Józef Haller

generał broni Wojska Polskiego

Józef Haller (1873–1960) – generał broni Wojska Polskiego, legionista, harcmistrz, przewodniczący ZHP, mąż stanu, działacz polityczny i społeczny.

  • Idziemy nad polskie morze – idziemy w kraj odwiecznie polski, wielokrotnie wydzierany nam przez wrogą siłę niemiecką. Ale tęższą i większą jest moc polska – moc polskiego oręża i polskiego ducha. (...) Wraca do Polski ziemia polska, ziemia zroszona krwią męczeńską polskiego biskupa św. Wojciecha, gdzie niegdyś tylu znakomitych rodaków działało, gdzie żył i pracował człowiek, „co wstrzymał słońce, ruszył ziemię – polskie go wydało plemię” (...), skąd w czasach upadku wyszło tylu obrońców swobody narodu (...). Niech żyje zjednoczona nasza Polska!
Józef Haller, ok. 1918
  • Kobieta to telefon duszy.
  • Noc z 12/13 VIII spędziłem w rektoracie Politechniki Warszawskiej. Po przeczytaniu raportów wieczornych zasnąłem z modlitwą na ustach, wiarą w pomoc Bożą i z wizją obrony Częstochowy z Jasnogórską Królową Polski, Matką Bożą, której Wniebowzięcie (święto) się zbliżało.
  • Polacy! Wejrzyjcie w siebie! Dajcie przynajmniej ofiarną pracę dla Polski, dla której ci, którym dziś cześć tu wyrażamy, życie ofiarowali, dając świadectwo, że Polska nie zginęła i zginąć nie może! Idźmy za ich przewodem! Polska i w przyszłości ostać się może tylko jako czuwające a zbrojne obozowisko ludzi ofiarnych i czujnych.
  • W dniu dzisiejszym Polskę tę, o którą walczyliście, sponiewierano! Odruch wasz jest wskaźnikiem, iż oburzenie narodu, którego jesteście rzecznikiem, rośnie i wzbiera jak fala! O ile obecny odruch stolicy nie będzie słomianym ogniem – zwyciężymy!
  • [Wzywam] do walki z wrogami przez popieranie swoich, a więc unikanie Żydów.

O Józefie Hallerze

edytuj
  • Generał Haller Józef. Straci powagę u podwładnych w bardzo szybkim tempie z powodu swoistej demagogii i szukania za wszelką cenę popularności zaczynając od podoficera, kończąc na swoim ordynansie. Gadatliwy bez miary i końca. Żadna tajemnica nie jest pewna w jego ręku.
  • Zjechały się zaalarmowane władze bezpieczeństwa, wpuściłem ich na górę, a sam pozostałem na dole. Wtem zaczął dobijać się ktoś do drzwi wejściowych. Kazałem je otworzyć – ukazuje się gen. Józef Haller ze swymi adjutantami. Opowiadam mu, co się stało. Przyjął to niezbyt dramatycznie, gdyż pyta mnie: „A gdzie on leży?”. Ja go objaśniam, a on na to: „Ale inne sale można obejrzeć?”. Zdziwiłem się tym zapytaniem, ale odpowiedziałem, że można, i poprowadziłem go na górę. Kiedy wchodziliśmy po schodach, z góry biegli dwaj adjutanci z zamku. Widząc Hallera, przystanęli i nie zwracając uwagi na rangę generała, poczęli na niego krzyczeć: „To ci, ci (tu padły słowa, których nie pamiętam, dość, że były to słowa hamowanego oburzenia), to oni winni wszystkiemu”.