Otwórz menu główne

Jan Strzelecki

socjolog polski, eseista, działacz społeczny
Jan Strzelecki

Jan Strzelecki (1919–1988) – polski socjolog, działacz PPS, żołnierz Armii Krajowej, eseista i taternik.

  • Braterstwo oznacza utożsamienie się z kimś drugim, nieoddzielanie jego losu od swojego; więcej nawet – widzenie jego niebezpieczeństwa wyraźniej niż swego, doznanie, że jego śmierć jest trudniejsza do przeżycia niż własna. Braterstwo jest łatwością przekraczania tych granic, które filozofowie głoszący samotność człowieka uznają za nieprzekraczalne, za linię, za którą jest już tylko milczenie lub powrót własnego głosu. Tkwiliśmy głęboko wewnątrz słowa „my”, słowa, w którym fenomenologowie widzą wyraz oznaczający szczególną jakość doświadczenia, jakość kształtującą odbiór świata, nadającą nam inny wymiar istnienia. W kręgu tego wymiaru – jeśli w nim jesteśmy naprawdę, nie tylko w wyobrażeniu, w udaniu przed sobą, w poczuciu powinności bycia innymi, niż jesteśmy, w osadzie chrześcijańskości, będącym już tylko tajonym wstydem – istotnie odbieramy świat inaczej, jesteśmy w inny sposób, i to z poczuciem oczywistości, które dziwnym czyni wszelki odmienny sposób przeżywania.
  • Dziewiętnasty wiek ze swym przekonaniem o trwałości dzieł liberalnego ducha wydawał się nam najbardziej dziecinnym z wieków.
  • Humanizm oznacza troskę o to, by rozrost zakresu i siły aparatu władzy nie sprowadził człowieka do roli narzędzia i nie ograniczył jego życia do wykonywania poleceń elity i by pojęcie przeciwnika politycznego czy ideowego nie utożsamiało się z pojęciem absolutnego wroga, wobec którego każda broń jest wskazana i święta.
  • Jeśli tu, nad Wisłą, pojęcie socjalizmu ma budzić w ludziach odruch afirmacji, to nie możemy z tej drogi zejść.
  • Naszym celem było stworzenie ośrodka skupienia duchowego, w którym socjalizm, rozumiany jako zespól wartości i postaw, poddawany byłby ciągłej refleksji, dostosowującej jego kształt do potrzeb zmieniającego się życia.
    • Opis: o stowarzyszeniu „Szklane Domy”.
    • Źródło: Paweł Rodak, Wizje kultury pokolenia wojennego, Warszawa 2000, s. 218.
    • Zobacz też: socjalizm
  • Ortodoksyjny marksizm jest nie tylko wytworem przeróżnych zaciekłych i bezkrytycznych komentatorów Marksa, którzy – jak wszyscy niemal komentatorzy – zdolni są podołać przekształceniu najbardziej twórczej myśli w suchą pedanterię i uznać nużącą repetycję za najdoskonalszy wyraz intelektualnej rewolucyjności. Ksiądz Piwowarczyk miałby wtedy zbyt łatwą robotę. Ortodoksyjny marksizm jest czymś nierównie więcej; jest kształtem życia, jest zespołem treści uczuć i przekonań, opartym na długo formowanej, stwardniałej strukturze proletariackiej psychiki. (...) Marksizm, z socjologicznego punktu widzenia, nie jest zbiorem tez, nie jest tylko naukową teorią. Jest formą i treścią świadomości ruchu społecznego, jest zjawiskiem nie logicznym, lecz społecznym.
  • Powszechne zaznanie sytuacji poniżenia społecznego w warunkach narodowego ucisku wytworzyło szerokie poczucie łączności, wspólnotę (...) Świat społeczeństwa rozdartego kategoriami z czasów kapitalizmu stawał się światem z tamtego, przedwojennego brzegu.
    • Opis: wymieniając jedyną pozytywną funkcję wojny.
    • Źródło: Próby świadectwa, Warszawa 1971.
    • Zobacz też: kapitalizm
