Guy Standing (ur. 1948) – brytyjski ekonomista, specjalista w zakresie rynku pracy, profesor University of London, twórca pojęcia „prekariat”.

Guy Standing (2012)

Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa

edytuj

(tłum. Krzysztof Czarnecki, Paweł Kaczmarski, Mateusz Karolak, PWN, Warszawa 2014.)

  • Alienacja wynika z wiedzy, że to, co się robi, nie służy ani temu, kto robi, ani nawet celom, które ceni się i szanuje – robi się to po prostu dla innych, na ich żądanie. Takie położenie zwykło się postrzegać jako cechę definiującą proletariat. Prekariusze doświadczają jeszcze kilku innych, specjalnych elementów. Jednym z nich jest poczucie bycia oszukanym: gdy słyszą, że powinni być wdzięczni i szczęśliwi, bo mają pracę, a nade wszystko, że powinni być „pozytywnie nastawieni”. Mają być szczęśliwi, chociaż nie widzą powodu. (…) Ludzie w takich okolicznościach często doświadczają społecznej dezaprobaty i głębokiego poczucia bezcelowości. Natomiast brak zajęcia tworzy rodzaj moralnej pustki.
  • Antyczni Grecy zrozumieli lepiej niż nasi współcześni politycy rozróżnienie między pracą w sensie labour a pracą w sensie work, a także pomiędzy zabawą (play) a wypoczynkiem (leisure) lub tym, co zwali schole. Ci, którzy wykonywali jakąś pracę najemną, nie byli obywatelami. Obywatele nie pracowali, oni pozwalali sobie na praxis – wraz z rodziną i przyjaciółmi oddawali się zajęciom wewnątrz domu i wokół niego. Była to działalność „reprodukcyjna”, zajęcia wykonywane dla siebie, dla wzmocnienia osobistych relacji lub po to, by włączyć się w życie publiczne społeczności. Ich społeczeństwo wedle naszych standardów było niesprawiedliwe, zwłaszcza pod względem traktowania kobiet, lecz już wtedy zrozumieli oni, dlaczego niedorzeczne jest ocenianie wszystkiego w kategoriach pracy najemnej.
  • Badania wykazały, że ci, którzy ze względu na nałóg, skłonności czy konieczność pogrążają się w intensywnej wielozadaniowości, rozpraszają swoją energię i są znacznie mniej produktywni w jakimkolwiek konkretnym działaniu niż ci, którzy wykonują mniej zadań. „Wielozadaniowi” są pierwszymi kandydatami do prekariatu, ponieważ mają większy kłopot ze skupieniem się i większą trudność w odrzucaniu nieistotnych bądź rozpraszających informacji. Niezdolni do kontrolowania swojego czasu, cierpią na stres, który niszczy zdolność do rozwijania umysłu – zmysłu refleksyjnej nauki w długoterminowej perspektywie.
    • Źródło: s. 65.
  • Demokrację podważa establishment, bo sprzedaje kandydatów i programy polityczne jak mydło. Partie stały się korporacjami. Sfrustrowani to czują, chociaż edukacja, w którą zainwestowali, im tego nie objaśniła. Dlatego chcą demokrację ożywić i oderwać ją od wielkich pieniędzy, które finansują wciskanie nam sloganów. Zadaniem intelektualistów, naukowców, dziennikarzy jest pokazywać, jakie rozwiązania tylko dobrze wyglądają, a w rzeczywistości pogorszą sytuację. Prekariusze mają energię, a my mamy wiedzę. (…) Kiedy się mówi uczciwie – słuchają. Macie partię młodych prekariuszy, która nazywa się Razem i swoje wie, ale uważnie słucha.
  • Do większości jeszcze nie dotarło, że prekariusze tracą ochronę i wsparcie nie dlatego, że są leniwi i głupi, ale dlatego, że system wciąż tworzy nowe pułapki prekaryzacji. Kiedy przechodzi się z niskiego zasiłku na niską płacę, trudno oprzeć się pokusie wyboru mniej pewnej, a trochę lepiej płatnej pracy. I nie ma czasu szukać lepszej pracy, bo trzeba wykonywać tę, którą się ma. To jest system absurdalny ekonomicznie i groźny politycznie.
  • Iberyjscy indignados występujący przeciw niestabilnemu zatrudnieniu, odrzucają tradycyjne partie polityczne, wzywając do szeregu raczej niespójnych zmian. (...) Światowy prekariat, spajany jedynie strachem przed brakiem bezpieczeństwa, nie stanowi jeszcze klasy w marksistowskim rozumieniu. Jest to jednak grupa społeczna, w której łonie rodzi się poczucie wspólnej słabości. Obejmuje nie tylko pracowników dorywczych, osoby zatrudnione tymczasowo lub w niepełnym wymiarze czasu pracy na niskich stanowiskach.(...) Rozwój prekariatu został przyspieszony przez neoliberalną globalizację, która stworzyła fetysze elastyczności rynku pracy, urynkowienia wszystkiego i restrukturyzacji systemów opieki społecznej.
  • Jest jeszcze jedna wielka sprawa: rządowe wsparcie, w postaci bezpośrednich dopłat czy jakiejkolwiek innej, dla olbrzymich korporacji. W imię zadowolenia inwestorów, wolnego rynku, kursów walut i interesów wielkiego kapitału rządzący są w stanie dosłownie sprzedać Polskę. Nie tylko Polskę zresztą, każde państwo. „Tania praca” stała się hasłem reklamowym mającym przyciągać firmy na peryferyjne rynki. To obrzydliwe. Raz za razem nasze rządy pokazują gotowość, by pójść na rękę inwestorom i korporacjom, którzy robią w ten sposób wielkie pieniądze. Jeśli lewica nie będzie się tym zajmować, może równie dobrze spakować walizki i iść do domu.
  • Kluczowe słowo to prywatyzacja. Co ona oznacza dla prekariatu? Przekazywanie usług publicznych w prywatne ręce i robienie z nich narzędzia zysku uderza w tę grupę bezpośrednio. Publiczny park, woda, przestrzeń to zasoby, które są niezbędne w codziennym życiu. Prywatyzując je, stwarzamy sytuację „kontrolowanego niedoboru”: pojawiają się konkretne ograniczenia w dostępie, które można pokonać, tylko jeśli ma się pieniądze i czas.
  • Nienawiść, którą populiści rozpalają w przegranych, dotyczy nie tylko obcych. Obejmuje też tych, którzy ich bronią. Czyli faktycznie wszystkich związanych z liberalno-demokratycznym porządkiem. Polityków, mediów, sądów, ruchów obywatelskich. To pokazał zamach na wyspie Utoya. Nienawiść do obcych (czyli drugiej grupy prekariuszy) budzi wrogość wobec demokratycznego porządku, który ich toleruje i broni.
  • Prekariusz nie ma energii i czasu na aktywność artystyczną, polityczną i towarzyską. Jego życie jest skolonizowane przez pracę. (…) [Prekariusze] są przekonani, że ich doba jest za krótka, żeby zaangażować się społecznie albo spróbować pojąć zasady rządzące debatą publiczną. To też ci sami ludzie, którym najintensywniej wciskane są medialne frazesy. Spójrz na te reklamy za oknem! Jest naprawdę zimno i paskudnie, a tu widzisz krzyczące do ciebie hasło: „Kup sobie słoneczne wakacje last minute!”. Pula możliwości, którą się im przedstawia, jest bardzo ograniczona.
  • Wyzysk nie polega jedynie na tym, że płaci się za mało. Coraz częściej chodzi o to, że przesuwa się wiele zadań – nietraktowanych jak praca – poza formalne godziny. (…) Prekariat wykonuje szczególnie dużo związanych z pracą obowiązków – wypełnianie CV, szukanie zleceń, kursy językowe, szkolenia, networking – w czasie, który zupełnie nie jest traktowany jak czas pracy.