O dwóch takich, co ukradli księżyc

film

O dwóch takich, co ukradli księżyc – film przygodowy dla młodych widzów z 1962 roku, produkcji polskiej, w reżyserii Jana Batorego.

Wypowiedzi postaciEdytuj

  • Azorek leż, leżeć!
    • Postać: Kapitan zbójców
    • Opis: do zbójców przebranych za dużego psa.
  • Bądźcie zdrowi!
    • Postać: Chłop przerzucający ziemię
    • Opis: do Jacka i Placka wracających do domu.
  • Jestem chwat i tyś jest chwat, piękny jest szeroki świat. Lecz wróciliśmy tu żwawo bo to serca święte prawo.
    • Postać: Jacek i Placek
    • Opis: śpiewając końcową piosenkę.

DialogiEdytuj

Jacek: To jakaś dobra kobieta.
Placek: Yhmm.
Jacek: Jak myślisz czy jej syn wróci?
Placek: Powinien wrócić.

Mieszkaniec złotego miasta: Człowieku, czy masz kawałek chleba? A powiedz jak wygląda chleb? Zwyczajny, razowy chleb.
Kapitan zbójców: Jest ciemny, przypieczony.
Mieszkaniec złotego miasta: Ciemny, przypieczony... A powiedz: - Jak pachnie? No powiedz.
Kapitan zbójców: Oj głupie pytanie. No po prostu pachnie chlebem.
Mieszkaniec złotego miasta: Świetnie powiedziane. Pachnie chlebem...

Kapitan zbójców: Czy tu wszystko jest ze złota?
Mieszkaniec złotego miasta: Tak, mieszkamy w domach ze złota, sypiamy w złotych łóżkach, pod złotą pościelą. Nawet potrawy i napoje są ze złota.

Jacek i Placek: A gdzie echo? Jak tam z echem?
Echo: Jesteście chłopaki „w dechę”!

O filmie O dwóch takich co ukradli księżycEdytuj

  • Koledzy przyjęli ich aktorstwo bardzo życzliwie. Nauczyciele gorzej. Niektórzy mówili, że film ich zdemoralizował. Synowie tak się tym przejęli, że poszli do spowiedzi. Trafili na bardzo dowcipnego kapłana. Ksiądz zapytał: „Byłeś amantem? – Nie? To nie masz grzechu”. Po „Dwóch takich” zapraszano nas na eliminacje do innych filmów. Synowie nie chcieli już występować. Mówili, że woleliby być reżyserami niż aktorami.
  • Mój szwagier zgłosił ich do eliminacji. Ale uczynił to w dość nietypowy sposób – na wyrwanej z zeszytu kartce napisał dane moich synów i przesłał do wytwórni filmowej. Inni kandydaci dostarczali swoje zdjęcia – a tu tylko imiona, nazwisko i adres. Twórców filmu rozbawiła forma zgłoszenia. Postanowili dowiedzieć się, kim są zareklamowani chłopcy. Przysłali mi zaproszenie na eliminacje. Synowie chcieli na nie pójść, więc poszliśmy.
  • Zapewniam, że nie mieliśmy żadnych dojść i bocznych dróg. Oni po prostu wygrali. Potem opowiadano mi, że w finale decyzja ważyła się między dwiema parami chłopców. W ekipie wybuchła straszna kłótnia. Filmowcy podzielili się na dwa obozy, doszło do głosowania. Więcej głosów dostali moi chłopcy. (...) Dostaliśmy depeszę, że Jarek i Leszek będą grali, więc musimy przyjechać na zdjęcia do Łeby. Chłopcy byli zadowoleni, bo ten film strasznie ich wciągnął i bawił. Cieszyliśmy się wspólnie. W nocy poszłam z mamą do kościoła we Władysławowie, żeby podziękować za wszystko Bogu.