Szymon Kołecki

sztangista polski

Szymon Kołecki (ur. 1981) – polski sztangista, zdobywca srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Sydney w 2000 roku i igrzyskach olimpijskich w Pekinie w 2008 roku.

Szymon Kołecki
  • Gdy tylko dowiedziałem się, że chińska milicja krwawo stłumiła demonstracje w Tybecie, to obiecałem sobie, że gdy pojadę do Pekinu, w jakiś sposób zaprotestuję. Chiny to państwo policyjne. Nawet w wiosce olimpijskiej widać było pełno agentów bezpieki. I właśnie to mnie przekonało, że w jakiś sposób trzeba tym uciśnionym ludziom pokazać, że są tacy, którzy tego reżimu się nie boją. Decyzja była natychmiastowa. Rano przed startem pożyczyłem od kolegi maszynkę i wręczyłem ją Mariecie Gotfryd. Ta bez trudu na mojej głowie wykonała fryzurę tybetańskiego mnicha.
  • MMA jest trochę podobne do bijatyk na ulicach. Nie można gryźć i kopać w krocze. Ludzi to kręci i nie ma na to wypływu. (…) Chyba każdy przeżył jakieś szarpaniny w szkole, wielu czasem przypadkowo, dostało po łbie. Adrenalina, emocje… można mówić, że to prostackie i nikogo nie kręci, ale i tak większość patrzyła w telewizor albo obejrzała to później w internecie.
  • Nie nadaję się na trenera. Brakuje mi cierpliwości. I choć sam wiem, jak ciężko jest nieraz wyeliminować prosty błąd, nie potrafię być wyrozumiały w stosunku do innych, od razu krew mnie zalewa. A dobry trener musi zachować spokój.
  • Oddaję medal, który zdobyłem w Sydney. Tam, gdzie po złoto sięgnęła Kamila. To była bardzo prosta decyzja i nie zawahałem się ani chwili.
  • Uprawianie podnoszenia ciężarów jest bardzo ryzykowne. Jest się narażonym na urazy, i to te najcięższe, praktycznie non stop. Do najpowszechniejszych, na które żaden ciężarowiec praktycznie nie zwraca uwagi, należą zrywające się co kilka tygodni odciski na dłoniach. To zawsze jest krwawe i bolesne. Podobnie nie zwracamy uwagi na uszkodzone, poobijane sztangą piszczele. Moje na przykład już nie są proste, lecz pełne zagłębień. Często tak mi piszczel spuchnie, że mam opuchliznę wielkości połowy pięści. Tam mi się gromadzi krew i innego rodzaju płyny. Podobnie poobijane mamy obojczyki od zarzutów sztangi, ale to już są naprawdę drobiazgi.
  • Z tym dopingiem to sprawa była prosta. Gdy miałem piętnaście lat, ktoś nafaszerował mnie jakimś świństwem. To było największe draństwo, które ciągnie się za mną smrodem do teraz.