Wojciech Pszoniak

polski aktor, pedagog

Wojciech Pszoniak (1942–2020) – polski aktor.

  • Kiedy się pracuje nad rolą, nad filmem, to nigdy się nie zakłada dzieła czy klęski, bo to, po prostu utrudniałoby pracę. Człowiek się zakochuje się w scenariuszu, zespół zaczyna ze sobą pracować i wtedy powstaje jakaś magia. Myśmy czuli, że w tym materiale, w tej energii jest coś nadzwyczajnego, coś innego.
Wojciech Pszoniak (2004)
  • Nadzieja jest wartością bezwzględną. Można egzystować bez wielu rzeczy. Nie można jednak żyć bez nadziei. Tam gdzie przestaje ona funkcjonować mamy do czynienia z tragedią, ze śmiercią. W wymiarze czysto filozoficznym jest to coś, co dotyczy każdego z nas. Każdy gdzieś czasem wątpił, stawał w obliczu beznadziei. Sama tylko symbolika słowa „beznadzieja”, oddaje pewien tragizm oraz dramat człowieka. Przy tym są oczywiście różne wymiary i przejawy nadziei. To wszystko jest w ciągłym ruchu. Człowiek, często nie zdając sobie z tego sprawy, mógłby nie posiadać kont, majątków, ale mieć nadzieję. Tymczasem nie mając nadziei, dopiero pozostaje tak naprawdę bez niczego.
  • Nie uważam się za „zawodowego aktora”. Zawodowy ma być pilot samolotu, chirurg, budowniczy mostów. Poeta, ksiądz to nie zawód, to coś więcej. U artysty warsztat jest konieczny, ale nie wystarcza. Trzeba dbać o szereg rzeczy znacznie trudniej uchwytnych. Na przykład stosunek do wartości. Udział w miernych, pozbawionych ambicji produkcjach, na przykład w głupich sitcomach telewizyjnych, nie jest bezkarny. Pozostawia ślad. Sztuka aktorska to także odwaga zadbania o własną kondycję moralną, psychiczną, emocjonalną. Ja, kiedy czuję, że za dużo gram w teatrze i zaczynam się zużywać – przerywam. Zajmuję się przez jakiś czas czymś innym. Czytam, podróżuję, wymyślam przepisy kulinarne, słucham muzyki. Uzupełniam to, czego mi akurat brakuje, by być nie tylko rzemieślnikiem, ale przede wszystkim samoświadomym, pełnym człowiekiem. Inaczej nie czułbym się aktorem, ale „produktem” czy wytwórcą „produktów”. Przynajmniej tak rozumiem etos aktorski i to próbuję przekazać swoim studentom.
  • Osobiście mam dosyć krytyczny stosunek do tego, co się w polskiej kinematografii dzieje. Boli mnie ta nijakość, bełkot, schamienie, zwulgaryzowanie, cała popkultura, wreszcie masowe błoto zalewające nas z każdej strony.
  • Prawdziwej jakości. Jakiejś powagi, wartości. Tego nigdy nie będzie za dużo. Marzy mi polskie kino takim, jakie było ono dawniej. Czyli czymś na tyle cennym, jak chociażby polska szkoła filmowa, gdzie była grupa twórców formujących umysły młodych ludzi, a wręcz części społeczeństwa. Takiego głosu dziś nie słyszę i wydaje mi się, że nie tylko ja.
    • Opis: odpowiedź na pytanie, czego aktorowi brakuje w polskim kinie.
    • Źródło: wywiad, 2008
  • Szkoda Polski. Co dobre, zostanie zniszczone. Straszna jest bezradność. Jednocześnie wierzę w instynkt samoobrony polskiego społeczeństwa, historia nieraz pokazała, że my taki instynkt mamy. Bo musimy się bronić. Problem tylko, jaką formę teraz to przybierze. Co mogę zrobić sam osobiście? Niewiele. Mogę być solidarny z ludźmi, którzy myślą podobnie jak ja. W Polsce wielu jest ludzi mądrych i spokojnych, którzy nie uważają, jak ci nawiedzeni, że to kraj w ruinie i w rozbiorowej niewoli.
  • W Polsce są ludzie, którzy nigdy nie widzieli Żyda, nigdy się z nim nie pokłócili czy weszli w konflikt, a mimo to na stadionie potrafią wymalować gwiazdę Dawida. Dopisać jakieś obraźliwe hasło. Czasem dla draki.
  • W serialach zaczynają grywać modelki, piosenkarze, dziennikarze. Sztuka zdemokratyzowała się w sposób niebywały. Ktoś, kto prezentuje wypchaną zebrę w formalinie lub czaszkę ludzką inkrustowaną brylantami, uważa się za artystę. Jestem przekonany, że także w sztuce powinny obowiązywać pewne kryteria. Te, które uwzględniają istotną różnicę między np. kompozycjami Piotra Rubika i Krzysztofa Pendereckiego. Nie każdy, kto występuje na scenie, jest aktorem, i nie każdy, kto gra na instrumencie, jest muzykiem. Sam fakt, że ktoś ma sklep, nie znaczy, że jest handlowcem. Są jeszcze, myślę, jakieś punkty odniesienia. Zresztą nie tylko w Polsce. Idąc do teatru, niejeden widz zastanawia się, czy np. tarzanie się na scenie jest sztuką. Chcemy zobaczyć Szekspira, a to, co powstaje, jest tylko jego recyklingiem. Tego rodzaju sztuka – mówię otwarcie – mnie nie interesuje.

O Wojciechu Pszoniaku

edytuj
  • (…) Pszoniak – grając – nie wyzbywa się samego siebie. Buduje role nie z elementów zewnętrznych, obcych, których można się wyuczyć, lecz z tego ludzkiego materiału będącego w nim samym, w jego bogatej – jak w każdym człowieku – osobowości, której nie pragnie ukryć pod kostiumami, szminką, lecz z której czerpie wewnętrzną prawdę.

Zobacz też

edytuj