Otwórz menu główne

Waldemar Krzystek

polski reżyser, scenarzysta filmowy

Waldemar Krzystek (ur. 1953) – polski reżyser.

  • Filmy, które chciałbym zrealizować, przestały budzić zainteresowanie ludzi, którzy mają pieniądze. Od jednego z producentów dowiedziałem się, w jaki sposób ocenia wartość trafiających do niego scenariuszy. Po prostu daje je do oceny swojej czternastoletniej córce.
  • Nasze najwartościowsze filmy powstały z potrzeby wolności, szacunku dla tradycji i obrony elementarnych wartości. Szkoła polska, czy potem kino moralnego niepokoju, czerpały z traumatycznych doświadczeń swoich pokoleń. Teraz mamy wolność i my, filmowcy, stoimy z opuszczonymi rękami. Wypaliły się emocje, zbladły idee. A reżyser to dziś wynajęty człowiek, któremu płaci się za podnoszenie oglądalności kolejnego sitcomu. Sukces ma tylko twarz kasową. Odwróciliśmy się od historii, nie ma kontynuacji najlepszych dokonań kina polskiego, nie rozwija się język filmu. Skończyły się romantyczne porywy i króluje geszefciarstwo.
  • (...) nie wyobrażam sobie, że mógłbym wrzucić wszystkich Rosjan do jednego worka z napisem: „Kacapy”.
  • Szczerze mówiąc, ja po każdym filmie dostaję jakąś specjalizację, podczas gdy następny film jest zawsze inny. Gdy zrobiłem W zawieszeniu, to się mówiło, że jestem specjalistą od „statycznego dramatu psychologicznego, głęboko osadzonego we współczesnych realiach”. Później zrobiłem Ostatni prom, którego akcja rozgrywała się na otwartym morzu i bohaterami byli reprezentanci różnych grup społecznych. Jeśli można coś generalizującego powiedzieć o moich filmach to to, że zawsze się staram, żeby one działy się w jakimś konkretnym czasie i coś nowego, ważnego o każdym nowym etapie historii opowiadały. I gdy w ten sposób popatrzymy na mój nowy film, to on nie powinien być zaskoczeniem. Nie ma zmiłuj jest pewną sumą i zapisem tego, co się w Polsce wydarzyło i co się rozwija, co się dzieje.
  • W kinie robionym profesjonalnie nie ma mowy o przypadku.
  • Wrocław może zagrać Paryż, Berlin, XIX wiek, XX wiek. Wielka szkoda, że nie udaje się tego wykorzystać, gdyż nie mamy sprawnie funkcjonującej wytwórni filmowej.
  • Zawsze lubiłem filmy, które dzieją się w konkretnym miejscu i czasie, a nie wszędzie i nigdzie zarazem. Opowieści o współczesności są zbyt łatwe i powierzchowne, lepiej jest nabrać dystansu czasowego, nie mówić pochopnie. Bardzo często jest tak, że przeszłość rzutuje na naszą teraźniejszość. Przeszłość bywa zapominana i warto o niej przypominać.
  • Ze świadomości przeciętnego Europejczyka wyparowały stocznia i „Solidarność”, z dużą zresztą naszą pomocą. Film kształtuje opinie. Europejczycy dobrze znają „Kolę”, „Good bye, Lenin!”, a u nas w tym czasie zdolni artyści muszą robić kopie zagranicznych telenowel.

Zobacz też: