Krystyna Feldman

polska aktorka (1916–2007)

Krystyna Feldman (1916–2007) – polska aktorka. Córka Ferdynanda (aktora) i Katarzyny (śpiewaczki operowej).

Krystyna Feldman (2007)
  • Cały personel odnosił się do mnie z ogromną życzliwością, choć sprawiłam im sporo kłopotu. Kiedy po napadzie przewieziono mnie do szpitala w Jeleniej Górze i przygotowywano do operacji, chciano ustalić stan zdrowia. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak: „Jaką ma pani grupę krwi?”. „Nie wiem”. „Jakie ciśnienie?”. „Nie wiem”. „A kiedy ostatnie EKG było robione?”. „Chyba nigdy”. Patrzyli na mnie jak na wariatkę.
  • Do tej pory nie mam samochodu, a ostatecznie, przez tyle lat, mogłabym. Nie mam komórki ani tego diabła komputera. Nie chcę być niewolnikiem pewnych rzeczy. Ktoś zapytał mnie kiedyś: „A jakimż to niewolnikiem lodówki można być?” Jak to jakim – ile razy trzeba tam zaglądać, czyścić, coś kłaść. A co ja tam mogę wkładać? Gospodarstwa nie prowadzę, 5 deka szynki na śniadanie – na to mi lodówka nie jest potrzebna.
  • Epizod to projekcja postaci bardzo skondensowanej, zwięzłej, ale zawsze pełnej. Pełny, żywy człowiek, chociaż rola epizodyczna. W niedużym fragmencie trzeba strzelić w dziesiątkę. (…) Aktor musi wejść w postać, zasmakować, cieszyć się nią. Stwarzam sobie jej życie wewnętrzne, wchłaniam je w siebie. Przeżywam ją jako 'ja', bo ma coś z mojego temperamentu, z mojej osobowości. (…) Epizod ani nie ogranicza aktora, ani w niczym mu nie ujmuje.
    • Źródło: „Kino” 1998, nr 07/08
  • I niech pani pomyśli, jaki byłby szum, że wyróżniono jakąś tam panią Feldman, w Polsce szanowaną i uznawaną, ale za granicą by się zastanawiali: kto to, baba czy chłop?
  • Ja nie dzielę ról na pierwszoplanowe i drugoplanowe. Nie ma też żadnej różnicy w graniu. Każdą rolę trzeba zagrać dobrze, wczuć się w nią, stworzyć żywą postać, dokładnie wiedzieć czemu i komu ona służy w spektaklu czy w filmie. Nie można jej bagatelizować. Z czego bowiem składają się naprawdę znakomite przedstawienia? Z tego, że znakomici aktorzy grają główne role i równie znakomici aktorzy grają role epizodyczne. To przecież dwór robi króla. Główne role bez zaplecza w postaci znakomitych drugich planów nie zaistnieją w pełni.
  • Jestem aktorką. Jak ktoś składa mi propozycję to ją rozważam. Tak też było w przypadku Świata według Kiepskich. Poza nieco zbyt dużą ilością wulgaryzmów nie znalazłam tam nic takiego, co mogłoby obrażać moje uczucia i moje zasady. Ot, siedzi stara babcia i wysila całą swoją inteligencję żeby obronić swoją rentę. Ten serial był pomyślany przez jego twórców jako ostry satyryczny obraz polskiej rodziny. Nie na darmo filmową familię nazwano Kiepscy, a nie Potoccy. Wspaniałość naszego zawodu polega na tym, że raz można zagrać babcię Kiepską, a raz Nikifora.
  • Kiedyś byłam na urlopie w Lanckoronie i spotkałam Jerzego Nowaka, mojego serdecznego przyjaciela z Krakowa. Przyrzekliśmy sobie wtedy, że musimy się spotkać na scenie. Uznaliśmy też, że najbardziej odpowiednią dla nas sztuką będzie Romeo i Julia. Ja zagram oczywiście Romea, a on Julię. Wiedziałam, że jestem aktorką charakterystyczną i do pewnych postaci nie mam warunków. Na początku, kiedy pożaliłam się w domu, że gram prawie samych chłopaków, parobków, energicznych młodziaków, a nawet Staszka w Weselu, mama odpowiedziała mi wtedy: „Cicho, smarkaczu, graj to, co ci dają”. I potem, już z uśmiechem, przypomniała starą maksymę: „Nie ma małych ról, są tylko mali aktorzy”. Dziś wdzięczna jestem Stwórcy, że nigdy nie byłam amantką. Słodkie twarzyczki amantek szybko się starzeją i jeśli brak tym aktorkom zdolności charakterystycznych, spotykamy potem typowe dzidzie-pierniki.
  • Należę do pokolenia, które jednak o Nikiforze słyszało i widziało te obrazy, więc potem to sobie połączyłam w całość.
  • Nigdy nie byłam amantką, na szczęście. Bo co ja bym teraz robiła? W moim wieku? A urodziłam się w tym samym roku, co papież, z czego jestem dumna. I teraz, jako dawna amantka, siedziałabym pewnie w fotelu, myśląc: ach, jak to było pięknie, gdy grałam tę Julię, Ofelię czy Desdemonę.
  • Radziecka sztuka, jeszcze w Łodzi, w trudnym okresie. Wszyscy niechętnie grali, na całe szczęście publiczność też niechętnie chodziła. Radziecka sztuka „Zamieć”, jakiegoś Leonowa czy innego. Grałam kołchoźnicę, w której sentymenta uderzał inny kołchoźnik, którego grał Benoit. I tam była taka scena – jakiś Piotr Piotrowicz wracał z niewoli, ale nie wiem jakiej, jakaś wojna ojczyźniana. Mówiłam, że idzie ten Piotr Piotrowicz, że „oko jedno ma zaklejone, a odzież na nim nie nasza…”. A ja wpadłam na scenę i powiedziałam: „całą odzież ma zaklejoną a jedno oko nie nasze”. Koledzy szeptali w garderobie i pytali: Co to znaczy – oko nie nasze. Głupi jesteście – mówię – był gdzieś w niewoli u białych, wyjęli mu jedno radzieckie oko i wsadzili drugie, inne.
  • Rola to rola. (…) Nie można więc grać byle jak. Epizod czemuś służy. I trzeba dać z siebie wszystko. Jeszcze bardziej niż w głównej roli.
    • Źródło: „Przekrój” 2004, nr 23–25
  • Ten napad, operacja i moje późniejsze kłopoty z chodzeniem poprzedzały końcowe zdjęcia filmu Mój Nikifor, w którym główny bohater jest już mocno schorowanym człowiekiem i wspiera się na kuli. Ortopeda, który się mną zajmował, zażartował więc nawet: „To dopiero aktorka, która wybiera sobie wypadek do roli”.
  • To, co mnie łączy z Nikiforem, to z pewnością brak chciejstwa. (…) Świadomie rezygnuję z posiadania rzeczy, które uważam za zbędne. (…) Nie chcę być niewolnikiem rzeczy nabytych, które nie są mi do życia potrzebne. Od wartości materialnych znacznie wyżej stawiam wartości duchowe.
  • Uniknęłam rzeczy, którą, niestety, obserwowałam u wielu koleżanek – przerażenia starzeniem się, ciągłego przeglądania się w lustrze i liczenia zmarszczek. Ja wręcz czekałam, kiedy te zmarszczki będą, bo często słyszałam: to świetna rola dla ciebie, ale za 10, 20 lat. Więc się nie martwiłam.
  • Wiadomo było, że jak jakaś wściekła dewotka, wścibska sąsiadka, straszna nauczycielka jest potrzebna, to pod ręką jest Krystyna Feldman. Teraz troszkę się zmieniło, bo zeszło mi na zwariowane staruszki albo jakieś dobre ciocie, babcie…
    • Źródło: Tadeusz Żukowski, Krystyna Feldman albo Festiwal Tysiąca i Jednego Epizodu
  • Widziałam Nikifora, mając 7 lat. Mieszkaliśmy wtedy w Krakowie i z mamą jeździłam do Krynicy. Zobaczyłam jakiegoś człowieczka siedzącego na murze, trochę się go przestraszyłam, jak to dziecko, i odeszłam, wołając: „Mamo!”. Mama mnie uspokoiła: „Nie bój się, on nic złego nie robi, tylko obrazki maluje”.

