Natalia Tułasiewicz

polska błogosławiona Kościoła katolickiego

Natalia Tułasiewicz (1906–1945) – polska błogosławiona katolicka, patronka nauczycieli w Polsce, więźniarka obozu niemieckiego KL Ravensbrück.

  • 12 marca 1938 r., Poznań. Niemiecka armia wkroczyła dziś do Wiednia. Fakt dokonany, alea iacta est. [...]. Dla nas Anschluss jest wielkim niebezpieczeństwem. [...] Horyzont się chmurzy. [...] Pamiętam dobrze czas, gdyśmy nie mieli Ojczyzny. Urodziłam się w niewoli. Dlatego każdy skrawek naszej ziemi jest mi świętością. Mogę ogarnąć rozumem interesy i konieczności obce, ale to co własne, co polskie, jest dla mnie jedynym prawem.
Tablica pamiątkowa ku czci Natalii Tułasiewicz w Poznaniu przy ul. Śniadeckich 30
  • 29 września 1938 r. Dziś historyczna konferencja w Monachium. [...] Czego doczekamy? Wypadki spadają na nas w takim tempie [...]. Miłość ziemi – głód ziemi ojczystej – w każdym z nas tkwi w najgłębszych tajniach podświadomości. Teraz to wszystko wyzwala się żywiołowo i prze w nowe jutro wydarzeń, jak rzeka wiosenna. Jak tu w takiej atmosferze zachować spokój nieodzowny dla mrówczej pracy w szarej codzienności? ? [...] Element bezrobotny znajduje nagle cel i to nie byle jaki. Ideowcy chcą wyżyć głód doraźnego bohaterstwa [...] A iluż jest takich, dla których wojna jest najpewniejszą bramą do bolszewickiego raju na świecie...
  • 18 marca 1939 r. Już po Czechach! Niemcy wkroczyli na Hradczyn w Pradze [...] mają protektorat nad Słowacją [...] - to wszystko idzie ku nam nieuchronnie. [...] nawet w nadludzkim ucisku można wytrwać mocą Bożą i [...] nigdy Bóg nas nie doświadcza ponad siły – albowiem wtedy, gdy naszych sił nie starczy, On z nami walczy i cierpi [...], z nami umiera na naszym rozpięty krzyżu. Nie tracę otuchy, chociaż to co ludzkie, zamiera czasem w sercu z trwogi. Modlę się ufnie: ‘Przecież Ty, Boże, jesteś mocą naszą. W Tobie nadzieja nasza. Doświadczaj, jak chcesz, jeno zachowaj nam Ojczyznę, dziedzictwo krwią serdeczną niedawno odkupione’.
  • 28 sierpnia 1939 r., u sióstr Serafitek. […] Dni rozmowy dziecięcej z Bogiem są nieporównane w mocy i jej skutkach w przyszłości. – Jakie nowiny w świecie politycznym – wojna czy pokój- wszystko to jest na razie od nas z dala. I słodko jest w takich właśnie chwilach położyć ufnie, jak Jan św., głowę na piersiach Jezusa i mówić: „Cokolwiek mi każesz uczynić, uczynię, gdziekolwiek mię poślesz, pójdę, czego zażądasz, oddam Ci, cokolwiek dasz mi, przyjmę z miłością”. Służba Bogu jest służbą siły, która nie zna klęski.
  • 2 września 1939 r. Wojna. Wczoraj przeżyliśmy pierwsze ataki bombowe.[…] O godz. 18 na Łazarz zrzucili Niemcy kilkanaście bomb – huk był potworny.[…] W nocy było jeszcze kilka alarmów i za każdym schodziliśmy do piwnicy z niezbędnym bagażem. […] Duch jest wszędzie w gotowości. Wiemy, że walczymy o świętą sprawę i wierzymy sercem całym w zwycięstwo. Nasz żołnierz wie, o co się bije, odda wszystko, bo walczy za wszystko. […] na ich intencje ofiarujemy nasze nocne trudy piwniczne i całe dzienne pogotowie, i ludzki lęk przed barbarzyńskim bestialstwem. Cała Polska cierpi ofiarnie, my jesteśmy kroplą w morzu, ale każda z tych kropel liczy się. […] wczoraj to był przedsmak piekła.
  • 5 września 1939 r. Ciężką walkę toczyć musi ze sobą polskie do głębi serce, gdy staje przed alternatywą: z miasta władze uciekły (podobno nawet straż pożarna!). Wejdzie Niemiec jak do swego. I trzeba naprawdę całego wysiłku woli, by w takich chwilach przy ogólnym zdenerwowaniu i zmęczeniu nie upadać na duchu, nie ulęknąć się barbarzyńskich ekscesów [...]. Polska wszystko odbije i pomści. Ach! Już nawet nie o zemstę chodzi – Bóg sądzi i Bóg karę wymierza według własnej wszechwiedzy. Ale chodzi o wolność, o sprawiedliwość, o znaczenie danych przyrzeczeń, o prawdę, o wszystko to, co w nas rozwinęła jako ideał kultura chrześcijańska.
  • 1 października 1939 r. Znowu wymazano Polskę z mapy świata. Ale ona żyje w nas, żyje – bo jak mówi najpiękniejsza z pieśni świata – żyje, kiedy my żyjemy. [...] Gdyby nam wiara nie dawała ciągle mocy swojej, życie stałoby się dla nas wszystkich okrutną igraszką ciemnych mocy. I tęsknota do nicości grobu wzięłaby górę nad życiem. Ale my jesteśmy dziećmi Bożymi – On nami włada, On z nami cierpi, z nami przezwycięża złą codzienność – uczy nas najważniejszej dla dzisiejszej sytuacji umiejętności: cierpliwości, uczy nas contra spem sperare. [...] staram się [...] być jak najbliżej Bożego serca, [...] najczęściej nie mówię nic, modlę się milczeniem, tylko cichutko obejmuję z Marią krzyż i tak trwam. [...] Mistrz mój kocha moje milczenie. W takich godzinach ciszy rozmawia ze mną najczulej – pociesza, dodaje otuchy, tłumaczy wiele i obiecuje zwycięstwo dobra i prawdy. [...] wada popędliwości, z którą najwięcej muszę walczyć, nurtuje mnie silniej niż kiedykolwiek dotąd i nieraz gwałtem całym zdusić muszę w sobie spontaniczne oburzenie na zło, pogardę [...].Najdroższy mój Przyjaciel mówi mi: ‘Nie oburzaj się, nie złorzecz, potrzebna mi jest twoja, właśnie twoja miłość. Dziś [...] potrzebna mi jest twoja miłość więcej niż kiedykolwiek. Módl się przede wszystkim za nieprzyjaciół, albowiem taka modlitwa jest miłością najwyższej próby – wszystko zaś przez tę właśnie modlitwę będzie ci przydane. Obdarzam cię jedną z największych łask – oto nie zabijasz, nie burzysz, ale tworzysz miłością. Bądź mi jak światło lampki oliwnej.
  • 9 października 1940 r., Mszana. Szkoła, teatr, radio, dziennik [...] moim przeznaczeniem [...] jest tkwić w życiu, w jego konfliktach, w jego rozmaitości.[...] Pragnę jedynie tego, abym w chwili śmierci miała świadomość, że szłam ścieżką Pańską, nie swoją, a raczej, że moją ścieżkę całkowicie skierowałam w łożysko Boże. [...] chcę być apostołem miłości, a wszelkie apostolstwo ma to do siebie, jeśli jest istotnie Boże, że z maluczkich czyni mocnych i zdatnych do tego, czego chce od nas Bóg nasz i Pan.
  • 3 stycznia 1941 r. Jestem demokratką nie z nomenklatury, ale z ducha. […] reformy socjalne są w Polsce konieczne. Nasze życie społeczne, stosunek do pracy jest u inteligencji polskiej zakłamany, a religijność, chrześcijaństwo, katolickość to są kapliczki kultu na użytek domowy, od czego żąda się procentów w życiu gromadzkim, ale próżno szukać tam rzetelności i głębi prawdziwie ewangelicznej. Wola tu decyduje, wola nie tyle zła, ile słaba. I trzeba doprawdy wichury wojennej, wysiedleń, bombardowań, utraty wszystkiego [co się latami gromadziło] w jednej chwili, aby pojąć że cała Europa w tym niesłychanym w dziejach bólu rodzić musi nową sprawiedliwość społeczną dlatego, że jej nie chciała stworzyć w latach pokoju bez cierpień, dobrowolnie, w trudzie, który kosztowałby ją może znikomy procent tego wysiłku, jakiego od niej żąda wojna.
  • 22 czerwca 1941 r. W Paneuropę nie wierzę. Stanowczo na nią za wcześnie. Ale istnieje czynnik, który dla skłóconego świata może być platformą porozumienia: katolicki chrystianizm. Uważam, że podkreślenie tu słowa – katolicki – jest specjalnie ważne. Autorytet moralny papieża powinien być siłą dla zmęczonej wojną ludzkości. Ale wydaje mi się też, że chrześcijaństwo jutra musi wziąć niejedno z reform, jakich dokonały doktryny XX stulecia. Tylko ono, odrodzone i uspołecznione, może złagodzić tę burzę, jaka światem wstrząśnie. Być może, że nim lata ukoju nadejdą, przyjdzie nam oddać życie za wiarę w rewolucyjnym chaosie.
