Otwórz menu główne

My, dzieci z dworca ZOO

My, dzieci z dworca ZOO – niemiecka książka dokumentalna, rozmowy z Christiane F., młodą narkomanką z Berlina Zachodniego spisane przez Kaia Hermanna i Horsta Riecka, dziennikarzy.

  • Albo masz władzę nad innymi, albo cię stłamszą.
  • Ale on, z tym swoim uśmieszkiem, który ani na chwilę się nie zmieniał, jakoś tak mnie nakłonił, żeby to dalej ciągnąć. Musiałam dotykać też innych rzeczy. Aż do momentu, kiedy już autentycznie nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca, rzuciłam się na podłogę i zaczęłam ryczeć.
  • Axel to był super chłopak. Można go było obrażać i poniżać.
  • Bo i tak nie mielibyśmy ochoty wrócić kiedykolwiek na górę.
  • Brakowało Axela, trzeciego z naszej paczki. Pomyślałam, że pewnie akurat poszedł gdzieś z klientem. Powitanie z chłopakami było wspaniałe. Widziałam, że diabelnie się cieszą z mojego powrotu. Oczywiście najbardziej Detlef. Powiedziałam do niego: „No jak, stary, robisz właśnie grzeczniutko odwyk, masz wspaniałą pracę?”. Roześmialiśmy się wszyscy troje. „Co tam u Axela?”. Chłopaki popatrzyli tak jakoś dziwnie, a po chwili Detlef powiedział: „To ty jeszcze nie wiesz, że Axel nie żyje?”. Normalnie jakby mnie trzepnęło. Nie mogłam złapać oddechu. Powiedziałam jeszcze: „Nie róbcie sobie jaj.” – ale już widziałam, że to prawda.
  • Byłam niesamowicie dobra, jeśli szło o problemy innych. Tylko z własnymi nie umiałam sobie poradzić.
  • Człowiek automatycznie się uczył, że wszystko, co wolno, jest potwornie nudne, a ciekawe tylko to, co zabronione.
  • Dopóki się nie jest uzależniony, to na heroinie jest przecież bombowo.
  • Dużo gadaliśmy o jakiś nierzeczywistych marzeniach (…) Chcieliśmy sobie wtedy kupić duży dom i duży samochód, i wspaniałe meble. Tylko jedno nie pojawiło się w tych fantazjach: heroina.
  • I tak zresztą gadało się o tym samym: hasz, muzyka, ostatni trip, a potem coraz więcej o cenach na shit, LSD i przeróżne pigułki. Przeważnie byłam taka nawalona, że nie chciało mi się nic mówić i tylko chciałam być sama.
  • Ja też rezygnowałam z własnego ja, żeby tylko uznali mnie za swoją.
  • Jedyną drogę prowadzącą na dno kopalni chcielibyśmy wysadzić w powietrze.
  • Kiedy Michael przyszedł, zrobił na mnie wielkie wrażenie. Był dla mnie jakoś tak jeszcze bardziej niesamowity niż chłopaki z naszej paczki. Ale od razu wrócił mój kompleks niższości. Michael traktował nas bardzo z góry. Znów przypomniałam sobie, że mam dopiero 13 lat i że ten narkoman jest o wiele dalej niż ja, i o wiele dla mnie za dorosły. Czułam się gorsza. NAWIASEM MÓWIĄC, W PARĘ MIESIĘCY PÓŹNIEJ MICHAEL JUŻ NIE ŻYŁ.
  • Lepiej jest, jak się ma złe ideały niż żadne.
  • Miałam chłopaka, który robił coś, czego nie zrobiłby żaden inny narkoman: który dzielił się ze mną paczuszką heroiny. Który zarabiał dla mnie pieniądze wykonując najbardziej syfiastą prace, jaka istnieje. Musiał obsłużyć co dzień jednego czy dwóch klientów więcej, żebym miała swój przydział. Wszystko było u nas na odwrót. Chłopak szedł na ulice dla swojej dziewczyny. Możliwe byliśmy jedyną parą na świecie, w której tak się działo.
  • Miałam tyle towaru, że mogliśmy chodzić zaćpani do poniedziałku.
  • Moją rodziną była paczka. Czuło się w niej coś takiego jak przyjaźń, czułość i w pewnym sensie także miłość…
  • Nad moim łóżkiem wisiał plakat. Była na nim ręka kościotrupa. Pod spodem było napisane „Taki jest koniec. Zaczęło się od ciekawości.”
  • Nasza „ziemia niczyja” była teraz rzekomo rezerwatem ptaków. Niedługo potem zrobili tam wysypisko śmieci.
  • Nie znam nikogo, kto wpadłby w nałóg wbrew własnej woli.
  • Nigdy nie wpadłam na to, że właściwie nienawidzę samej siebie.
  • Ojciec (…) zrywał mnie z łóżka i spuszczał lanie. Mojej młodszej siostrze też się coś przy tym dostawało. (…) Mama stała wtedy przeważnie w drzwiach i płakała. Rzadko kiedy odważyła się nas bronić, bo wtedy bił także i ją. Tylko Ajaks, mój dog, często wskakiwał między nas. Skowyczał cienko i miał bardzo smutne oczy, kiedy zaczynało się lanie. Jemu najłatwiej przychodziło doprowadzić ojca do opamiętania, bo ojciec, tak jak my wszyscy, bardzo kochał psy. Czasem krzyczał na Ajaksa, ale nigdy go nie uderzył.
  • Prawdopodobnie tak bardzo kocham śmierć, że nie chcę przestać.
  • Przybastuj, staruszku. To przecież ty zacząłeś, jesteś już normalnym narkomanem. Mnie to nie grozi.
  • Spałam z Berndem w jednym łóżku. Nawet mnie nie dotknął. Byliśmy przecież rodzeństwem – heroinowym rodzeństwem.
  • Spróbować pogodzić się ze światem takim, jaki on jest.
  • Stella powtarzała, że ćpunką się urodziła i jako ćpunka chce umrzeć.
  • Ściana wybrzuszyła się i wyglądała, jakby nagle stanęła w płomieniach.
  • Tego wieczora ojciec zachowywał się tak, jakby w ogóle nie widział mamy. Potem przestał też patrzeć na nas, jakby nas w ogóle nie było. I nie odezwał się już do nas ani słowem. Nie wiem czemu, ale to było gorsze od bicia.
  • Teraz pomyślałam: jesteś zwykłą starą ćpunką, tego chciałaś?
  • To było piękne lato, pierwsze, jakie przeżyłam świadomie.
  • (…) to ostatnie strasznie go ruszyło. Powiedział: – Słuchaj, malutka, wiesz, ja też przestanę. Jak tobie się udało, to a też potrafię z palcem w nosie. – Władował sobie ostatnią działkę, ja wzięłam niucha. Byliśmy niesamowicie szczęśliwi i rozmawialiśmy o tym, jak to nam będzie dobrze razem, kiedy skończymy z heroiną.
  • W ciągu tygodnia widywałam się ze swoją starą paczką w Haus der Mitte. Zawsze siedziałam tajemniczo trochę z boku. Czasem opowiadałam, co przeżyłam w Soundzie. Wydawało mi się, że mnie teraz podziwiają. Po prostu poszłam o krok dalej niż inni. O tym, że był to krok dalej w kompletne bagno, jeszcze nie wiedziałam.
  • W kolejce jak zwykle tan sam numer. Od razu ścięłam się z paroma babsztylami. Detlefowi jak zwykle się to nie podobało i poszedł na drugi koniec wagonu. Jak zawsze w tej sytuacji wydarłam się na cały wagon: Stary, nie masz co udawać, że mnie nie znasz. Każdy widzi, że nie jesteś lepszy ode mnie.
  • W tej niesamowitej dolinie jesteśmy zupełnie sami. Od reszty świata odgradzają nas pionowe ściany. Nie dochodzi tu żaden dźwięk z zewnątrz. Jedynym dźwiękiem jest szum wodospadów…
  • Widziałam moją twarz, która jeszcze wczoraj wydawała mi się taka bombowa, taka tajemnicza, jak u prawdziwej dorosłej dziewczyny biorącej prochy. Wyglądałam na niesamowicie wyplutą. Pod oczami miałam czarne obwódki. Skóra była obrzydliwa i tłusta.
  • Wolno się bawić w to, co przewidzieli dla nas dorośli.
  • Wszystkie trzy chciałyśmy mówić i wszystkie chciałyśmy, żeby pozostałe nas słuchały.
  • Zastanawiałam się: Ćpa, pali hasz czy po prostu student?
  • Zaraz potem wyleciał z pracy. Kompletnie zszedł na psy, chociaż nawet nie spróbował narkotyków. Załatwili go narkomani. My.
  • Zgłosić się tam to już dla ćpuna właściwie koniec. Bonnies Ranch to był prawdziwy postrach narkomanów. Było nawet takie powiedzenie: lepiej cztery lata pudła niż cztery tygodnie Bonnies Ranch.
  • Zobaczyłam kompletnie zapadniętą, obcą twarz. Już od dawna przestałam się rozpoznawać w lustrze. Ta twarz nie była moja. Tak samo jak kompletnie wychudzone ciało. Przestałam je w ogóle czuć. Nawet jak byłam chora, nie dawało o sobie znać. Heroina znieczuliła je na wszelki ból, głód, a nawet na wysoką gorączkę. Zauważało tylko głód narkotyczny.
  • Żeby przestać, z czymś skończyć to najpierw trzeba wiedzieć po co. A ja nie wiem.
Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.
  • Mimo że właściwie nie dotyczyło mnie to bezpośrednio, jakoś tak czułam się podle i beznadziejnie. Przez ostatnie dwa dni wycieczki miałam niebezpieczny nawrót. Od rana do wieczora chodziłam zalana w cztery dupy.
  • Musi być jakaś droga pośrednia, że można jakoś dojść do ładu z tym zasranym społeczeństwem, niekoniecznie kompletnie się do niego przystosowując.