Jacek Szafranowicz

polski poeta, publicysta

Jacek Szafranowicz (ur. 1983) ― polski poeta i prozaik, także recenzent filmowy oraz publicysta.

Jacek Szafranowicz w 2005 roku.
  • Kieruję się wskazówką amatorstwa od wielu lat. Nie chcę być profesjonalny w niczym, zwłaszcza w pisaniu. To by oznaczało, że się na danym temacie znam, a wolę nie mówić, co myślę o ludziach, którzy uważają, że się na czymś znają. To by także oznaczało, że mam przepis, kiedy przepisu nie ma (chyba, że piszesz jak Stephen King albo grasz w Nickelback). Chodzi bowiem o to, żeby podchodzić do sprawy po dziecięcemu. Że się nie wie, że chce się bawić, że chce się być dokładnie takim, jakim się jest, być, jak to mawiają Amerykanie: What you see is what you get. W dorosłym życiu takie podejście budzi dyskomfort. Ale, boże, jakie to jest ważne, żeby się nie dać śmierci za życia. Kiedy, dajmy na to, piszę kolejny wiersz, mam wrażenie, że piszę pierwszy wiersz w życiu, że zaczynam zupełnie od nowa. Zależy mi na tym, żeby to wrażenie zachowywać. Wiem bowiem, że jeśli to wrażenie zniknie, zabierze ono ze sobą chęć pisania.
  • Podobno nie jest łatwo znaleźć na siebie pomysł po pięćdziesiątce. Zwłaszcza, kiedy ma się za pasem sporo płyt z gatunku, który samemu powołało się do życia. Innymi słowy: bycie pionierem to nie taka fajna pozycja, jak z pozoru mogłoby się wydawać.
  • Dla mnie od paru lat ten numer―i działa on na mnie za każdym razem bardzo silnie―niezmiennie jest o tym, jak ciężko jest, kiedy znowu okazuje się, że jeśli coś ci naprawdę stoi na drodze w tym życiu, to najczęściej tym czymś jesteś ty sam. Mało jest piosenek, które w tak poruszający sposób oddają, jak trudno być w takim miejscu.

W prozieEdytuj

  • Wczoraj śnił, że matka zmarła, a on uśmiechał się. Kiedy się zbudził, zadzwonił do niej, żeby wyznać, że nigdy nie chciał się wyprowadzać. Ale następnego dnia było już za późno.
  • Wreszcie z bólem w stopach i ramionach podszedłem ponownie do lustra. Czterdzieści lat temu pewnie można było się w tym garniturze pojawić na dancingu i zapomnieć na parę godzin, że na co dzień pracuje się w fabryce garnków; buty, gdyby je podreperować przy czubach u szewca i porządnie wypastować, też z powrotem nabrałyby klasy. Ale teraz cały ten ubiór był bezużyteczny.
  • Ci, którzy lubią opowiadać swoje sny, zwyczajnie tęsknią za ciekawą rzeczywistością.
  • Śniło mi się, że przebrałem się za kota, a kot przebrał się za mnie i pytał: gdzie trzymasz kawę?
  • Śniło mi się, że piłem u siebie w mieszkaniu alkohol z Antonim Pawlakiem. I nie byłoby w tym niczego szczególnego, gdyby nie to, że z każdym kolejnym łykiem whisky coraz bardziej siwiały mu włosy. Trochę mnie to zaczęło martwić, więc zapytałem: Antek, co się dzieje?, a on odpowiedział: Zaraz będę publicznie czytać wiersze, na co ja odparłem: Przecież od tego się nie umiera, a on wówczas powiedział: Niby nie, ale przede mną będzie czytać Czesław Miłosz, a on z Ameryki, to zgarnie wszystkie dziewczyny.
  • Życie dopadnie cię wszędzie – nawet we śnie. Śnił mi się Lovecraft. Powiedział: Została mi jedna kartka papieru. I teraz mam do wyboru: albo napisać list samobójczy, albo zachować ją na wypadek, kiedy będę potrzebował się wysrać. I kto mi teraz powie, że życie nie jest podłe?

W poezjiEdytuj

  • Latem
    kot biegający za motylem
    to najlepszy widok jaki można zobaczyć
    żaden chłopak biegający za dziewczyną
    się nie równa
    • Motyl
  • To zimne światło gwiazd
    zaczyna się we mnie.
  • Wokół nowego mieszkania jest ciszej,
    ale czy jest lepiej, nie umiem powiedzieć.
    Najlepiej byłoby połknąć klucze
    i poważnie przemyśleć sytuację.

W recenzjachEdytuj

  • Wiele lat temu złożyłem sobie przysięgę, że już nigdy w tym życiu nie obejrzę filmu z Nicolasem Cage’em. Zakładam, że wielu z nas złożyło sobie wiele lat temu taką przysięgę. Ale Nicolas Cage jest tutaj idealnie obsadzony: ta jego blada, znękana i pozbawiona witamin gęba to doskonały plakat nastroju tego miasta: zmęczonego, a zarazem kipiącego od gniewu i szaleństwa.
  • Kto siedział na łóżku patrząc, jak ktoś drugi umiera w ohydnej powolności, ten widział o wiele więcej niż w Miłości ― i widział o wiele prawdziwiej.
  • Siedem dych na karku i siwe włosy potrafią być świadectwem totalnego zaniku wyobraźni. Jeśli to ma być kino, to ja zgłaszam sprzeciw absolutny. Bo i komu coś takiego mogłoby jakkolwiek pomóc? Z pewnością ani tym niesłychanie dzielnym starszym aktorom, ani widzom.
  • Ilekroć tu przyjdę, zaczepia mnie typ, który wyłapał fuchę w gazecie festiwalowej; nalany na pysku, z brzuchem jak bęben, cuchnie nieprzetrawionym procentem. Dziwię się, że ktoś nadal nie wezwał odpowiednich ludzi, żeby zabrali go w jakieś bardziej adekwatne miejsce, dajmy na to, na izbę wytrzeźwień. Wczoraj gibał się na lewo i prawo, ogłaszając mi, że jest poetą; usiłował dowiedzieć się, dlaczego nie było mnie na festiwalu literackim w Gnieźnie, skoro zapowiadali, że będę na festiwalu literackim w Gnieźnie. Nie łapał, że nie miałem ochoty udzielić mu informacji, dlaczego nie było mnie na festiwalu literackim w Gnieźnie. I dziś też go widzę, jak tam się kręci, chcąc sprawiać wrażenie dziennikarza, i stopniowo nabieram obawy, że on dziś znów będzie próbował dowiedzieć się ode mnie, dlaczego nie było mnie na festiwalu literackim w Gnieźnie.
  • The Innocents to mój ulubiony horror. Ilekroć o nim wspominam przy okazji rozmów z ludźmi, którzy deklarują, że kochają horrory, najczęściej okazuje się, że mój ulubiony horror nie był widziany przez tych, którzy kochają horrory. Z pewnością jest to temat do refleksji.
  • My [ludzie] faktycznie mamy niebywały talent do rujnowania wszystkiego, co natura powoła do życia.
  • Na Pretty Hate Machine wyznał w dziesięciu numerach, co mu leżało na sercu – jedni czuli bluesa, inni kręcili nosem, ale jedno jest pewne: Reznor genialnie pożenił wtedy darkwave z popową piosenką, dając nam, jedyny w swoim rodzaju, mroczny pop. Szkoda, że potem uwierzył w bzdury, że jest za miękki żeby być cool, skoro to właśnie piosenki wychodziły mu najlepiej.
  • Z czego biorą się najczęściej najpaskudniejsze konflikty między ludźmi? Z arogancji. Z tego, że ktoś jest przekonany, że zna kogoś drugiego na wylot.
  • Piekło to często dwóch ludzi, z których żaden od pewnego momentu nie potrafi powiedzieć: Dosyć tego.
  • Miewam mocno niepopularne opinie. Na przykład taką że choć James Cameron i Arnold Schwarzenegger zasłużenie pamiętani będą po kres rodzaju ludzkiego za Terminatora, tak jednak Prawdziwym kłamstwom należy się złoty medal dla tego fantastycznego gwiazdorsko-reżyserskiego duetu.
  • Corbet zdaje się nie widzieć, że jak opowiada się historię o gwieździe pop formatu Lady Gagi, to przede wszystkim trzeba mieć naprawdę dobre kawałki, inaczej nikt nie da wiary w jej sukces.
  • Bukowski pisząc scenariusz do Ćmy barowej chciał zabawić się legendą, którą wcześniej sam stworzył, jednak Schroeder nie wyczuł tego odpowiednio silnie, przez co ostateczny efekt pozostawia sporo do życzenia; robi z Chinaskiego karykaturę karykatury, co po latach budzi nawet pewien niesmak.
  • Nie jest łatwo robić film, który będzie trzymać się kupy, mając na pierwszym planie antybohatera.
  • Schroeder obrał drogę bezpieczną, zamykając film epicką barową sceną pełną pijackiego rechotu, przez co Ćma barowa wybrzmiewa jak dobroduszna quasi-komedia. Hamer również kończy opowieść w barze, ale tu nikt się nie śmieje, nie chleje whisky, ani nie wydziera. Chinaski jest sam. Na rurze, w aurze jak z marzenia sennego, tańczy piękna panna a on, patrząc na nią i popijając piwo, dzieli się z offu słodko-gorzką refleksją o tym, że jeśli warto się za coś w życiu naprawdę zabrać, to jedynie wtedy, kiedy jest się gotowym regularnie płacić cenę za bezkompromisowość, jaka ściśle się z tym wiąże. Może i brzmi to efekciarsko, ale — tak między bogiem a prawdą — głupot nie sadzi.
  • Lęk przed spojrzeniem na siebie trzeźwym okiem to bolączka wielu gwiazd rocka, i co w tym tekście rusza najmocniej, to fakt, że, podobnie jak w muzyce, Mötley Crüe również tu idą na całość, rozumieją bowiem istotę autobiografii, wiedzą, co tchnie ducha w historię, da jej prawdziwego kopa. Mają odwagę odsłonić się jako zwykłe, pogubione i nieporadne jednostki; opowiedzieć o bolesnym procesie budowania wewnętrznej integralności, konfrontacjach z tytułowym brudem, który regularnie zamiatali pod dywan sławy i dekadenckich wojaży.