Otwórz menu główne

Emigracja

wyjazd z ojczystego państwa lub regionu z zamiarem osiedlenia się w innym miejscu

Emigracja – wyjazd za granicę na pobyt czasowy lub w celu zamieszkania na stałe.

  • Ale na koniec powiedział, że jednak nie ma co, za granicą najgorsi to Polacy. Niszczą swoich i okradają. Że właśnie Polak wyruchał go na pieniądze i Alek musiał temu Polakowi połamać ręce, ale nie wszystkie pieniądze odzyskał, bo gdzieś szczur zniknął z tymi połamanymi rękami i pieniędzmi.
  • Bądźmy szczerzy, ale tak naprawdę emigracja to nie ucieczka DLA Polski, to ucieczka OD Polski, od grobów, od nieszczęść, od ciągłych próżnych wysiłków. Ucieczka od ciągłego kłopotu, od ciągłej pracy bez wynagrodzenia, od entuzjastycznej śmierci. Można chować się za wiele pozorów, na dnie pozostaje zwyczajne i bardzo ludzkie uczucie prawa do szczęścia. Nie można zaznać go tam, szuka się go gdzie indziej. Oczywiście gdy nie ma się skłonności do samoudręczania się i do nadawania temu szczytnych pozorów.
  • Emigracja jest to rodzaj pogrzebu, po którym życie trwa dalej.
    • Autor: Tadeusz Kotarbiński
    • Źródło: Małgorzata Kita, Edward Polański. Słownik paronimów czyli wyrazów mylonych
  • Myślę, że jakaś forma emigracji potrzebna jest każdemu z nas. To ona uczy poznawać na nowo, odkrywać znaczenia obcych do tej pory zapachów, słów: kochać, tolerować, dawać szansę przypadkowi, ryzykować... Jeśli choć raz przekroczy się tę granicę – nie ma już powrotu. Dziś więc mam sny emigranta, który stoi po drugiej stronie. Jest w nich zupełnie inna niż kiedyś melodia życia.
  • Myślę, że to fantastyczne. Teraz w Wielkiej Brytanii możesz mieć fantastycznego hydraulika, kelnera. Ludzie ci są bardzo uprzejmi, a sami Polacy są bardzo atrakcyjni. Osobiście uważam, że im więcej tym lepiej.
  • Nie jestem żadnym emigrantem, nie mam żadnych tęsknot, znam smak pszenicy i skowronków, ale i inne smakują mi tak samo. Jestem Polakiem, nigdy nim nie przestanę być, ale te wszystkie ojczyzny, więzy nierozerwania, łkania i patryjotyczne rzępolenia to nie dla mnie. Polska jest dziś dla mnie takim samym krajem jak inny za żelazną kurtyną, krzywda Polaka w Krakowie boli mnie tak samo jak Czecha w Pradze czy Litwina lub Estończyka. Nie rozdzielam niczego, sprawy poszły już znacznie dalej poza pojęcia ojczyzny, kraju, „mojej ziemi”, to pojęcia z lamusa, naftalina.
  • Od przejścia słupów, od zajęcia miejsca w pruskiej kolei żelaznej zaczyna się wyzysk, oszukaństwa, krzywdzenie na wszelkie sposoby naszych biednych emigrantów. A jednak pomimo, że tak straszne warunki, wśród nędzy i upokorzeń, jeszcze tam zarabiają więcej aniżeli w ojczyźnie.
    • Autor: Bolesław Prus, Kroniki tygodniowe, t. 19, PIW, Warszawa 1968, s. 120.
  • Wrócili jeszcze na ojczyznę umrzeć, ale z nich już w gazdostwie niewiele pociechy. Wyssała im siły Ameryka. Krwawo naprawdę te dolary zdobyte. I refleksja się smutna zastanowi: czy warte straconego zdrowia. – W chwilach szczerości, gdy chwalba minęła, przyznają się też, jak tam ciężko było.
    – Powiem wam – mówił mi jeden z takich inwalidów – tam ino bisness, dudki. Człek pracujący za maszyną stoi. Ino się kości mijają. Jakby tu człek pracował, jako tam, w tej Ameryce, toby się na kamieniu szczerym chleba dorobił.
  • Wydaje mi się, że jednym z częstych powodów opuszczania kraju jest polskość właśnie, chęć ucieczki od niej na bezpieczny dystans. Ludzie nie wytrzymują, nie lubią tego wyrazistego jej aspektu, na który składają się wspólnota w rozczarowaniu, solidarność w przegranej, rozpamiętywanie straconych szans, poczucie obrażonej niewinności (rozciągające się wbrew wielu faktom na całą historię), miazmaty wallenrodyzmu, towarzyskie licytacje w przykrościach, biedach, niepowodzeniach, przekonanie o wyższości moralnej i niższości materialnej, które też trudno nazwać przyjemnym, bezterminowe oczekiwanie na rekompensatę za wiarołomność świata (tak jakby można było od kogoś, kto zrobił brzydki, ale udany interes, oczekiwać zadośćuczynienia). Młody człowiek, zwłaszcza przed którym otwiera się życie, pomyśli o tym, jak się ratować, jeśli słyszy wokół siebie zbyt często, że ma być przegrany, bo został już sprzedany i oszukany. Są ludzie, którzy gustują w masochizmie narodowym, są tacy, którzy z tego żyją, ale jedni i drudzy grzeszą społecznie oraz przeciw naturze ludzkiej, której potrzebny jest na co dzień jakiś sens i nadzieja.
    • Autor: Tomasz Łubieński, Ucieczka od polskości, „Znak”, nr 390–391, listopad-grudzień 1987.