  • 1 stycznia 1942 r. Dyskutowaliśmy długo a płomiennie o czasach, które nadejdą, o naszych nadziejach na przyszłość, konieczności zasadniczych reform społecznych, o kościele powszechnym ludzi nie z imienia, ale z ducha, z miłości. O takie, nowe jutro ludzkości się modlę i dla niego chcę pracować. Modlę się też nade wszystko o to, by Pan wejrzał na ofiary wojny nie tylko w Polsce, ale wszędzie, gdzie bije pokrzywdzone, cierpiące serce ludzkie, gdzie niedola odjęła radość i ufność.
  • Być polonistką »wyczerpuje do szpiku«, poprawianie zeszytów to »gwóźdź do trumny«. Nie cierpię omawiania dzieł sztuki w szkole na modłę stereotypową: ogłupiająco pochwalną – sama prowokowałam moje wychowanki do ostrej krytyki.
  • Chcę nieść Chrystusa, który obrał serce moje za mieszkanie dla siebie, chcę Go nieść wszystkim ludziom spotykanym na ulicach, w tramwaju, w urzędach, w sklepach, w restauracjach, kinach, teatrach, wszędzie! A jeśli czuję w sobie specjalny artystyczny pociąg ku sztuce teatralnej i filmowej, to radość, jaką z tego czerpię, radość z góry mi daną, powinnam przetwarzać na takie wartości, by one mogły być własnością tych ludzi, z którymi mię życie styka lub zetknie. […] umartwię się chętnie w każdej dziedzinie, która mi tę pracę ułatwi, ale odrzucę każde takie umartwienie, które by mię zawracało z wyznaczanej mi przez Opatrzność drogi. Nie wyrzekam się zatem turystyki, teatru, kina, książek, studiów ustawicznych, dyskusyj, koncertów, wystaw obrazów, podróży. Tylko tam, gdzie by tego wymagała doraźnie czynna miłość bliźniego, tylko tam ograniczę te moje radości […], ponieważ jestem najgłębiej przeświadczona, że dobry chrześcijanin ma nie tylko obowiązek cierpieć i to przykładnie cierpieć, ale ma także równorzędny obowiązek przykładnie się radować w takim właśnie zakresie radości, jaki Bóg dla niego przewidział.
  • Dostawaliśmy co roku locum w klasztorze [w Kalwarii Zebrzydowskiej], dawano nam klucze do poszczególnych kaplic i tak, zwykle w czwórkę tj. Rodzice, Tadeusz i ja, w skupieniu modlitewnym odbywaliśmy w 3 dniach te stacje. […] do dziś pozostało mi w oczach jedno: Rodzice skupieni powagą modlitewną, ich trud, podejmowany dla wybłagania nam zdrowia. […] ilekroć przechodzę koło tych kaplic, widzę jego [Adama] postać, ramiona, dźwigające przyciężkiego, kulejącego na nóżkę Tadka, twarz ojca zmęczoną tym fizycznym wysiłkiem (bo stacje pną się wysoko jedna nad drugą), ale jednocześnie świetlaną Bożą pogodą. I myślę, że ta wizja przeszłości, jaka została mi w oczach, jest dla mnie przedziwnym symbolem życia moich najdroższych.
  • Kiedy o tym wszystkim myślę, jakiś głos wewnętrzny mówi mi, że niemoc takich jak ja jest największym z przeżywanych na ziemi złudzeń. W istocie bowiem każdy z nas jest ogniwem w łańcuchu przyczyn i skutków, które sięgają nieskończoności. [...] W takiej perspektywie sens osobistego życia można zamknąć w słowach: ‘Żyj tak, jakby tylko od jakości twojego życia zależał los świata, módl się tak, jakby tylko od twojej modlitwy zależały dzieje pokoju i wojny’.[...] Albowiem nie co innego, jeno wielkość właśnie opiera się na fundamencie małości.
