Otwórz menu główne

101 Reykjavík – komediodramat produkcji duńsko-norwesko-niemiecko-francusko-islandzkiej z 2000 roku w reżyserii Baltasara Kormákura. Autorami scenariusza są Hallgrímur Helgason i Baltasar Kormákur.

Wieczór nad centrum stolicy Islandii
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.

Hlynur (główny bohater)Edytuj

  • Dlaczego nie puszczają pornosów rano? Gdy fiut wstanie, to i z resztą łatwiej pójdzie.
  • Moja matka lesbijka, a mój ojciec pijak. Więc kim ja jestem? Potomstwem lesbijki i pijaka? To jak dwa gatunki ptaków. Ptak-lesbijka i ptak-pijak. Pijak to ptak bagienny; jest dość ciężki i z trudem odrywa się od ziemi. Dzięki dużej wytrzymałości może jednak latać długo. Często powraca na ziemię dopiero po kilku tygodniach. Pomiędzy okresami wzlotów żyje na niżu, w defensywie. Zwłaszcza w kilka pierwszych dni po lądowaniu. Ptak-lesbijka: w przeciwieństwie do pijaka, lesbijka zamieszkuje Islandię od niedawna. Najprawdopodobniej przybyła tutaj z Danii i Brytanii. Do jedynego kontaktu z samcem dochodzi tylko podczas zapłodnienia. W ciągu ostatnich lat zaobserwowano pewną liczbę samców w ogóle niezdolnych do lotu. Potomstwo pijaka i lesbijki o nazwie Hlynur jest nielotem, rozwija się dosyć powoli i pozostaje pod opieką matki do trzydziestego roku życia. Z natury Hlynury są dosyć defensywne, ale nieszkodliwe.
  • Najgorszą rzeczą w AIDS jako metodzie samobójstwa jest zbyt długi czas umierania.
  • Nasz mały chłopczyk, cały nasz… Lola będzie jego mamą, a moja mama będzie jego tatusiem. A ja będę jego bratem, ale też i ojcem. I synem jego taty i jego babci i byłym kochankiem jego mamy. A kim okaże się on sam dla siebie?…
  • Nazywam się Hlynur Björn Hafsteinsson. Urodziłem się w sobotę. Dzisiaj jest sobota. Życie trwa jeden tydzień. Umieram w każdy weekend. Będę martwy po śmierci… I byłem martwy zanim się urodziłem. Życie to odpoczynek od śmierci.
  • Nie dziwię, się, że dla takiej gorącej laski jak ty, moja mama wyszła z ukrycia. Kto by tego nie zrobił? Ja sam zostałbym lesbijką, gdybym tylko mógł.
  • Reykjavík to takie zadupie Syberii. Wirujący w ciemności śnieg, ptaków nie uświadczysz. Niekończąca się pogoda, od której można uschnąć… szczypiąca w policzki, pokrywająca szronem oczy. Nawet duchy się tutaj nudzą.
  • Rodzinny obiad czy pogrzeb? Raczej wybrałbym pogrzeb. Wtedy byłoby przynajmniej o jednego idiotę mniej.
  • Sobotnie noce to piątkowe noce część druga. Wszyscy mówią o poprzedniej nocy, jak w sequelu. Tyle, że tutaj wszyscy, którzy umarli w części pierwszej, ponownie umierają w drugiej.

O filmieEdytuj

  • Postać Hlynura i jego znajomych to prawdziwy i w miarę uniwersalny obraz dorosłej młodzieży naszych czasów. Ludzi, którzy nie mogą już, jak udawało się to często ich rodzicom, utrzymać się z ideałów, których w obliczu często doświadczanego bezsensu świata, wcale nie posiadają. Bez ambicji, bez pomysłu na życie wegetują wiec na garnuszku rodziców, bądź pracując byle gdzie, byle tylko móc wieczorem i w weekendy odreagować w gronie sobie podobnych. W przeciwieństwie jednak do bohaterów Human Traffic, Hlynur ma szansę odnaleźć gdzieś ten sens i własne miejsce i wśród swojej niekonwencjonalnej rodziny i w życiu ogólnie.(…)
    Jak dla mnie 101 Reykjavik jest kawałkiem inteligentnego, sympatycznego kina, umiejętnego połączenia humoru i obrazu zagmatwanego życia. Świetna muzyka (…) jest na pewno dodatkowym atutem.
  • To film o ucieczce od wolności. Bohaterowie zagłuszają strach przed odpowiedzialnością imprezami, alkoholem, marihuaną i przypadkowym seksem. (…)
    Pokręcony, bluźnierczy związek, który działa na dorosłego faceta jak elektrowstrząsy i odmienia go, to oczywiście tradycyjny kinowy temat. Tląca się w tle historii tego trójkąta rodzinno-erotycznego sugestia, że miłość niejedno ma imię – także w homoseksualnym związku dwóch kobiet w wieku średnim, dla których mężczyzna to tylko dawca nasienia – jest ryzykowna, ale nie brzmi fałszywie.
    Kormakur wybrnął też z innego banału. Ostro skarcony przez życie Hlynur nie przepoczwarza się z outsidera w „normalsa”. Wprawdzie zamienił koszule w esy-floresy i pepegi na mundur parkingowego, ale jego ironiczny uśmieszek w finale sugeruje, że zachował zdrową ironię i dystans do tego, co robi. (…)
    Jednak o atrakcyjności 101 Reykjavik decyduje nie temat, lecz sposób jego ujęcia. Kormakur pokazuje swoich bohaterów z przymrużeniem oka, bez moralizowania, przyprawiając opowieść czarnym humorem. Śmiejemy się z safandułowatego Hlynura, jego zwariowanego kumpla trawiarza Þröstura (…), jakbyśmy się śmieli z siebie – głośno, ale wyrozumiale.
  • Wszystkie postaci oglądamy oczami Hlynura. A choć życie zmusza go w końcu do przemyśleń (też bardzo zabawnych, bo ironicznych), początkowo nie wydaje się zbyt bystrym obserwatorem. Dlatego dziwimy się wraz z nim, gdy niemal wszyscy okazują się kimś innym, niż się wydają. Jak dryfujący przez życie facet ma poradzić sobie z jednoczesnym atakiem dziewczyny, z którą tylko sypia, a która najwyraźniej liczy na coś więcej, i ponętnej, bezpruderyjnej koleżanki matki, która wyraźnie chce poużywać życia z młodszymi mężczyznami? No a jak ma sobie poradzić, gdy „licząca na więcej” panna mówi mu, że będzie ojcem, a „rycząca czterdziestka” okazuje się nowym życiowym partnerem (-rką) jego „wychodzącej z homoseksualnego ukrycia” matki?
    Hlynur trzyma się dryfu jako życiowej metody długo i konsekwentnie (nawet samobójstwo próbuje popełnić metodą dryfu). Czy za to go lubimy? Czy z tym się identyfikujemy?
    • Autor: Krystyna Kosicka, lecinema.pl, dostęp 24 września 2008