O Krystynie Feldman

edytuj
  • Gdy Krauze ogłosił, że rolę Nikifora zagra kobieta, nikt nie widział w tym niczego dziwnego. W końcu genialny prymitywista często mówił o sobie w rodzaju żeńskim. A poza tym przecież nie miała to być byle jaka aktorka, tylko Krystyna Feldman. (…) Aktorka przyznaje, że w kreacji malarza bardzo pomogły jej rysunki artysty, artykuły i książki na jego temat.
  • Jest mistrzowską odtwórczynią znaczących epizodów – postaci ekscentrycznych, rodzajowych czy wręcz dziwacznych. Bardziej określa ją zewnętrzność niż osobowość czy skala przeżyć. Nigdy nie broniła się – bo nie mogła – przed dosadnością swoich typów. I tylko nie lada kunszt aktorski i oryginalność sprawiły, że te drugo – i trzecioplanowe drobiazgi od początku zwracały uwagę widzów.
  • Sama nazywa siebie aktorką charakterystyczną, istotę charakterystyczności zaś upatruje w różnorodności. I rzeczywiście, odmienność jej filmowych wcieleń jest zadziwiająca: diametralnie różne typy i charaktery, epoki i środowiska, konwencje i gatunki. (…) Nawet w obrębie jednego typu potrafiła Krystyna Feldman wyraźnie różnicować postacie, obdarzając je oryginalnym, indywidualnym rysem. Tak było choćby z typem dewotki, który towarzyszył jej od filmowego debiutu w 1953 roku. Rólka okazała się na tyle sugestywna, że w pewnym (wcale nie krótkim) okresie stała się niemal wizytówką aktorki: zagrała dewotkę w 'Kaloszach szczęścia' Antoniego Bohdziewicza (1958), w 'Awanturze o Basię' Marii Kaniewskiej (1959), w 'Piekło i Niebo' Stanisława Różewicza (1966), w 'Czerwone i Złote' Stanisława Lenartowicza (1969). Każda z tych postaci była inna – raz uduchowiona, raz groźna, raz potulna, raz wyniosła, raz głupiutka, raz przemądrzała.
    • Autor: Maciej Maniewski, „Film” 2004, nr 10
  • To wcielenie aktorki [w serialu Świat według Kiepskich] potraktować należy jako nie pozbawiony odrobiny szyderstwa (może złośliwości nawet) żart. Z pewnego stereotypu, z nas, z siebie samej wreszcie.
    • Autor: Maciej Maniewski, „Kino” 2004, nr 10

Zobacz też

edytuj