Melchior Wańkowicz: Różnice pomiędzy wersjami

drobne redakcyjne
(+)
(drobne redakcyjne)
 
* Ósma para: Andrzej Romocki i Krysia Heczkówna. Andrzej wraz z bratem Jasiem ruszyli do walki z rąk matki. Jakieś kanapki do plecaka, jakiś guzik – cóż więcej mogła? Andrzeju!... - jeszcze mu wsypała do torby garść cukierków. Andrzej, starszy, sensat, czytający poważne książki ekonomiczne, lubił cukierki. Taki był jeszcze dziecinny!... Zamilkły kroki, opadły ręce w straszliwie z nagła pustym domu. Gdy nagle przez drzwi wsunęła się – męska twarz jej syna, a spod hełmu spojrzały dziecinne dla matki oczy i rozległ się głos, jak dawniej, kiedy chował się za jaki sprzęt i kazał siebie szukać.<br />– Mamuśka, jestem jeszcze.<br />Po Zawadzkim (Zośce) – dowodził kompanią. Przeprowadził, rzecz nieprawdopodobna, kompanię ze Starego Miasta przez Ogród Saski, pilnował odcinka Wisły na Czerniakowie. Kiedy siedzieli, tak już przerzedzeni, w trawach nadwiślanych, mówił do kolegów:<br />– Moja mama to jest o, taka mama, wszystkich was zaprosi do nas na przyszłą Wilię.
** Źródło: ''Ziele na kraterze'', Wydawnictwo Literatura, Łódź 2007, s. 367.
 
* Szkoda tylko, że z tego [polskiej lekkomyślności] właśnie nieuchronnie wypływa dużo fanfaronady, blagi i niepotrzebnego wypinania piersi tam, gdzie się ledwo na trójczynę spełniło obowiązek, i okropnie megalomańskich opowiadań o tym, jak to tyle rzeczy u nas jest lepiej, jak to Anglicy nas podziwiają etc. A z tego wszystkiego – jako polska lekkomyślna synteza wojny: Siądę na konika. Podkręcę wąsika. Dobędę pałasza. Wiwat Polska nasza!
Anonimowy użytkownik