Henryk Kietliński

Henryk Kietliński (1932–2017) – polski duchowny rzymskokatolicki, pallotyn, doktor nauk humanistycznych, wyższy przełożony księży pallotynów w Polsce i na misjach.

  • 1 sierpnia 1944 roku w godzinie „W” syreny wezwały naszą młodzież i całe społeczeństwo do otwartej walki z okrutnym wrogiem, który przez pięć lat ponurej okupacji niszczył Naród Polski. Dziś ten przenikliwy głos syren zaprasza nas do wdzięcznej pamięci, głębokiej refleksji i szczerej modlitwy.
  • Baliśmy się Niemców. Gdy Niemcy wkraczali na nasze podwórko, zawsze była atmosfera niesamowitego terroru i strachu. Wołali: „Matka dawaj jajka! Matka dawaj masło! Matka dawaj kury!”. Wszystko dawaj. Oni przyjeżdżali albo na rowerach, albo na koniach i zawsze z jakąś szpicrutą do bicia, do znęcania się nad nami, więc były to niesamowite nasze trudne, bardzo trudne przeżycia. Tych wspomnień rzeczywiście było bardzo dużo. Było przygnębienie duże we wszystkich domach.
  • Brat walczył właśnie w 13. Pułku Piechoty. Rozbici zostali pod Gruduskiem, potem wycofali się do Modlina i 13. Pułk Piechoty, jeszcze wraz z innymi oddziałami, został rzucony na pola podwarszawskie w obronie Warszawy. Tam brat mój zginął. Gdy koledzy mówili do niego: „Teraz już wracajmy do domu, bo wojna się skończyła”. On powiedział: „No jednak wy wracacie a ja zostaję, trzeba się bić za Polskę do końca”. Tam poległ na polach koło Borzęcina, w Borzęcinie Dolnym. Zginął jako męczennik, dlatego że był ranny, rannych złożono do stodół i te stodoły w wyniku wielkiej bitwy zostały spalone. Została legenda i to jest bardzo ważne, legenda mojego najstarszego brata.
  • Ksiądz Józef Warszawski znalazł się na Przyczółku Czerniakowskim ze swoją grupą, ze swoim oddziałem i patrzył co się dzieje z kapelanem, księdzem Stankiem, że go oprawcy aresztowali, chwycili, przymusili do dźwigania jakiegoś pojemnika po amunicji i wraz innymi szturchali go, bili, torturowali, wyzywali go. Właśnie w stosunku do niego mówili, że: „Ten jest najgorszy, ten klecha w tej czarnej sukni, on jest gorszy od Anglików, od Żydów, od wszystkich innych, bo to on ich prowadził, zagrzewał do walki”. Takie świadectwo daje ojciec Warszawski, bo stał blisko, rozumiał dobrze niemiecki i obserwował. Na chwile ksiądz Stanek stanął przy nim. Ksiądz Stanek był w sytuacji najtrudniejszej.(...) ksiądz Stanek był w całej powadze kapłańskiej służby. Skazali go na śmierć przez powieszenie.
  • Mam najwyższe uznanie dla chłopców, i dla dziewcząt, dla moich starszych kolegów i koleżanek, i dla ludności cywilnej, która bardzo wspierała akowców, i mam uznanie dla kierownictwa, dla dowódców i tych niższych, i tych średnich, i tych najwyższych. (...) sytuacja była niesamowicie trudna, my dzisiaj możemy dyskutować, a wtedy trzeba było decydować i podjęli taką decyzję, jaką podjęli. Trzeba z najwyższym szacunkiem mówić o Powstaniu Warszawskim, dlatego że to była wielka wojna o Polskę niepodległą.
  • Myśmy musieli Niemcom się kłaniać. Pewnego razu jak koło szkoły przechodziłem byli tam Niemcy i nie powiedziałem ani Guten Morgen, ani czapki nie zdjąłem, to mnie Niemiec kopnął. Wtedy w nas budziła się niesamowita wrażliwość. Jak on śmie mnie, Polaka, chłopca uderzyć?! Choć on był okupantem, ale ja miałem poczucie, że jestem Polakiem, jestem uczniem, to była taka świadomość.