  • Miłość Boża jest już dziś we mnie ponad wszystko: ponad wartość życia, lęk śmierci, umiłowania ziemskie, nawet ponad bojaźń Bożą. Pewność, że dostąpię nieba, tj. bezpośredniego widzenia Boga po śmierci, jest we mnie tak przemożna, tak wyrugowała ze mnie wszelki lęk przed jakąkolwiek karą Bożą, że to trudno mi po prostu określić. Panie, wołam, milion lat cierpień, jakiekolwiek ześlesz i kiedykolwiek, byle z Tobą i w Tobie. Jednym tylko mógłbyś, Panie mój, unieszczęśliwić gdybyś mi odebrał Siebie. Wszystko inne jest niczym! […] Odbierz, co chcesz, daj, co chcesz, czyń ze mną, co chcesz, twoja jestem całkowicie Panie mój!
  • Moim przeznaczeniem jest tkwić w życiu, w jego konfliktach, jego rozmaitościach… (…) Nie oddzielam życia szarego od ideałów, ku którym podążam. Wszystko – praca, nauka, sen, jedzenie – wszystko wciągam w swój program doskonalenia się (…). Trawi mnie w życiu głód podwójny. Głód świętości i piękna. W istocie jest to jedno i to samo (…) Świętość prawdziwa o cechach renesansowych, oto, co mnie absorbuje wewnętrznie.
  • Mój głód świętości, świadomy i świadomie podsycany, w moich Rodzicach był nieśmiałym, ale ufnym pochodem ku górze. Mój pęd zyskał siłę wzlotu w ich pielgrzymim kroku, w którym bywają nawroty szukania zagubionej zda się drogi, ale w którym nigdy nie wygasa nadzieja dojścia do istotnego celu wędrówki. Tak, to czym dziś jesteśmy, zawdzięczamy wkładowi minionych pokoleń, tętniącemu życiem w naszych żyłach. I zdaje mi się, że wszyscy, ile nas jest, pracujemy już nad tym świadomie, by wkład ten pomnożyć w dobrem, a możliwie ograniczyć w minusach bilans pokoleń. Pewnie, że to jest trud, który bez złudzeń trzeba sobie rozłożyć na cały okres życia aż po śmierć; odchylenie z wytyczonej linii, żeby już nie obniżenie poziomu, jest przecież też możliwością, z którą należy się w przewidującej pokorze liczyć. Ale kto zaufał na swojej drodze Opatrzności, choćby upadł, podniesie się z jeszcze głębszą tęsknotą najwyższego poziomu.
  • Najdroższy mój Przyjaciel mówi mi: »Nie oburzaj się, nie złorzecz, potrzebna Mi jest twoja, właśnie twoja miłość. Dziś (…) potrzebna Mi jest twoja miłość więcej niż kiedykolwiek. Módl się przede wszystkim za nieprzyjaciół, albowiem taka modlitwa jest miłością najwyższej próby«.
  • Najwięcej walki muszę staczać ze sobą, aby w moim wołaniu do Boga o sprawiedliwość nie było krzyku nienawiści. [...] mam obowiązek jeden z najtrudniejszych, modlenia się nie tylko o sprawiedliwość Bożą, ale i o miłosierdzie, zwłaszcza nad tymi, którzy nie wiedzą, co czynią. [...] Dlatego odłożyłam ten modlitewnik i modliłam się po swojemu, najczęściej strzelistymi, krótkimi, doraźnymi uwielbienia. Że słońce świeci [...], że ziemia rodzi, chociaż wojna wkoło szaleje, że najpiękniejszą świątynią Bożą jest ludzkie serce, że wysiedleńcy okazują innym bezprzykładny hart ducha.
  • Nie negatywna asceza, nie »porywanie« Chrystusa ze środowisk prawie pogańskich ku zaciszom domowym serca, ale przeciwnie (…) – przenoszenie Chrystusa w zaciszu swojego serca ku środowiskom i ludziom odwróconym od Niego.
  • Spraw, Miłości Nieskończona, abym umiała Cię wielbić nie tylko słowem, ale także życiem całym przyszłym, każdym oddechem, każdą kroplą krwi, każdą myślą, każdym uczuciem, wszystką, całkowicie wszystką wolą.. […] Stworzycielu mój, bądź uwielbiony przez mnie tym, co mnie tworzyć dozwalasz, Odkupicielu mój, dozwól mi wespół z Tobą odkupywać to, za co Ty umarłeś, Oświecicielu dusz, dozwól mi nieść światło Swoje tym, tym którym pragniesz zesłać jasność za pośrednictwem człowieka. — Miłości moja! Jestem. Idę! Wiem, że mi błogosławisz.
  • To właśnie była i jest ciągle ta niezawodna szkoła, która uczy mię współczucia dla każdego cierpienia. [...] wiem z całą oczywistością, że wszystkie bolesne rany, które wokół widzę, znalazłyby ukojenie w przebóstwieniu ludzkiego życia. Tylko człowiek lęka się tego odpowiedzialnego procesu, oszukuje się, woli cierpieć z pragnienia niż zgodzić się, by pocierpiał na udeptanej drodze do źródła.
