Ludobójstwo w Rwandzie

Nyamata Memorial Site w Rwandzie

Ludobójstwo w Rwandzie – masakra osób pochodzenia Tutsi dokonana przez ekstremistów Hutu (przede wszystkim z bojówek Interahamwe i Impuzamugambi) w Rwandzie w ciągu około 100 dni od 6 kwietnia do lipca 1994 roku. Jej ofiarą padło, według szacunków, od 800 000 do 1 071 000 ludzi.

  • Kościół w Rwandzie był wielkim poszkodowanym. Stracił nie tylko czterech biskupów ale i 150 księży, czyli około jedną czwartą duchowieństwa. Poniosło śmierć także ok. 140 sióstr zakonnych, nie mówiąc już o kilkuset tysiącach wiernych świeckich. Byli to zarówno Hutu jak i Tutsi (...) Kościół w Rwandzie nigdy nie namawiał, ani nie brał udziału w ludobójstwie. Dowody pokazują co innego. To nie księża zabijali ludzi w kościołach, ale hordy często pijanych i znarkotyzowanych morderców.
  • Ludobójstwo rozpoczęło się z 6 na 7 kwietnia 1994 na ulicach stołecznej Kigali (...). Wszyscy wiedzieli od wielu lat, że ludobójstwo się zbliża. W komitecie centralnym jedynie słusznej rwandyjskiej partii zasiadał arcybiskup Kigali, który był też prywatnym doradcą prezydenta Habyarimana, który zginął w katastrofie lotniczej. Kościół dobrze wiedział, że rząd Rwandy sprowadza z Chin kilkaset tysięcy nowych, błyszczących maczet. Wiedział, że szkolone są bojówki. Trudno mi sobie wyobrazić, że nie wiedział o tym Watykan (...). Postawa Jana Pawła II była w tej sprawie zawstydzająca (...). Dlaczego przez tyle tygodni papież nie powiedział: nie zabijajcie, przestańcie. Co go to kosztowało? Ludzie na to tam czekali (...). Możemy powiedzieć, że ludobójców by to nie powstrzymało. Nie byłbym o tym przekonany.
  • Oskarżenie duchownych o udział w dokonywanych zbrodniach jest mijaniem się z prawdą. Owszem byli księża, którzy sympatyzowali z tą czy z tamtą stroną, to naturalne. Znajdowali się w bardzo trudnych sytuacjach.(...) Księża pełnili też funkcje kapelanów w wojsku, jednak część z nich została zamordowana na terenie Zairu. Jeden z nich siedzi do dziś w więzieniu, ten, który uratował przed śmiercią m.in. rwandyjskie siostry pallotynki. Oskarżenia wobec nich wydają się wątpliwe. Osobiście znam kilka takich przypadków, gdzie oskarżenia są zupełnie nieuzasadnione.
  • Problem jest szerszy. Kto by przypuszczał, że w 1994 roku, zaledwie trochę ponad pół wieku po Holokauście, wydarzą się i Rwanda, i Bałkany. Dalej Somalia czy Syria, której tragedią żyjemy od wielu miesięcy. Ludobójstwo w Rwandzie to było Jedwabne w skali hekatomby. Sąsiedzi mordowali sąsiadów.
    • Autorka: Joanna Kos-Krauze
    • Źródło: Łukasz Maciejewski, Pożegnanie w Afryce (wywiad z Joanną Kos-Krauze), „Viva!” nr 26 (492), 17 grudnia 2015, s. 63.
  • Większość hierarchów miała bardzo dobre relacje z ówczesnymi władzami. Często stali za indoktrynacją morderców. Arcybiskup Hoser w Rwandzie był częścią establishmentu. Znał się z tymi, którzy dokonali tego mordu.