  • Nauczyciel przygotował mnie do Pierwszej Komunii Świętej, gdy przyszedł na to czas. Pamiętam, że nie miałem w co się ubrać, gdy szedłem do Pierwszej Komunii, do kościoła Świętego Idziego w Wyszkowie, ale egzamin zdałem pomyślnie i zostałem przyjęty do Pierwszej Komunii Świętej. Była bardzo głęboko przeżywana, ale bardzo prosta w całej swojej oprawie. Gdy wróciłem do domu nie było żadnego przyjęcia, ani żadnych prezentów z okazji Pierwszej Komunii, ale radość i przeżycie było rzeczywiście ogromne.
  • Niemcy zaczęli wyłapywać naszą młodzież. Po prostu przez Urząd tak zwany Arbeitsamt, który był w Wyszkowie, stworzyli listy chłopców i dziewcząt, i przez sołtysów wręczali wezwania do stawienia się i do wywózki do Rzeszy Niemieckiej. Między innymi właśnie ta wywózka do Rzeszy Niemieckiej na przymusowe roboty szła przez Warszawę, przez ulicę Skaryszewską.
  • Powstanie Warszawskie odegrało jakąś podobną rolę jak wojna w roku 1920, kiedy to armia radziecka szła na Warszawę, ale po trupie polskiej Warszawy chciała zająć Niemcy i Francję, i całą Europę Zachodnią. Politycy później zmądrzeli. Do dzisiaj mądrzy politycy mówią: „No tak, jednak Polska ocaliła Europę”. Ja śmiem twierdzić, możemy także podkreślać, że Powstanie Warszawskie, ta ofiara osiemnastu tysięcy naszych powstańców i dwustu tysięcy cywilów, że może jednak w dużym stopniu ocaliła także Europę Zachodnią.
  • Pragnę jeszcze wrócić do Zgrupowania Armii Krajowej „Kryska”. Tam kapelanem podczas Powstania Warszawskiego był ksiądz Józef Stanek, już obecnie błogosławiony. Dzielny, wspaniały kapłan, Polak i duszpasterz. Służył dzień i noc będąc w sutannie, w stule, codziennie odprawiał Mszę Świętą dla walczących, pochylał się nad rannymi, ratował wielu ludzi spod gruzów, wyciągał ich. Jest tyle wspaniałych świadectw i to on do końca swojej służby był heroicznie wierny swojemu posłannictwu.
  • Radiostację obsługiwali moi bracia cioteczni, Adolf Żuchowski i także Wacław Fydrych, który przeżył obóz i wrócił. Adolf Żuchowski był żołnierzem Armii Krajowej i już zmarł. (...) Radiostacja służyła do nadawania informacji do Londynu. Przekazywano informacje z Warszawy także, które oni otrzymali.
  • Trzeba było dla Niemców oddawać wiele rzeczy, na rzecz armii niemieckiej, i konie, i świnie, i krowy, wszystko było zaznaczone, kolczykowane. Codziennie musiałem do sołtysa nieść butlę mleka, bo tam mleko zlewano i taka była codzienna służba dla Niemców. Mój ojciec służył jako rolnik, musiał się dzielić wszystkimi swoimi plonami. Mama miała ciężkie warunki. (...) nie było wtedy środków do codziennego utrzymania. Była sprawa ubrania, nie było sklepów z ubraniami, więc mamusia musiała wysilać całą swoją pomysłowość jak tutaj nas ubierać. Szyła nam wszystko i czapki, i jesionki, i kurtki, i ubrania, i koszule, była wszechstronna.
  • Wybucha wojna, mam przygotowany już tornister, czy jakiś plecak i mam iść do szkoły 1 września. Do szkoły nie doszedłem, ponieważ cały Wyszków został zburzony w ciągu kilku godzin, padły bomby na nasze miasto, liczące sobie wtedy dwanaście tysięcy mieszkańców, sześć tysięcy Żydów i sześć tysięcy Polaków. W pierwszych godzinach został zburzony kościół i były próby zbombardowania naszej pięknej szkoły zbudowanej przed wojną w 1936 roku przez księdza Jana Trzaskomę, również późniejszego męczennika. Nie doszedłem do szkoły, bo padły bomby, na szczęście nie trafiły na szkołę. Byłem tylko zainteresowany jak ślady bomb, jak doły po bombach wyglądają, wszystko było dla nas niesamowite. Z jednej strony strach, a z drugiej strony, u mnie jako chłopca, zaciekawienie.
  • Z ludnością żydowską stało się tak w Wyszkowie, jak w Warszawie i jak w wielu innych miastach. Po prostu ich domy zostały zniszczone w czasie pierwszego bombardowania. Ludność żydowska zajmowała środek miasta. Jak powiedziałem ich było dużo, sześć tysięcy.