Plácido Domingo

hiszpański śpiewak operowy

Plácido Domingo (ur. 1941) – hiszpański śpiewak, tenor.

Plácido Domingo, 2008
  • Jedynymi moimi nauczycielami były płyty Carusa, Björlinga, a nawet złych śpiewaków. Od wszystkich możne się czegoś nauczyć. Karierę zawdzięczam Bogu, sobie i wszystkim.
    • Źródło: Janusz Ekiert, Czy wiesz? Zagadki muzyczne, Warszawa 1995, wyd. Alfa, s. 66.
  • Myślę, że publiczność zna różnicę pomiędzy Bocellim i mną. Jego płyty kupuje dla pięknych melodii, dla piosenek, jak Time to Say Good bye, a nie dlatego, że jest śpiewakiem operowym. Jeśli ktoś chce posłuchać śpiewu tenora operowego, kupuje płyty Dominga, Pavarottiego i Carrerasa bądź naszych młodszych kolegów: Alagni, Vargasa, Alvareza czy Cury. I może usłyszeć nas w teatrze. Bocelli to wielki talent, inaczej nie sprzedawałby tylu milionów płyt, ale nikt nie ma chyba wątpliwości, że jest częścią kultury pop. Też lubię jego głos, choć nie jestem pewien, czy wypełniłby nim wielką operową scenę.
  • Niektórzy ludzie nie mogą pogodzić się z tym, że chcę występować także dla szerszej publiczności z lżejszym repertuarem. A to publiczność towarzyszy śpiewakowi na co dzień w pracy i ją też należy szanować. Dzięki jej uwielbieniu nie przejmuję się zbytnio głosami krytyki, choć bardzo lubię dostawać dowody uznania ze strony profesjonalistów (…).
  • Śpiewam tylko 5, 6 razy w miesiącu. Jeżeli chcę dać z siebie wszystko, nie mogę śpiewać za często. Taka jest moja odpowiedzialność przed publicznością, która stoi całą noc w kolejce do kasy, żeby mnie usłyszeć.
    • Źródło: Janusz Ekiert, Czy wiesz? Zagadki muzyczne, Warszawa 1995, wyd. Alfa, s. 66.
  • W czasach Carusa podział na tenorów lirycznych i dramatycznych nie istniał, po prostu istniał tylko tenor. Lepiej spalić się w ciągu 15 lat, niż oszczędzać się przez 30 lat.
    • Źródło: Janusz Ekiert, Czy wiesz? Zagadki muzyczne, Warszawa 1995, wyd. Alfa, s. 66.

O Plácido Domingo

edytuj
  • Pozwolił sobie kiedyś na żart, by zbadać, ile w podziwie dla jego śpiewu jest znajomości głosu, a ile snobizmu. Przebrał się za żebraka, przybrał zaniedbany wygląd, stanął na ruchliwej ulicy z kapeluszem na datki i śpiewał z wywieszką, na której wypisał swoje imię i nazwisko, a także prośbę o wsparcie. Większość przechodniów oburzała się, że ten bezczelny żebrak udaje idola, choć daleko mu do brzmienia słynnego głosu. Inni uważali, że ma twarz i głos nawet podobne do słynnego tenora, którego udaje, a tylko nieliczni stwierdzili ze zdumieniem, że to nie może być nikt inny tylko ich słynny idol, bo nie ma na świecie drugiego takiego głosu.
    • Autor: Janusz Ekiert, Czy wiesz? Zagadki muzyczne, Warszawa 1995, wyd. Alfa, s. 67.