Paweł Hulka-Laskowski

polski pisarz, publicysta i tłumacz; działacz społeczny i religijny

Paweł Hulka-Laskowski (1881–1946) – polski pisarz, tłumacz, publicysta, działacz społeczny.

Gabinet Pisarza Pawła Hulki Laskowskiego w Żyrardowie

Mój ŻyrardówEdytuj

  • – A wiele lat pan pracuje? – pyta się pan Krauze.
    – A dwadzieścia cztery – mówię mu na to.
    – Ha – ha, to pana w kołysce do fabryki nosili!
    – Nie żadne ha – ha, proszę pana, tylko sama prawda. Półszosta roku miałem jak zacząłem szpulki snowaczom podawać.
    • Opis: o swoim ojcu, który opowiada jak starał się o mieszkanie fabryczne
  • Dla Żyrardowian z przed półwiecza geografja nie przedstawiała żadnych trudności. Słońce wschodziło za Czarnym borkiem i zachodziło latem nad Guzowem, a zimą między Sokólem i Benenartem. Na północ od Żyrardowa był Teklinów i Feliksów, dalej wlewo, ku zachodowi leżały Wiskitki, do których szło się przez las koło Papierni, a jechało szosą przez długie Kozłowice; za Wiskitkami istniał barwny Łowicz, znany nam tylko z imienia, bo był bardzo z drogi dla ludzi wędrujących pieszo, albo furkami chłopskiemi. Na południowej stronie leżały wsie Korytów i Chroboty, a za niemi Radziejowice i miasto Mszczonów, wsławione niezliczonemi pożarami.
  • Jej światem był Żyrardów. Pracowała od wczesnego dzieciństwa w fabryce, była przykręcaczką, rodziła dzieci, niańczyła je, czuwała nad niemi po nocach, kładła jedno za drugiem do grobu i wreszcie poszła za niemi.
    • Opis: o swojej matce
  • Robotnicy żyrardowscy pochodzili przeważnie ze wsi okolicznych: Kozłowic, Henryszewa, Glinek, Marjampola, Chrobot, Korytowa, Radziejowic, Oryszewa, Guzowa... Ale nie brakło wśród nich także mieszczan z Wiskitek, Mszczonowa, Błonia, Sochaczewa, Łowicza. Z różnych stron schodzili się ludzie na robotę do fabryki żyrardowskiej (...)
  • Siedziałem na szarej podłodze, blisko drzwi i płakałem. Drzwi były uchylone, na progu stała matka i pocieszała mnie, że zaraz wróci. W ręku trzymałem skórkę chleba i przez łzy patrzyłem na drzwi, które nieubłaganie zamknęły się za matką. Nieraz zadaję sobie pytanie, czy to jest naprawdę moje pierwsze wspomnienie i pierwszy przebłysk świadomości, czy też widziałem takie dziecko płaczące za oddalającą się matką i ten widok przywłaszczyłem sobie.
  • Wielkie święta doroczne były istnemi uroczystościami emigracyjnemi. Na Boże Narodzenie, osobliwie zaś na Wielkanoc i Zielone Świątki, rozjeżdżali się ludzie w różne strony świata: do Warszawy, do Łowicza, do Błonia, a już najwięcej do Łodzi, Zgierza, Pabjanic, gdzie żyrardowiacy mieli najwięcej krewnych. I nawzajem, najwięcej gości przyjeżdżało do Żyrardowa z „Łodzi – miasta”, jak przyjezdni mówili zazwyczaj. Przy wyjazdach było dużo przygotowań i kłopotów, co komu zawieźć i czy się aby w Koluszkach nie będzie czekało zbyt długo, bo to z temi Koluszkami nigdy nic nie wiadomo. Można się trochę spóźnić i już tamtego pociągu do Łodzi niema. Czekaj potem parę godzin! Już na tydzień naprzód mówiono o tych wyjazdach, prezentach, Koluszkach, o ulicy Piotrkowskiej, o Widzewskiej, o Bałutach i o Helenowie, gdzie muzyka ładnie grywa i gdzie jest bardzo wesoło.

Zobacz też: