Otwórz menu główne

Agnieszka Odorowicz

polska działaczka państwowa, wiceminister kultury
Agnieszka Odorowicz

Agnieszka Odorowicz (ur. 1974) – polska ekonomistka, była wiceminister kultury, dyrektorka Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

  • Dla mnie osobiście chyba najtrudniejszy był moment, kiedy zostałam wezwana do prokuratury w Białymstoku, w sprawie rzekomego przekroczenia uprawnień w procesie legislacyjnym ustawy o kinematografii. Był to chyba pierwszy w Polsce, dosyć dziwny przypadek prowadzenie postępowania prokuratorskiego w sprawie przekroczenia uprawnień ministra i wiceministra w procedowaniu ustawy poselskiej. Rząd w takim przypadku może jedynie przedstawić swoje stanowisko. Postępowanie trwało ponad rok, przesłuchano kilkunastu świadków i umorzono z powodu niestwierdzenia przekroczenia prawa. W tym czasie byłam obiektem ataku wielu stron, pod moim mieszkaniem prawie na stałe zamieszkali paparazzi, a w Rzeczpospolitej ukazały się kłamliwe publikacje na temat moich prywatnych spraw. Po trzech latach procesu, redakcja i autor przegrali przed sądem cywilnym. W uzasadnieniu sąd stwierdził: „Twierdzenie dziennikarza, że przez fakt publikacji chciał uczynić świat lepszym jest swoista ironią, ponieważ pisanie niesprawdzonych informacji pochodzących z anonimowych i niewiarygodnych źródeł nigdy nie może służyć prawdzie, zaś potrzeba tworzenia tanich lecz szkodliwych społecznie sensacji, nie powinna stanowić dewizy uczciwego dziennikarza”. Ale jak widać, nie przeszkadza to poważnym niby pismom, jak „Newsweek”, powtarzać te brednie.
  • Instytut nie ma możliwości zerwania kontraktu z producentem ani z powodów politycznych, ani artystycznych – bo na przykład film się nie udał. Przyznajemy dotację, ale potem nie wchodzimy na plan, nie stajemy za kamerą ani nie siedzimy w montażowni. Natomiast mamy obowiązek sumiennego rozliczania publicznych pieniędzy i jeśli producent tego nie robi albo nie dotrzymuje warunków umowy, to zero litości. Czy to będzie film o Jedwabnem czy jakikolwiek inny, jeśli środki publiczne zostały wydane niezgodnie z umową, zawsze będziemy w sporze z producentem.
  • Mamy do dyspozycji średnio 150 mln zł, ale tylko ok. 7,9 mln z tej kwoty pochodzi z budżetu państwa. Utrzymanie instytutu, co pokrywa właśnie budżet państwa, stanowi niecałe 
6 procent naszych funduszy. Jesteśmy więc najtańszą agencją płatniczą w kraju. 
Dla porównania: w sektorach finansowych koszty własne wynoszą 15–20 proc. 
Z pozostałych pieniędzy 142,1 mln, na które składają się nasi płatnicy, współfinansujemy nie tylko produkcje filmowe, ale też edukację filmową i audiowizualną we wszystkich gimnazjach i liceach, wspieramy małe kina i ratujemy arcydzieła polskiej kinematografii, przenosząc je na nośniki cyfrowe.
  • Na filmie można zarobić w trakcie jego eksploatacji, ale pod warunkiem, że wszystkich praw nie będą posiadały telewizje. Instytucje te, będące koproducentami większości filmów, korzystają ze swojej dominującej pozycji i pozbawiają producentów praw do produkowanych przez nich filmów, a tym samym pozbawiają ich przychodów majątkowych z tych praw. To jest spory problem naszego rynku. To nie sprzyja wykształceniu się dużych, niezależnych producentów, których byłoby stać na zainwestowanie własnych pieniędzy jako części wkładu koprodukcyjnego.
  • Podstawowym problemem polskiego rynku kinowego, powstrzymującym jego rozwój, jest bez wątpienia frekwencja, która jest wypadkową ciągle niewystarczającej zamożności polskiego społeczeństwa oraz słabości repertuaru, który nie jest być może na tyle atrakcyjny, aby zachęcić widzów do częstszego i bardziej regularnego wydawania pieniędzy na kinowe bilety. Potencjał polskiego rynku kinowego jest spory. Obecnie statystyczny Polak odwiedza kino 0,8 raza do roku. Ten wskaźnik w krajach Europy Zachodniej jest kilkakrotnie wyższy. Innym problemem jest coraz trudniejsza dostępność do kina mieszkańców mniejszych miejscowości.
  • To prawda, że prawo w Polsce nie widzi internetu, ale przede wszystkim trzeba doprowadzić do tego, żeby obowiązujące kodeksy były stosowane także wobec przestępczości w internecie. Mamy dobre prawo, tylko trzeba je skutecznie egzekwować. Konieczne jest stworzenie możliwości dochodzenia swoich praw na drodze postępowań cywilnych czy przed sądami gospodarczymi. (…) Jestem przeciwnikiem ścigania internautów na podstawie przepisów prawa karnego. Nie są oni w stanie ocenić legalności źródła, z którego korzystają i za które płacą. (…) Najważniejsze jest jednak stworzenie legalnej alternatywy korzystnej dla wszystkich: dla właścicieli praw autorskich, producentów, aktorów i reżyserów, właścicieli kin, a przede wszystkim dla widzów.