Na Zachodzie bez zmian

powieść (aut. Erich Maria Remarque; 1929)

Na Zachodzie bez zmian (niem. Im Westen nichts Neues) – powieść E.M. Remarque’a z 1929 roku; tłumaczenie – Stefan Napierski, wyd. 1996 r.

Pierwsze wydanie powieści

Tytuł

edytuj
  • Na Zachodzie bez zmian.
    • Im Westen nichts Neues. (niem.)
    • Opis: był to typowy tekst niemieckich komunikatów podczas I wojny światowej z frontu zachodniego, kiedy nie miały miejsca żadne nowe wydarzenia, a w codziennych walkach ginęły tysiące żołnierzy niemieckich.
    • Znaczenie: używane dla zobrazowania przyzwyczajenia do brutalności wojny i uznawania jej za stan normalny. Tak brzmiał również ostatni meldunek z Frontu Zachodniego do niemieckiego sztabu w Berlinie, wysłany 11 listopada 1918.

Cytaty

edytuj
  • „Cukał” nas zresztą, kto tylko chciał, i nieraz wyliśmy po prostu z wściekłości. Niektórzy z nas pochorowali się z tego. Wolf umarł nawet na zapalenie płuc. Ale sami sobie wydalibyśmy się śmieszni, gdybyśmy trwożliwie dali za wygraną. Staliśmy się twardzi, nieufni, bezlitośni, mściwi, brutalni i tak było dobrze; gdyż brak nam było tych właśnie cech. Gdyby posłano nas do okopów bez tego wyszkolenia, wtedy większość z nas oszalałaby pewnie. W ten zaś sposób byliśmy przygotowani na to, co nas czekało.
    Nie załamaliśmy się, dopasowaliśmy się: nasze dwadzieścia lat, które niejedno czyniły nam tak ciężkim, były nam pomocą. Najważniejsze jednak było to, iż zbudziło się w nas mocne praktyczne poczucie wspólnoty, które potem w polu spotęgowało się do najlepszego, co wydała wojna: do koleżeństwa.
    • Postać: Paweł
  • Głos jego jest wzburzony, brzmi niemal uroczyście, kiedy mówi: – Powiadam wam, to najgorsze świństwo, że zwierzęta są na wojnie.
    • Postać: Detering, o męczarniach rannych koni.
  • (…) ileż niedoli mogą zawierać takie dwie małe plamki, tak małe, że można je zakryć kciukiem, oczy ludzkie.
  • I wiem: wszystko, co teraz, póki jesteśmy na wojnie, tkwi w nas, jak kamień w worku, po wojnie obudzi się i wówczas dopiero nastąpi rozprawa na śmierć i życie. Dni, tygodnie, lata, tu przeżyte, znowu powrócą, i nasi zmarli towarzysze powstaną i pójdą z nami, uświadomimy sobie nasze cele, i tak będziemy maszerować, nasi zmarli towarzysze obok nas, lata frontu za nami – przeciw komu, przeciw komu?
  • Jakżeż pozbawione sensu jest wszystko, co kiedykolwiek zostało napisane, uczynione, pomyślane, jeśli coś podobnego jest możliwe. Widocznie wszystko było skłamane i puste, jeśli kultura wielu tysięcy lat nie zdołała temu zapobiec, przelaniu tych strumieni krwi, istnieniu setek, tysięcy tych więzień udręki. Dopiero lazaret pokazuje, czym jest wojna.
    • Opis: rozważania Pawła w lazarecie.
  • Jedyną osobą, która mnie o nic nie pyta, jest moja matka. Już z ojcem jest inaczej. Chciałby, abym mu opowiadał o froncie, życzenia jego wydają mi się wzruszająco głupie, nie mam już do niego właściwego stosunku. Chciałby stale słyszeć coś nowego. Rozumiem nie wie, że coś takiego nie może być opowiedziane, rad bym uczynić mu zadość, ale niebezpiecznie jest dla mnie wyrażać te rzeczy w słowach, lękam się, czy nie rozrosną się gigantycznie, czy już można je będzie poskromić. Cóż by się z nami stało, gdybyśmy sobie uświadomili, co się dzieje na froncie.
  • Jedzenie do syta jest równie cenne jak dobry schron; dlatego tak go łakniemy, bo może nam uratować życie.
  • Jesteśmy opuszczeni, jak dzieci i doświadczeni, jak ludzie starzy, jesteśmy zajadli i brutalni i smutni i powierzchowni – myślę, że jesteśmy zgubieni.
  • Książka ta nie ma być oskarżeniem ani też wyzwaniem. Ma tylko podjąć próbę udzielenia wieści o pokoleniu, które wojna zniszczyła – nawet gdy uchroniło się przed jej granatami
    • Opis: na początku książki.
  • Müller pyta go: – Co właściwie napisał ci Kantorek?
    Tamten śmieje się. – Że my jesteśmy młodzieżą z żelaza. Wszyscy trzej śmiejemy się podrażnieni. Kropp urąga; jest rad, że może mówić.
    – Tak, oto tak myślą oni, tak myślą ci stutysięczni Kantorkowie. Młodzież z żelaza! Młodzież! Każdy z nas nie ma wiele więcej ponad dwadzieścia lat. Ale młodzi? Młodość? Dawno to było. Jesteśmy ludzie starzy.
  • Nasza wiedza o życiu ogranicza się do śmierci.
  • Oddawanie honorów, stawanie na baczność, ceremonialny marsz, prezentowanie broni, w prawo zwrot, w lewo zwrot, dostawianie stóp z trzaskiem, grubiaństwa i tysiące szykan: inaczej wyobrażaliśmy sobie nasze zadanie i znajdowaliśmy, że do owego bohaterstwa tresuje się nas, jak konie cyrkowe. Ale wkrótce przywykliśmy do tego. Pojęliśmy nawet, że część tych spraw jest konieczna, inna zaś równie zbyteczna. Żołnierz ma w tej mierze wyczulony węch.
  • Padł w październiku 1918 roku, w dniu, który był tak spokojny i cichy na całej linii, iż biuletyn armii ograniczył się do tego jednego zdania, iż – na Zachodzie bez zmian.
    Był nieco przechylony ku przodowi i leżał, niby uśpiony, na ziemi. Kiedy odwrócono go, ujrzano, iż chyba nie mógł długo się męczyć – twarz jego miała wyraz takiego spokoju, jak gdyby był prawie rad, że wszystko to się wydarzyło.
    • Opis: śmierć Pawła.
  • Przy pierwszym rozhuku granatów jednym uderzeniem zapadamy się częścią naszego istnienia o tysiące lat wstecz. To instynkt zwierzęcia, co się w nas budzi, wiedzie nas i ochrania. Nie jest on świadomy, jest o wiele szybszy, znacznie bardziej nieomylny od świadomości. Niepodobna tego wyjaśnić. Idzie się i nie myśli o niczym – nagle leży się w rowie pośród gleby, a ponad tym pryskają w dal ułamki pocisków, ale niepodobna sobie przypomnieć, iżby słyszało się nadlatujący granat lub, aby myślało się o rzuceniu się na ziemię. Gdyby polegać na tym, byłoby się już masą porozrzucanej miazgi. To było to inne, ta jasnowidząca czujność w nas, która rzuciła nas o ziemię i ratowała nie wiedzieć jak. Gdyby nie istniało to, od Flandrii aż po Wogezy, nie byłoby już od dawna ludzi. Odjeżdżamy jako osowiali lub dobrze usposobieni żołnierze, dostajemy się do strefy, gdzie rozpoczyna się front, i – staliśmy się bestiami ludzkimi.
  • Rozkaz uczynił te ciche stworzenia naszymi wrogami, rozkaz mógłby ich odmienić w przyjaciół. Przy jakimś tam stole jacyś tam ludzie, których nikt z nas nie zna, podpisują papiery i oto na lata całe najwyższym naszym celem staje się to, co w innych warunkach ściąga na siebie pogardę życia i najsurowszą karę. Kto potrafi tu coś zrozumieć, gdy widzi tych cichych ludzi o dziecięcych twarzach, o brodach apostołów! Każdy podoficer jest większym wrogiem rekrutowi, każdy nauczyciel uczniowi, niż my im a, a oni nam. A przecież wypuścić ich na wolność – będziemy się znowu nawzajem tępili.
    • Opis: o rosyjskich jeńcach.
  • – Wojna zepsuła nas do wszystkiego.
    Ma słuszność. My nie jesteśmy już młodzieżą. Nie pragniemy już zdobyć świata szturmem. Jesteśmy uciekinierami. Uciekamy sami przed sobą. Przed naszym życiem. Mieliśmy osiemnaście lat i rozpoczęliśmy miłować świat i istnienie; musieliśmy strzelać do tego. Pierwszy granat, który padł, trafił w nasze serce. Jesteśmy odcięci od tego, co czynne, od dążenia, od postępu. Nie wierzymy już w to wszystko; wierzymy w wojnę.
  • Wracam jakoś do domu i rzucam z siebie umundurowanie, zresztą i tak miałem to zrobić. Wyjmuję z szafy swój ubiór i przebieram się. Czuję się w nim nieswojo. Garnitur jest za wąski i kusy, zmężniałem w wojsku. Kołnierzyk i krawat sprawiają mi wiele trudności. W końcu siostra zawiązuje węzeł. Jak lekkie jest takie ubranie, ma się wrażenie, że się jest w samych kalesonach i koszuli. Oglądam się w lustrze. Dziwny widok. Opalony, nieco wyrośnięty konfirmant patrzy na mnie ze zdziwieniem. Matka jest zadowolona, że się przebrałem, jestem jej przez to bliższy. Natomiast ojciec wolałby, abym szedł z nim do znajomych w mundurze. Lecz ja nie mam do tego zbytniej ochoty.
    • Opis: podczas urlopu z frontu.

Zobacz też

edytuj