Michał Głowiński

polski historyk literatury
Michał Głowiński (z prawej) z Władysławem Bartoszewskim (2006)

Michał Głowiński (ur. 1934) – polski teoretyk literatury i znawca nowszych dziejów literatury polskiej, autor lektur polonistycznych, a także prozy wspomnieniowej i esejów.

  • Kreowanie Gomułki na bohatera jest przejawem zjawiska, o którym często tu piszę: walki na symbole. Dla społeczeństwa postacią symboliczną, bohaterem, jest Wałęsa, partia musi więc przeciwstawić mu kogoś innego. Znienawidzony, skompromitowany i zhańbiony Gomułka przeciw Wałęsie? Brzmi to absurdalnie, ale w istocie o to chodzi. O ile się orientuję, ten propagandowy koncept, jak wszystkie poczynania partii w tej materii, spotkał się nie tylko z niechęcią, nie tylko wzbudził niesmak, lecz został przyjęty jako policzek dla społeczeństwa. Bohaterem staje się morderca!
  • Nawet najkonsekwentniejsi optymiści, odganiający od siebie myśl, że bydlęce wagony wiozą warszawskich Żydów nie do obozów pracy, uplasowanych gdzieś na wschodzie, ale na śmierć, nie mogli już nie zdawać sobie sprawy z tego, co się dzieje. Pojmowały to z większą lub mniejszą intensywnością i wyrazistością także dzieci; rzeczy miały się tak również wtedy, gdy rodzice starali się, jeśli nie ukrywać (byłoby to niemożliwe), to przynajmniej łagodzić straszną rzeczywistość, a więc zmniejszać strach, w jakim żyły, bo swoje już wiedziały. Lata tego nie miałem jeszcze ośmiu lat, ale docierało do mnie wiele, może nie ogarniałem wszystkich szczegółów, może ulegałem jakimś przywidzeniom i ułudom, które nie pozostawały w żadnym stosunku do realności, nie mogłem jednak nie dostrzegać tego, co się każdego dnia dzieje, nie mogłem się nie bać. Strach – można byłoby go nazwać strachem ostatecznym, bo nawet dziecko musiało dostrzec, że gra toczy się o samo istnienie – jest doskonałym nauczycielem, otwiera oczy i uszy, odbiera złudzenia. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, a może – tylko wtedy, gdy chodzi o życie. Ów strach ostateczny był także moim nauczycielem.
    • Źródło: Burza
  • W czasie okupacji pomagała Żydom. Jej biografia jest heroiczna. Był to heroizm działacza humanitarnego. Mówi się przecież o 2,5 tysiącach dzieci, do uratowania których się przyczyniła albo uratowała je sama. Trzeba wiedzieć, że ona uratowała życie wielu osób dorosłych, w tym mojej matki. Niosła pomoc nie na miarę możliwości, ale znacznie ponad miarę możliwości i na tym polega jej niezwykłość. Znalezienie ratunku dla tylu dzieci graniczyło z cudem i ten cud się zdarzył. Ona i jej wspólniczki wchodziły do getta i wyprowadzały dzieci skazane na śmierć. To wymagało niezwykłej odwagi. Pani Irena taką odwagę miała zawsze.