  • Procesy gospodarcze spadają do roli jednego, najważniejszego być może, z czynników, poprzez które kultura nadaje człowiekowi jego ostateczny, historyczny kształt, (...) Socjalizm to nie tylko wyzwolenie proletariatu, lecz wyzwalanie się ludzi spod władzy bezosobowych, społeczno-gospodarczych kategorii.(...) [Socjalizm] staje się rozwojem ludzi, dojrzewaniem wspólnoty.
    • Źródło: O socjalistycznym humanizmie, „Wiedza i życie”, 1946 r.
  • [Rdzeniem myśli socjalistycznej] jest coś bardzo lirycznego, a mianowicie uznanie w solidarności międzyludzkiej jednej z naczelnych wartości. Socjalizm przejmował tradycję wielkich projektów Oświecenia dotyczących społeczeństwa równych i wolnych. Jest to rodzaj świeckiej, laickiej transcendencji, jedna z konfiguracji kulturowych tradycji o wielkiej sile inspiracji. Można się odwoływać do tych idei, krytykując każdą nie dość braterską, nie dość równościową rzeczywistość.
  • Totalne zagrożenie zbiorowej tożsamości sprawiało, że dokonywało się wzajemne przenikanie wartości, dotychczas rozdzielanych; wartości społeczne sprzęgły się z narodowymi, świeckie z religijnymi, witalne z sakralnymi (…) intuicja ogniska wartości, wyrażona przez pojęcie godności ludzkiej osoby, stawała się intuicją wspólną; i treścią wspólnej nadziei stawał się obraz możliwego ładu, sprzyjającego wielorakim wymogom godności człowieka.
    • Opis: o okresie niemieckiej okupacji.
    • Źródło: Próby świadectwa, Warszawa 1971.
  • W czasie, w którym świat tak przytłaczał człowieka – człowieka, którym byliśmy my wszyscy – przedmiotowe filozofie nie mogły stać się naszymi filozofiami. Cóż przedmiotowa filozofia powiedzieć mogła o nadziei? Cóż o godności? Cóż w ogóle o człowieku? Filozofie te, bez względu na to, czy mienią się idealizmami, czy materializmami, człowiek interesuje jedynie w swoich własnościach poznawczych, zwróconych, jako dobre czy liche narzędzie, ku scenie pozaludzkiego świata. Nas interesował człowiek w świecie, i to w takim świecie, jaki stanowił nasze otoczenie, który nad nimi ciążył jak potężny słup ciśnienia mierzącego naszą kruchość lub nasz opór. W naszym oporze nie chodziło o ocalenie nas samych; to zyskiwało się nierównie pewniej przez uległość. Nasz opór był oporem przeciwko światu, który oni chcieli ludziom zgotować.(...) Nasz opór był aktem moralnego podmiotu, nie dało się go ani wywieść, ani uzasadnić wyłącznie przedmiotową wiedzą.
  • Widzieliśmy z dna Epoki Pieców, jak proponowane przez nich uwznioślenie państwa, przyobleczenie go powłoką mistyczną, nadanie mu poprzez osobę wodza rangi niemal sakralnej, czyni je potężniejszym jeszcze narzędziem ich zbrodni. Czytaliśmy z szyderstwem teksty filozofów, witających ową sakralizację państwa jako upragniony znak zmierzchu epoki sceptycznej, kres liberalizmu, wyraz dobrowolnej abdykacji jednostki, której czas nowożytny włożył na głowę zbyt ciężką dla niej koronę wolności. Jeśli kiedykolwiek nieufność do idealizmu mogła nam wejść pod dziesiątą skórę, to właśnie wtedy, podczas lektury idealistów, naciągających niebo zasad na piekło tych rządów i upatrujących istotę epoki w chwale zasad, a nie w nędzy praktyk. Myśmy żyli, i to żyli długo, na dnie tej nędzy jakby na dnie morza, mając nad sobą wielki słup ciśnienia, rozkruszający metodycznie wszelkie tamy, jakie ostatnie wieki zbudowały przeciwko absolutnej dowolności władzy.