  • (…) Tylko świętość jest najpełniejszą miłością, więc nie tylko chcę, ale muszę być świętą, nowoczesną świętą, teocentryczną humanistką! (…) Cóż Ci mam, Panie mój, rzec w tej godzinie wołania Twego? Znasz mnie, bo modlę się do Ciebie ustawicznie, modlę się całym życiem. Wiem, że modlitwa milczenia mego i słuchania Twego głosu najpiękniejszą jest dla Ciebie modlitwą. Że raczysz do mnie mówić, miłuję Cię ponad wszystko. Ale gdy skrywasz się przede mną, utajasz, milczysz, o, nawet wtedy po stokroć Cię miłuję goręcej. Wtedy wiem, że mnie uważasz za wartą Getsemani, za kogoś, kto nie śpi, gdy Ty czuwasz, za kogoś, kto wówczas umie być z Tobą. Miłości moja! Jestem. Idę!
  • Wiem, że jestem mała w swej nędzy, ale poznaję w tej chwili, iż tak mnie kochasz, Panie mój, że ufasz, iż (…) nie odmówiłabym Ci ofiary z życia.
  • Żadnych osobistych ambicji, żadnych koturnów. Prostota jedynie ma ten rodzaj patosu, który nie budzi uśmiechu. Ma patos prawdy (…). Jest we mnie zawsze przemożna tęsknota do pogłębiania wiary uczciwymi, ustawicznymi do ostatniego tchu życia studiami. Przecież właśnie rozum nasz czyni nas stworzeniami na obraz i podobieństwo Boże. (…) Staje przede mną przyszłość tak pasjonująca, co wyrosła z prawdy mego wnętrza. (…) Z pomocą Bożą mogę przeróść samą siebie.
  • Życzę najgoręcej przyszłości, aby na stolicy apostolskiej zasiadali przedstawiciele nie tylko Włoch, ale różnych narodowości, bo każdy naród wierzący jest uprawniony do tego, aby jego przedstawiciel dopomógł widomie Kościołowi, jako jego ziemski zwierzchnik, do rozwoju w mocy Łaski. I jestem przekonana, że dojdzie z czasem i do tego, iż papież będzie wizytował kraje chrześcijańskie, i że te wizytacje nie ograniczą się do ceremonii dyplomatycznych i samo adoracji wysoko w kościele i państwie postawionych osobistości. [...] Morze wylanej krwi gwarantuje nam zwycięstwo. Nie wykluczone, że jeszcze czeka nas niejedna próba ognia. Może i życie trzeba będzie złożyć w ofierze aby to jutro uśmiechnęło się słońcem [...] warto zabiegać o to, byśmy się my, katoliccy Polacy, nie dzielili nienawiścią między sobą. Zawiść człowieka dusi dziś tak za gardło, że zapominamy, iż wrogowie nasi nie tylko należą często do tego samego, co my, kościoła, ale nawet nie chcemy pamiętać, że są ludźmi!”

O Natalii Tułasiewicz

edytuj
  • Bł. Natalię Tułasiewicz, męczennicę (...) Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zatwierdza bł. Natalię Tułasiewicz, męczennicę, patronką u Boga nauczycieli w Polsce.
  • Bł. Natalio, która byłaś "świętym bojownikiem o Bożą codzienność" gotowym w każdej chwili do konfrontacji z rzeczywistością i pokazałaś jak wielbić Boga "radością pracy codziennej", uproś mi łaskę ….., o którą w tej nowennie proszę.
  • Była ona [Natalia] w całym tego słowa znaczeniu prawdziwą polską inteligentką – nie tylko przez pochodzenie i uzyskane wykształcenie, nawet nie tylko przez wykonywany zawód. Osoba takiego formatu, starająca się rozumieć współczesny sobie świat i rozumiejąca go tak głęboko, tak twórcza, mająca w sobie tyle poświęcenia dla innych – wręcz wyjątkowo zasługuje na to, żeby została zauważona więcej, a kto wie, może będzie wolą Bożą, iż zostanie wybrana na patronkę nauczycieli.
  • Ten dekret jest oddaniem hołdu też polskim nauczycielom. Natalia Tułasiewiczówna niesie w sobie wielkość kultury polskiej. (...) niesie w sobie też wielkość chrześcijaństwa, bo ona była głęboko chrześcijańska. Znała na pamięć Mszę świętą, znała doskonale naukę chrześcijańską.