Otwórz menu główne

Jacek Bartyzel

polski publicysta, działacz opozycji w czasach PRL
Jacek Bartyzel

Jacek Bartyzel (ur. 1956) – polski historyk idei, monarchista, działacz Ruchu Młodej Polski, profesor nauk politycznych.

  • Gdybym żył w 1848 roku i akurat przebywał w Rzymie, to biegłbym razem z Krasińskim i Norwidem ratować papieża przed buntownikami, a nie szarpał go wraz z Mickiewiczem za guzik od sutanny i wrzeszczał mu do ucha, że Duch Boży jest pod czerwonymi bluzami paryskiego proletariatu.
    • Źródło: „Umierać, ale powoli!”. O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815-2000, wyd. 2, popr. i uzup., Kraków 2006, s. 19.
  • Jak każdy długotrwały i wpływowy prąd umysłowy oraz ideologia społeczno-polityczna i ekonomiczna, tak również liberalizm wytworzył w toku swojej kilkusetletniej już historii tyle różnych (a niekiedy wręcz wzajemnie przeczących sobie w podstawowych punktach) odmian, że na dobrą sprawę należałoby, pragnąc być ścisłym, mówić raczej w liczbie mnogiej o „liberalizmach”, za każdym razem doprecyzowując stosownym przymiotnikiem przywoływaną odmianę.
    • Źródło: W gąszczu liberalizmów. Próba periodyzacji i klasyfikacji, wyd. 2 posz., Lublin 2012, s. 5.
  • Kreślę tych kilka słów w związku z publicznie komentowanym faktem przystąpienia mojego syna, Jacka Władysława Bartyzela, do Ruchu Poparcia Palikota. Nie będę rozwodził się nad błahą w sumie, bo czysto formalną, okolicznością, iż syn mój jest człowiekiem dorosłym, samodzielnym i niepodlegającym już od lat mojej władzy rodzicielskiej. Ktokolwiek ma odrobinę choćby wyobraźni i niezbędnej wiedzy, musi zdawać sobie sprawę z tego, czym ten postępek jest dla mnie i dla całej mojej rodziny, której nie mogło spotkać już chyba nic gorszego. Kto jednak żądałby ode mnie również publicznego wyrzekania się krwi z krwi mojej i kości z kości mojej, ten – proszę – niechaj przeczyta naprzód wiersz Konstandinosa Kawafisa Kapłan w Serapejon i zastanowi się czy byłaby to postawa chrześcijańska.
  • Książka ta jest opowieścią o zabijaniu. O mordowaniu z zimną krwią, planowym i metodycznym, Starej Europy - katolickiej i monarchistycznej. Tej Europy, która jest jedyną prawdziwą Europą, zbudowaną na fundamentach Rzymu antycznego przez papieży Świętego Kościoła Rzymskiego oraz przez króla Franków i cesarza chrześcijańskiego Karola Wielkiego; Europą wielu narodów, państw i kultur, lecz jednej cywilizacji: chrześcijańsko-klasycznej, i jednej religii: rzymsko-katolickiej; Europą, która nie istnieje i istnieć nie może poza równaniem: Europa=Zachód=Rzym=Katolicyzm.
    • Źródło: Umierać, ale powoli. O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815-2000, wyd. 2 popr. i uzup., Kraków 2006, s. 9.
  • Słychać także niekiedy natarczywe wezwania pod adresem prawicy, aby dokonała rozrachunku z własną przeszłością, a osobliwie - żeby wyznała swój największy ponoć „grzech”, jakim była jej niedemokratyczność. Dopiero dokonanie takiej „spowiedzi” da jej moralne prawo do uczestnictwa w „demokratycznym ładzie”. Szczególnym natręctwem wyróżnia się pod tym względem sam największy guru liberalnej lewicy w Polsce - Adam Michnik. W swoich periodycznych „kazaniach” świeci on również w oczy przykładem lewicy, która takiego rozrachunku dokonała, z „totalitaryzmem” się rozliczyła i swoje demokratyczne sumienie oczyściła. Tymczasem, ta uparta prawica swoich „demonów” za nic nie chce egzorcyzmować. Trudno zdecydować, czy żądanie to jest bardziej głupie czy bezczelne.
    • Źródło: Umierać, ale powoli. O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815-2000, wyd. 2 popr. i uzup., Kraków 2006, s. 21.
  • To, że nas Żydzi nienawidzą i opluwają, jestem w stanie przyjąć ze spokojem – w końcu czegóż można spodziewać się od tego plemienia żmijowego pełnego pychy, jadu i złości? Trzeba po prostu trzymać ich na dystans, tak wielki, jak tylko możliwe. W ogóle nawet inne próbować dyskutować czy przekonywać, bo to daremne; oni nie są zdolni do okazywania wdzięczności, uważają natomiast, że wszystko im się należy.
  • Wiadomo nie od dziś, czego nie lubi (na czele z religią katolicką i Kościołem) była pani minister (psiakrew, ministerka) ds. zrównywania waginy z penisem. Idiosynkrazjom Pani Madzi, filozofki, nie ma większego sensu poświęcać uwagi: zresztą, kto ciekaw, może sobie zrobić ich repetycję w przywoływanym wywiadzie. Trudno nam też wzruszyć się deklarowanym wyznaniem samopoczucia znajdowania się „w kompletnej mniejszości”, a już oznajmienie, że jest to mniejszość, „która właściwie milczy”, może być uznane co najwyżej za przejaw specyficznego poczucia humoru. Trudno przecież, włączywszy telewizor na jakikolwiek program publicystyczny którejkolwiek ze stacji, nie trafić akurat na Panią Madzię, która gada, gada, gada…, śmieszy, tumani, przestrasza, by już nie wspomnieć o kazaniach głoszonych ciemnemu ludowi na Wirtualnej Polsce.