. To rozwiąże wszelkie problemy.
  • Tworząca się elita polityczna nowej Polski przyjmowała komunistów z imponującą gościnnością, po części, jak mówiono, z powodów taktycznych (by nie zostawić zbyt dużej grupy ludzi poza systemem), lecz w niemałej części także z powodów ideologicznych: uznano, że po niewielkich retuszach i w nowej sytuacji staną się oni lojalnymi i oddanymi uczestnikami życia liberalno-demokratycznego. Przekonałem się szybko, że owo założenie ideologiczne było prawdziwe, Istotnie, po niewielkich retuszach i w nowej sytuacji dawni członkowie partii komunistycznej znakomicie przystosowali się do liberalnej demokracji, do jej mechanizmów, a także do całej wykładni ideologicznej, które tym mechanizmom towarzyszyły. Dość szybko osiągnęli wręcz status strażników nowej ortodoksji.
    • Źródło: Triumf człowieka pospolitego, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2012, s.9.
  • Unia Europejska, zamiast stabilizować się, jest coraz bardziej rozkołysana, a państwo ponoszą za to sporą część odpowiedzialności. Antagonizujecie społeczeństwa, pogłębiacie podziały, nie tylko w Polsce zresztą. Spójrzcie, jak gotuje się w większości krajów europejskich. Zamiast zjednywać sobie sojuszników, szukać wsparcia, produkujecie w coraz szybszym tempie nowych wrogów. Wrogów – mówię – nie reformatorów, takich jak ja czy moi koledzy z mojej grupy, którzy chcą Unię zreformować. Ale to nie może trwać wiecznie. No, jak długo ten proces ma trwać, proces generowania pokolenia nowych wrogów, którzy chcą Unię Europejską rozbić od środka? Jaka jest na to państwa odpowiedź? Więcej tego samego, tak? Więcej tego samego. To się wszystko może fatalnie skończyć. Wobec tego, na koniec, cóż mogę zrobić? Mogę się odwołać do jakiegoś autorytetu. Dedykuję panu, panie przewodniczący, i państwu sławne zdanie ze Starego Testamentu, z Księgi Przysłów: „wyniosłość kroczy przed porażką, a duch pyszny przed upadkiem”.
  • W III RP poczucie wspólnoty nie zostało odbudowane. Nie ma ani jednego podstawowego celu, który nadawałby polskiemu narodowi i polskiemu państwu jednoczący sens – ani wyobrażenie polskości, ani konstytucja, an edukacja, ani aspiracje międzynarodowe, ani polityka historyczna, ani kultura. Jedyne, co cieszy się szeroką zgodą, to nasze uczestnictwo w Unii, lecz tylko na poziomie ogólnych deklaracji; plany bardziej konkretne dotyczące Unii już nas dzielą (...) Cóż więc robić? Jak odbudować to, co w ciągu czterech wieków nawet nie zdążyło dojrzeć i okrzępnąć, a czego słabość była jednym z głównych źródeł naszych kłopotów i klęsk? Jest chyba tylko jedna racjonalna i realistyczna odpowiedź. Narzędziem odbudowy i wzmacniania polskiej tożsamości musi być państwo (...). Chodzi o państwo, które by wrzęgło większość Polaków w jakieś wspólne przedsięwzięcie, pozostające wspólnym mimo zmiany rządów i mimo dziesiątków innych konfliktów partyjnych i światopoglądowych.
    • Źródło: O polskiej tożsamości, w: O Polsce, Polakach i suwerenności, Wydawnictwo M, Kraków 2014, s. 11-12.
  • (…) w większości państw programy nauczania są niezwykle narodowocentryczne. Francuzi uczą się przede wszystkim o Francji, Niemcy – o Niemczech. Natomiast my jesteśmy światowi. Mnie się to podoba, że wśród lektur jest literatura światowa. Jednak podstawową sprawą powinno być nauczanie narodowej literatury i historii. Taka jest natura nauczania i formowania człowieka. Jeśli się z tego rezygnuje, to pozostaje czysta funkcjonalność – nauczanie wyłącznie umiejętności. Co jest zresztą iluzją. Jak to się widzi na studiach, uczniowie nie mają żadnych umiejętności. Młodzież nie rozumie tekstu. Z prostego powodu – nie czyta książek. Uczniowie czytają tylko fragmenty lektur, żeby ich nie przeciążać. A przecież, jeśli człowiek nie przeczyta odpowiedniej liczby książek, to nie będzie rozumiał tekstu.
  • (…) wśród samych Niemców jest prorosyjskie nastawienie psychiczne. Podobnie zresztą jak u Francuzów, choć pewnie wynikające z różnych źródeł. Widzę to w rozmowach z niemieckimi partnerami. Jak się z nimi rozmawia – nawet takimi życzliwymi wobec Polski – to oni zawsze chcą dla „naszego dobra” porządkować polskie sprawy i mówią, co „powinniśmy zrobić” i co „zrobiliśmy źle”. Czasem mówią to z życzliwością, a czasem jako reprymendę. Proszę zauważyć, że nie prezentują takiej postawy wobec Rosjan. Niemcy nie próbują „porządkować” rosyjskich spraw.
