Bart D. Ehrman

amerykański religioznawca, krytyk tekstu Nowego Testamentu

Bart D. Ehrman (ur. 1955) – amerykański religioznawca, pisarz, krytyk tekstu Nowego Testamentu.

Bart D. Ehrman (2012)

Nowy Testament. Historyczne wprowadzenie do literatury wczesnochrześcijańskiej

edytuj

(tłum. Sergiusz Tokariew, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2014, ISBN 978-83-61710-12-7)

  • Jeśli zgodzimy się ze starożytnymi, że Jezus dokonał wszystkich przypisywanych mu cudów, musimy uznać, że był boskim mężem (lub czarownikiem). Tyle tylko, że jeśli na to przystaniemy, to chcąc być konsekwentni, musimy uznać, że cudów dokonywali również Apoloniusz z Tiany, cesarz Wespazjan i Chanina ben Dosa. Rzeczy podobne należy traktować podobnie.
  • Koniec świata jest bliski. Tak głosił Jezus, a po nim apostoł Paweł. To samo mówili wszyscy wcześni chrześcijanie, o których cokolwiek nam wiadomo. Koniec miał nastać rychło, Bóg miał przerwać bieg dziejów, Chrystus powrócić z niebios na sąd, a ludzie muszą odpokutować za grzechy, przygotowując się na jego przybycie. Z biegiem czasu przekonanie to straciło na żywotności. Koniec nie nadchodził, a to zmusiło wyznawców nowej religii do ponownej oceny (a nawet odrzucenia) wcześniejszych apokaliptycznych tradycji.
  • Księgi Nowego Testamentu napisano wieki temu i przekazywano przez pokolenia aż do dnia dzisiejszego. Każda z nich jest nie tylko świadectwem wiary, ale i dokumentem zakorzenionym w dziejach – napisanym i czytanym w konkretnych kontekstach historycznych. Jego znaczenie teologiczne mogą badać nie tylko wierzący, ale także historycy – również ateiści.
  • Nawet jeśli Jezus jest jedynym dziś nam znanym cudotwórcą i Synem Bożym żyjącym w starożytności, to musimy pamiętać, że dla swych współczesnych był tylko jednym z wielu. Oczywiście, jeśli chcemy badać wczesne tradycje o Jezusie, co stanowi dla nas jedyną metodę jego poznania, musimy zacząć od usytuowania ich w pierwotnym kontekście świata grecko-rzymskiego. Podania o Jezusie krążyły pośród ludzi, którzy mogli je zrozumieć, a sposób ich rozumienia wiązał się z przeświadczeniem, że żyją w świecie zamieszkanym przez istoty boskie. Starożytni, odmiennie niż my, stan taki traktowali jako oczywistość.
  • Tytuł „apostoła pogan”, który Paweł sam sobie nadał, nie był pustą frazą. Ludzie, których nawrócił, faktycznie wcześniej byli poganami. Spotykał się z nimi w miejscu pracy i przekonywał do porzucenia tradycyjnych kultów i do tego, by zaczęli oddawać cześć jedynemu prawdziwemu Bogu – Stwórcy świata. Nauki Pawła i jego towarzyszy miały wydźwięk silnie apokaliptyczny – Stwórca świata był również jego sędzią, a dzień sądu był bliski. Bóg miał niedługo zesłać na ziemię swojego syna Jezusa, który umarł, zmartwychwał i został wzięty do nieba, aby ocalić swych wyznawców przed gniewem Bożym, który niedługo obejmie całą ziemię.
  • W dość powszechnym mniemaniu pierwotne chrześcijaństwo było monolitem, który dopiero wraz z upływem czasu (zwłaszcza po reformacji) uległ rozbiciu. Historycy jednak nie mają wątpliwości, że na tle tego, co działo się w odległej przeszłości, różnorodność współczesnego chrześcijaństwa prezentuje się wręcz skromnie. Gdybyśmy cofnęli zegar o 1850 lat, do ostatnich dekad II wieku n.e., odnaleźlibyśmy tam ludzi, którzy nazywali siebie chrześcijanami, ale wierzyli w rzeczy, o który nikt dziś nie słyszał; chrześcijan głoszących, że istnieje dwóch, a nawet trzydziestu lub trzystu sześćdziesięciu pięciu bogów; chrześcijan, którzy twierdzili, że Stary Testament jest złą ksiegą inspirowaną przez złe bóstwo; chrześcijan wierzących, że Bóg nie stworzył świata i nie ma z nim nic wspólnego; chrześcijan, którzy utrzymywali, że Jezus nie był człowiekiem lub nie miał duszy ludzkiej bądź nigdy nie narodził się albo nie umarł.