  • Zaangażowanie elit zachodnich w legitymizację komunizmu miało poważne konsekwencje. Komuniści kontynuowali swoją karierę po upadku systemu, a niektórzy z nich weszli do Parlamentu Europejskiego, dołączyli do instytucji europejskich, niektórzy nadal tu są. Przemianowali się na socjaldemokratów, przeskoczyli z wagonu zwanego systemem sowieckim do innego wagonu, który nazywa się Unią Europejską i powitano ich tutaj serdecznie. Z dnia na dzień aparatczykowie i inni towarzysze partyjni stali się entuzjastycznie europejscy. Hipereuropejscy. System komunistyczny powinien zdyskredytować lewicę polityczną w Europie. Niestety tak nie było. W rzeczywistości lewica zdobyła dominującą pozycję w Europie po upadku Związku Radzieckiego.
  • Zachodni ambasadorowie w Warszawie zachowują się jak namiestnicy, otwarcie krytykując rząd w takich kwestiach, jak aborcja, które należą do naszej suwerenności. Mamy powody do szoku. Europejczycy krytykują kolonializm, ale zachowują się tu jak potęgi kolonialne, aby narzucić swój program ideologiczny!
  • Z liberałami jest tak: mówią, że są za wolnością, ale zapanuje ona dopiero wtedy, jeżeli wszyscy będą tacy jak oni, czyli będą za liberalnym porządkiem. Zawsze, zatem trzeba zacząć od jakiejś wielkiej czystki – tego wyrzucić, tamtego uciszyć, tego zmarginalizować, tamtemu powiedzieć, co się o nim myśli. A jak już wreszcie narzucą swoja koncepcję, to będzie najwspanialej na świecie.
  • Z wielu powodów – zbyt wielu, by je teraz wyjaśnić – przestaliśmy patrzeć na ludzkie życie jako składające się z kilku różnych etapów, z których każdy ma swoją własną tożsamość, dynamizm i imperatywy: narodziny, dzieciństwo, dojrzewanie, dojrzałość, starość, śmierć. Staliśmy się przekonani, że żyjemy w pewnego rodzaju nieustającym kontinuum: dzieciństwo jest jak dojrzałość, dojrzałość jest jak dzieciństwo, dorastanie może trwać do późnej starości. Z tej perspektywy rodzenie się i umieranie to najbardziej nieprzyjemne okoliczności. Najlepszym wyjściem jest zatem nie mieć dzieci, ponieważ przeszkadzają one w kontinuum życia i odciągają nas od przyjemności, oraz nie doświadczać agonii starości. Aborcja jest bronią, która powstrzymuje nas od pierwszego kłopotliwego położenia, a eutanazja (lub wspomagane samobójstwo, jak to się czasami nazywa) pomaga nam rozwiązać problem drugiego. Współczesna cywilizacja dała nam tak wiele możliwości i przywilejów, że odwróciliśmy się od twardych faktów ludzkiej egzystencji i straciliśmy poczucie powagi.

O Ryszardzie LegutceEdytuj

  • Było to w maju 1988. W Hucie im. Lenina trwał strajk hutników. W tym samym czasie filozofowie na inny sposób protestowali przeciw komunizmowi. Na nielegalnym seminarium prowadzonym przez młodego dr. Legutkę analizowaliśmy Etykę nikomachejską Arystotelesa. Któregoś dnia po zajęciach szliśmy ulicą Grodzką w kierunku Rynku. Ostatnie promienie słońca wydobywały urodę zaniedbanych, śmierdzących kamienic. „Życie jest piękne” – powiedział w pewnej chwili Legutko. „Jest maj, świeci słońce i komunizm zdycha” – dodał. Parsknąłem śmiechem z udanego żartu. Ale kiedy spojrzałem na jego twarz, śmiech zamarł mi na ustach. Zobaczyłem bowiem, że mówi całkiem poważnie. „Zwariował. Gdzie on widzi koniec komunizmu?” – pomyślałem.
  • Naprzód olśniły mnie jego przekłady dialogów platońskich, o których złe języki mówiły, że zostały zrobione z angielskiego. Dziś wiem, że to nieprawda, ale wtedy mało mnie to obchodziło. Odsłoniły one przede mną Platona nowego, współczesnego, który zachwycał urodą zdania i nigdy – a tak bywało w przypadku tłumaczeń Witwickiego – mnie nie nużył. Również pisarstwo profesora ewoluowało w kierunku błyskotliwej formy. Coraz częściej czytałem go z przyjemnością, lecz jako adherent Unii Demokratycznej, bez sympatii dla jego konserwatywnych poglądów.